wtorek, 25 listopada 2014

Remigiusz Grzela "Wybór Ireny"

Tytuł: Wybór Ireny
Autor: Remigiusz Grzela
Wydawnictwo: PWN


Żydowska Organizacja Bojowa, czyli ŻOB, była konspiracyjną organizacja wojskowa, utworzoną w 1942 r. w Warszawie. Powstała ona z połączenia Organizacji Bojowej Bloku Antyfaszystowskiego, organizacji młodzieżowej Bund, organizacji Cukunft oraz grup Akiba. Od chwili powstania, ŻOB ściśle współpracował z polskimi organizacjami podziemnymi, a jego dowództwo kierowało powstaniem w getcie warszawskim w 1943 r. Wśród liderów organizacji są takie nazwiska, jak: Mordechaj Anielewicz, Antek Cukierman, Mordechaj Tenenbaum, Arje Wilner. Ci, którzy przeżyli, wzięli udział w powstaniu warszawskim, a także walczyli w oddziałach polskiej partyzantki.

Jedną z osób należących do ŻOB, była Irena Gelblum, kobieta, o której Marek Edelman mówił „łączniczka doskonała”. Witold Bereś i Krzysztof Burnetko w swojej książce „Bohater cienia. Kazik Ratajek” pisali o niej „Irena Gelblum. Zwana też wariatką, a to dlatego, że podejmuje się najbardziej szalonych akcji”. Piękna i odważna, zdeterminowana i nie znająca strachu. Budziła podziw i szacunek, ale też przytłaczała swoją siłą. Dlaczego zatem, kilka lat po wojnie nie poznawała nikogo? Co sprawiło, że świadomie odcięła się od wszystkich znajomych? Że przechodząc przez ulice odwracała głowę w drugą stronę na widok znajomej twarzy? Kim była naprawdę Irena Gelblum?

Na te pytania stara się odpowiedzieć Remigiusz Grzela, w fascynującej książce „Wybór Ireny”, opublikowanej nakładem wydawnictwa PWN. Publikacja stanowi próbę zgłębienia tajemnicy kobiety, która z Ireny Gelblum stała się Ireną Waniewicz, a następnie włoską poetką Ireną Conti, tłumaczką Iwaszkiewicza, Grochowiaka, księdza Twardowskiego, działaczką charytatywną. Po latach wróciła do Polski, by zamieszkać w niezwykłym domu w Konstancinie. Przez większość swojego życia robiła wszystko, by zatrzeć za sobą ślady, by zniknąć … 

„Tą książką chce przywołać sytuację z przeszłości, zobaczyć Irenę w akcji, spróbować spojrzeć bez tezy i ocen. Zestawić ze sobą fragmenty wspomnieć rozsypanych jak puzzle. Na razie nic do niczego nie pasuje. Gdyby pasowało, nie pisałbym…” – te słowa autora, umieszczone w prologu, rozbudzają naszą ciekawość i jednocześnie zapraszają w podróż ścieżkami bohaterki. Ścieżkami krętymi, na których prawda miesza się z fikcją wymyśloną przez samą Gelblum, na których jej wojenna brawura kłóci się z późniejszym, niezrozumiałym postępowaniem. Bohaterka sama niszczyła wszelkie ślady swojego istnienia, systematycznie pozbywała się nie tylko dokumentów, ale też ludzi wokół siebie. We wspomnieniach tych, którzy przeżyli, wciąż jeszcze widać jej cień, zaś z fragmentów tych wspomnień sylwetkę niezwykłej łączniczki, stara się odbudować Grzela. 

Niestety większość z osób, które Irenę znały, które potrafiłyby powiedzieć o niej coś więcej, już nie żyje. Część z nich zginęła jeszcze w trakcie pracy dla ŻOB, część podczas powstania warszawskiego, część zaś zmarła po latach, a autor książki rozminął się po prostu z nimi na linii czasu. Udało mu się jednak dotrzeć do kilku osób, które podzieliły się choć małymi fragmentami przeszłości. Na portret Ireny składają się zatem rozmowy z Symchem Rotem, czyli Kazikiem z warszawskiego Czerniakowa, który osiadł w Izraelu, córką bohaterki - Janką, a także innymi osobami, które miały styczność z poetką po wojnie. Przytacza również fragmenty listów, reportaży i książek, a nawet zdjęć, w których odnajdujemy postać Ireny, nawet wówczas, kiedy bezpośrednio jej nazwisko nie zostaje wymienione. W książce znajdziemy również zapis nieautoryzowanego nagrania z 12 kwietnia 1963 r., w którym na taśmie utrwalona została wypowiedź Ireny dla radia, a także fragmenty listów pisanych przez Romka Piotrowskiego, z którym w pewnym okresie swojego życia Irena była bisko związana. 

Z zebranych materiałów trudno jest zbudować jednoznaczny obraz Gelblum, czy przekonać się, która z jej twarzy była tą prawdziwą. Czy szalonej nastolatki, która ze swoim wdziękiem urodą i aryjskim wyglądem wychodziła cało z niejednej opresji? A może polskiej dziennikarki Ireny Waniewicz? Może jednak uznanej włoskiej poetki, uhonorowanej miedzy innymi Nagrodą Poezji i Krytyki miasta Tagliacozzo? 

Praca nad książką była bez wątpienia prawdziwym wyzwaniem szczególnie, że Irena nie chciała dać się poznać. Po lekturze mam wrażenie, że pod płaszczykiem tej brawury, przebojowości i umiejętności zmiany masek kryje się kobieta, której trauma z przeszłości nie pozwoliła odnaleźć swojego miejsca. Domu nie stworzyła ani w Palestynie, ani we Włoszech, być może Konstancin był namiastką tego, co chciała osiągnąć i bezpieczną przystanią na ostatnie lata życia. A może był tylko kolejną scenografią dla roli, którą odgrywała? 

Czy Remigiusz Grzela osiągnął swój cel? Czy udało mu się odkryć wszystkie sekrety Ireny, przekonać się kim naprawdę była? Na te pytania odpowiedź można znaleźć w książce „Wybór Ireny”. Książce emocjonalnej, bowiem złożonej z bolesnych wspomnień, fragmentów nagrań, wywiadów, książek czy rozmów przeprowadzonych przez autora, a także osobistych uwag samego Grzeli. To sprawia, że jest to publikacja trudna w odbiorze, sprawiać może wrażenie chaotycznej, co jednak w żadnym stopniu nie umniejsza jej wartości.

„Jej życie było tak paradoksalne, że największe bajki znajdują potwierdzenie w rzeczywistości” – pisze autor, a nieco tej osobistej bajki Ireny poznajemy i my. Tym sposobem, jest to jedna z tych książek, która przyciągnąć powinna wielbicieli historii oraz poszukiwaczy prawdy o ludziach i wydarzeniach. Jestem przekonana, że Irena Gelblum długo jeszcze będzie budziła emocje – podobnie jak wszystko to, co do końca nie jest poznane.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza