Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poznań. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poznań. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 kwietnia 2019

Piotr Bojarski "Szmery"

Tytuł: Szmery 
Autor: Piotr Bojarski 
Wydawnictwo: Czwarta Strona 



Czy człowiek może tak po prostu zniknąć bez śladu? Czy naprawdę istnieje szansa na uprowadzenie kogoś w taki sposób, by nikt nie zorientował się, że właśnie dochodzi do przestępstwa? Czy może zabraknąć nawet przypadkowych świadków, którzy mieli to (nie)szczęście pojawić się w określonym miejscu i czasie? 

wtorek, 1 maja 2018

Co zobaczyć w Poznaniu?

Pobyt w Poznaniu na Blog Conference Poznań po raz kolejny postanowiłam wykorzystać do tego, by zanurzyć się w miasto, w którym doskonale się czuje i które coraz bardziej kocham (relacja z poprzedniej wizyty TU). Choć i tym razem nie miałam zbyt wiele czasu na zwiedzanie (dlatego postanowiłam wrócić do Poznania jeszcze w tym roku), to z przyjemnością spacerowałam jego uliczkami, chłonęłam wyjątkową atmosferę panującą na rynku, który wieczorem rozbrzmiewa muzyką.
Rozczarowująca okazała się wizyta w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Poznańskiego, ale zawód zrekompensowało Centrum Kultury Zamek. 

wtorek, 24 kwietnia 2018

Recenzja Poco Loco Hostel w Poznaniu

Od chwili, kiedy przeczytałam książkę „magisterkowalski.blog. Historia przerwanej miłości” Tomka Kowalskiego i Agnieszki Korpal (recenzja TU) wiedziałam, że muszę zatrzymać się w stworzonym przez nich hotelu. Ubiegłoroczne uczestnictwo w Blog Conference Poznań miało być szansą na realizację planów, niestety chyba zbyt długo zwlekałam z rezerwacją i nie udało się już znaleźć nawet jednego wolnego łóżka. W tym roku postanowiłam działać odpowiednio wcześniej, choć o pobycie w Poco Loco Hostel zadecydował przypadek, bowiem ponownie zarezerwowałam pobyt w innym miejscu. Odwołana rezerwacja i przeznaczenie pchnęły mnie jednak ostatecznie na ulicę Taczaka 23, gdzie w starej kamienicy mieści się hostel. 

niedziela, 11 czerwca 2017

Recenzja Blooms Boutique Hostel, Inn and Apartments

Uczestnictwo w Blog Conference Poznań stało się nie tylko pretekstem do poznania atrakcji miasta, ale i do zatrzymania się w wyjątkowym miejscu. Mowa tu o Blooms Boutique Hostel, Inn & Apartments, gdzie spędziłam zaledwie jedną noc, ale do którego z pewnością będę powracała. Ten wyjątkowy z uwagi na swój klimat i sympatyczną obsługę obiekt, jest zlokalizowany w zabytkowej kamienicy Willi Kwiatowej z 1903 roku, usytuowanej niedaleko Starego Browaru i popularnej handlowej ulicy Półwiejskiej.

wtorek, 30 maja 2017

Co warto zobaczyć w Poznaniu, czyli spacer po mieście

„Ta myśl, którą wynosim z naszego spotkania / Ta wiara w polskie serca, której nic nie zmieni / Niechaj będzie zarazem słowem pożegnania / Od tych, co Was kochają jak bracia rodzeni / I w ostatnim uścisku, w cichej łez wymowie / Wznoszą po raz ostatni: Wielkopolski zdrowie!” - ten piękny fragment wiersza Adama Asnyka „Toast w Poznaniu”, przez wiele miesięcy zachęcał mnie do podróży do Poznania, jednak dopiero Blog Conference Poznań był powodem, dla którego wyruszyłam w podróż.

wtorek, 2 maja 2017

Joanna Opiat-Bojarska "Gra pozorów"

Tytuł: Gra pozorów
Autor: Joanna Opiat-Bojarska
Wydawnictwo: Czwarta Strona



„Człowiek żyje dzięki właściwej sobie umiejętności zapomnienia. Pamięć zawsze gotowa jest pozbyć się tego, co złe, i zachować tylko to, co dobre” – pisał Warłam Szałamow, rosyjski prozaik i poeta. O tym, jak wielkim darem może być zdolność zapominania wiedzą wszyscy, którzy doświadczyli traumy, którzy stali się świadkami lub bezpośrednim uczestnikami wydarzeń, o których lepiej jest nie pamiętać. Są jednak sytuacje, w których niepamięć jest przekleństwem, nie pozwala bowiem dociec prawdy, zostawia nas z bolesnym uczuciem pustki, świadomość luki w życiorysie staje się poważnym obciążeniem, a próby przypomnienia wiążą się z dużym wydatkiem energii.

środa, 14 października 2015

Iris May „Dzieci Gosi”

Tytuł: Dzieci Gosi
Autor: Iris May
Wydawnictwo: Dobra Literatura


„Jak można żyć, kiedy popełniło się w życiu tyle błędów co ja? Jak przegnać tyle czarnych myśli? Mam takie oto rozwiązanie: wzbraniam się przed dostrzeganiem mrocznych i posępnych stron życia” - jak bardzo doświadczona przez los musi być osoba, która wypowiada te słowa? Jak wiele musiała przeżyć, zanim znalazła się w tym miejscu i czasie, gotowa podzielić się z nami swoim doświadczeniem i – być może – uchronić przed popełnieniem pewnych błędów?

Na te pytania jesteśmy w stanie odpowiedzieć dzięki lekturze książki Iris May, która przenosi nas za sprawą swojej bohaterki w przeszłość, do Berlina, do początku XX w. Książka „Dzieci Gosi. Losy rodziny polsko-niemieckiej”, opublikowana nakładem wydawnictwa Dobra Literatura, to jedna z tych pozycji, które nie tylko odsłaniają wszystkie absurdy wojny oraz pokazują, przed jakimi wyborami stawał człowiek, a także jedna z tych, które głęboko zapadają w pamięć. Świadomość, że książka powstała na bazie prawdziwych wydarzeń i przedstawia prawdziwe osoby, jeszcze potęguje wrażenie, jakie wywiera na czytelniku. Oddanie głosu głównej bohaterce, starzejącej się mieszkance Berlina, która snuje opowieść o życiu swoim i swoich bliskich, było doskonałym sposobem na to, by już od pierwszej strony nawiązać z czytelnikiem prawdziwą więź, by chciał on poznać losy kobiety, która przeżyła dwie wojny światowe, której granice – zarówno te państwowe, jak i te umowne, stawiane przez ludzi mających o sobie wysokie mniemanie – determinowały dalsze losy oraz stopniowo zabierały kolejnych bliskich. 

Wychowana w berlińskiej, średnio zamożnej rodzinie Grete, była jedną z dwóch córek prokurenta zatrudnionego w odlewni żeliwa. Kiedy zainteresował się nią doktor Kasimir May z Poznania, przedstawiciel Fabryk Chemicznych, mogłoby się wydawać, że to wspaniała szansa na awans społeczny, a przy tym na przyszłość u boku statecznego i przystojnego kawalera. Starszy od Grety o dziesięć lat Kasimir nie tylko rozkochał w sobie dziewczynę, ale swoim wdziękiem i poczuciem obowiązku ujął również rodziców Grete. Rodzina Leitloff nigdy nie zastanawiała się, jak ten związek będzie odebrany przez rodzinę Kasimira, a także jak córka odnajdzie się w innej rzeczywistości. Być może wówczas udałoby się uniknąć bólu oraz poniżania, jakie musiała znosić Grete, nazwana przez matkę Kasimira Małgorzatą.

Matka Kasimira, apodyktyczna i oschła kobieta, rządząca fabryką żelazną ręką i tak samo trzymająca w ryzach rodzinę, nigdy nie zaakceptowała Gosi w roli synowej. Nawet, kiedy na świat przyszły dzieci – Hela i Romek, nie zmieniło to jej stosunku do niej. Na każdym kroku zarówno ona, jak i siostry męża, okazywały pogardę dla Niemki, na dodatek słabo wykształconej i niezbyt majętnej. Rozdźwięk pomiędzy Małgorzatą a rodziną Kasimira pogłębiał się z każdym rokiem, zaś wydarzenia w Sarajewie i wybuch I wojny światowej, pokazały, jak bardzo jest ona znienawidzonym i niepożądanym członkiem rodziny. Dlatego też, kiedy Kasimir pragnąc za wszelką cenę zasłużyć na uznanie ze strony matki, wstępuje do wojska i wyrusza na front, zaś zgnębiona Gosia pakuje się i wraca wraz z dziećmi do Berlina, teściowa nie próbuje nawet jej zatrzymać. Co więcej, pani May nie raczy poinformować synowej o śmierci Kasimira, nie podejmuje zresztą nawet starań, żeby sprowadzić jego ciało do kraju. 

W żadnym z trudnych momentów w życiu Małgorzaty teściowa nie stanęła u jej boku, nigdy też nie okazała choćby cienia sympatii. Mimo iż roztoczyła opiekę nad wnukami, kiedy w Berlinie brakowało wszystkiego, nawet jedzenia, to nigdy nie stała się dla Gosi matką. Wychowanie dzieci w dwóch miastach, w dwóch wrogich państwach skutkowało natomiast tym, że tak naprawdę nie umiały opowiedzieć się one po żadnej ze stron. Szczególnie Roman miał trudności z określeniem swojej przynależności do danego narodu, Hela bowiem czuła się Polką i otwarcie potępiała matkę, nie tylko za jej narodowość, ale także za pozostawienie pod opieką babki.

„Dzieci Gosi” to książka portretująca rodzinę, jakich w wojennych czasach było zapewne wiele – rodzinę, w której małżeństwo połączyło przedstawicieli dwóch narodowości, potęgując konflikt pomiędzy jej członkami i utrudniając samookreślenie się potomstwa, odbierając poczucie bezpieczeństwa wynikające z przynależności do danego miejsca. Iris May na kolejnych stronach wzrusza, ale i budzi gwałtowne emocje w stosunku do bezlitosnych krewnych głównego bohatera, sprawia, że uczestniczymy w bieżących wydarzeniach z pełnym zaangażowaniem, śledząc z zapartym tchem dalszy ich rozwój. Powieść jest również ważną lekcją, którą warto zapamiętać – ojciec Gosi powtarzał jej zawsze: „W życiu możesz stracić wszystko, nie trać tylko ducha!”. Niestety historia życia kobiety ułożyła się tak, że wszystko i wszystkich straciła. Fakt, że opowiada nam swoją historię oznacza jednak, że hart ducha pozostał!

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Małgorzata Stegenka „Na skrzydłach jak Nick Vujicic"

Tytuł: Na skrzydłach jak Nick Vujicic
Autor: Małgorzata Stegenka
Wydawnictwo: rozpisani.pl

„Nie mam dłoni, w których mógłbym trzymać dłonie mojej żony. Ale nie potrzeba mi ich, aby obejmować jej serce, a właśnie ono jest tym, co pragnę obejmować najbardziej” – te wzruszające słowa padły z ust Nicka Vujicica, genialnego mówcy motywacyjnego, który porywa tłumy, niosąc nadzieję i wiarę. Pastor Vujicic, bo tak właściwie należy go nazywać, podróżuje po całym świecie głosząc Słowo Boże i przekonując, że zawierzenie Panu pozwala odzyskać spokój i szczęście. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż ów mówca … urodził się bez rąk i bez nóg.
Mimo swojej niepełnosprawności można stwierdzić, że Vujicic żyje bez ograniczeń, każdego dnia próbując nowych rzeczy, przekraczając bariery, a przy tym pomagając milionom ludzi. Sam jest autorem kilku książek, między innymi bestsellera „Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń”, jednak tym razem, jego biografię, a właściwie dowód jego wielkości, przedstawia nam Małgorzata Stegenka, nauczycielka języka angielskiego i autorka publikacji zamieszczanych w prasie katolickiej. Jej książka „Na skrzydłach jak Nick Vujicic”, to pozycja niezwykle wzruszająca, a zarazem emanująca siłą. Choć może dziwić fakt, że żarliwa katoliczka pisze książkę o protestanckim pastorze, to tak naprawdę wspólną płaszczyzną są tu podstawowe prawdy ewangeliczne, a przede wszystkim – miłość do Pana.
Autorka przybliża nam sylwetkę Nicka, mężczyzny, dzięki któremu miliony ludzi na całym świecie uwierzyły, że wszystkie problemy można rozwiązać, że nawet, jeśli upadniesz tysiąc razy, to i tak warto podnieść się i ruszyć w drogę. Jego życie jest najlepszym przykładem takich upadków – urodzony ze zdeformowanym ciałem wzbudzał albo litość, albo przerażenie. Doświadczył odrzucenia i agresji ze strony rówieśników, co stało się przyczyną depresji i próby samobójczej. Jak sam wspomina, nieustannie modlił się do Boga o ręce i nogi, a kiedy po raz kolejny Pan nie spełnił jego próśb, zaczął wątpić w sens wszystkiego. Mówił: „Skoro Bóg nie zabiera mojego bólu, a moje życie pozbawione jest sensu … Skoro żyję tylko po to, by doświadczać odrzucenia i samotności … Jestem ciężarem dla wszystkich i nie ma dla mnie przyszłości … Powinienem skończyć z tym teraz”.
Nick długo skrywał swoje rozterki, nie opowiadał również o szykanach, których stał się ofiarą. Po raz pierwszy zdecydował się na otwartość podczas zebrania chrześcijańskiej młodzieżowej grupy dyskusyjnej. Jego słowa i historia poruszyły zgromadzonych uczniów tak mocno, że wkrótce Vujicic zaczął otrzymywać zaproszenia i prośby o to, by wspomógł potrzebujących słowem. Tak zrodził się Nick-mówca, choć tak naprawdę punktem przełomowym w jego życiu była chwila, w której zawierzył Bogu siebie oraz całe swoje życie.
Stegenka dokumentuje nie tylko dorastanie Nicka, ale i jego pracę polegającą na głoszeniu Słowa Bożego oraz dzieleniu się własnymi doświadczeniami. Pokazuje, jak wyglądają relacje Nicka z biednymi, z więźniami, z ludźmi terminalnie chorymi i kalekimi. Vujicic, nazywany „maszyną do przytulania” nie tylko niesie ukojenie w cierpieniu, daje nadzieje, motywuje do walki, ale również zapewnia, o swojej bezwarunkowej miłości. Niedawno, również w Polsce, w Poznaniu, mogliśmy przekonać się, na czym polega siła Vujicica, co takiego kryją w sobie jego hipnotyzujące oczy oraz doświadczyć fenomenu mówcy. Na spotkaniu tym była również obecna autorka, a co więcej – miała ona możliwość odbyć z Vujicicem bezpośrednią rozmowę.

Poznań
źródło: rozpisani.pl

Praca nad książką trwała trzy lata, zaś jej lektura pozwala przekonać się, jak wiele trudu autorka zadała sobie kompletując materiały i tłumacząc przemówienia. Powstała dzięki temu niezwykła publikacja o niezwykłym człowieku, który nawołuje nas do tego, byśmy żyli godnie, byśmy nie koncentrowali się na swoich wadach czy dobrach doczesnych, ale na drugim człowieku i formach pomocy bliźniemu oraz na czerpaniu zadowolenia z tego, co niesie ze sobą życie. Jak sam Nick mówi: „Znam osoby, które maja idealne ciała, a nie mają nawet w połowie tego szczęścia, jakie ja odnalazłem”.
Zarówno za sprawą samego Nicka, jak i subtelnego ujęcia tematu przez Stegenkę, książka „Na skrzydłach jak Nick Vujicic” jest pozycją niezwykle cenną, nie tylko dla osób chorych na fokomelię, ale dla wszystkich, którzy w życiu pobłądzili, którzy nie czują się na siłach nieść swój krzyż, którzy zmagają się z niepełnosprawnością, śmiertelnymi chorobami, problemami rodzinnymi. Życie Nicka pokazuje, że nie ma sytuacji bez wyjścia, że mamy w sobie siłę, by zmieniać rzeczywistość!