wtorek, 4 grudnia 2018

Czar bożonarodzeniowych jarmarków: Lipsk i Praga

Ponoć święta Bożego Narodzenia w Niemczech uchodzą za najbardziej klimatyczne w całej Europie. Już miesiąc przed samymi świętami rozpoczynają się jarmarki świąteczne, ulice rozświetlają też liczne dekoracje, budujące niezwykłą atmosferę. Co prawda to nie dekoracje i jarmarki świąteczne przyciągnęły mnie znów do Lipska (o poprzedniej podróży pisałam TU), ale propozycja złożona przez Towarzystwo Muzyczne im. Jana Ignacego Paderewskiego w Sosnowcu, dotycząca poszerzenia oferty o wycieczki zorganizowane szlakiem muzyki oraz muzyków. I mimo iż tej muzyki i znanych postaci podczas wycieczki nie zabrakło, to jednak na wizytę na jarmarku świątecznym również znalazłam czas. I śmiało mogę stwierdzić, że ten w Lipsku był najpiękniejszy z wszystkim na których byłam (choć mogę być tu nieobiektywna). Dla kontrastu natomiast, w drodze powrotnej, zawitaliśmy też na jarmark do Pragi, który okazał się być zupełnym rozczarowaniem, zaś ilość ludzi na centymetr kwadratowy powierzchni – nieadekwatna do oferty jarmarku. 

Nieco historii… 

Najdłuższą tradycję mają austriackie jarmarki adwentowe, z których najstarszy organizowany jest w Wiedniu od 1294 roku. Natomiast pierwszym niemieckim miastem, które otrzymało zgodę na otwarcie jarmarku świątecznego (w 1434 roku). Jarmarki bożonarodzeniowe miały ważne znaczenie dla handlu, bowiem przybywali na nie kupcy z całej okolicy, ze swoimi najlepszymi towarami. 

W Lipsku jarmarki bożonarodzeniowe organizowane są od XV wieku, a dokładnie od 1458 roku. Czyni to lipski jarmark drugim najstarszym na świecie. Rozciągający się w samym sercu historycznego Starego Miasta jarmark, dzięki misternie wykonanym stoiskom i bogatej ofercie – zarówno gastronomicznej, rękodzielniczej, jak i kulturalnej sprawia, że uważany jest za jeden z najpiękniejszych i największych w Niemczech. Nic dziwnego, że przyciąga zarówno tłumy turystów, jak i mieszkańców miasta, którzy praktycznie na każdej z głównych ulic znajdą urocze budki z grzanym winem, słodkimi przekąskami (na przykład małymi pączkami z nadzieniem, bogato dekorowanymi piernikami), czy ozdobami choinkowymi i dekoracjami o świątecznej wymowie. Jarmark trwa w tym roku od 27 listopada, aż do 23. grudnia, warto zatem znaleźć czas i wybrać się do Lipska! 

fot. J.Gul

Z wizytą na lipskim jarmarku… 

Do Lipska dotarliśmy w godzinach popołudniowych, ekspresowo pokonując w 5,5 godziny trasę Sosnowiec – Lipsk i meldując się (nie bez przygód) w hostelu. jeszcze tylko krótkie odwiedziny na grobie Bacha (w Thomaskirche), dzięki którym udało nam się dowiedzieć o wieczornym koncercie organowym i już mogliśmy ruszać „w miasto”. Poza fińską wioską na Augustusplatz, gdzie można ponoć skosztować typowo fińskich potraw (odstraszył nas wygląd zupy rybnej), oferta straganów zlokalizowanych w różnych częściach centrum miasta, wydaje się być podobna. 

W drewnianych domkach, z malowniczymi, budzącymi niekiedy zachwyt zdobieniami, kupimy lokalne specjały mięsne (np.na straganach w okolicach Thomaskirche), wyroby cukiernicze (np. pierniki i pączki), rękodzieło oraz ozdoby choinkowe. 

fot. J.Gul
fot. J.Gul

Mnóstwo na jarmarku jest punktów, gdzie możemy zjeść coś gorącego, co – z uwagi na deszczowa pogodę i niską temperaturę – po raz pierwszy doceniłam. Zresztą, będąc na jarmarku bożonarodzeniowym w Niemczech, po prostu trzeba skosztować pieczonych kiełbasek tzw. Bratwurst (cena 3,5-4 Euro) podawanych niczym hot dog w pysznej bułce, czy mięsa przypominającego mielony kotlet, również podawanego tak, jak kiełbaski (P. jadł i stwierdził, że jeszcze lepsze, niż kiełbaska). Oczywiście degustacji mięsiwa nie może nie towarzyszyć kubek gorącego, aromatycznego wina (tzw. Glühwein). W większości budek kosztuje ono 3,5 Euro za kubek, przy czym do rachunku doliczana jest zwrotna kaucja za kubek (2,5 Euro), choć oddawać ich nie trzeba. Niektóre z kubeczków są naprawdę urocze i dlatego warto zabrać je po prostu ze sobą do domu. Każde następne dolanie wina, wpłaty kaucji już nie wymaga. Już jeden kubek tego napoju solidnie rozgrzewa i pozwala dalej eksplorować jarmarczne stoiska, nie zważając na pogodę (a właściwie niepogodę). 

fot. J.Gul
Jarmark nocą, podobnie zresztą jak miasto, wyglądał naprawdę uroczo. Nic jednak nie stracił w dzień – zatrzymaliśmy się przy stoiskach również następnego dnia, w drodze do kawiarni przy Thomaskirche, i w blasku słońca był tak samo cudowny (a wino i kiełbaski tak samo smaczne). 

Mówiąc o winie warto dodać, że atrakcje przewidziane są nie tylko dla dorosłych, ale i dla dzieci – karuzele, szopka z żywymi owieczkami czy scena na której odbywają się występy na żywo, zauroczą również maluchy.. 

fot.J.Gul
fot. J.Gul

Jarmark w Pradze 

W drodze do Polski nie mogliśmy oprzeć się wizycie w Pradze, a właściwie postanowiliśmy sprawdzić, jak w stolicy Czech wygląda jarmark, na który masowo organizowane są z Polski wycieczki. Na jarmarki świąteczne zaprasza oczywiście nie tylko Praga, ale i inne mniejsze miasta oraz zamki czeskie (ponoć uroczy jarmark jest w Ołomuńcu), jednak my zdecydowaliśmy się na praski z uwagi na fakt, iż jest uważany za największy w Czechach. Odbywa się corocznie na Rynku Starego Miasta, w tym roku od 1 grudnia, zaś zapalenie lampek na choince miało miejsce w sobotę 2 grudnia. My przybyliśmy kilka godzin po tym wydarzeniu, ale i ono nie uratowałoby zapewne tego jarmarku. 

fot. J.Gul
fot. J.Gul
Być może, gdyby nie wcześniejsza wizyta w Lipsku, uznalibyśmy jarmark za naprawdę interesujący, niestety przepaść pojawia się już w wyglądzie stoisk, które w Pradze są po prostu zwyczajne. Oferta – zarówno jeśli chodzi o gastronomię, jak i wyroby rękodzielnicze czy ozdoby świąteczne jest podobna – kupimy tu bombki, szopki, drewniane zabawki, miód pitny, czekoladę i inne przysmaki. Ze zdumieniem jednak zauważyliśmy, że ceny w Pradze są wyższe niż w Lipsku, zaś jakość potraw (przynajmniej jeśli chodzi o mięso) – gorsza. 

Powalają również ceny w otaczających rynek restauracjach, dlatego mimo iż chcieliśmy uniknąć jedzenia po raz kolejny bułki z kiełbasą, pokornie wróciliśmy na rynek po wspomnianą przekąskę. Mimo iż grillowana kiełbaska była naprawdę pyszna, to bułka dużo gorszej jakość niż w Lipsku (cena: 60 kc). Patrząc tylko łakomie na obracające się na ruszcie pieczoną szynkę, ignorując już ze złością trdelnik (słodkie drożdżowe ciasto z cukrem i cynamonem nawijane na walce i pieczone), zatrzymaliśmy się tylko na chwilkę przy słynnym zegarze astronomicznym (orloj) i po godzinie spędzonej w Pradze, wyruszyliśmy dużo wcześniej niż planowaliśmy do Polski (z rozczarowaniem w sercu dodam, szczególnie iż uwielbiam Pragę). 

2 komentarze: