wtorek, 7 sierpnia 2012

Charles Brokaw "Kod Lucyfera"

Tytuł: Kod Lucyfera
Autor: Charles Brokaw
Wydawnictwo: BELLONA










„Przybyłem na tę wyspę, by w spokoju spędzić moje ostatnie dni, lecz nie znalazłem tu spokoju. Znalazłem koniec świata. Widziałem go, widziałem Bestię, Diabła we wszystkich wcieleniach i widziałem jego usiłowania, by zniszczyć świat, zanim powróci Jezus”- pisze Jan z Patmos, znany również jako święty Jan bądź Jan Teolog, uważany za autora Księgi Objawienia Nowego Testamentu. Na Patmos miał on dwie wizję końca świata. Po jeden z nich napisał długi list do siedmiu chrześcijańskich Kościołów w Azji objaśniając, co jest nie w porządku w tych społecznościach, co powinno być zmienione oraz co się stanie, jeśli zmiany te nie zostaną wprowadzone. List ten stał się wspomnianą Księgą Objawienia. W drugiej wizji, mężczyzna ujrzał otwierające się w niebie drzwi co zinterpretował, jako objawienia końca świata i dokonania dzieła zniszczenia przez Szatana. Swoją przepowiednie opisał w Zwoju Radości - dokumencie, który przez tysiące lat pozostawał zaginiony, a wiedzę o jego istnieniu strzegła tajna organizacja Bractwo Ostatniego Zwoju Jana. Zwoju poszukują gorączkowo również potomkowie Kaina i wydaje się, że tym razem mają szansę na sukces. W ich ręce wpada książka, stanowiąca wskazówkę dotyczącą Zwoju oraz opowiadająca o świętym Janie. Problem w tym, że nikt nie umie jej przetłumaczyć. Potrzeba do tego światowej klasy lingwisty, a najlepiej tego, który zdołał odnaleźć mityczną Atlantydę. Potrzebny jest doktor Thomas Lourds – wykładowca na Harvardzie i wybitny badacz języków starożytnych.
Historia świętego Jana i jego objawienia stały się kanwą znakomitej książki, łączącej w sobie przygodę i historię „Kod Lucyfera” Charlesa Brokaw. Napisana z wielkim rozmachem powieść  zabiera nas w szaleńczą podróż po kolejnych krajach, w których szukać będziemy wskazówek prowadzących do odkrycia tajemnicy Zwoju. Otrzemy się o niebezpieczeństwo, narazimy się CIA i zadrzemy z wiceprezydentem USA. Akcja toczy się w szaleńczym tempie nie dając nam ani chwili wytchnienia po czym zostawiając rozedrganych z emocji. Pościgi, strzelaniny, tajemnice i sekrety sięgające wiele wieków wstecz, a także przepowiednie dość mrocznej przyszłości, czyli czasów triumfu Szatana wciągną nawet osoby, które za tego rodzaju literaturą nie przepadają.
Książka zaczyna się niewinnie, nie zapowiadając lawiny wydarzeń obejmujących nawet najwyższe głowy w strategicznych dla gospodarki światowej państwach. Kiedy Lourds wysiada na lotnisku w Stambule oczekuje tylko miłego pobytu, podczas którego ma wygłosić kilka wykładów na prośbę swojej przyjaciółki Olympii Adnan. Spotkanie ponętnej, rudowłosej kobiety, która zwraca się do niego z prośbą o autograf, wydaje się być prawdziwym prezentem od losu. Thomas, który znany ze swojej słabości do pięknych przedstawicielek płci przeciwnej deklaruje się służyć jej jako przewodnik po Stambule nie sądził, że padnie ofiarą porywaczki. Cleena Mac Kenna „świadczy usługi” na rzecz tych, którzy oferują duże sumy. Tym razem zlecenie jest na tyle intratne, że pozwoli jej zabezpieczyć przyszłość siostry i na zawsze odciąć się od przeszłości ojca, bojownika IRA. Tyle tylko, że sama naraża się na niebezpieczeństwo bowiem nie dość, że zleceniodawca nie ma zamiaru zostawiać świadków, to jeszcze jej tropem podąża CIA, które również pragnie przejąć Lourdsa.
I tak przygoda w Stambule zamienia się w mrożące krew w żyłach rozgrywki i w gorączkowe poszukiwanie Zwoju Radości - najbardziej niebezpiecznego dokumentu na świecie. Tłem dla tropienia tajemnic sprzed wieków są rozgrywki na szczytach władzy, zamachy w Arabii Saudyjskiej oraz walka o wpływy i o ropę. Czyżby spełniały się przepowiednie Jana z Palmos i plan Szatana zaczyna się realizować?
„Kod Lucyfera” charakteryzuje niezwykła dynamika akcji czyniąc opowieść idealną kandydatką do filmowej adaptacji. Nie jest to pozycja, nad którą trzeba długo się zastanawiać, kontemplować, co sprawia, że jest znakomitą, niezobowiązującą rozrywką na letnie wieczory czy jesienne popołudnie. Choć sama intryga wydaje się być mocno przerysowana, a Thomas nie pasuje do stereotypu poważnego profesora, skupiając się raczej na kobiecych ciałach niż starożytnym piśmie, to dzięki temu  książka zyskuje na lekkości i spontaniczności. Oczywiście schematyczność powieści wymusza zakończenie w iście amerykańskim stylu, ale przecież ostatecznie nikt nie oczekuje, że Charles Brokaw strąci nas w piekielną otchłań.

Recenzja została także umieszczona na stronach wortalu literackiego Granice.pl

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza