niedziela, 16 października 2016

Zbraszowska Jaskinia Aragonitowa w Teplicach i nie tylko

Sobotni dzień, jeden z niewielu wolnych, okazał się być niezwykły z wielu powodów. Tym podstawowym była wycieczka do Czech, choć to nie same zwiedzane miasta stanowić miały atrakcję, a słynna Zbraszowska Jaskinia Aragonitowa w Teplicach.

Zaledwie 2,5 godziny dzieli Katowice od tego niezwykłego przykładu cudów natury – najcieplejszej jaskini, w której przez cały rok panuje stała temperatura 14 °C. Jaskinia została odkryta przez dwóch braci Josefa i Cenka Chromych w 1912 roku, zaś dla turystów udostępniono ją w 1926 roku. Warto zapłacić 100 Kč (plus 40Kč, jeśli chcemy zdobyć pozwolenie na robienie zdjęć), by zobaczyć stalagmity gejzerowe oraz aragonitowe nacieki o kształcie przypominającym różyczki kalafiora.

Ta wyjątkowa jaskinia powstała w wyniku równoczesnego oddziaływania dwóch rodzajów procesów krasowych – rozpuszczającej ingerencji chłodnych wód opadowych oraz działania ciepłych wód mineralnych, przepływających przez blok skał wapiennych. Wysoka zawartość dwutlenku węgla w tych wodach powoduje rozpuszczanie skał w szybszym tempie, niż robią to wody infiltrujące z powierzchni terenu. W wyniku tego górne partie jaskini są kształtowane przez chłodniejsze wody powierzchniowe, zaś dolne – przez ciepłe wody mineralne. Z powodu wspomnianej obecności dwutlenku węgla, w jaskini został zainstalowany cały system czujników, komory są również  regularnie wietrzone. Mimo wszystko idąc, mamy świadomość istnienia tzw. duszących jeziorek, a przewodnik dodatkowo potęguję uczucie grozy zapalając specjalną lampkę i spuszczając ją na linie w dół jaskini. Okazuje się, że wystarczy nieznaczne zagłębienie się w czeluściach, by … lampka zgasła. Nie muszę dodawać, że po tej prezentacji kilkakrotnie padło pytanie o niezawodność systemu bezpieczeństwa…

fot. J.Gul
fot. J.Gul
fot. J.Gul
Oczywiście wytyczona trasa turystyczna nie dociera w głąb jaskini, obejmuje bowiem zaledwie jedną trzecią korytarzy jaskini (375 m), mających łączną długość 1322 m. Wędrówka po metalowych podestach biegnących w górę bądź w dół (pokonujemy 126 schodów) trwa około godziny, zaś w jej trakcie przewodnik opowiada o procesach krasowych, pokazuje poszczególne formacje skalne oraz tłumaczy różnicę pomiędzy stalaktytami a stalagmitami. Mamy również możliwość złożenia prośby u św. Antoniego, patrona jaskini (myśleć należy tylko o dobrych rzeczach, inaczej czeka nas kara) oraz podziwiania wyrobów artystycznych, prezentowanych w ostatniej komorze, zwanej marmurową sienią, w której to często organizowane są wystawy i koncerty czy przedstawienia teatralne.

fot. J.Gul
fot. J.Gul
fot. J.Gul
Po wyjściu z jaskini możemy skosztować słynnej wody mineralnej o leczniczych właściwościach czy pospacerować po terenach uzdrowiskowych. Na mnie jednak czekały jeszcze dwa miasteczka - Valašské Meziříčí oraz Hranice.


Valašské Meziříčí 

Pierwsze z tych miast, Międzyrzecze Wołoskie, swoją nazwę wzięło od specyficznego położenia – pomiędzy Dolną Beczwą i Górną Beczwą, które tworzą tu rzekę Beczwę. Pierwsza wzmianka o Meziříčí pochodzi z 1297 roku, jako miasto jest znane od roku 1377. Przymiotnik Valašské został dodany dopiero w XVIII wieku, wcześniej miejsce to było znane jako Meziříčí nad Bečvou albo Meziříčí pod Rožnovem. Tak naprawdę pierwotnie na terenie Międzyrzecza funkcjonowały dwa miasta - Krásno nad Bečvou na prawym brzegu rzeki Dolna Beczwa oraz Meziříčí na lewym brzegu tej rzeki. Zwiedzanie zaczęłam od części prawobrzeżnej, tu bowiem mieści się zamek Kinskich.

fot. J.Gul
fot. J.Gul
fot. J.Gul
fot. J.Gul
fot. J.Gul
Zamek został wzniesiony w 1854 roku przez ród Kinskich, na miejscu wcześniejszej, drewnianej budowli administracyjnej rożnowsko-krasenskiej posiadłości. Eugene Kinsky stworzył doskonale prosperujący interes – to właśnie tu było produkowane najlepsze szkło, które znalazło się na pokładzie Titanica. Niestety, po śmierci pierworodnego syna tego człowieka interesów, majątek odziedziczył drugi syn – Rudolf. Utracjiusz, mężczyzna rozmiłowany w nowinkach technologicznych (i kobietach) przepuścił pieniądze i ostatecznie zamek został w roku 1913 sprzedany podczas licytacji. Nowym właścicielem został przedstawiciel rodziny hrabskiej Seilernów dr. Ladislav Seilern-Aspang, który w 1943 roku sprzedał cały obiekt wraz z otaczającym go parkiem miastu. Od roku 1948 w budynku zamku znajduje się tu siedziba muzeum naukowego. Wtajemniczeni twierdzą, że mieszka tu również … duch pierwszej żony Rudolfa – Elżbiety. Legenda mówi, że jeśli ktoś stanie w niewłaściwym miejscu w pomieszczeniu, które niegdyś było biblioteką właściciela, to padnie ofiarą negatywnej energii (ból głowy, który mnie nękał, był z pewnością klątwą Elżbiety).

fot. J.Gul
fot. J.Gul
fot. J.Gul
Wejście do muzeum to koszt 70 Kč, a w nim czeka na nas zwiedzanie pokaźnej kolekcji rodzimego szkła oraz gobelinów produkowanych nieopodal. Choć ekspozycje są nieco chaotyczne, przenikają się wzajemnie, to i tak można wyłowić to, co nas zainteresuje. Znajdziemy tu m.in. wystawę dotyczącą kolorowego świata przyrody oraz sztuki (zabawy światłem, przykłady złudzenia optycznego), wystawę archeologiczną, malarstwa Bohumíra Jaronek, a także wystawę „Niech stanie się światłość”, prezentującą klosze lamp i żyrandoli, a także ekspozycję wspomnianych gobelinów. Na piętrze znajduje się również kilka pomieszczeń wypełnionych wspaniałymi meblami – biblioteka rodziny Kinskich (ta, w której straszy Elżbieta), sypialnia oraz jadalnia. Po opuszczeniu zamku warto przespacerować się też po otaczających zamek ogrodach.
 
fot. J.Gul
Zamek, to jednak nie jedyne miejsce warte odwiedzenia w Valašské Meziříčí. Koniecznie trzeba zajrzeć do Kościoła św. Trójcy (niestety jest otwarty tylko w lipcu i sierpniu, w pozostałe miesiące należy zamawiać wizytę) oraz przejść się po starym mieście. Tu, oprócz starego spichlerza, w którym obecnie mieści się Centrum Informacji Miejskiej oraz galeria, warto zajrzeć do kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny – pierwotnie gotyckiego obiektu, do którego dobudowano renesansową wieżę i barokową kaplicę. 

Spichlerz
fot. J.Gul
Kościół Wniebowzięcia NMP
fot. J.Gul
Rynek
fot. J.Gul
Rynek
fot. J.Gul
Nie można też pominąć trójskrzydłowego zamku rodu Žerotínů, charakteryzującego się architekturą renesansową z zachowaniem pierwotnego rozmieszczenia i dworem arkadowym. Budowla została wybudowana na miejscu byłej twierdzy i odremontowana w drugiej połowie XVII wieku, zaś w wieku XVIII stała się zamkiem barokowym. Budowę zamku rozpoczął w roku 1538 Jan z Pernštejna. Do 1815 mieli tu siedzibę Žerotínové, następnie zamek należał do rodu Kińskich, a ostatecznie został sprzedany Austrii. W latach 1855 do 1909 mieściło się tu więzienie dla kobiet, zaś obecnie ma tu swoją siedzibę miejska placówka kulturalna. Mając bilet z zamku Kinskich możemy zwiedzić jedną wystawę za darmo, dlatego też z przyjemnością podziwiałam kolejne prace Bohumíra Jaronek.

fot. J.Gul

Hranice

Październikowe dni są niestety zbyt krótkie, żeby w pełni nasycić się sielską atmosferą panującą w mieście – czekały wszak jeszcze na mnie Hranice, ze swoimi pięknymi zabytkami. Zachwyca tam już  sam Stary Ratusz z wieżą widokową, który to obiekt pochodzi z XVI wieku, choć obecny wygląd zyskał w 1869 roku. W roku 2009 została udostępniona zwiedzającym wieża ratusza, służąca jako punkt widokowy, niestety nie udało mi się skorzystać z tej atrakcji. 

Ratusz
fot. J.Gul
Kamienice na rynku
fot. J.Gul
Kamienice na rynku
fot. J.Gul
Nad rynkiem wznosi się natomiast Kościół Ścięcia św. Jana Chrzciciela. Ten późnobarokowy obiekt został wybudowany w latach 1754 –1763, według projektu Fr. Ant. Grimma. Budynek kościoła składa się z jednego głównego i czterech bocznych ołtarzy. Udało mi się wejść do kościoła i poczuć niezwykłą atmosferę w nim panującą, lecz niestety do kolejnego punktu na mapie zwiedzania – synagogi, nie miałam już wstępu (jest ona czynna do godziny 16.). Synagoga ta, w mauretańsko-bizantyjskim stylu, powstała wed­ług projektu Franze Machera w 1863 roku, na miejscu starej synagogi z XVII wieku. Do odprawiania żydowskich nabożeństw służyła do roku 1940, a obecnie znajduje się tu galeria. 

Kościół
fot. J.Gul
fot. J.Gul
Św. Teodor
fot. J.Gul
Synagoga
fot. J.Gul
Wizyta w Hranicach nie może odbyć się bez odwiedzin na zamku, w którym obecnie mieści się Urząd Miejski oraz muzeum. Pierwsze wzmianki o tej hranickiej twierdzy pochodzą z roku 1398, zaś obecny zamek powstawał na przestrzeni XV i XVII wieku. Warto zwrócić szczególną uwagę na renesansowy arkadowy dziedziniec oraz wrażenie przestronności i lekkości, jakie towarzyszy wizycie w obiekcie.

fot. J.Gul

Co kupić?

Będąc w Czechach nie mogę obyć się bez zakupu czekolady Studenckiej i Lentilek, mimo że oba te produkty można dostać w polskich sklepach. Tym razem jednak w Teplicach trafiłam jeszcze na produkt, który sprawił, że kolejne zakupy będą nieco inne – mowa tu o oblatach czeskich (26 Kč) oraz o Štramberské Uši (28 Kč). Pierwszy z tych specjałów przypomina opłatek, przełożony milimetrową warstwą kremu (dostępne w różnych smakach, ja zakupiłam karmelowy), zaś drugi, to delikatne ciasto przypominające smakiem piernik.

fot. J.Gul

4 komentarze:

  1. Natchnęłaś mnie myślą, że może w najbliższe wakacje zabiorę dzieciaki na zwiedzanie jaskiń, w sumie nie mieliśmy jeszcze tego typu wycieczki, jestem pewna, że ich to zainteresuje. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam. W jaskini są barierki, trzeba oczywiście uważać, ale jest sucho, chodzi się po podestach, zatem nawet dzieci mogą ją zwiedzać. W grupie, z którą wchodziłam, był tak ok. 10-letni chłopiec, zafascynowany tym, co go otacza:-)

      Usuń
  2. Bardzo interesujące miejsce. Szkoda, że mam tam tak daleko..


    _____________________
    http://bit.ly/2dI2EGb

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku większych odległości polecam zaplanowanie dłuższego urlopu na Morawach. Od czasu do czasu polecam tam ciekawe miejsca, ale właściwie w każdy miasteczku jest coś, co warto zobaczyć. Polecam połączenie wyjazdu np. z podążaniem szlakiem wina (i z degustacją)

      Usuń