Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 maja 2025

Grzegorz Kozera: "Noc w Berlinie"

Tytuł: Noc w Berlinie
Autor: Grzegorz Kozera
Wydawnictwo: Dobra Literatura



Często sądzimy, że nasze wybory są owocem wolnej woli, wyrazem niezależności i przekonań. Lecz prawda bywa bardziej skomplikowana — sytuacja, w której się znaleźliśmy, czas, w którym przyszło nam żyć, a nade wszystko otoczenie i presja wydarzeń historycznych mają niebagatelny wpływ na to, kim się stajemy. Grzegorz Kozera w swojej powieści „Noc w Berlinie” udowadnia, że człowiek — nawet ten, który chce żyć zwyczajnie i przyzwoicie — może zostać wciągnięty w wir wydarzeń, które go przytłaczają, a nawet niszczą.

piątek, 2 lutego 2024

Natasha Lester "Dom na Riwierze"

Autor: Natasha Lester
Wydawnictwo: Kobiece



Rabowane z domów. Odbierane ludziom przekonanym, że jadą tam, gdzie będą mieli szansę żyć spokojnie. Odbierane z muzeów, rekwirowane z galerii. Przetapiane na kule armatnie i pociski. Takie były losy dzieł sztuki w trakcie II wojny światowej. Niektóre udało się ukryć przed okupantem budując skomplikowane skrytki, chowając po piwnicach i strychach, zakopując w ziemi. Niektóre zostały zniszczone, inne zaginęły, a miejsce ich pobytu jest do tej pory nieznane, o innych zaś wiemy prawie wszystko, włącznie z miejscem ich pobytu. Wiele z tych dzieł udało się po wojnie odzyskać, inne być może wciąż przebywają w miejscu ich ukrycia – przez Hitlerowców, albo przez ludzi, którzy pragnęli zapewnić im bezpieczeństwo.

wtorek, 6 lipca 2021

Podróże z dzieckiem: Görlitz i ZOO

Mówi się, że Görlitz jest najpiękniejszym, a przynajmniej jednym z najpiękniejszych miast w ca­łych Niem­czech. Może pochwalić się największą ilością odrestaurowanych zabytków w kraju, a poza sporą ilością turystów, w tym wielu z Polski (Nysa Łużycka dzieli miasto na pol­ski Zgo­rze­lec i niemieckie Görlitz), miasto bardzo często odwiedzają filmowcy z całego świata, dzięki czemu bywa określane mianem Görliwood. 

czwartek, 21 listopada 2019

Zuzanna Śliwa "Tajemnica alei Klonowej"

Tytuł: Tajemnica alei Klonowej 
Autor: Zuzanna Śliwa 
Wydawnictwo: Replika 



Czy to możliwe, że kiedy umiera człowiek, pozostaje po nim … drzewo? Tak, dzięki wzruszającej tradycji rodziny Klonowskich, w której - w chwili przyjścia na świat nowego członka – sadzone jest drzewo klonu opatrzone jego imieniem. Imiennik drzewa, dożywszy pięćdziesięciu lat, ma za zadanie sadzić kolejne, nie tylko kultywując ten zwyczaj ale i sprawiając, że kolejne pokolenia będą miały świadomość długości swojego rodu, swoich korzeni. 

Z tej właśnie rodziny pochodzi Agnieszka, kobieta u schyłku swojego życia, naznaczonego wielką tajemnicą. Tajemnicą, która w czasie wojny oznaczała śmierć… Sekret, do którego dopuszczone było jedynie niewielkie grono osób, poznajemy dzięki niezwykle frapującej, opartej na prawdziwej historii powieści, autorstwa Zuzanny Śliwy. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Replika książka pt. „Tajemnica alei Klonowej” to kolejny już przykład talentu autorki, zarówno do wyszukiwania porywających i chwytających za serce tematów, ale również do pięknego rozwinięcia ich w powieść. Śliwa oddaje w nasze ręce książkę, którą pamięta się długo, która nie tylko oddaje bestialstwo wojny i dramat tych, którzy zostali skazani na zagładę, ale mówi wieloaspektowo o jej konsekwencjach, zarówno dla jednostki, jak i dla społeczności. 

niedziela, 8 września 2019

Artur Baniewicz "Wołyński gambit. Śledztwo w czasach zbrodni"

Autor: Artur Baniewicz 
Wydawnictwo: Znak 


Akt ludobójstwa, jakim była rzeź wołyńska, to nie tylko fakt historyczny, ale tragedia tych wszystkich, których bliscy padli ofiarą ukraińskich nacjonalistów, a także tych, którzy tragedię tę przeżyli i byli zmuszeni żyć ze wspomnieniami. Ukraińska Armia Powstańcza rozpoczęła operację usuwania z Wołynia jego polskich mieszkańców w 1943 r. Przywódcy nacjonalistów byli przekonani, że taka akcja jest niezbędna, by znienawidzona przez nich Polska raz na zawsze wyrzekła się roszczeń do panowania nad tymi terenami. Ofiarami bestialskich mordów, których kulminacja nastąpiła w lecie, byli nie tylko Polacy, ale i Rosjanie, Żydzi, Ormianie, a nawet Czesi i przedstawiciele innych narodowości zamieszkujących Wołyń, Szacuje się, że zginęło około pięćdziesiąt do sześćdziesięciu tysięcy Polaków, a także – w ramach zemsty – blisko trzy tysiące Ukraińców. 

piątek, 26 kwietnia 2019

Ewa Formella "Muzyka dla Ilse"

Tytuł: Muzyka dla Ilse 
Autor: Ewa Formella 
Wydawnictwo: Replika 


Mimo upływu lat, wspomnienia z II wojny światowej są dla wielu osób wciąż żywe, wciąż noszą oni w sercu traumę, a jakakolwiek próba rozmowy na ten temat, wywołuje gwałtowny sprzeciw. Wojna, nie tylko ta rozpętana przez Hitlera, niesie ze sobą śmierć i zniszczenie, niesie ból, cierpienie, a także ofiary – w większości te niewinne. Tak to już bowiem jest, że to ludność cywilna cierpi najbardziej, szczególnie jeśli jest tak znienawidzona, jak Żydzi. Na temat ich losów w trakcie II wojny światowej, o antysemityzmie i eksterminacji ludności napisano już wiele książek, ale każda kolejna przynosi nową wiedzę, nowe wzruszenia, nowe emocje. 

niedziela, 16 grudnia 2018

Z wizytą w Muzeum Historii Miasta w Lipsku (Niemcy)

Ubiegłoroczna wyprawa do Lipska była tak udana (relacja TU) i tak bardzo pokochałam to miasto, że śmiało mogłabym tam zamieszkać. Dlatego też bez wahania wybrałam się i w tym roku do tego wypełnionego muzyką miejsca, w ramach przygotowań wycieczki przez Towarzystwo Muzyczne im. Ignacego Jana Paderewskiego. Przy okazji trafiliśmy na świąteczny jarmark (relacja TU), po raz kolejny odwiedziliśmy też grób Bacha w kościele św. Tomasza, wędrowaliśmy po znanych nam już uliczkach, ale i odkrywaliśmy nowe. 

niedziela, 9 grudnia 2018

Recenzja Sleepy Lion Hostel w Lipsku

Tegoroczna wizyta w Lipsku zimowa porą nie była planowana, jednak – mając w pamięci cudowny czas, jaki spędziłam w tym muzycznym mieście w ubiegłym roku (relacja TU), nie mogłam nie skorzystać z takiej okazji. Niestety, obywający się w Lipsku jarmark świąteczny (relacja TU) sprawił, że nie było nawet co marzyc o tym, że znów z Pawłem zatrzymamy się w hotelu Five Elements Hostel (recenzja TU), który okazał się być tak gościnny, a przy tym usytuowany zaledwie kilka minut spaceru od kościoła św. Tomasza (i Bacha). Lekko spanikowani posłużyliśmy się wyszukiwarką Booking,com, by znaleźć pokój, a właściwie dwa, bowiem jechaliśmy jeszcze w towarzystwie przyjaciela Pawła, Roberta 

wtorek, 4 grudnia 2018

Czar bożonarodzeniowych jarmarków: Lipsk i Praga

Ponoć święta Bożego Narodzenia w Niemczech uchodzą za najbardziej klimatyczne w całej Europie. Już miesiąc przed samymi świętami rozpoczynają się jarmarki świąteczne, ulice rozświetlają też liczne dekoracje, budujące niezwykłą atmosferę. Co prawda to nie dekoracje i jarmarki świąteczne przyciągnęły mnie znów do Lipska (o poprzedniej podróży pisałam TU), ale propozycja złożona przez Towarzystwo Muzyczne im. Jana Ignacego Paderewskiego w Sosnowcu, dotycząca poszerzenia oferty o wycieczki zorganizowane szlakiem muzyki oraz muzyków. I mimo iż tej muzyki i znanych postaci podczas wycieczki nie zabrakło, to jednak na wizytę na jarmarku świątecznym również znalazłam czas. I śmiało mogę stwierdzić, że ten w Lipsku był najpiękniejszy z wszystkim na których byłam (choć mogę być tu nieobiektywna). Dla kontrastu natomiast, w drodze powrotnej, zawitaliśmy też na jarmark do Pragi, który okazał się być zupełnym rozczarowaniem, zaś ilość ludzi na centymetr kwadratowy powierzchni – nieadekwatna do oferty jarmarku. 

sobota, 18 listopada 2017

Michał Rzecznik, Piotr Nowacki "Reformator. Marcin Luter"

Autor: Michał Rzecznik, Piotr Nowacki
Wydawnictwo: Widnokrąg


W ramach europejskich obchodów 500-lecia Reformacji na rok 2017 zaplanowano zarówno w Polsce, jak i na całym świecie, wiele wydarzeń mających na celu przybliżenie kilkusetletniego dziedzictwa społeczno-kulturalnego społeczności luterańskiej. Kościoły ewangelicko-luterańskie liczą sobie ponad 60 milionów wiernych na całym świecie, a w samej tylko Polsce jest ich blisko 80 tysięcy, co sprawia, że jest to trzeci co do wielkości Kościół chrześcijański w kraju. Kościół Ewangelicko-Augsburski, czyli luterański, jest spadkobiercą spuścizny reformacji zainicjowanej przez księdza Marcina Lutra. Sama reformacja jest kojarzona właśnie z Lutrem, a także z jego słynnymi 95 tezami, odrzucającymi m.in. katolicką naukę o odpustach, które to tezy przybił na drzwiach kościoła zamkowego w Wittenberdze w dniu 31 października 1517 r. Wydarzenie to jest uważane za symboliczny początek reformacji.

poniedziałek, 4 września 2017

Lipsk w pigułce, czyli miejsca, które trzeba zobaczyć

szlak "Śladami nut"
Lipsk, choć nie tak znany jak Drezno, jest miastem, które warto uwzględnić w swoich planach podróży do Niemiec. Choć kojarzy się z nowoczesnością i studentami, nie brak jest w nim miejsc przesyconych historią. Z miastem tym bowiem związani są tacy muzycy, jak Jan Sebastian Bach, który był kantorem w kościele św. Tomasza, a także Wolfgang Amadeusz Mozart czy Robert Schumann. Specjalnie wytyczona ścieżka („Śladami nut”) pokazuje tradycje Lipska, jako miasta muzyki. Tu też zaczęła się rewolucja, która doprowadziła do zjednoczenia Niemiec.

Niestety z Katowic do Lipska nie znaleźliśmy bezpośredniego połączenia. Skorzystaliśmy jednak z oferty PolskiegoBusa do Berlin ZOB (z Katowic wyjechaliśmy o 23.40, na miejscu byliśmy następnego dnia o 7.00; cena 2 biletów 199 zł z opłatą rezerwacyjną), tam zaś czekała nas przesiadka na Flixbus do Leipzig Hbf (Goethestraße). Cena biletu to 23,80 EUR za 2 osoby. Flixbus jeździ co około pół godziny, ale kursy mają różne ceny, warto zatem poczekać kilkanaście minut na ten najkorzystniejszy. Niemiecki przewoźnik mile zaskakuje komfortem autokarów i miłą obsługą – w przeciwieństwie do PolskiegoBusa, w którym mieliśmy nieprzyjemny incydent z obcokrajowcami, którzy wykupując opcję bez rezerwacji miejsc, odmówili zejścia z naszych, zarezerwowanych. Droga powrotna wygląda dokładnie tak samo, choć mam nadzieję, że znajdzie się wkrótce przewoźnik, który wyeliminuje konieczność przesiadki.

wtorek, 29 sierpnia 2017

Halle, czyli tam gdzie urodzil się Händel i przemawiał Luter

Pobyt w Lipsku warto wykorzystać do zwiedzenia Halle, które dzieli od Miasta Muzyki niecała godzina podróży pociągiem (warto poprosić o bilet w obie strony - koszt to ok. 9 EUR). To historyczne i wyjątkowe miasto nad Soławą (Saale) w Saksonii-Anhalt odegrało ważną rolę w życiu Marcina Lutra, który wielokrotnie wygłaszał tu pomiędzy 1545 a 1546 swoje kazania.

Na uliczkach Halle barok miesza się z renesansem, tworząc niezwykłą atmosferę i po dziś dzień zachwycając kunsztem wykonawców budynków. Ponadto, miasto jest miejscem narodzin barokowego kompozytora Jerzego Fryderyka Händla i zasłynęło jako miejsce odbywających się tu co roku festiwali Händla. 

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Jolanta Maria Kaleta "Kolekcja Hankego"

Autor: Jolanta Maria Kaleta
Wydawnictwo: Psychoskok


Czasy II wojny światowej to okres intensywnych grabieży dóbr kultury. Okupant przyczynił się do zniszczenia prawie trzydziestu muzeów, niemożliwe do precyzyjnego oszacowania są straty zbiorów muzealnych, archiwalnych i bibliotecznych. Wiadomo jednak, że ponad pięćset tysięcy dzieł sztuki trafiło w ręce niemieckich oprawców, a w wyniku powojennej rewindykacji udało się odzyskać zaledwie nikły procent utraconych obrazów i eksponatów.

środa, 14 października 2015

Iris May „Dzieci Gosi”

Tytuł: Dzieci Gosi
Autor: Iris May
Wydawnictwo: Dobra Literatura


„Jak można żyć, kiedy popełniło się w życiu tyle błędów co ja? Jak przegnać tyle czarnych myśli? Mam takie oto rozwiązanie: wzbraniam się przed dostrzeganiem mrocznych i posępnych stron życia” - jak bardzo doświadczona przez los musi być osoba, która wypowiada te słowa? Jak wiele musiała przeżyć, zanim znalazła się w tym miejscu i czasie, gotowa podzielić się z nami swoim doświadczeniem i – być może – uchronić przed popełnieniem pewnych błędów?

Na te pytania jesteśmy w stanie odpowiedzieć dzięki lekturze książki Iris May, która przenosi nas za sprawą swojej bohaterki w przeszłość, do Berlina, do początku XX w. Książka „Dzieci Gosi. Losy rodziny polsko-niemieckiej”, opublikowana nakładem wydawnictwa Dobra Literatura, to jedna z tych pozycji, które nie tylko odsłaniają wszystkie absurdy wojny oraz pokazują, przed jakimi wyborami stawał człowiek, a także jedna z tych, które głęboko zapadają w pamięć. Świadomość, że książka powstała na bazie prawdziwych wydarzeń i przedstawia prawdziwe osoby, jeszcze potęguje wrażenie, jakie wywiera na czytelniku. Oddanie głosu głównej bohaterce, starzejącej się mieszkance Berlina, która snuje opowieść o życiu swoim i swoich bliskich, było doskonałym sposobem na to, by już od pierwszej strony nawiązać z czytelnikiem prawdziwą więź, by chciał on poznać losy kobiety, która przeżyła dwie wojny światowe, której granice – zarówno te państwowe, jak i te umowne, stawiane przez ludzi mających o sobie wysokie mniemanie – determinowały dalsze losy oraz stopniowo zabierały kolejnych bliskich. 

Wychowana w berlińskiej, średnio zamożnej rodzinie Grete, była jedną z dwóch córek prokurenta zatrudnionego w odlewni żeliwa. Kiedy zainteresował się nią doktor Kasimir May z Poznania, przedstawiciel Fabryk Chemicznych, mogłoby się wydawać, że to wspaniała szansa na awans społeczny, a przy tym na przyszłość u boku statecznego i przystojnego kawalera. Starszy od Grety o dziesięć lat Kasimir nie tylko rozkochał w sobie dziewczynę, ale swoim wdziękiem i poczuciem obowiązku ujął również rodziców Grete. Rodzina Leitloff nigdy nie zastanawiała się, jak ten związek będzie odebrany przez rodzinę Kasimira, a także jak córka odnajdzie się w innej rzeczywistości. Być może wówczas udałoby się uniknąć bólu oraz poniżania, jakie musiała znosić Grete, nazwana przez matkę Kasimira Małgorzatą.

Matka Kasimira, apodyktyczna i oschła kobieta, rządząca fabryką żelazną ręką i tak samo trzymająca w ryzach rodzinę, nigdy nie zaakceptowała Gosi w roli synowej. Nawet, kiedy na świat przyszły dzieci – Hela i Romek, nie zmieniło to jej stosunku do niej. Na każdym kroku zarówno ona, jak i siostry męża, okazywały pogardę dla Niemki, na dodatek słabo wykształconej i niezbyt majętnej. Rozdźwięk pomiędzy Małgorzatą a rodziną Kasimira pogłębiał się z każdym rokiem, zaś wydarzenia w Sarajewie i wybuch I wojny światowej, pokazały, jak bardzo jest ona znienawidzonym i niepożądanym członkiem rodziny. Dlatego też, kiedy Kasimir pragnąc za wszelką cenę zasłużyć na uznanie ze strony matki, wstępuje do wojska i wyrusza na front, zaś zgnębiona Gosia pakuje się i wraca wraz z dziećmi do Berlina, teściowa nie próbuje nawet jej zatrzymać. Co więcej, pani May nie raczy poinformować synowej o śmierci Kasimira, nie podejmuje zresztą nawet starań, żeby sprowadzić jego ciało do kraju. 

W żadnym z trudnych momentów w życiu Małgorzaty teściowa nie stanęła u jej boku, nigdy też nie okazała choćby cienia sympatii. Mimo iż roztoczyła opiekę nad wnukami, kiedy w Berlinie brakowało wszystkiego, nawet jedzenia, to nigdy nie stała się dla Gosi matką. Wychowanie dzieci w dwóch miastach, w dwóch wrogich państwach skutkowało natomiast tym, że tak naprawdę nie umiały opowiedzieć się one po żadnej ze stron. Szczególnie Roman miał trudności z określeniem swojej przynależności do danego narodu, Hela bowiem czuła się Polką i otwarcie potępiała matkę, nie tylko za jej narodowość, ale także za pozostawienie pod opieką babki.

„Dzieci Gosi” to książka portretująca rodzinę, jakich w wojennych czasach było zapewne wiele – rodzinę, w której małżeństwo połączyło przedstawicieli dwóch narodowości, potęgując konflikt pomiędzy jej członkami i utrudniając samookreślenie się potomstwa, odbierając poczucie bezpieczeństwa wynikające z przynależności do danego miejsca. Iris May na kolejnych stronach wzrusza, ale i budzi gwałtowne emocje w stosunku do bezlitosnych krewnych głównego bohatera, sprawia, że uczestniczymy w bieżących wydarzeniach z pełnym zaangażowaniem, śledząc z zapartym tchem dalszy ich rozwój. Powieść jest również ważną lekcją, którą warto zapamiętać – ojciec Gosi powtarzał jej zawsze: „W życiu możesz stracić wszystko, nie trać tylko ducha!”. Niestety historia życia kobiety ułożyła się tak, że wszystko i wszystkich straciła. Fakt, że opowiada nam swoją historię oznacza jednak, że hart ducha pozostał!

sobota, 16 maja 2015

Grzegorz Kozera "Króliki Pana Boga"

Tytuł: Króliki Pana Boga
Autor: Grzegorz Kozera
Wydawnictwo: Dobra Literatura


„A kiedy trzeba - na śmierć idą po kolei / Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec!” – pisał Juliusz Słowacki w jednym ze swoich utworów. Takimi „kamieniami” są również bohaterowie Grzegorza Kozery, choć oni porównują się z królikami doświadczalnymi, z którymi igra Bóg, realizując być może jeden ze swoich planów…

Niezależnie od tego, jak nazwiemy straceńców składających – dobrowolnie, bądź nie – swoje życie w ofierze, będzie to zawsze akt niezwykle dramatyczny, bolesny i wywołujący emocje. Szczególnie, jeśli zabawkami w rękach losu (Boga?) byli ludzie, ofiary charyzmatycznego szaleńca, który zdołał pociągnąć za sobą tłumy, czyli Hitlera. O tym haniebnym dla ludzkości okresie, jakim była druga wojna światowa, powstało wiele filmów, napisano wiele książek, opowiedziano setki historii. Jedna, jak pokazuje doświadczenie, nigdy nie będzie ich dość, by przestrzec kolejne pokolenia przed walką i szerzącą się nienawiścią. Większość z tych relacji koncentruje się jednak na samej wojnie i rozgrywa się w jej trakcie. Mało jest dokumentów, opisujących dramat tych, którzy pozostali – pozbawieni godności, rodziny, odarci ze złudzeń i nadziei. Dlatego też tak cenna i wyjątkowa jest książka Grzegorza Kozery „Króliki Pana Boga”, opowiadająca właśnie o takich ludziach. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Dobra Literatura powieść stanowi nawiązanie do innej książki autora „Berlin, późne lato”, ale może być odczytana jako osobna historia. Jestem jednak przekonana, że pomimo dojmującego bólu, jakiego doświadczamy podczas lektury, czytelnicy nie mający dotąd okazji sięgnąć po publikacje autora, z pewnością nadrobią to niedopatrzenie. 

Jest maj roku 1945 roku, na froncie toczą się jeszcze działania wojenne, ale po samobójczej śmierci Hitlera jest wiadome, że III Rzesza przegrała. W niemieckich obozach pojawiają się Amerykanie, chociaż ci, którzy przeżyli, wciąż nie mogą uwierzyć w koniec swojej gehenny. Może i dobrze, bowiem tak naprawdę to jeszcze nie jest koniec. Sowiecka armia - rzekomi Wyzwoliciele - panoszy się bezkarnie, kradnąc, gwałcąc i mordując. Panuje głód, wycieńczeni więźniowie umierają w męczarniach, pokonani przez liczne choroby. Ludzie stali się podobni do zwierząt, kieruje nimi wyłącznie chęć przetrwania, nikomu nie można zaufać. 

Taką rzeczywistość oswoić muszą bohaterowie Kozery – Adam, Halina i Honza. Adama wywieziono do Niemiec na roboty przymusowe, wojnę przetrwał pracując w gospodarstwie niejakiego Hermanna Stolza pod Augsburgiem w Szwabii. Halina, znana nam już z poprzedniej powieści, po aresztowaniu w domu niemieckiego pisarza, którego pokochała z wzajemnością, znalazła się w niemieckim obozie. Na jej pasiaku widniała czarna gwiazda, znak „elementu aspołecznego” – zmieniając jej kategorię z więźnia politycznego Niemcy doskonale wiedzieli, że los, na który ją skazują, jest gorszy od śmierci. Stała się bowiem zabawką niewyżytych oficerów, strażników, była również nagrodą dla zasłużonych więźniów. Po wyzwoleniu nie ma żadnych planów, odarta z godności, intymności, nie wie, jak z tych skorup poskładać swoje życie od nowa. Mówi do Adama: „(…) czasem myślę, że powinnam iść do klasztoru i pozostać w nim do końca życia. Mogłabym nawet udawać, że nadal wierzę w Boga (…)”. Plany Adama są proste – skończyć szkołę, spotkać kobietę i założyć z nią rodzinę. Nadrobić stracone lata, zapomnieć o hańbie i cierpieniu. Zanim jednak oboje odnajdą się w powojennym świecie, mają do spełnienia swego rodzaju misję, cel, który ich mobilizuje i nie pozwala zastanawiać się, dlaczego „ludzie ludziom zgotowali ten los”. Oboje pragną za wszelką cenę dotrzeć do Cieszyna, by chory na gruźlicę Honza mógł zobaczyć swoją matkę, być może po raz ostatni…

Czy uda im się ta wędrówka przez ziemie wyzwolone? Jak zdołają przetrwać bez jedzenia, ochrony? Czy trójka życiowych rozbitków nie straci zupełnie wiary w człowieczeństwo? Na te wszystkie pytania odpowiada Grzegorz Kozera w brutalnie prawdziwej, ale boleśnie pięknej powieści „Króliki Pana Boga”. Dojrzała proza autora uderza nas swoją prostotą, surowością i realizmem. Nie ma tu fałszu, nie ma też zbytecznych słów, zdania są odbiciem tego szalonego świata, który na własne życzenie zmierza ku zagładzie. „Razem wracamy z piekła przez czyściec” – mówi Halina, co doskonale oddaje sytuację panującą w trakcie wojny oraz tuż po jej zakończeniu. Ta oszczędność w słowach, surowi i poranieni bohaterowie, nękani przez własną przeszłość i osobiste demony, niezwykle plastyczny obraz powojennych terenów oraz liczne dowody zezwierzęcenia ludzi – to wszystko czyni z powieści Kozery książkę mocną, przerażającą, ale wyjątkową. Książkę jak dotąd najlepszą w dorobku autora…

wtorek, 25 listopada 2014

Remigiusz Grzela "Wybór Ireny"

Tytuł: Wybór Ireny
Autor: Remigiusz Grzela
Wydawnictwo: PWN


Żydowska Organizacja Bojowa, czyli ŻOB, była konspiracyjną organizacja wojskowa, utworzoną w 1942 r. w Warszawie. Powstała ona z połączenia Organizacji Bojowej Bloku Antyfaszystowskiego, organizacji młodzieżowej Bund, organizacji Cukunft oraz grup Akiba. Od chwili powstania, ŻOB ściśle współpracował z polskimi organizacjami podziemnymi, a jego dowództwo kierowało powstaniem w getcie warszawskim w 1943 r. Wśród liderów organizacji są takie nazwiska, jak: Mordechaj Anielewicz, Antek Cukierman, Mordechaj Tenenbaum, Arje Wilner. Ci, którzy przeżyli, wzięli udział w powstaniu warszawskim, a także walczyli w oddziałach polskiej partyzantki.

Jedną z osób należących do ŻOB, była Irena Gelblum, kobieta, o której Marek Edelman mówił „łączniczka doskonała”. Witold Bereś i Krzysztof Burnetko w swojej książce „Bohater cienia. Kazik Ratajek” pisali o niej „Irena Gelblum. Zwana też wariatką, a to dlatego, że podejmuje się najbardziej szalonych akcji”. Piękna i odważna, zdeterminowana i nie znająca strachu. Budziła podziw i szacunek, ale też przytłaczała swoją siłą. Dlaczego zatem, kilka lat po wojnie nie poznawała nikogo? Co sprawiło, że świadomie odcięła się od wszystkich znajomych? Że przechodząc przez ulice odwracała głowę w drugą stronę na widok znajomej twarzy? Kim była naprawdę Irena Gelblum?

Na te pytania stara się odpowiedzieć Remigiusz Grzela, w fascynującej książce „Wybór Ireny”, opublikowanej nakładem wydawnictwa PWN. Publikacja stanowi próbę zgłębienia tajemnicy kobiety, która z Ireny Gelblum stała się Ireną Waniewicz, a następnie włoską poetką Ireną Conti, tłumaczką Iwaszkiewicza, Grochowiaka, księdza Twardowskiego, działaczką charytatywną. Po latach wróciła do Polski, by zamieszkać w niezwykłym domu w Konstancinie. Przez większość swojego życia robiła wszystko, by zatrzeć za sobą ślady, by zniknąć … 

„Tą książką chce przywołać sytuację z przeszłości, zobaczyć Irenę w akcji, spróbować spojrzeć bez tezy i ocen. Zestawić ze sobą fragmenty wspomnieć rozsypanych jak puzzle. Na razie nic do niczego nie pasuje. Gdyby pasowało, nie pisałbym…” – te słowa autora, umieszczone w prologu, rozbudzają naszą ciekawość i jednocześnie zapraszają w podróż ścieżkami bohaterki. Ścieżkami krętymi, na których prawda miesza się z fikcją wymyśloną przez samą Gelblum, na których jej wojenna brawura kłóci się z późniejszym, niezrozumiałym postępowaniem. Bohaterka sama niszczyła wszelkie ślady swojego istnienia, systematycznie pozbywała się nie tylko dokumentów, ale też ludzi wokół siebie. We wspomnieniach tych, którzy przeżyli, wciąż jeszcze widać jej cień, zaś z fragmentów tych wspomnień sylwetkę niezwykłej łączniczki, stara się odbudować Grzela. 

Niestety większość z osób, które Irenę znały, które potrafiłyby powiedzieć o niej coś więcej, już nie żyje. Część z nich zginęła jeszcze w trakcie pracy dla ŻOB, część podczas powstania warszawskiego, część zaś zmarła po latach, a autor książki rozminął się po prostu z nimi na linii czasu. Udało mu się jednak dotrzeć do kilku osób, które podzieliły się choć małymi fragmentami przeszłości. Na portret Ireny składają się zatem rozmowy z Symchem Rotem, czyli Kazikiem z warszawskiego Czerniakowa, który osiadł w Izraelu, córką bohaterki - Janką, a także innymi osobami, które miały styczność z poetką po wojnie. Przytacza również fragmenty listów, reportaży i książek, a nawet zdjęć, w których odnajdujemy postać Ireny, nawet wówczas, kiedy bezpośrednio jej nazwisko nie zostaje wymienione. W książce znajdziemy również zapis nieautoryzowanego nagrania z 12 kwietnia 1963 r., w którym na taśmie utrwalona została wypowiedź Ireny dla radia, a także fragmenty listów pisanych przez Romka Piotrowskiego, z którym w pewnym okresie swojego życia Irena była bisko związana. 

Z zebranych materiałów trudno jest zbudować jednoznaczny obraz Gelblum, czy przekonać się, która z jej twarzy była tą prawdziwą. Czy szalonej nastolatki, która ze swoim wdziękiem urodą i aryjskim wyglądem wychodziła cało z niejednej opresji? A może polskiej dziennikarki Ireny Waniewicz? Może jednak uznanej włoskiej poetki, uhonorowanej miedzy innymi Nagrodą Poezji i Krytyki miasta Tagliacozzo? 

Praca nad książką była bez wątpienia prawdziwym wyzwaniem szczególnie, że Irena nie chciała dać się poznać. Po lekturze mam wrażenie, że pod płaszczykiem tej brawury, przebojowości i umiejętności zmiany masek kryje się kobieta, której trauma z przeszłości nie pozwoliła odnaleźć swojego miejsca. Domu nie stworzyła ani w Palestynie, ani we Włoszech, być może Konstancin był namiastką tego, co chciała osiągnąć i bezpieczną przystanią na ostatnie lata życia. A może był tylko kolejną scenografią dla roli, którą odgrywała? 

Czy Remigiusz Grzela osiągnął swój cel? Czy udało mu się odkryć wszystkie sekrety Ireny, przekonać się kim naprawdę była? Na te pytania odpowiedź można znaleźć w książce „Wybór Ireny”. Książce emocjonalnej, bowiem złożonej z bolesnych wspomnień, fragmentów nagrań, wywiadów, książek czy rozmów przeprowadzonych przez autora, a także osobistych uwag samego Grzeli. To sprawia, że jest to publikacja trudna w odbiorze, sprawiać może wrażenie chaotycznej, co jednak w żadnym stopniu nie umniejsza jej wartości.

„Jej życie było tak paradoksalne, że największe bajki znajdują potwierdzenie w rzeczywistości” – pisze autor, a nieco tej osobistej bajki Ireny poznajemy i my. Tym sposobem, jest to jedna z tych książek, która przyciągnąć powinna wielbicieli historii oraz poszukiwaczy prawdy o ludziach i wydarzeniach. Jestem przekonana, że Irena Gelblum długo jeszcze będzie budziła emocje – podobnie jak wszystko to, co do końca nie jest poznane.

sobota, 27 września 2014

Podróże z książką - Koniec lata w Bawarii

Tym razem cykl „Podróże z książką” odbywał się pod niemieckim / austriackim niebem.  Wyruszyłam we wtorek w towarzystwie „Inferno” Dana Browna oraz „Wojny w Jangblizji” Agnieszki Steur.

fot. J.Gul
Przygotowania do podróży

wtorek, 21 sierpnia 2012

Mariusz Jaksa Czoba "Tajemnica Starych Dunajczysk"

Tytuł: Tajemnica Starych Dunajczysk
Autor: Mariusz Jaksa Czoba
Wydawnictwo: Rovae Res










Nie ma chyba osoby, która choć raz nie słyszała o bursztynowej komnacie, czyli bursztynowym gabinecie zamówionym przez Fryderyka I Hohenzollerna do podberlińskiego pałacu Charlottenburg. Wykonana przez mistrza bursztyniarskiego z Gdańska, Andreasa Schűtera, została zrabowana przez Niemców w 1941 roku, zaś kilka miesięcy później przewieziona w kilkudziesięciu skrzyniach do Zamku Królewskiego. Tu kończą się fakty, a zaczynają domysły na temat miejsca przechowywania tego cudu wykonanego ludzką ręką - wiadomo, że została znów zapakowana w skrzynie i.. do dziś jej nie odnaleziono. Takich skarbów wywiezionych przez III Rzeszę i ukrytych w różnych rejonach kraju jest prawdopodobnie wiele, a wielbiciele zagadek historii czynnie włączają się w ich poszukiwanie.
Jednym z takich pasjonatów jest Łukasz Jaksa, dziennikarz nieustannie poszukujący dowodów z przeszłości i spędzający każde wakacje na odkrywczych wyprawach z mapą i książkami w ręku. Tym razem kierunek wakacyjnego wyjazdu zdeterminował post,  umieszczony przez niejakiego Vikinga na jednym z forów internetowych, zaś w podróż do Starych Dunajczysk na Dolnym Śląsku zabiera nas Mariusz Jaksa Czoba. Jego debiut powieściowy „Tajemnica Starych Dunajczysk”, opublikowana przez Wydawnictwo Novae Res, to ekscytująca i pełna przygód książka, przesiąknięta duchem historii, łącząca w sobie elementy Indiany Jonesa i „Pana Samochodzika”.
Stara zasypana sztolnia, świadomość, że w kierunku Dolnego Śląska w latach 1943- 1945 wyruszały konwoje niemieckich ciężarówek z tajemniczymi ładunkami i specyficzne ukształtowanie terenu stwarzające możliwości aranżacji licznych kryjówek, przyciągają Łukasza niczym magnes, zaś identyfikacja miejsca opisanego przez Vikinga wzbudza ekscytację. Tyle tylko, że ktoś najwyraźniej nie podziela entuzjazmu ewentualnych odkrywców i robi wszystko, by przegonić turystów (w tym Łukasza) kręcących się wokół wejścia i to za pomocą broni palnej.
Mężczyzna znajduje towarzysza poszukiwań, nastoletniego Marcina Młynieckiego, zwanego Martim, który wraz z mamą spędza na wsi każde wakacje. Ta znajomość jest o tyle cenna, że nad okolicę nadciągają ulewne deszcze, a namiot nie stanowi wystarczającego zabezpieczenia przez strumieniami wody, zawsze zatem lepiej jest skryć się w domu Inki o roziskrzonych oczach. Poza tym ktoś bardzo interesuje się obozowiskiem dziennikarza i nie tylko go śledzi, ale też wywabiając z namiotu przetrząsa jego rzeczy.
Nic jednak nie powstrzyma takiej dwójki pasjonatów przygód szczególnie od chwili, kiedy w ich małe śledztwo włącza się też stary leśniczy. I choć „skarb” odnaleziony w zasypanej grocie daleki jest od bursztynowej komnaty, to jednak stanowi dowód na to, że Niemcy rzeczywiście na Dolnym Śląsku znaleźli niezwykle skuteczne kryjówki.
Kiedy już jesteśmy przekonani, że odkrycie wojskowych pojazdów z pełnym ładunkiem jest kolimacyjnym punktem powieści, Mariusz Jaksa Czoba znów wystawia naszą cierpliwość na próbę. Jego bohater ma jeszcze kilka dni urlopu, które spędzi nie tylko w towarzystwie pięknej matki Matiego, ale i chłopca… kontynuując wraz z nim poszukiwania skarbu - wszak na jednym odkryciu świat się nie kończy.
„Tajemnica Starych Dunajczysk” to prawdziwa kondensacja pomysłów i wydarzeń, nie dająca czytelnikowi nawet chwili na nudę czy refleksję, Obietnica skarbów, takich jak Piękna Madonna wywieziona w czasie wojny z Torunia, motywuje do działania (czytania) i w efekcie rozpoczynając lekturę wieczorem możemy zapomnieć o śnie. Choć niektóre wątki są zbędne bądź też nie mają zakończenia, to nawet nie mamy ochoty zwracać na to uwagi. Wszak zaraz możemy usłyszeć sygnał wykrywacza metali, trafić na tajemniczego strażnika groty bądź… dać się zamknąć w starej studni. Wszystko to rozbudza w nas ducha poszukiwacza przygód, działa na wyobraźnię i wyznacza kierunek następnych wakacji. Nie wiem jak Wy, ale ja wyruszam w kierunku Wrocławia i to w towarzystwie Jaksy. Ahoj przygodo!

Recenzja znajduje się także na stronach wortalu literackiego Granice.pl

niedziela, 15 lipca 2012

Justyna Polanska "Pod niemieckimi łóżkami"

Tytuł:Pod niemieckimi łóżkami
Autor:Justyna Polanska
Wydawnictwo: Świat Książki










„Polska świnia”, „Polski bicz”, „Wschodnia zaraza”, „Dziwka ze Wschodu”,  „Wódkożłopka”  - jakim jeszcze mianem można określić  w tak kulturalnym i absolutnie nie ksenofobicznym kraju jak Niemcy sprzątaczkę? Oczywiście sprzątaczkę z Polski, choć właściwie kraj pochodzenia nie robi tu różnicy, liczy się bowiem charakter wykonywanej pracy dla wielu dający podstawę, by sprzątaczkę poniżać, traktować jak śmiecia, obywatela drugiej (ba, nawet trzeciej) kategorii.
Nie można oczywiście zapomnieć, że wszystko to ma swoje podstawy. Wszak sprzątaczki „są nie tylko bezwstydne, nie tylko kradną, ale są w dodatku niedyskretne, potajemnie sabotują swoich pryncypałów”. Toż to niemal diabelskie pomioty. Zastanawiające jest to, dlaczego ludzie mimo takiego złego zdania o sprzątaczkach wciąż decydują się je zatrudniać i w drodze łaski pozawalają sprzątać swoje fekalia czy zakrwawione majtki. Oburzony/oburzona? W takim razie nie sięgaj po książkę  „Pod niemieckimi łóżkami. Zapiski polskiej sprzątaczki”, bowiem jeszcze nie raz z odrazą odwrócisz wzrok od tekstu, czy też, wyobrażając sobie sytuację, nabawisz się wymiotnych odruchów. Autorka książki Justyna Polanska odsłania bowiem przed czytelnikami kulisy zawodu sprzątaczki, zabierając nas tam, gdzie prawie nigdy nie mamy szans zajrzeć – do sypialni wielu domów, do łazienek i ubikacji. A tam, dzieją się rzeczy, o które nawet byśmy nie podejrzewali schludnych i wysoko postawionych właścicieli mieszkań.
Polańska opisuje rozwój swojej kariery jako sprzątaczka od momentu, kiedy w wieku dwudziestu jeden lat podjęła odważną decyzję o wyjeździe do Niemiec jako au pair. Patrząc na pracę swoich rodziców, prowadzących w Lesznie sklep z konfekcją, na zmagania się znajomych z szarą, polską rzeczywistością, w sierpniu 1998 r. odpowiedziała na ogłoszenie w lokalnej gazecie. Konsekwencją tego był wyjazd do miasta Offenbach do rodziny, która poszukiwała pomocy domowej z Polski. Najbogatsza dzielnica miasta, zawody gospodarzy (on – handlarz antykami, ona – stewardessa) dawały nadzieje na poprawę bytu i dobrą prace na czas zaklimatyzowania się w obcym kraju i nauki języka.  Justyna nie spodziewała się jednak, że będzie musiała stawiać czoło takim przeszkodom, jak … głód. Na miejscu okazało się bowiem, że handlowanie antykami oznacza bankructwo i powolną wyprzedaż zawartości swojego domu, a pieniędzy brakowało nierzadko nie tylko na jej wypłatę, ale też na kurs niemieckiego oraz jedzenie.
Wyrwanie się z tego błędnego koła w które wpadła i praca w bistro przekonały ją, że nie można zgadzać się na takie traktowanie i, że (po takim chrzcie bojowym) jest w stanie sama sterować swoim życiem. Stąd praca sprzątaczki, która dla emigranta okazuje się być na tyle intratną, że daje całkiem przyzwoity dochód i możliwość utrzymania się oraz rozwoju.
Autorka przytacza przykłady różnych osobliwości (nie mylić z osobowościami) z jakimi przyszło jej się zetknąć oraz dziwactw, którym ludzie oddają się w swoich domach. Sprząta u sędziny, komisarza policji (uprawiającego konopie na balkonie), adwokatów, lekarzy, pracowników reklamy, a nawet … u właścicieli burdelów. Poznajemy niektórych z jej klientów bliżej – zabawnego „Mr Chaosa”, który jest doradcą doradców i podróżuje po całym świecie, a w międzyczasie jest zdolny do zrobienia nieziemskiego bałaganu, „Panią Pudlo”, która cale życie przechowuje w pudłach,  a także Franka, który marzy o wielkich piersiach Justyny za trzydzieści euro. Polanska pisze o cieniach i blaskach tego typu pracy oraz o różnym podejściu klientów do niej i do jej pracy. Zazwyczaj, niestety, jest to mieszanina pogardy, wyższości, nieuprzejmości, zdarzają się też klienci nieuczciwi, u których całymi tygodniami trzeba się upominać o należność.
„Pod niemieckimi łóżkami” to lektura dla wszystkich, którzy planują wyjazd z Polski i to niezależnie od tego, gdzie planują budować swoje nowe życie. Bo tak, jak cham pozostanie chamem niezależnie od tego, gdzie mieszka, tak sprzątaczki będą różnie traktowane na każdej szerokości geograficznej przez mieszkańców danego kraju. Ważne jest, by to sobie uświadomić zanim podejmiemy decyzję o emigracji. Polanska pisze o swoich przygodach z dużą dozą humoru, choć często jest to czarny humor, a sytuacje w których się znalazła, niebezpieczne. Nie odradza wyjazdu, ale też i do niego nie nakłania – daje nam prawo wyboru lojalnie uprzedzając, że nie zawsze jest wesoło. Bonusem dołączonym do książki jest małe „ABC bezstresowego sprzątania”, czyli rady, jak usunąć osad z armatury, jak wyczyścić zabrudzone ramy okienne czy usunąć plamy – niezbędne dla każdej zabieganej pani domu oraz … sprzątaczki.


Recenzja została także umieszczona na stronach wortalu literackiego Granice.pl