środa, 30 grudnia 2015

Mirosław Kowalski "Szkatułka pełna Sahelu. Subsaharyjska ballada"

Tytuł: Szkatułka pełna Sahelu. Subsaharyjska ballada
Autor: Mirosław Kowalski
Wydawnictwo: Helion (Bezdroża)

„Odbywam tę podróż niemal dwieście lat po pierwszych Europejczykach. Nie muszę się przebierać ani ukrywać. Nie muszę znać arabskiego ani żadnego z języków ludów zamieszkujących Sahel. Nie znam obyczajów Bambara ani Mossich, nie przeczytałem w całości Koranu. Czy człowiek będący takim ignorantem może tam wyruszyć? Czy taka podróż może się dobrze skończyć?” – pytania te zadaje sobie wędrowiec, badacz, malarz słów i obrazów. Tak bowiem można określić osobę Mirosława Kowalskiego, lekarza kardiologa, który zabiera nas w daleką wyprawę po to, by sypnąć nam w oczy piaskiem pustyni, by rozwiać nam włosy wiatrem, by poczęstować nas daktylami czy jissuma gounday, by … zauroczyć nas pięknem Czarnej Afryki.

Książkę „Szkatułka pełna Sahelu”, opublikowaną nakładem wydawnictwa Helion, trudno nazwać podróżniczą, nie jest to też przewodnik – chyba że mamy na myśli przewodnik po codziennym życiu i kulturze. Sam autor wskazuje w podtytule na fakt, iż jest to subsaharyjska ballada i chyba to określenie najlepiej oddaje klimat książki, jej nieuchwytny czar oraz plastyczność i melodyjność. Czytając o Sahelu niemal widzimy mieszkańców tego biednego, ale pełnego surowego piękna terenu, czujemy zapachy i doznajemy niezwykłego wrażenia obecności u boku autora. Kowalski opisuje ten mało znany zakątek w taki sposób, że chłoniemy kolejne słowa, weryfikując swoje opinie o życiu na czarnym ladzie, bądź też poddając się tęsknocie za odbyciem takiej podróży w rzeczywistości. 

Autor przybliża nam rzeczywistość, z jaką zmagają się mieszkańcy Sahelu, obrzeża pustyni (tak tłumaczona jest ta nazwa), pisze o historii Afryki, o powstaniu i rozwoju miast, o bolączkach ludzi oraz o różnicach kulturowych. Zatrzymujemy się wraz z nim w Bamako – mieście ludu Bambara, chłonąc opowieść o kolonizacji Sahelu, o niepodległości, o niezwykłej topografii miast, w których brak jest chodników, także o lokalnych podróżach w dość ekstremalnych warunkach, jakie zapewnia sotrama, mały autobus.

Odwiedzamy Muzeum Narodowe w Bamako, Musa Kunda, czyli Muzeum Kobiet, wędrujemy na urwisko Bandiagary, zwiedzając okoliczne osady, poznając kultywowane do dziś tradycje, w tym rytuał zabiegu obrzezania. W Songo nas zachwyt budzi grota pokryta malowidłami; ciekawość rozpalą też zwyczaje Dogonów, wzbudzające pragnienie metaforycznej wędrówki drogą życia. Zdziwienie i niezrozumienie budzi fakt izolacji kobiet w pewnych okresach jej życia, na przykład kiedy miesiączkuje czy karmi dziecko, zaś czytając opisy meczetu Kani Kombolé nie możemy wyjść ze zdumienia nad ekstrawagancją i finezyjnością tej budowli. To zaledwie kilka przystanków, kilka obrazów, które mamy możliwość obserwować i wydarzeń, w jakich mamy możliwość uczestniczyć dzięki Mirosławowi Kowalskiemu, a już wiemy, że chcemy jeszcze. Wraz z nim przemierzamy zatem kolejne setki kilometrów, spacerujemy po Djenné, podziwiamy góry Hombori, odwiedzamy jedno z najbardziej tajemniczych miejsc na ziemi, czyli Timbukt chłonąc jego wyjątkowość, zatrzymujemy się również w Nigerze, zatapiając się w atmosferę odwiedzanych miejsc, poznając ich historię i kulturę, a także bieżące problemy. 

Lektura tekstu pozwala na docenienie reporterskiej ciekawości autora, dzięki której i czytelnik może poznać intrygujące historie na temat lokalnych obyczajów, zagłębić się też w przeszłość, śledząc rozwój poszczególnych miast, wędrówki ludów czy zmiany, które zachodzą obecnie – tak w ludziach , jak i w zamieszkiwanych przez nich osadach. Podróżując wraz ze „Szkatułką…” po tych niezwykłych, pełnych oddechów przodków miejscach zdumiewa fakt, że tak naprawdę do dziś nie znamy dobrze tych terenów, a już na pewno nie doceniamy ich zagadkowego piękna. Ono widoczne jest nie tylko w słowach Mirosława Kowalskiego, ale też w niezwykłych zdjęciach przyrody oraz portretach mieszkańców, które to stanowią integralną część książki. Jedyne, co budzi rozczarowanie to świadomość że książka – jak każda podróż – kończy się zbyt szybko. Pozostaje jedynie mieć nadzieje, że dostaniemy szansę powrotu do miejsc, gdzie znów zbudzi nas głos muezina, gdzie ciekawić będzie opowieść o europejskich wyprawach, gdzie rozpalać wyobraźnie będą obrzędy, festiwale a także grioci i ich opowieści snute muzyką.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz