piątek, 29 sierpnia 2025

Selma Lagerlof "Cudowna podróż Tom 1" - STRESZCZENIE SZCZEGÓŁOWE LEKTURY

Rozdział I: Chłopak

Elf

Akcja powieści rozpoczyna się w niedzielę, 20 marca, w południowej części Skanii, regionie Szwecji. Nils Holgersson to czternastoletni chłopiec o jasnych włosach, szczupłej sylwetce, który największą przyjemność czerpał z rozrabiania, objadania się smakołykami i ucinania sobie drzemek. Był okrutny dla zwierząt i niemiły dla ludzi. Rodzice chłopca, biedni rolnicy, szykowali się do wyjścia do kościoła. Nils nie chciał im towarzyszyć i rozmyślał, jak świetnie się składa, że mama i tata znikną na trochę z domu, bo dzięki temu będzie mógł robić to, co mu się spodoba. Chciał m.in. przetestować strzelbę taty. Ojciec pozwolił mu zostać pod warunkiem, że chłopiec przeczyta całe kazanie samodzielnie. Matka przed wyjściem przygotowała mu Biblię leżącą na jednej z półek w pobliżu kominka, otworzyła na wybranej przez siebie stronie Nowego Testamentu i wraz z Komentarzem Marcina Lutra położyła ją na stoliku. Kazanie liczyło czternaście i pół strony. Ojciec zapowiedział jeszcze, że kiedy tylko wrócą do domu, przepyta chłopca dokładnie.

Nils zdecydował się wykonać polecenie ojca, ale po kilku linijkach zasnął. Obudził go hałas. Chłopiec zobaczył, że dębowy kufer, w którym znajdowały się pamiątki po babci chłopca, a który mogła otwierać tylko matka, jest uchylony. Chłopiec zaczął podejrzewać, że ktoś włamał się do domu, nagle jego oczom ukazał się wędrującego po krawędzi kufra elfa. Istota była tak mała, że mogła zmieścić się w jego dłoni. Na jego twarzy widać było liczne zmarszczki, miał czarny frak, duży kapelusz i pumpy, czyli bufiaste spodnie. Chłopiec bez chwili zastanowienia schwytał go w siatkę na owady, którą rodzice zawiesili na oknie. Skrzat błagał nastolatka, by ten wypuścił go na wolność przypominając, ile szczęścia spotkało rodzinę chłopca dzięki niemu. Obiecywał też podarować mu stary dukat,, złoty pieniądz i srebrną łyżkę, jeśli ten go wypuści. Hojność elfa nie zrobiła na chłopcu wrażenia, ale nieco obawiał się on konsekwencji swojego czynu. Przystał zatem na warunki oferowane przez elfa, ale po chwili zmienił zdanie myśląc, że będzie mógł wynegocjować coś więcej. Postanowił jeszcze raz uwięzić małe stworzenie w sieci, ale nagle poczuł silne uderzenie w ucho i coś rzuciło nim o jedną i drugą ścianę, aż nieprzytomny runął na ziemię. Gdy się ocknął, chata i wszystkie sprzęty stały się ogromne. Okazało się, że chłopiec został pomniejszony, za sprawą zaklęcia elfa.

Dzikie gęsi

Chłopiec był przerażony. Patrząc na siebie w lustrze doszedł do wniosku, że najlepszym posunięciem byłoby odnalezienie elfa i pojednanie się z nim. Szukał go w każdym zakamarku domu, nawet w mysiej dziurze, ale elf jakby rozpłynął się w powietrzu. Nagle przypomniało mu się, że elfy lubią kręcić się po oborze, nie tracąc czasu ruszył zatem w tamtym kierunku. Kiedy wszedł, ptactwo zaczęło się z niego naśmiewać i wypominać doznane z jego rąk krzywdy, a on rozumiał każde ich słowo. W poszukiwaniach elfa nie chciał pomóc mu też kot, który przypomniał mu ciągnięcie za ogon, a potem go zaatakował dając do zrozumienia, kto tu teraz rządzi, ani krowy, które wypominały mu min. włożenie osy do ucha czy uderzenie drewniakiem. Najbardziej rozzłoszczona była krowa zwana Majową Różyczką, która przypomniała chłopcu, jak poprzewracał bańki z mlekiem i to, ile łez wylała przez niego matka. Chłopiec zrozumiał, że nie ma nikogo, kto pomógłby mu odnaleźć elfa. Wdrapał się zatem na obrośnięty dziką różą płot i zaczął rozmyślać co zrobi, jeśli już nigdy nie odzyska wyglądu człowieka.

Nils ubolewał nad tym, co stracił, gdy nagle zauważył dzikie gęsi, które lecąc w dwóch rzędach formowały klucz. Ptaki obniżyły lot i zaczęły namawiać domowe ptactwo, by dołączyło do nich i poleciały do wzgórz. Udomowione ptaki odmówiły twierdząc, że tu gdzie są, jest im dobrze. Dołączył tylko młody gąsior, Morten, któremu udzielił się zapał do przygód. Chłopiec chciał go powstrzymać ze względu na rodziców, byłaby to bowiem dla nich spora strata. Ostatecznie ptak wzbił się w powietrze z Nilsem na grzbiecie. Unieśli się w powietrze, a chłopiec starał się znaleźć najwygodniejsze miejsce na grzbiecie, co nie było łatwe, bo powierzchnia była śliska. Ostatecznie schował się w piórach, mocno się trzymając.

Kraciaste krajobrazy

Chłopiec miał takie zawroty głowy, że minęło sporo czasu zanim doszedł do siebie. Wiatr smagał go po twarzy, zaś trzepot skrzydeł brzmiał niczym burza. Gdy w końcu spojrzał w dół zobaczył same kratki. Zaczął się dopytywać, co to za materiał, a gęsi odpowiedziały mu, że łąki i pola. Niks zrozumiał, że ta „szachownica”, to południowa Szwecja. Zaczął się śmiać patrząc na ten krajobraz, ale gęsi skarciły go mówiąc, że to ziemia dobra i żyzna.

Minęli rafinerie cukru Jordeberga, a chłopiec pomyślał, że jeszcze przed rokiem był tu zatrudniony jako stróż. Z lotu ptaka wszystko jednak wyglądało inaczej. Mijali kolejne domostwa, które przyjmowały nazwy od swoich właścicieli, zgodnie ze szwedzkim zwyczajem. Ptaki nadawały im jednak własne nazwy takie jak „Bezziarenkowo” czy „Polana szczęścia”, w zależności od tego, czy chata była bogata, czy biedna.

Rozdział II: Akka z Kebnekaise

Wieczór

Gąsior był dumny, że leci z dzikim ptactwem i może stroić sobie żarty z udomowionych ptaków, ale nie mógł za nim nadążyć. Kiedy frunąca na końcu gąska zauważyła, że kolega leci coraz wolniej, poinformowała o tym przywódczynię całego klucza, która leciała w środku, Akkę z Kebnekaise.

Akka gęsi dawała gąsiorowi rady w stylu: “Lepiej latać prędko niż powoli” albo “Lepiej latać wysoko niż nisko”. Gąsior Marcin próbował sprostać wyzwaniom, ale poczuł się tak wyczerpany, że obniżył bardzo lot, co stało się niebezpieczne i groziło tym, że mało co nie rozharatał sobie piersi o wierzby. Kiedy zirytowana Akka kazała mu zawracać, zrozumiał, że dzikie gęsi zabrały go ze sobą dla żartu i w rzeczywistości nie planowały poprowadzić go do Laponii. Do powrotu namawiał go także Nils mówiąc, że powinien zawrócić w trosce o swoje życie, ale przyniosło to odwrotny skutek. Wściekłość na chłopca dodała mu sił i przestał pozostawać na końcu klucza. Po upływie pewnego czasu gęsi zdecydowały się jeszcze przed wieczorem sfrunąć na ziemię, żeby odpocząć przed kolejnym etapem podróży. Osiedli na brzegu jeziorka Vomb, a Nils zsuwają się z gąsiora doszedł do wniosku, że będą tu spać. Przy brzegu rósł gęsty iglasty las, jezioro pokrywała skorupa brudnego, popękanego lodu. Chłopiec wpadł w rozpacz, był bowiem głodny i nie wiedział, skąd wziąć jedzenie. W marcu nie rosło bowiem nic, co by się nadawało do spożycia. Wtem zauważył nieprzytomnego ze zmęczenia gąsiora Mortena, który zamiast oddychać, wydawał z siebie już tylko syczenie. Zaciągnął go do jeziora, aby ptak mógł się napić. Inne gęsi zupełnie nie zwracały na nich uwagi, zajęte konsumpcją niezbyt świeżych roślin i wodnej kończyny. W podziękowaniu Morten ofiarował chłopcu surowego okonia, a następnie zaproponował mu wspólną podróż do Laponii. Zwierzę chciało udowodnić dzikim, nadętym gęsiom, że razem z chłopcem mu się to uda. Obiecał też , że podrzuci chłopca jesienią do domu. Chłopiec doszedł do wniosku, że faktycznie, lepiej by było nie pokazywać się rodzicom, jako elf.

Gąsior Morten uprzedził Nilsa, aby nie wspominał, kim tak naprawdę jest. Akka zaczęła wypytywać Mortena o różne rzeczy, ale ten stwierdził, że nie ma zbyt wiele do powiedzenia na swój temat. Przywódczyni stwierdziła, że nie ma on szlachetnego pochodzenia i zaczęła dopytywać, po co tak naprawdę chce z nimi lecieć. Morten jednak odparł, że chce udowodnić, że udomowione gęsi też mają jakieś umiejętności. Akka stwierdziła, że jest odważny i pozwoliła mu zostać na kilkudniowy okres próbny. Morten przedstawił Nilsa jako kolegę o imieniu Paluszek, który całe życie pracował z gęsiami, więc może być przydatny. Chłopiec przyznał jednak, że jest człowiekiem, synem gospodarza. Gęsi przestraszyły się i stwierdziły, że nie życzą sobie wśród nich żadnych ludzi, ale Morten obiecał, że jutro odprawi chłopca i odfrunie razem z nim.

Chłopiec marzł coraz bardziej, w końcu gąsior powiedział mu, żeby uzbierał jak najwięcej traw, a wówczas jakoś przetrwają noc. Rozłożyli siano na lodzie, by gąsior nie zmarzł, bo czym Morten przykrył chłopca swoim skrzydłem. Zanurzony w puchu chłopiec zasnął natychmiast.

Pod osłoną nocy

Spokojną noc przerwał atak lisa o imieniu Smirre. Na szczęście Nils obudził się i zaczął gonić za lisem krzycząc, żeby lis ją puścił. Jako elf chłopiec widział wszystko bardzo wyraźnie, mimo nocy. Smirre nie miał pojęcia, skąd pochodzi ludzki głos, ale nie rozglądał się, a Nils biegł wytrwale za nim, aż do lasu. Był przekonany, że ma do czynienia z psem, co rozbawiło lisa, ponieważ był postrachem okolicy i bali się go wszyscy. Chłopak pędził w takim tempie, że już wkrótce złapał lisa za nogi, niestety nie był go w stanie zatrzymać, tylko ciągnął go za sobą. Kiedy w końcu zdał sobie sprawę z tego, jak maciupką istotą jest właściciel głosu, zatrzymał się i przycisnął gęś przednimi łapami, by nie odfrunęła. Miał właśnie odgryźć jej głowę, ale postanowił jeszcze zadrwić z chłopaka mówiąc, żeby ten leciał po jego pana, bo ma zamiar zagryźć gęś. Kpiny na tyle zdenerwowały Nilsa, że uczepił się ogona zwierzęcia, oparł o pień drzewa i kiedy lis otworzył pysk, w ostatniej chwili odciągnął go od szyi gęsi. To tak zaskoczyło lisa, że cofnął się o parę kroków, a gęsi udało się wyswobodzić. Z trudem wzbiła się w powietrze, ale nie była w stanie pomóc Nilsowi, bo miała chore skrzydło. Zły lis postanowił zadowolić się chłopakiem, ale ten tak mocno trzymał się ogona, że lis tylko kręcił się w kółko. W końcu chłopcu udało się wdrapać na drzewo, gdzie lis nie mógł go już dosięgnąć.

Kiedy nastał świt, od strony jeziora słychać było gęsi, które szykowały się do odlotu, a po chwili cała czternastka frunęła ponad lasem. Chłopcu zbierało się na płacz, że został sam.

Dzikie szaleństwo

Przed południem nie działo się nic, aż nagle przefrunęła blisko kryjówki Nilsa pewna samotna gąska, co nie umknęło uwagi lisa. Już po chwili przeleciała kolejna, wybierając tę samą drogę.

Po pewnym czasie leciała jeszcze jedna, niżej niż poprzedniczki, ale i tak lis musiał obejść się smakiem, chociaż niemal ją złapał. Po chwili znów przyleciały kolejne, ale każda próba kończyła się fiaskiem. Okazało się, że gęsi postanowiły dać nauczkę lisowi i podrażnić się z nim. W całym tym zamieszaniu lis przestał też zwracać uwagę na więźnia, który mu uciekł. Po całodziennej, bezowocnej pogoni za gęsiami lis był wykończony, rozczochrany i cały brudny. Zaczął też mieć zwidy i w każdej plamce widział gęś., raz chciał złapać nawet motyla. Tymczasem gęsi latały nad nim cały dzień, pastwiąc się nad lisem. Przestały dopiero wtedy, kiedy wyczerpany lis runął na stos suchych liści kompletnie wyczerpany i ledwo żywy. Tak rozpoczął się konflikt między listem, a stadem gęsi.

Rozdział III: Cudowna podróż Nilsa

Na farmie

W Skanii, historycznej krainie Szwecji, nad jeziorem Vomb, w kępie leszczyn pochwycono wiewiórkę i zaniesiono na pobliską farmę. Wszyscy mieszkańcy oszaleli na punkcie uroczego zwierzątka o eleganckich łapkach, wspaniałej kicie i rudym spojrzeniu. AZ myślą o zwierzątku odrestaurowali nawet starą klatkę dla wiewiórek, w której umieszczono jedzenie i kółko do zabawy. Ludziom wydawało się, że stworzyli dla wiewiórki wspaniałe lokum i byli zaskoczeni, że wcale nie sprawia ona wrażenia szczęśliwej. Wręcz przeciwnie, była smutna i osowiała, siedząca w kąciku i co jakiś czas żałośnie płacząca..

Wszystkie kobiety z obejścia przygotowywały się akurat do jakiejś biesiady, a jedynie pewna staruszka nie brała udziału w pracach. Czuła się odsunięta od wszelkich zadań w kuchni, a przez to niepotrzebna, odrzucona. Usiadła więc w pokoju i zaczęła wyglądać przez okno. Pomiędzy oborą a stajnią znajdowała się brama i nagle kobieta zorientowała się, że przeciska się przez nią maleństwo w skórzanych spodenkach i drewniakach. Natychmiast zorientowała się, że to elf, wiedziała zatem, że nie ma powodu do niepokoju. Wielokrotnie słyszała o tych stworzonkach, które przynoszą szczęście tam, gdzie się pojawią. Chłopiec wspiął się do klatki i szarpnął drzwi próbując je otworzyć. Kobieta nie interweniowała wiedząc, że drzwiczki są zamknięte na kłódkę, by sąsiedzi nie mogli ukraść wiewiórki. I rzeczywiście, Nils szarpnął kilka razy, ale nie zdołał otworzyć klatki. Porozmawiał przez chwilę z wiewiórką, po czym opuścił gospodarstwo. Babcia nie sądziła, że elf wróci, ale i tak dalej wyglądała przez okno. Wkrótce okazało się jednak, że przybiegł ponownie i znów ruszył do klatki wiewiórki. Staruszka dostrzegła, że tym razem trzyma w dłoniach jakieś przedmioty. Rozbił szybę domku dla zwierzaka chodakiem i podał coś wiewiórce. Zaintrygowana staruszka postanowiła ukryć się za pompom stojącą na podwórku w oczekiwaniu na elfa. Obok niej był jeszcze miejscowy kocur, który również dostrzegł maleńką istotę. Marcowa noc była chłodna i staruszka rozważała, czy nie wejść ponownie do domu, kiedy usłyszała kroki. Okazało się, że to elf, który niósł coś wiercącego i piszczącego. Kobieta zrozumiała, że elf ruszył ponownie do lasu, żeby przynieść wiewiórce do karmienia jej dzieci, by nie umarły z głodu. Nagle elf zauważył kota i zastygł w przerażeniu. Wówczas dostrzegł też kobietę. Obdarzając ją zaufaniem podał jej jedną z małych wiewióreczek, by drugą mógł zanieść do klatki drugie wiewiórcze dziecko.

Babunia była tak podekscytowana tą historią, że postanowiła opowiedzieć o niej szczegółowo domownikom, ale nie uwierzono jej. Poprosiła, by w takim razie zajrzeli do klatki wiewiórki. Kiedy ich oczom ukazały się 4 maleństwa, zrobiło im się wstyd i uwolnili wiewiórczą rodzinę.

Vittskövle

Po dwóch dniach stado gęsi zatrzymało się nieopodal dworku Vittskövle we wschodniej Skanii. Wśród nich było 13 szarych gęsi i biały gąsior, który wiózł na grzbiecie małego chłopca. Kiedy gęsi pasły się na łączce, pojawiła się grupka dzieci. Stojąca na posterunku gęś zaczęła trzepotać skrzydłami, by ostrzec o niebezpieczeństwie. Wszystkie gęsi zaczęły odfruwać, tylko udomowiony gąsior dreptał sobie obojętnie, bo nie bał się ludzi. Tymczasem Nils siedział sobie na skraju lasu i grzebał w szyszce w poszukiwaniu nasionek. Ponieważ dzieci znajdowały się coraz bliżej gąsiora, Nils postanowił nie ryzykować i schował się pod liść ostu. Dzieci pochwyciły gąsiora i poszły z nim, a Morten krzyczał błagając Paluszka o pomoc. Nils stwierdził, że w tej sytuacji nie jest w stanie wyciągnąć go z tarapatów, ale pójdzie zobaczyć, dokąd go zabierają. Podążał po śladach białego puchu, które zostawiała gęś. Tak trafił do dworku z pięknymi wieżyczkami o cudownych zdobieniach. Nils pomyślał, że dzieci przyniosły tu gąsiora na sprzedaż i raczej nie spotka go nic miłego. Kiedy zastanawiał się, co zrobić, zobaczył dwudziestoosobową grupę uczniów ze szkoły średniej, którzy przybyli do dworu z opiekunem, by go zwiedzić. Po chwili nauczyciel zostawił grupę, by pójść uzyskać zgodę na zwiedzanie, a jeden z uczniów postanowił napić się wody ze stojącej nieopodal beczki. Zrzucił przy tym małe blaszane pudełeczko z szyi, by mu nie przeszkadzało w piciu. Z pudełeczka wystawały wiosenne kwiaty, a Nils postanowił się w nich ukryć. W międzyczasie opiekun uzyskał zgodę na zwiedzanie i wprowadził grupę na podwórze. Zatrzymał się tam i zaczął opowiadać chłopcom o dawnej architekturze i dziejach pierwszych osadników. Następnie zaprowadził ich do wnętrza dworu, gdzie znów zaczął wygłaszać wykład. Nils coraz bardziej się niecierpliwił, podobnie zresztą jak właściciel pudełeczka i reszta grupy. Mały elf zrozumiał w końcu, jak czuli się niegdyś jego rodzice, których więził dla zabawy w piwnicy. Po jakimś czasie nauczyciel wyszedł z grupką uczniów na zewnątrz, by coś jeszcze powiedzieć o życiu w tamtych czasach, Jednak Nils nie słyszał już jednak szczegółów, ponieważ chłopiec, który go niósł, postanowił wyjść do kuchni, by poprosić coś do picia. Właśnie tam mały skrzat doszedł do wniosku, że nadszedł właściwy moment, by rozpocząć poszukiwania gąsiora. Pod wpływem jego gwałtownych ruchów pudełeczko tworzyło się, ale ucznia w ogóle to nie zdziwiło i zamknął je z powrotem. Spostrzegawcza kucharka była pewna, że w środku znajduje się jakieś żywe stworzenie i nawet o to zapytała chłopca, ale ten odparł, że tam są tylko rośliny. Chciał jej to udowodnić, ale właśnie wtedy Nils wyszedł z pudełka i pobiegł w kierunku wyjścia. Zrobił to na tyle szybko, że nawet młode pomocnice kuchenne nie zauważyły, co to za dziwna istota. Tymczasem reszta grupy słuchała dalszego ciągu wykładu nauczyciela, który przerwany został krzykiem dochodzącym z kuchni. Kucharki goniące Nilsa krzyczały, by go łapać, po czym przyłączyli się do nich wszyscy chłopcy. Jednak Nils był szybszy niż szczur. Złapanie tak niewielkie istoty wcale nie było łatwe, więc chłopakowi szczęśliwie udało się wydostać na wolność.

Przebiegając koło robotniczej chatki, usłyszał za drzwi lament gąsiora, a na progu dostrzegł białe piórko. Niestety Nils nie potrafił samodzielnie otworzyć drzwi. Tymczasem biegnący jego tropem wściekli ludzie byli już bardzo blisko, zaś gąsior płakał coraz bardziej. Nils zebrał się na odwagę i zaczął mocno uderzać pięściami w drzwi, gdy otworzyło je jakieś dziecko. Zerknął natychmiast do pokoju, a jego oczom ukazała się kobieta, która usiłowała odciąć gąsiorowi lotki. Nie chodziło jej o to, by skrzywdzić ptaka, ale chciała zatrzymać Mortena w swoim stadzie gęsi i przez podcięcie lotek uniemożliwić mu dalszą podróż. Gdy kobieta zobaczyła elfa, upuściła nożyce, klasnęła w dłonie i zaczęła bardzo uważnie przyglądać tej dziwnej istocie. W ten oto sposób gąsior został oswobodzony i szybko ruszył w stronę drzwi. Przebiegł koło chłopaka i chwycił go za kołnierzyk. Następnie rozłożył skrzydła i pofrunął. Wszyscy ludzie byli tak zaszokowani całą sytuacją, że śledzili ich odlot z otwartymi ustami.

W klasztornym parku Ővid

Tego dnia, gdy gęsi zabawiały się kosztem lisa, Nils spał sobie w dziupli. Kiedy obudził się w okolicach wieczora, ogarnęły go pewne obawy, że zostanie odesłany do domu i będzie zmuszony pokazać się rodzicom. Jednak gęsi, które akurat kąpały się nieopodal, w jeziorze Vomb, niczego takiego nie sugerowały. Następnego dnia ptaki obudziły się jeszcze przez świtem, a chłopak nie miał cienia wątpliwości, że nadszedł czas powrotu. Jednak ku jego zaskoczeniu gąski pozwoliły, by towarzyszył im podczas porannej wyprawy. Doszedł do wniosku, że nie chcą, by gąsior ruszył w drogę głodny. Ptaki ruszyły w kierunku klasztorów Ővid, położonego w urokliwym parku na wschód od jeziora Vomb. Był to piękny budynek z podłożem ze wspaniałymi fontannami, altanami i zadbanym ogrodem pełnym kwiatów. O poranku w ogrodzie nie było jeszcze nikogo, więc gęsi podleciały do psiej budy i zaczęły wołać, cóż to za chatka. Po chwili wybiegł do nich wściekły pies, który zaszczekał, że nie wolno mówić na jego rezydencję „chatka”.

Nils słuchając jak gęsi przekomarzają się z psem śmiał się do rozpuku, a potem pomyślał, jak wiele takich zabawnych rzeczy usłyszałby w drodze do Laponii, gdyby tylko mógł towarzyszyć gęsiom. Następnie gęsi ruszyły na wielką polanę po wschodniej stronie zamku i spędziły tam dużo czasu. Tymczasem chłopiec spacerował po graniczącym z polaną pobliskim parku, by sprawdzić, czy nie ma w nim jakiś orzeszków. Zbliżyła się do niego Akka pytając, czy natknął się już na jakieś pożywienie, ale chłopiec odpowiedział, że nie. Ona także nie zauważyła nigdzie orzechów, chociaż chciała chłopcu pomóc. Wskazała za to wysuszone kwiaty dzikich róż, które Paluszek spałaszować ze smakiem. Po tym jak gęsi zaspokoiły głód, ruszyły ponownie nad jezioro, gdzie spędziły czas aż do pory obiadowej. Zachęciły nawet gąsiora do różnych wyścigów pływackich i innych zawodów sportowych, jednak ten mimo starań, przegrał z nowymi koleżankami w każdej konkurencji. Nils cały czas siedział na jego grzbiecie i zagrzewał przyjaciela do walki. Kiedy zabawa dobiegła końca, zmęczone towarzystwo udało się na kilkugodzinny wypoczynek na wodzie. Tuż przed zaśnięciem chłopiec pomyślał sobie, że gdyby poleciał z nimi, nie musiałby już od nikogo wysłuchiwać, jaki jest leniwy. Kolejny dzień również upłynął jak poprzedni, a żadna z gęsi nie wspominała o jego odesłaniu. W czwartek jednak chłopiec stracił nadzieję na pozostanie z ptakami. Akka pytała Nilsa czy znalazł już coś do jedzenia, a kiedy odpowiedział przecząco, wskazała mu ziele kminku, na którym były jeszcze nasiona. Kiedy chłopak zaspokoił głód, Akka powiedziała, że jej zdaniem bieganie po parku jest nierozsądne i zaczęła wyliczać chłopcu wrogów, które ma taka mała istota jak on. Może się pojawić się kuna albo lis, a nad jeziorem trafić może na wydry czy łasice. Nils dopiero wówczas uświadomił sobie, ilu różnych zwierząt musi wystrzegać i doszedł do wniosku, że nie będzie mu łatwo przeżyć. Zapytał więc Akke, co może zrobić, żeby nie wpaść w szpony drapieżników. Gęś odpowiedziała mu, że powinien mieć dobre relacje z polnymi i leśnymi zwierzątkami. Korzystając z jej rad, chłopiec postanowił zapytać wiewiórkę Sirle, czy w razie problemów mógłby liczyć na ochronę z jej strony. Jednak zwierzę nie zamierzało mu pomagać. Dodała, że nie może oczekiwać, że ona albo ktokolwiek z lasu będzie chciał mu pomóc. Wszyscy wiedzą bowiem, że jest Nilsem, który niszczył gniazda jaskółek, potłukł jajka skowronka i łapał wiewiórki do klatek. Stwierdziła jeszcze, że powinien się cieszyć, że nie jest zmówili się wszyscy, by zemścić się na nim.

Przez cały czwartek Nils trwał przekonaniu, że nie zostanie zabrany do Laponii. Gdy wieczorem usłyszał, że żonę wiewiórki Sirle zabrano od dzieci, przez co jej młode mogły umrzeć z głodu, nie wahał się ani chwili i pobiegł z pomocą. Już wiemy, że wszystko dobrze się skończyło. Gdy przyszedł piątek do parku, usłyszał jak gile śpiewają na każdym drzewie, że wiewiórkę porwali okrutni ludzie, a Nils zaniósł jej dzieci do wykarmienia, ryzykując własnym życiem. Teraz mógł liczyć na orzechy od wiewiórki, zabawy z zajączkami czy podróż na grzbietach dzikich zwierząt i ucieczkę na ptasich skrzydłach, gdyby na horyzoncie zjawił się lis. Chłopak miał pewność, że gęsi usłyszały całą historię, ale nikt o tym nie wspominał.

W końcu nadeszła niedziela. Minął tydzień od chwili, kiedy Nils został zmieniony w elfa. Akka w podzięce za odważne czyny Nilsa, poinformowała go, że krasnoludek, który go zaczarował, może przywrócić mu ludzką postać, chłopiec musi jednak powrócić do rodziców. Nils jednak odmówił ryzykując, że już nigdy nie odzyska ludzkiej postaci. Zapragnął lecieć ze stadem dzikich gęsi do Laponii.

Rozdział IV: Zamek Glimminge

Potyczki czarnych i szarych szczurów

Stado przybyło nad południową-wschodnią Skanię. Znajdował się tam zamek Glimminge, opuszczony przez ludzi, ale zamieszkały przez nietoperze i czarne szczury, które cieszyły się dużym szacunkiem. Podziwiano je za odwagę, którą wykazywały się podczas bitew z nieprzyjacielem. Ich wrogami były szare szczury, potomkowie imigrantów, którzy początkowo mieszkali na przedmieściach. Kręciły się pod mostami w poszukiwaniu resztek jedzenia, które ludzie wrzucali do wody. Na początku bały się chodzić do miasteczka zamieszkiwanego przez czarne gryzonie, jednak z czasem, gdy stały się liczniejsze, postanowiły zaatakować i czarne szczury wyginały w Skanii. Przetrwały tylko te w zamku Glimmange. Szare szczury nie zamierzały się jednak poddać. Szukały okazji, żeby zdobyć zamek, bo wytępienie wszystkich czarnych współbraci obrały sobie za punkt honoru. Poza tym na zamku było mnóstwo smakowitych kąsków i nagromadzonych przez byłych mieszkańców zapasów.

Bociek

Wcześnie rano dzikie gęsi zostały obudzone przez żurawia o imieniu Trianut, który przesłał pozdrowienia dla Akki i jej stada, zapraszając je wszystkie do Kullabergu, gdzie będą tańczyć wszystkie żurawie. Zaproszenie bardzo gęsi ucieszyło. Akka nie zgodziła się jednak, żeby Nils leciał z nimi. Chłopiec spędził cały dzień nad brzegiem stawu rozgoryczony, że nie wyrażono zgody na jego uczestnictwo w tanecznym pokazie. Było mu przykro, że Akka wciąż nie darzy go zaufaniem szczególnie, że zrezygnował z bycia człowiekiem. Stwierdził, że musi powiedzieć gęsiom, co o tym myśli, ale nie wiedział, jak to zrobić. Dopiero wieczorem ruszył w kierunku Akki, która pasła się na łące w sąsiedztwie kamiennego muru zamku. Gdy podszedł bliżej zaczął krzyczeć, aż wszystkie gęsi podniosły głowy. Wówczas zobaczyły, że wszystkie szare kamienie jakby dostały nóżek. Była to grupa szczurów wspinających się po murze. Było ich tak dużo, że pokryły całą ścianę.

Nagle do Akki przyleciał bocian, pan Ermenrich, który zaczął żalić się na swoje życie i stan gniazda, mówiąc o planowanej wyprowadzce. W końcu, zmieniając temat, zapytał Akkę, czy zwróciła uwagę na tabuny szarych szczurów zmierzające do zamku. Stwierdził, że tej nocy szare szczury zdobędą zamek, ponieważ dzień wcześniej wszystkie czarne szczury poszły w kierunku Kullabergu. Szare zostały na miejscu i są skorzystać z okazji, by zdobyć zamek chroniony przez zaledwie kilka słabych szczurów, które ze względu na słabą kondycję fizyczną nie były w stanie wyruszyć w drogę. Do Akki dotarło, że zły na podstępność szarych szczurów bocian odnalazł ją po to, by ją o tym poinformować. Jednak jak przystało na bociana nie uczynił on nic, by rozwiązać ten problem osobiście. Co więcej, bocian dodał, że poinformowanie o sytuacji czarnych szczurów nic by nie zmieniło, ponieważ zanim by wróciły, szare szczury i tak zdobyły zamek. Akka zdecydowała się udzielić pomocy czarnym szczurom. Czym prędzej zorganizowała zebranie nad jeziorem Vomb.

Paluszek nie był tym razem skory do pomocy, bo miał zły humor. Planował powiedzieć gęsi, że nie ma zamiaru brać udziału w walce z szarymi szczurami. Kiedy podszedł do Akki, bocian szybko chwycił go w dziób i zaczął nim rzucać. Akka jednak upomniała go mówiąc, że nie odróżnia ludzi od żab. Ptak odstawił Paluszka i stwierdził, że wraca do zamczyska i przekaże, że dzika gęś chce im pomóc wraz z Paluszkiem, elfem ludzkiego pochodzenia.

Już po chwili byli w bocianim gnieździe, na którego brzegu siedziały dwie sowy, bury kot i 12 schorowanych czarnych szczurów. Były to zwierzęta, które zwykle się nie przyjaźnią. Czarne szczury były niezwykle przygnębione, a wredny bociek drwił ze zwierząt mówiąc, że mogą spać spokojnie, by Akka z Paluszkiem przylecieli ocalić zamczysko.

Akka stwierdziła, że przydałoby się, żeby sowy pofrunęły z wiadomościami od niej. Te wyraziły chęć pomocy. Pan Sowa został poproszony o odszukanie czarnych szczurów i rozkazanie im, by wróciły do domu, pani Sowa natomiast poleciała do sowy o imieniu Flammea, która zamieszkiwała wieżę katedry w Lund.

Zaklinacz szczurów

Tymczasem szare szczury zaczęły już zdobywać trzecie piętro i lordowską salę balową, aż wreszcie zdobyły z powodzeniem również najwyższe piętro. Nie sprawdziły tylko jednego miejsca – gniazda na dachu. Pani sowa zbudziła akurat śpiącą tam Akkę, by poinformować ją, że Flammea przesłała przedmiot, o który gęś prosiła. Szare szczury natomiast były przekonane, że wrogowie opuścili zamek i nie będą im w niczym przeszkadzać. Ruszyły zatem do skrzyń z ziarenkami, ale po konsumpcji pierwszej, usłyszały z podwórza dźwięk fujarki. Zaczęły porzucać jedzenie i uciekać z zamku przez piwnicę jak najkrótszą drogą. Wiele z nich pozostało jeszcze przez jakiś czas w środku ponieważ stwierdziły, że trudno jest porzucić coś zdobytego z takim trudem. W końcu i one wyskoczyły ze skrzynek w podnieceniu i wydostały się z zamczyska.

Na samym środku podwórka stał malutki chłopiec i grał na fujarce. Szczury nie były w stanie oprzeć się tym słodkim dźwiękom. Chłopiec ruszył przez siebie, cały czas grając na fujarce i wiódł szczury za sobą do Vallby.

Rozdział V: Żurawie tańce na Kullabergu

Na szerokim szczycie Kullabergu znajdują się lasy, pola i wrzosowiska. Wyróżnia się spośród innych gór tym, że przylega do morza. To tu zwierzęta organizują coroczne zloty i huczne imprezy. Bocian Ermenrich odnalazł chłopca i zabrał go do swojego gniazda przepraszając go, za okazanie mu braku szacunku. Nils przyjął przeprosiny i zyskał nowego przyjaciela. Akka także okazała mu trochę więcej ciepła, a w podziękowaniu za uratowanie zamku postanowiono, że chłopiec poleci na spotkanie na Kullabergu. Bociek zaproponował nawet, że może polecieć na jego grzbiecie.

Odbył się Kongres Zwierząt. Wielka uroczystość zaczęła się pokazem tańca wron. Następne wystąpiły zające, później ptaki leśne. Kiedy zwierzęta były zaaferowane śpiewem ptaków, wydarzyło się coś niespodziewanego. Nikt bowiem nie zauważył lisa, który skradał się pod wzgórze gęsi. Nagle dostrzegła go mała gąska, która podniosła alarm. Lis chwycił ją mocno za gardło, żeby przestała krzyczeć, inne gęsi usłyszały jednak ostrzeżenie i wbiły się w powietrze. Inne zwierzęta mogły dostrzec lisa Smirre, który stał na wzgórzu z martwą gęsią w pysku. Odbył się nad nim sąd i zwierzę zostało skazane na wygnane. Aby nikt nie miał wątpliwości, że jest banitą, odgryziono mu prawe ucho.

Kiedy zakończyły się popisy cietrzewi i głuszców, które nawet nie zauważyły wydarzenia z lisem, nadszedł czas na zapasy jeleni. Nadleciały też szare żurawie. Szybując, wykonywały mnóstwo tanecznych ruchów. Ich taniec był magiczny. Zwierzęta, które uczestniczyły w spotkaniu po raz pierwszy, szybko zrozumiały, dlaczego nazwa spotkania pochodzi właśnie od tańca żurawi.

Rozdział VI: W deszczową pogodę

To był pierwszy deszczowy dzień podróży. Nils marzł nawet pod skrzydłami gąsiora. Gęsi natomiast były zadowolone z deszczu, który obudzi ze snu wszystko, co ma rosnąć i dziwiły się ludziom chowającym się przed deszczem. W miarę lotu deszcz jednak zaczął padać coraz mocniej, gęsi poruszały się coraz wolniej, umilkły także ich krzyki. Zadecydowały zatem o postoju pod sosną na środku bagna. Nils postanowił schronić się w pobliskiej wiosce, bez wiedzy stada. Marzył, by posiedzieć przy ogniu i zdobyć trochę jedzenia. Nie wiedział co prawda, gdzie się znajduje, czy to jeszcze Skania czy może Smalandia lub Bleking. Zauważył jednak dość dużą miejscowość i ruszył w jej stronie. Szybko znalazł się w centrum miasteczka, przy głównej ulicy, gdzie znajdowało się wiele drewnianych domów o ładnej konstrukcji. Nilsa ciekawiło, jak ludzie by zareagowali, gdyby zapukał i poprosił o gościnę. Opuściła go jednak odwaga. Nagle zauważył, że w jednym z domów jest balkon, a na zewnątrz wyszła młoda kobieta ciesząc się z deszczu i nadchodzącej wiosny. Chłopiec patrzył na nią i poczuł żal, że wykluczył się z ludzkiego rodu.

Nagle zauważył ogromną Brązową Sowę, która odwiedzała Szarą Sowę. Zaczęły plotkować o pewnym chłopcu ze Skanii, który zmienił się w elfa wielkości wiewiórki i pofrunął do Laponii ze stadem dzikich gęsi. Zaczęły mówić, że jeśli chłopiec zadba o gąsiora i dołoży starań, by wrócił bez szwanku to ... – w tym miejscu przerwały rozmowę i przeniosły się w inne miejsce, żeby nikt nie mógł ich podsłuchać. Nils ze szczęścia skakał do góry podrzucając czapkę. Krzyczał, że wystarczy, że sprawi, by gąsior powrócił do domu i znów będzie człowiekiem. Po chwili ruszył z powrotem do gęsi w kierunku bagien.

Rozdział VII: Trzystopniowe schody

Następnego dnia gęsi miały zaplanowaną wyprawę na północ przez Allbo w Smalandii. Zadaniem Iksi i Kaksi było sprawdzenie czy nic nie stoi na przeszkodzie, by ruszyły w drogę. Gdy wróciły ze zwiadów oznajmiły, że wody są tam zamarznięte, a na polach leży śnieg. Akka jednak zdecydowała o wylocie stwierdzając, że mogą utknąć w miejscu aż do następnego miesiąca. W ten sposób Nilsa czekał przelot nad Blekinge. Za dnia chłopiec odzyskał dobry nastrój i nie mógł zrozumieć, co sprawiło, że ubiegłej nocy dopadło go zrezygnowanie. W trakcie lotu Nils przypomniał sobie, co o tym rejonie opowiadał nauczyciel. Przywołał opowieść nauczyciela o tym, że Smalandię porównać można do wysokiego domu ze świerkami na dachu, do którego wiodą trzy stopnie.Tymi schodami miało być właśnie Blekinge. Kraina ta może pochwalić się też legendą o olbrzymie, którzy żył sobie kiedyś w gigantycznym domu w Smalandii. Gdy był już stary i z trudnością schodził po schodach, by złowić łososia stwierdził, że byłoby lepiej, by to ryba do niego przychodziła. Wdrapał się zatem na dach swojego domostwa z wieloma kamieniami i rzucał nimi do Bałtyku, a przy okazji dokoła, co tak przeraziło łososie, że opuściły morze i ruszyły pod prąd w górę rzek. Wysepki i cypelki leżące u wybrzeży Blekinge to właśnie kamienie, które rzucił olbrzym.

Rozdział VIII: Nad rzeką Ronneby

W Blekinge drogi gęsi i lisa Smirre przecięły się. Początkowo lis trzymał się bardziej północnej prowincji, ale nie odpowiadało mu, że było tam niewiele parków i miejsc, gdzie mógłby polować. Pewnego popołudnia, kiedy akurat Smirre krążył po opustoszałym lesie blisko rzeki Ronneby, zobaczył w powietrzu stado dzikich gęsi. Ponieważ ich szeregi zasilała jedna biała, Smirre od razu je poznał. Bez namysłu pobiegł w ich stronę, by zaspokoić głód i odpłacić za wszystkie upokorzenia. Zobaczył, że zmierzają do rzeki, kierując się na wschód, jednak ostatecznie obrały drogę na południe. Zrozumiał, że gęsi poszukują miejsca na nocleg, więc nie powinien mieć kłopotu z polowaniem.

W końcu gęsi dotarły do Djupafors, gdzie były wodospady. Pod nimi znajdowało się kilka sporych kamieni, pomiędzy którymi woda przypływała rwącym potokiem. Tam właśnie wylądowała Akka. Gąski szybko zasnęły, a Nils pilnował gąsiora jak oka w głowie. W końcu na brzeg dotarł Smirre, ale zdołał dosięgnąć gęsi. Nie poddawał się jednak i przyczaił się, obserwując okolicę. Po chwili zobaczył, jak z wody wychodzi wydra z rybą w pysku. Lis zbliżył się do niej i zaczął się z nią drażnić mówiąc, że w strumyku jest mnóstwo dzikich gęsi, a ją zadowala ryba. Wydra była jednak włóczęgą i dobrze znała lisa. Stwierdziła, że dobrze zna jego numery i wie, jak się zachowuje, kiedy chce komuś podwędzić pstrąga. Smirre również ją poznał i zasugerował Gripe, że nie chce zapolować na gęsi bo wie, że nie ma szans. Wydrze nie spodobało się to, co powiedział lis. Rzuciła zatem rybę i ruszyła do wody, a wkrótce była na kamieniu przy gęsiach. Nagle wydała z siebie dziki pisk i wpadła do wody, która porwała ją. Po chwili lis usłyszał łopot skrzydeł – to gęsi uniosły się do góry i odleciały w poszukiwaniu innego miejsca do spania. Tymczasem wydra wydostała się z wody, a kiedy lis uśmiechnął się szyderczo, wybuchnęła mówiąc, że mimo prądów przepłynęła i wdrapała się po śliskich kamieniach. Niestety nagle jakaś mała istota rzuciła się na nią i skaleczyła w nogę jakimś żelastwem. Ból był tak silny, że wpadła do wody. Nie musiała już nic dodawać, bo lis już pobiegł co sił za gęśmi.

Sytuacja zmusiła ptaki do lotu nocą, ale na szczęście księżyc oświetlał im okolice i udało im się zlokalizować miejsce do lądowania, które już znały. W pobliżu morza, na południe od miasteczka, znajdowało się sanatorium Ronneby, na terenie którego były łaźnie, lecznicze źródełka, duży hotel i niewielkie domki. O tej porze roku sanatorium było puste, więc gęsi wybrały sobie na nocleg jeden z balkonów, na którym natychmiast zasnęły. Chłopak nie mógł spać, nie miał też nawet sił, by wdrapać się pod skrzydło swojego białego przyjaciela. Podziwiał więc ziemię, która w Blekinge łączyła się z morzem. Nagle usłyszał wycie dochodzące z parku uzdrowiska. To lis, który podążał szlakiem gęsi, a kiedy odszukał miejsce ich noclegu zdał sobie sprawę, że nie ma się jak do nich dostać i zaczął przeraźliwie żyć. Starą Akkę obudził ten hałas, a słysząc znajomy głos, zapytała się lisa, co się tak wałęsa po nocy. Lis poprzysięgło zemstę za to, że zostało wygnane ze Skanii. W końcu zrezygnowany lis postawił warunek. Obiecał, że nie będzie ścigał stada, jeśli gęsi oddadzą mu Paluszka. Chłopiec dowiedział się, że gęsi są w stanie ryzykować dla niego życie, ponieważ nie zgodziły się na propozycję lisa.

Rozdział IX.Karlskrona

W Karlskronie był piękny, spokojny księżycowy wieczór. W ciągu dnia wiało i padało, więc ludzie chyba myśleli, że pogoda się utrzymuje, bo nikt nie wychodził na zewnątrz. Kiedy zrobiło się już naprawdę późno, gęsi postanowiły poszukać miejsca do spania na wyspie, bo na lądzie Smirre nie dawał im spokoju. Wybrały wyspę o wysokich klifach, którą pokrywały kanciaste bloki. Wtem Nils zauważył, że te kanciaste bloki to zwykłe bloki, czarna wyspa to miasto, a drobinki złota to oświetlenie uliczne i szyby w oknach. Z kolei stojący najwyżej potwór, którego się przestraszył, to kościół o dwóch wieżach. Trolle morskie, które wcześniej widział, to łódki. Chłopiec przyglądając się statkom dostrzegł, że to okręty wojenne, a miasto z tyloma okrętami, to musi być Karlskrona. Jego dziadek był marynarzem, a o tym mieście opowiadał niemal każdego dnia. Dla gęsi, które chciały odpocząć od lisa, było to idealne miejsce. Chłopiec stwierdził, że też powinien zasnąć, wślizgnął się zatem pod skrzydło gąsiora postanawiając, że wszystko obejrzy rano. Ostatecznie nie spał nawet 5 minut. Zjechał z wieży po przewodach, a następnie po rynnie i w krótkim czasie znalazł się na placu tuż przed wejściem do kościoła. Nikogo na nim nie było, jedyne, co przypominało człowieka, to stojący na wysokim cokole posąg krzepkiego mężczyzny w trójkątnym kapeluszu, długiej kamizelce i pumpach, z długim kijem w dłoni. W końcu chłopiec ruszył na zwiedzanie miasteczka, kiedy nagle zorientował się, że ktoś za nim idzie, stukając o ziemię kijem. Brzmiało to tak, jakby mężczyzna z brązu przechadzał się promenadą. Spanikowany chłopiec przypomniał sobie, jak powiedział do posągu, że ma obwisłe wargi i teraz bał się nawet odwrócić. Nils krążył uliczkami, ale człowieka z brązu nie udawało mu się zgubić. Wtem oczom Nilsa ukazała się brama kościółka, który znajdował się w pobliżu lasu, pobiegł więc bezzwłocznie w tamtym kierunku. Nagle zauważył na dróżce mężczyznę, który do niego machał. Pomyślał, że to jego wybawca, ale nagle zrozumiał swój błąd. Była to drewniana rzeźba postaci o szerokiej, rumianej twarzy, ubranej w brązowy, drewniany płaszcz, drewniane pumpy, drewniane skarpety i czarne drewniane buty. Była to skarbonka dla ubogich. Nagle przypomniał sobie opowieści dziadka o drewnianym posągu z Karlskrony, za którym przepadały dzieci i pomyślał, że to właśnie ten posąg. Nagle Nils zobaczył, że drewniany pan schyla się i wyciąga dłoń w jego stronę. Chłopiec natychmiast wskoczył na szeroką dłoń, a mężczyzna zdjął kapelusz z głowy i ukrył go pod nim. Tuż po tym, jak drewniany posąg przybrał normalną pozę, stanęła przed nim statua z brązu. Drewniana rzeźba zasalutowała gwałtownie mówiąc, że nazywa się Rosenbom, niegdyś pracował jako sterownik na jednym z okrętów wojennych, później służył jako kościelny, a teraz jest skarbonką zbierającą pieniądze dla ubogich. Nilsa zdziwiło, że drewniany posag zwraca się do drugiego per „wasza wysokość”, ale szybko zrozumiał, że postać z brązu to sam założyciel miasta, Karol XI. Następnie posąg z brązu zapytał drewnianego mężczyznę, czy ten widział hultaja, który rozrabia w miasteczku, ten zaś stwierdził, że chłopiec ruszył w stronę stoczni. Posąg Karola XI rozkazał, by Rosenbom pomógł mu szukać chłopca i szybko znaleźli się przy bramie prowadzącej do stoczni. Minęli strażnika, który ich nie zauważył i rozpoczęli poszukiwania. Mężyczyzna z brązu na widok tylu modeli statków zapomniał o wszystkim, a bosman Rosenbom ze „Śmiałka” szczegółowo opowiadał o konstrukcji statków. Następnie wyszli na podwórze, gdzie znajdowała się galeria modeli dawnych okrętów wojennych. Gdy znaleźli się w jednym z nich, człowiek z brązu rzekł do drewnianego, by ten okazał szacunek dla jednostek walczących za ich kraj i zdjął kapelusz. Ten zupełnie zapomniał o Nilsie i zdjął nakrycie głowy, a oczom założyciela miasta ukazał się chłopiec stojący na szczycie łysej głowy posągu z drewna. Już w ogóle się nie bał i krzyknął buńczucznie do człowieka z brązu „Hurra! To ty, długousty!”, na co ten z całej siły uderzył kijem o ziemię. W tej samej chwili wyszło słońce i obaj mężczyźni rozpłynęli się w powietrzy. Gdy zdumiony chłopiec patrzył się na miejsce gdzie niedawno stali, przyfrunęły po niego gęsi i gąsior zabrał go w dalszą podróż.

Rozdział X: Wycieczka na wyspę Őland

Stado gęsi zatrzymało się na posiłek na porośniętej dużą ilością drzew wyspie. Spotkały tam przypadkowo inne szare gąski, których widok bardzo zadziwił Akkę i jej towarzyszki. Do tej pory obierały one bowiem zupełnie inną drogę, trzymając się lądu. Napotkane gęsi zadawały im dużo pytań dotyczących podróży i kłopotów z listem. Stwierdziły też, że Smirre miał dużego pecha, że został wygnany z krainy i że zapewne dotrzyma obietnicy i będzie śledził poczynania gęsi, aż dolecą do Laponii. Przewodniczka szarych gąsek stwierdziła, że radziłaby wybrać się do Laponii przez wyspę Őland, a nie przez Smalandię. Była to rzeczywiście dobra wskazówka i gdy tylko gęsi skończyły posiłek, ruszyły na wyspę Őland. Co prawda nigdy wcześniej tam nie były, ale szare koleżanki dokładnie poinstruował, by jak tam dolecieć. Tego dnia było ciepło i bezpiecznie, zupełnie jak latem, jednak niebo było szare i zachmurzone. Kiedy grupa podróżników wyruszyła ze skalistej wysepki pod nimi przepływało gładkie morze .Patrząc w dół Nils odniósł wrażenie, że woda gdzieś zniknęła. Wszędzie wokół widział tylko niebo i mgłę, dostał zawrotów głowy i mocniej złapał się Mortena.

Nagle Nils usłyszał dwa donośne strzały i ujrzał dwa dymne obłoki unoszące się ku górze. Gęsi jakby obudziły się i zaczęły bardzo panikować, mówiąc, że powinny lecieć wyżej. Dopiero teraz chłopiec zobaczył, że cały czas lecieli wzdłuż wybrzeża i zdecydowanie nie byli w niebie. Ludzie strzelający do nich stali w dwóch rzędach. Niestety stado ptaków, które leciało najbliżej ich nie zauważyło ich na czas i przeleciało za nisko. Kilka skrzydlatych spadło więc do morza, a każdemu ptakowi, który spadał do wody, towarzyszył okrzyk bólu wszystkich tych, które przeżyły. Akka uniosła się w górę z ogromną prędkością i całe stado ruszyło za nią tak szybko jak to było możliwe. Gąskom udało się stamtąd uciec, ale Nils nie mógł przestać się dziwić, że ktoś mógłby chciał zestrzelić te wspaniałe gęsi. Stwierdził, że ludzie kompletnie nie wiedzą, co czynią.

Szare gęsi ostrzegły stado Akki, by nie kierowało się na południowy cypel wyspy Őland, ponieważ znajdowała się tam armata rozganiająca mgłę.

Rozdział XI: Na południowym krańcu wyspy Őland

Na południu wyspy Őland znajduje się królewska posiadłość Ottenby, która ciągnie się od wybrzeża do wybrzeża. Spośród innych wysp wyróżnia ją to, że jest ulubionym miejscem spotkań ptaków wędrownych. W XVIII wieku królowie urządzali na niej polowania i był tu ogromny park jeleni. W okolicach znajdowały się stajnie, w których hodowano rasowe konie oraz farma, gdzie trzymano owce. Obecnie nie ma tam już ani owiec, ani rasowych koni, a na wyspie znajdują się tylko stada młodych koni, na których jeździ kawaleria, ale nie są one rasowe.

Było to doskonałe miejsce dla życia dla zwierząt. Na półtorej mili, wzdłuż wybrzeża wschodniego rozciągają się najdłuższe owcze łąki, na których zwierzęta mogą się paść, bawić i biegać jak na wolności. Jest tam też wiele stuletnich dębów, pod którymi można schować się przed słońcem i wiatrem. Kiedy gąski odnalazły w końcu drogę na wyspę Őland wylądowały tam, gdzie wszystkie pozostałe ptaki, czyli na owczej łączce. Tymczasem mgła wisiały na wyspą, podobnie jak nad morzem. Widok wielu ptaków na wąskim kawałku wybrzeża był dla chłopca naprawdę niesamowity. Gdyby to Nils miał wybierać miejsce do lądowania nie zdecydowałby się na takie, ale dla ptaków był to prawdziwy raj na ziemi. Dla większości ptaków skrzydlatych było to jednak tylko miejsce na niedługi odpoczynek, ponieważ planowały kontynuować podróż. A kiedy przywódca stada uznawał, że towarzysze już wypoczęli, wzywał do dalszego lotu.

Usłyszawszy, że przy pobliskim brzegu pływają łabędzie, Nils ruszył w jej stronę, bowiem nigdy wcześniej nie miał okazji obejrzeć dzikich łabędzi z bliska. Poszczęściło mu się i zdołał się do nich zbliżyć. Nie tylko on zorientował się, że są tam łabędzie, podpływały do nich z ciekawości także nury i gęsi, uważnie je obserwując. Wśród nich był także młody psotny nur, którego bardzo irytowały zachowania dumnych łabędzi. Zanurzył się on nagle pod wodą i zniknął z pola widzenia, po czym jeden łabędź krzyknął i szybko odpłynął. Po chwili to samo zrobił kolejny łabędź i kolejny. Nur już nie mógł siedzieć więcej w wodzie, więc wyłonił się z niej - maleńki, czarny i złośliwy. Wściekłe łabędzie ruszyły za nim, ale kiedy zorientowały się, że jest małym i mizernym stworzeniem, postanowiły zawrócić, uznając, że nie jest godzien kary. Ale później nur znów zanurzył się w wodzie i szczypał je w łapy. Musiało to być bolesne, bowiem cierpiała również łabędzie. Duma postanowiły więc podjąć radykalne kroki. Zatrzepotały skrzydłami głośno, że aż za huczało i ruszyły do przodu, a gdy chwyciły wiatr w żagle, uniosły się w powietrze. Ptakom było żal, że łabędzie odleciały i zbeształy nura, choć wcześniej jego figle bawiły niemal wszystkich.

Chłopiec ruszył więc ponownie w głąb lądu. Usiadł i zaczął obserwować figle bekasów, które przypominały mu małe bociany. Jednak najbardziej efektowne spośród ptaków były kaczki ohary, które były krewnymi zwykłych kaczek, ale miały bardziej szlachetną urodę. Następnego ranka było równie pochmurno. Gęsi pasły się na łączce, a Nils udał się nad wodę zbierać małże, od których roiło się na brzegu. Doszedł do wniosku, że przydałaby mu się jakaś torebka, którą mógłby napełnić małżami, ruszył więc na łąkę, gdzie znalazł turzyce. Była to mocna roślina, z której bez problemu mógł upleść woreczek. Praca nad nim zajęła mu kilka godzin, ale efekty były naprawdę zadowalające. Wieczorem podczas kolacji gąski przybyły do niego w poszukiwaniu gąsiora, ale Nils nigdzie go nie widział. Akka powiedziała, że Morten jeszcze do niedawna przebywał wśród nich, ale potem nagle gdzieś zniknął.

Chłopak zerwał się wystraszony na równe nogi. Doszedł do wniosku, że Morten zapewne zgubił się we mgle. Zaczął go więc szukać. Przebiegł przez majątek Ottenby, posprawdzał wszystkie dęby, ale nigdzie nie było Mortena. Szukał gąsiora aż do zmroku, w końcu musiał ruszyć z powrotem na wschodni brzeg. Nie wiedział, co będzie z nim dalej, jeśli ptak się nie znajdzie. Gdy przechodził przez polanę, jego oczom ukazało się nagle duża, biała postać. Okazało się, że to cały i zdrowy gąsior. Mgła tak go zdezorientowała, że przez cały dzień chodził w kółko po łące. Chłopak rzucił mu się na szyję, prosząc, by ptak uważał na siebie i nie odchodził od stada. Gąsior przyrzekł, że to był ostatni raz. Niestety następnego dnia, kiedy Nils ruszył w kierunku plaży po małże, gęsi ponownie podbiegły do niego, by sprawdzić, czy gąsior mu nie towarzyszy. Nilsowi nie pozostało nic innego, jak ponownie rozpocząć poszukiwania. Szukał go bezskutecznie do wieczora, aż w końcu stwierdził zrozpaczony, że na zawsze stracił swojego towarzysza podróży. Kiedy wracał już do gęsi, usłyszał dźwięk staczających się kamyków. Okazało się, że to Morten, który próbował wdrapać się na stos kamieni z korzonkami w dziobie. Ptak nie zauważył chłopaka, a ten postanowił pozostać jeszcze chwile w ukryciu, by wybadać, gdzie gąsior regularnie znika. Po chwili odkrył prawdziwy powód. Na stosie kamieni siedziała młoda, szara gęś, która miała zranione skrzydło i nie odleciała ze swoim stadem. Była już bliska śmierci głodowej, kiedy gąsior ją znalazł. Oboje mieli nadzieje, że gąska dojdzie do siebie, zanim stado Mortena zbierze się do odlotu. W gońcu gąsior pożegnał towarzyszkę i obiecał przyjść następnego ranka. Chłopiec pozwolił gąsiorowi odejść, po czym sam ruszył do szarej gąski. Był zły, ponieważ czuł się oszukany i chciał powiedzieć gęsi, że Morten jest jego własnością. Jednak kiedy tylko zobaczył, jak piękna jest zraniona gąska zrozumiał zachowanie Mortena. Kiedy zobaczyła Nilsa chciała natychmiast odlecieć, ale skrzydło miała wybite ze stawu i mogła je co najwyżej ciągnąć po ziemi, co znacznie utrudniało poruszanie się. Nils szeptał do niej zapewniając, że nie musi się go bać, bo jest przyjacielem Mortena. Wówczas gąska powitała go stwierdzając, że Morten opowiadał, jak mądrym i dobrym on jest przyjacielem. Nils postanowił jej pomóc i zbadał skrzydło. Stwierdził, że problem jest w stawie, postanowił więc nastawić skrzydło. Sprawił niestety gęsi ogromny ból, aż osunęła się na kamienie bez życia. Chłopczyk ogromnie się przestraszył, chciał jedynie uratować jej życie, a tymczasem ona leżała martwa. Poczuł, jakby zabił człowieka.

Następnego dnia mgła zniknęła, więc Akka postanowiła wyruszyć w dalszą drogę. Całe stado było gotowe do odlotu, jedynie gęsior chciał się od tego wykręcić. Chłopiec doskonale rozumiał, że Morten nie chce porzucić gąski, jednak Akka w ogóle nie słuchała, tylko wzbiła się w powietrze. Chłopiec wskoczył zatem na grzbiet gąsiora, który ruszył niechętnie za stadem. Nilsowi było żal gąsiora, nie mógł mu jednak powiedzieć, jak skończyła się próba uleczenia gąski. Nagle Morten zawrócił. Myśl o gąsce okazała się być silniejsza niż chęć podróży do Laponii. Zaledwie kilka razy zatrzepotał skrzydłami i dolecieli do stosu kamieni, gąski już tam jednak nie było. Morten zaczął wołać Dunfin, a nagle ktoś odpowiedział, że jest tu, bo brała poranny prysznic. W tej samej chwili z wody wynurzyła się gąska, odświeżona i w doskonałej formie. Powiedziała, że Paluszek nastawił jej skrzydło i że wszystko z nią w porządku, mogła zatem ruszyć z nimi w podróż. Paluszek patrząc na nią pomyślał, że musi być ona prawdziwą księżniczką.

Rozdział XII: Wielki motyl

Gęsi spoczęły obok jednego z licznych młynów na wyżynie. Zjawili się tam też dwaj pasterze z trzodą owiec i psami. Paluszek jednak nie obwiał się, bowiem nie było go widać spod schodów młyna, pod którymi się ukrył. Mężczyźni rozsiedli się niestety na tych samych schodach, więc Paluszek nie mógł się ruszyć. Udało mu się za to wysłuchać historii o motylach. Starszy z mężczyzn, zwrócił się do drugiego – Erica mówiąc, że za dawnych czasów zwierzęta i ludzie byli więksi niż obecnie. Motyle również. Kiedyś żył sobie pewien motyl, który miał kilka mil długości, a jego skrzydła były szerokości morza i miały błękitny kolor, połyskiwały też srebrzyście. Miał tylko jedną niedoskonałość – był zbyt duży, dlatego nawet tak ogromnym skrzydłom trudno było go utrzymać w powietrzu. Niestety postanowił on ruszyć nad Bałtyk i złapał go sztorm, który zaczął szarpać jego skrzydłami, rwąc je. Motyl runął do wody. Początkowo kołysał się na falach, aż w końcu został zepchnięty na klify pod Smalandią, gdzie zmarł. Jego zwłoki pokryły się wapnem, dzięki czemu z biegiem lat zamienił się w kamień. Znajdowane skamieliny często zawierają owady. Starszy mężczyzna stwierdził, że wierzy, że ów motyl z opowieści stał się górką wystającą z Bałtyku. Dodał, że wyspa Őland, tu tułów dawnego motyla, a on chciałby wiedzieć, czy nikt inny tego nie zrozumiał, że wyspa jest motylem, któremu brakuje utraconych skrzydeł.

Rozdział XIII: Wyspa Karola Małego

Burza

Gęsie spędziły noc na północnym brzegu wyspy Őland, a później w ruszyły w stronę kontynentu. Cieśnina Kalmarska, nad którą przelatywały, przywitała je bardzo silnym wiatrem, ale mimo wszystko zdołały kontynuować podróż. Kiedy zbliżały się do wielkich wysp złapała je burza. Rozpętał się gwałtowny sztorm. Gęsi starały się zawrócić, ale nie były w stanie, a wiatr zniósł je przez okolice wyspy Őland, a teraz tu przez nimi rozpościerała się pusta i samotna ogromna przestrzeń. Kiedy Akka zrozumiała, że nie da rady zawrócić, doszła do wniosku, że nie można pozwolić na to, by sztorm przeganiał stado po całym morzu, więc obniżyła lot. Morze rozszalało się na dobre, a fale popychały gąski do przodu, zaś na ich powierzchni pojawiała się piana. Gąski zachowywały się jak dzieci na huśtawce, ale najważniejsze było to, by żadna z nich nie oddaliła się od stada. Niestety, tak naprawdę gąski nie były bezpieczne, bowiem kołyszące fale sprawiały, że stawały się coraz bardziej senne. Akka co chwilę krzyczała, że nie wolno im spać, bo zgubią stado i zginą. Mimo tego, co rusz któraś gęś zapadała w sen, nawet sama Akka prawie zasnęła. Nagle ujrzała coś szaroburego i dużego na szczycie fali i zaczęła krzyczeć, że to foki, po czym wzbiła się w powietrze. Najwolniejsza gęś zdołała unieść się z wody w ostatnim momencie, ale foki znajdowały się tak blisko, że zdołały pochwycić ją za łapki. I w ten sposób stado gęsi znów znalazło się w samym centrum sztormu, który pchał je na środek morza.

Sztorm powodował ogromne spustoszenie w stadach migrujących o tej porze roku. Silny wiatr spychał niektóre z nich z drogi, skazując na śmierć głodową. Sporo z nich rozbijało się też o skały lub zostało pochwyconych przez drapieżników. Szturm szalał przez cały dzień i w końcu nawet Akka zaczęła się zastanawiać, czy nie czeka je śmierć. Gąski były już wykończone, a nigdzie nie było miejsca, by mogły odpocząć.

Owieczki

Nils jak zwykle podróżował na grzbiecie Mortena i obserwował morze. W pewnej chwili dostrzegł, że gęsi lecą prosto na poszarpaną, nagą skałę, o którą rozbijają się pieniste fale. Pomyślał, że nawet Akka nie zauważyła zagrożenia, ale w tej właśnie chwili dostrzegł półokrągłe wejście do groty, do której wleciały gąski i nareszcie były bezpieczne. W pierwszej kolejności zaczęły sprawdzać, czy wszystkie ocalały i okazało się, że nie ma wśród nich Kaksi, ale o nią nikt się nie martwił. Była to bowiem stara, mądra gęś, która bez problemu potrafiła je dogonić. Nadeszła zatem pora, by rozejrzeć się po grocie. Wówczas jedna z gęsi zauważyła połyskujące punkty w odcieniu zieleni, zlokalizowane w rogu jaskini i zaczęła panikować, Nils zaczął wszystkich uspokajać zapewniając, że to tylko owce. Rzeczywiście, kiedy oczy gęsi przyzwyczaiły się do ciemności, dostrzegły owce bardzo wyraźnie. Leżało tam wiele osobników, a tuż obok znajdowały się jagniątka oraz dostojnie prezentujący się baran. Przywitały się z nim, ale on nie raczył odpowiedzieć. Niezrażona Akka zaczęła mówić, że nie pytały o zgodę na wejście do groty, ale nie miały wyboru, bo zapędził je tu wiatr. W końcu najstarsza z owiec stwierdziła, że nie odmawiają gęsiom miejsca, ale przeżywają żałobę i nie mogą zabawiać gości. A jednak ugościła gęsi, prowadząc je do wypełnionej wodą niszy w ziemi, obok której leżał stos łusek, plew i sieczki. Gdy tylko gąski zaspokoiły głód, zaczęły szykować się do spania. Wówczas jednak podniósł się baran tłumacząc, że nie może on wziąć odpowiedzialności za ich pobyt tłumacząc, że nie są one świadome niebezpieczeństwa, a on nie może pozwolić im na pobyt. Akka poprosiła go, by zdradził, czego się obawiają. Baran zaczął wyjaśniać, że są na wyspie Karola Małego w pobliżu Gotlandii, a one są niemal dzikimi owcami, nie mają bowiem często kontaktów z ludźmi. Mają jednak umowę z rolnikami, zgodnie z którą oni dają im jedzenie na wypadek ostrej zimy, o owce w zamian najsłabsze osobniki ze stada. Ta zima była naprawdę ostra, a morze zamarzło, wskutek czego przedarły się do nich trzy lisy, które mieszkają z nimi do dziś. Potrafią zabić nawet stado owiec, dlatego te owce starają się nigdy w nocy nie zasypiać. Ubiegłej nocy ukradły już jedno jagniątko.

Akka słuchając tej opowieści zaczęła krzyczeć, że jeśli owce nic nie zrobią, to już wkrótce nie będzie ani jednej na wyspie Karola Małego. Przywódczyni gęsi nie wiedziała co robić, czy ryzykować pozostanie w jaskini, skoro można się spodziewać lisów czy ryzykować znów podróż w sztorm. Ostatecznie zwróciła się do Paluszka z prośbą o pomoc. Ten stanął na warcie i po pewnym czasie usłyszał trzy lisy wdrapujące się po skałach. Miał obudzić wówczas gęsi, ale pomyślał, że nie zostawi owiec na pastwę losu. Wskoczył na barana i ciągnąc go za rogi zaczął krzyczeć, że pora postraszyć lisy. Te usłyszały jakiś hałas i zaczęły się naradzać przed wejściem ustalając, że tym razem zabierają barana, bo wówczas bez problemu dadzą sobie radę z resztą stada. Kiedy lisy weszły do jaskini, Nils szepnął do barana, by ten celował rogami na wprost. Baran zaczął wówczas bodnął pierwszego lisa, po czym wyrzucił go z groty. Następnie odbili w lewo i baran bardzo mocno uderzył drugiego lisa w bok. Chłopak chciał, żeby i trzeci dostał za swoje, ale ten już dawno uciekł. Chłopiec jednak stwierdził, że już wystarczająco oberwały tej nocy. Baran w zamian zaprosił Nilsa, by ułożył się wygodnie na jego grzbiecie i ukrył pod wełenką.

Dziura z Piekła Rodem

Następnego dnia ogromny baran wędrował wokół wyspy z Nilsem na grzbiecie, pokazując mu wyspę. Stała na niej jedna masywna góra, która przypominała dom o pionowych ścianach i płaskim dachu. Baran pokazał chłopcu żyzne pastwiska, a z góry, na którą się wdrapali, widać było również morze. Chłopiec zachwycił się okolicą, ale baran zwrócił mu uwagę na niebezpieczeństwa w postaci szczelin na powierzchni góry, do których wiedzie sporo rozpadlin. Największa z dziur została okrzyknięta Dziurą z Piekła Rodem, gdyż uchodziła za bardzo niebezpieczną. Następnie szli wąską plażą, na której co rusz napotykali owcze zwłoki – tam lisy rozszarpywały swoje ofiary. Baran stwierdził, że lisy powinny zostać ukazane, ale Nils odparł, że każdy ma prawo do życia, nawet lisy. Baran opowiedział mu, że lisów szukali również farmerzy, ale na wyspie jest tyle szczelin, że nigdy nie udało im się znaleźć napastników. Chłopiec pomyślał, że w tej kwestii musi naradzić się z Akką i Mortenem.

Później chłopiec wybrał się z gąsiorem na spacer w stronę Dziury z Piekła Rodem. Nils rozleniwiony leżał na grzbiecie Mortena wpatrując się w niebo, zaś sam gąsior wędrował beztrosko po otwartej równinie na szczycie góry. Żaden z nich nie zauważył lisów, które wspięły się na szczyt góry. Lisy postanowiły zaczaić się na gąsiora, tak dla zabicia czasu wiedziały bowiem, że na otwartej przestrzeni nie mają szans go złapać. Były już całkiem blisko, kiedy Morten próbował odlecieć, ale nie udało mu się rozłożyć skrzydeł. Lisy zwróciły od razu na to uwagę i doszły do wniosku, że gąsior nie da rady odlecieć, więc ruszyły na niego. Były już blisko gąsiora, który prawdopodobnie nie zorientował się, że polują właśnie na niego. W końcu zdecydowały się na skok, w tym samym czasie. Jednak gąsior musiał coś zauważyć w ostatniej chwili, bo nagle odsunął się i lisom nie udało się go złapać. Morten zaczął mimo trudności piec przed siebie, mimo iż znajdowała się tam przepaść, a Nils siedział na jego grzbiecie i nabijał się z lisów, że się roztyły. Gąsior na szczęście w ostatniej chwili zdołał rozłożyć skrzydła i przeleciał nad Dziurą z Piekła Rodem i biegł dalej, dopóki nie zatrzymał go Paluszek. Nagle usłyszeli straszliwy skowyt, później huk, po którym już nie widziano lisów na wyspie.

Następnego ranka latarnik znalazł kawałek kory wsunięty w drzwi, na którym wyryto napis” Lisy na wyspie Karola Małego runęły do Dziury z Piekła Rodem. Zajmij się nimi”. I tak też latarnik zrobił.

Rozdział XIV: Dwa miasta

Miasto na dnie morza

To była jasna i spokojna noc. Gęsi Akki spały na stojąco na szczycie góry, jednak Nils nie mógł zasnąć przy blasku księżyca. Zastanawiał się więc, jak dawno wyfrunął z domu i doszedł do wniosku, że przed trzema tygodniami, a następnego dnia wypada Wielkanoc. To oznacza, że tej nocy wszystkie czarownice opuszczą miejsce sabatu, Blakullę i wrócą do domu.

Nils patrzył na tarczę księżyca, która wydawała mu się ogromna i nagle zobaczył bardzo dużego ptaka, który wydawał się czarny. Patrząc na jego sylwetkę domyślił się, że to bocian. I miał rację, bowiem tuż obok niego wylądował pan Ermenrich mówiąc, że nie może spać w taką noc, więc postanowił odszukać Nilsa. Rozmawiali o różnych sprawach niczym przyjaciele, aż nagle bocian zapytał, czy chciałby polecieć z nim na wycieczkę. Obiecał Nilsowi, że wrócą do gąsek zanim wzejdzie słońce i ruszyli. Ermenrich leciał w stronę księżyca, coraz wyżej i wyżej. W końcu wylądowali na opustoszałej plaży i bociek zachęcił chłopca, by trochę pospacerował, gdyż on musi odpocząć. Najpierw chłopak planował wdrapać się na wydmy, ale kiedy tylko się ruszył, uderzył czubkiem buta o coś. Była to miedziana moneta, ale w bardzo złym stanie, więc chłopiec nie zawracał sobie nią głowy. Kiedy stanął prosto bardzo się zdziwił, bowiem tuż koło niego pojawił się nagle mur z ogromną bramą zwieńczoną basztą. Tam, gdzie jeszcze przed chwilą były wydmy, otwierała się w fortyfikacji wielka brama, a pod łukiem zobaczył strażników w pięknych szatach. Mężczyźni skoncentrowani byli na grze w kości i nie dostrzegli malca, który przemknął obok nich. Nils wędrował uliczkami wypełnionego ludźmi miasta, ale patrząc na stroje chłopiec zrozumiał, że znalazł się w środku starej księgi z baśniami, którą niegdyś pokazała mu mama. Najbardziej zadziwiające w mieście były budynki o pięknych dachach. W końcu chłopiec zdał sobie sprawę, że powinien już opuścić miasto, czas bowiem mijał nieubłaganie, ale wciąż po drodze coś go zaciekawiało. W końcu skręcił w uliczkę, na której mieszkańcy nabywali swoje piękne szaty. Jego oczom ukazały się tłumy ludzi, którzy stali przed straganami, a kupcy rozkładali przed nimi brokaty czy ciężkie pozłacane materiały. Zaintrygowany chłopiec szedł wolno i zwrócił na siebie uwagę jednego z handlarzy, który dał mu znak, by do niego podszedł. Nils nie czuł się zbyt pewnie i chciał ruszyć dalej, ale kupiec dawał mu znaki ręką i uśmiechał się do niego, po czym rozłożył przed nim kawałek satynowego adamaszku. Nils jednak pomyślał, że nigdy w życiu nie będzie go stać nawet na metr takiego materiału. Teraz jednak dostrzeżono go przy każdym straganie i wszyscy kupcy chcieli, żeby do nich podszedł. Jeden z nich dał chłopcu do zrozumienia, że jest gotów sprzedać mu towar za jedną monetę, więc chłopiec zaczął przetrząsać kieszenie mimo iż dobrze wiedział, że nic w nich nie ma. Wówczas łzy napłynęły do oczu handlarzy, a chłopcu zrobiło się ich żal. Przypomniał sobie zatem o monecie, którą kopnął na plaży i pobiegł w tamto miejsce trafiając na tę samą bramę, którą wszedł do miasteczka. Znalazł monetę niemal od razu i chciał z nią wrócić do miasteczka, ale wokół siebie zobaczył tylko morze. Wówczas obudził się Ermenrich, a kiedy chłopiec zaczął mu opowiadać co zobaczył, bociek stwierdził, że musiał to być sen. Wspomniał jednak, że niektórzy, w tym kruk Bataki, wspominali o pewnym przeklętym miasteczku o nazwie Vineta, które istniało w zamierzchłych czasach. Jego mieszkańcy byli tak zarozumiali i pyszałkowaci, że wciąż przechwalali się swoim bogactwem, więc za karę miasto nawiedziła powódź, która je zatopiła. Od tej pory nocą, raz na sto lat, miasto wraz mieszkańcami wyłania się z wody i pozostaje na powierzchni przez sześćdziesiąt minut. Jeśli żadnemu handlarzowi nie uda się sprzedać czegokolwiek, miasto znów znika z powierzchni Ziemi.

Nils stwierdził, że już zna powód tej wycieczki – bociek sądził, że Nilsowi uda się uratować mieszkańców miasta. Nie wiadomo, kto był bardziej załamany tym, że się nie udało – Nils czy bociek.

Miasto żywych

W wielkanocny poniedziałek stado leciało nad Gotlandią. Stado gęsi pofrunęło przez Gotlandię z powodu Paluszka, którego myśli wciąż krążyły wokół miasta, które mu się ukazało. Do tej pory nie mógł sobie darować, że nie udało mu się tego wszystkiego uratować. Gęsi nie uwierzyły w opowieść o przeklętym mieście, Morten i Akka próbowali tłumaczyć to sennymi fantazjami, ale chłopiec był przekonany, że było ono rzeczywiste. Wpadł w taki smutek, że towarzysze zaczęli się o niego martwić. W tym czasie leciwa Kaksi wróciła do stada, a kiedy dowiedziała się, co jest przyczyną smutki chłopca stwierdziła, że zabierze ich do miasta, nad którym przelatywała.

Gęsi wraz z Nilsem spędziły w Gotlandii całe popołudnie. Dość wysoka temperatura zachęcała ludzi do spacerów po ogrodach i drogach, a także do zabawy kamykami, którymi rzucano do wyznaczonego celu lub grano w piłkę. Chłopiec dojrzał wielu ludzi w czerwono-czarnych stronach, przygrywających na instrumentach dętych. Od tamtej pory Gotlandia już zawsze kojarzyła się Nilsowi z dobrą zabawą. Następnie gęsi ruszyły na zachód w stronę wybrzeża. Oczom chłopca ukazało się błękitne morze, ale jeszcze piękniejszym widokiem było znajdujące się na jego brzegu miasteczko z wieżyczkami. Nils stwierdził, że dorównuje swą urodą miastu, które mu się ukazało w wielkanocną noc. Niestety przyglądając się, można było dostrzec zniszczenia – wieże bez dachów, bramom brakowało drzwi, a po strażnikach nie było ani śladu. Patrząc na to, jak popadło w ruinę stwierdził, że może dobrze się stało, że nie zdołał Vinety ocalić, bo nie chciałby, żeby również popadło w taką ruinę.

Rozdział XV: Legenda Smalandii

Kolejny przystanek miał miejsce w mieście o nazwie Tjust, znajdującym się w północnej części Smalandii. Tu i ówdzie Nils dostrzegł małe chatki, a także ogromne dwory. Stado wylądowało na Gęsim Fiordzie, czyli wyspie z kamienia wapiennego. Wszystko wokół rozkwitało i gąski przestraszyły się, że zbyt długo zabawiły na południu kraju. Akka zakomunikowała, że nie ma już czasu, by pozostać w Smalandii, jeszcze przed świtem muszą wyruszyć w kierunku wschodniej Gotlandii, co oznaczało, że Nils nie zobaczy zbyt dużo okolicy, a o tych rejonach dużo słyszał i chciał je zobaczyć. Rok wcześniej pracował bowiem jako gęsiarek u rolnika w sąsiedztwie Jordbergu i niemal codziennie spotykał się z dwójką dzieciaków pochodzących ze Smalandii, Osę i Matisa. Chłopiec opowiadał mu, o powstaniu Smalandii, według legendy stworzonej przez św. Piotra za zgodą Boga. Z racji ciepłego klimatu i trudnego terenu, Bóg stworzył pracowitego człowieka, który mógłby żyć szczęśliwie w tej krainie, uprawiając bagna i pola na kamiennych terenach.

Rozdział XVI: Wrony

Garnuszek z gliny

W południowo-zachodniej Smalandii znajduje się okręg o nazwie Sunnerbo, jest to nizinna równina pełna gołych skał, piaszczystych wrzosowisk i wielkich grzęzawisk. Gdy nils przelatywał tamtędy, dostrzegł małą chatkę, którą otaczał oczyszczony teren. Ludzie, którzy się stąd wyprowadzili, porządnie zabezpieczyli chatkę przed włamaniem. Nie zauważyli jednak pękniętej szyby w jednym z okien, gdzie otwór kiedyś zatkany był szmatą, wyciągniętą jednak przez jedną z licznych tu wron, Garma Białopiórego, na którego mówiono Głup-Taś, ponieważ zachowywał się głupio i niezdarnie. Przed szyderstwami nie chronił go nawet fakt, że pochodził z bardzo dobrej rodziny, która straciła niestety swoją potęgę na długo przed narodzinami Garma. Inne wrony nie wiedziały, że z obawy przed nimi i tym, co mogły mu zrobić po zmierzchu, Głup-Taś spędza noce w opuszczonej chatce.

Pewnego dnia, kiedy wrony zrobiły porządek w gniazdach na peryferiach wrzosowiska, znalazły coś dziwnego. Zawieja i Głup-Taś wyruszyli w towarzystwie innych ptaków do dużego wyrobiska na wrzosowisku. Niegdyś była tam kopalnia żwiru, ale wrony nieustannie tam latały chcąc zrozumieć, czego szukali tam ludzie. Podczas przeszukiwania osunęła się góra żwiru, a po chwili znalazły gliniany garnuszek zatykany drewnianą zatyczką. Ptaki bardzo chciały sprawdzić co jest w środku, ale nie potrafiły otworzyć naczynia. Ich wysiłkom przyglądał się lis, który zaoferował im pomoc. Lis starał się wyciągnąć zatyczkę, ale i jemu to się nie udało. Potrząsając garnuszkiem stwierdził, że w środku prawdopodobnie są srebrne monety, co zachwyciło wrony. Lis stwierdził, że zna kogoś, kto mógłby otworzyć im naczynie i opowiedział wronom o Paluszku. Jednak w ramach zapłaty za wskazówkę zażądał, by wrony przekazały mu Paluszka, kiedy tylko ten otworzy garnuszek. Wrony przystały na te warunki i postanowiły zlokalizować stado gęsi i Nilsa.

Porwany przez wrony

Gąski obudziły się bardzo wcześnie, by zjeść coś przed podróżą w stronę wschodniej Gotlandii W wodzie otaczającej wysepkę na Gęsim Fiordzie było mnóstwo roślin do jedzenia, ale Nils miał problem, żeby coś dla siebie znaleźć. Nagle zobaczył dwie wiewiórki na zalesionym przylądku naprzeciwko skalistej wyspy i zaczął się zastanawiać, czy zostały im jakieś zimowe zapasy i czy mogłyby go poczęstować. Poprosił Mortena, by ten zabrał go do wiewiórek, ale te były tak zajęte bieganiem po drzewach, że w ogóle nie chciały go słuchać. Nils jednak nie rezygnował i wszedł za nimi w zagajnik, aż wkrótce Morten stracił go z oczu. Nagle chłopiec poczuł, że coś chwyciło go id tyłu i zaczęło unosić w powietrze – to wrona złapała go za pasek koszuli. Nagle przyleciała kolejna, która pociągnęła go za pończochę i przewróciła na ziemię. Chłopiec był prawdopodobnie przekonany, że poradzi sobie z ptakami, więc nie krzyczał, a Morten nie wiedział, co się dzieje. Ponieważ wrony leciały lekkomyślnie, Nils uderzył się głową o gałąź i stracił przytomność, a gdy otworzył oczy, znajdował się już na dużej wysokości. Kiedy w końcu wylądowali pośród stada innych wron, Nils zaczął się dopytywać, dlaczego został porwany, ale usłyszał, że ma siedzieć cicho, bo straci oczy. Chłopiec zaczął zatem obserwować ptaki i wrony wydały mu się okrutne, drapieżne i przebiegłe. Pomyślał, że trafił w szpony bandy chuliganów, gdy nagle usłyszał głos Akki. Stado gęsi wyruszyło bowiem na poszukiwanie Paluszka. Zaczął krzyczeć do przyjaciół, ale wielka wrona kazała mu być cicho. W końcu z Paluszkiem zostały tylko dwie wrony, które próbowały go przeciągnąć gdzieś mimo protestów Paluszka, ale nagle nadleciał Głup-Taś proponując, że poniesie chłopca na swoim grzbiecie. Chłopiec nieustannie coś krzyczał do mijanych ptaków, za każdym razem zaznaczając, że jest tym porwanym przez wrony. Słońce zachodziło już, kiedy dolecieli na wrzosowiska. Głup-Taś wysadził Nilsa mówiąc mu, że w trakcie podróży polubił chłopca, wiec udzieli mu jednej rady, by udawał, że to, co ma wykonać, sprawia mu wielką trudność i żeby absolutnie tego nie robił. Przywódca wron Zawieja krzyknął, żeby otwierał garnek. Nils próbował się wymigiwać mówiąc, że musi się wyspać, ale Zawieja zaczął mu grozić, że oberwie. Nils zaczął grzebać przy zatyczce, ale stwierdził, że nie ma siły i musi się wyspać. Wyprowadzony z równowagi Zawieja podszedł do chłopca i uszczypnął go, ale Nils nie miał zamiaru dać się tak traktować. Odsunął się i wyjął nóż z pochwy, by się przed nim obronić, ale Zawieja był tak wściekły, że mimo ostrzeżeń Paluszka rzucił się na chłopca trafiając okiem w ostrze noża i runął martwy na ziemię. Wszystkie wrony zaczęły krzyczeć, niektóre chciały zemsty na Nilsie, a chłopak zdał sobie sprawę z niebezpieczeństwa, w jakim się znalazł. Głup-Taś starał się chronić chłopaka przed dziobami, ale sytuacja była poważna. W końcu chłopiec przypomniał sobie gliniany garnuszek. Wyciągnął zatyczkę i chciał się w nim ukryć, niestety w środku znajdowały się srebrne monety, Zaczął je zatem wysypywać ze środka, a wrony kiedy tylko je zobaczyły, rzuciły się na nie, zapominając o chęci zemsty na chłopcu i odlatując, by schować zdobycz. Gdy Paluszkowi została tylko jedna moneta rozejrzał się dookoła i zobaczył, że na placu został tylko jeden ptak, Głup-Taś, wrona z białym piórem w skrzydle. Ptak stwierdził, że chłopiec nawet nie wie, jak mu pomógł i zaproponował, że weźmie go do swojego azylu, by bezpiecznie spędził wieczór, obiecał też, że pomoże mu wrócić do stada gęsi.

W chacie

Nazajutrz Nils obudził się w łóżku i pomyślał nawet, że jest w domu rodziców. Czekając na Głup-Tasia rozglądał się po chacie myśląc o tym, co mógłby zabrać, ale szybko zreflektował się, że wszystko jest za ciężkie, zabrał zatem tylko zapałki. Ptak tłumaczył, że nie mógł przylecieć wcześniej bowiem odbywały się wybory na nowego przywódcę i został nim nie kto inny, jak Głup-Taś. Nagle usłyszeli zza okna znajomy głos. Okazało się, że to żona Zawiei doprowadziła lisa do chatki. Głup-Taś ostrzegł Paluszka, by był ostrożny, a kiedy tylko skończył mówić, lis wskoczył przez okno i od razu zagryzł nowego przywódcę. Co prawda Paluszek ukrył się za zwojem pakuł, ale Smirre szybko go znalazł i szykował się do skoku. Nils w ostatniej chwili przypomniał sobie o broni, którą posiadał i zapalił zapałkę, podpalił leżące obok pakuły i rzucił nimi w lisa. Ogień tak wystraszył lisa, że zapomniał o Paluszku, tylko rzucił się w stronę wyjścia. Niestety ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Nagle chłopiec usłyszał klucz przekręcany w zamku, a kiedy znalazł się na progu, otworzyły się drzwi. Nils zdołał tylko zobaczyć, że to dwójka dzieci, ale szybko przebiegł obok nich. Nie chciał jednak uciekać daleko wiedząc, że w pobliżu czai się Smirre. Postanowił trzymać się zatem blisko dzieci, a kiedy na nich spojrzał, poznał swoich znajomych, Ose i Matsa. Jednak kiedy dzieci zobaczyły idącego w ich stronę elfa, wystraszyły się. Również Nils zdał sobie sprawę, że wcale nie chciał, by znajomi dowiedzieli się o przemianie w elfa. Pobiegł zatem do lasu, a tam czekała na niego niespodzianka – był tam gąsior wraz z Dunfin. Wrzucił chłopca szybko na swój grzbiet i szybko odlecieli.

Rozdział XVII Stara chłopka

Był już późny wieczór. Trójka podróżników szukała miejsca do spania i ostatecznie zatrzymali się na noc w fermie na odludziu, która sprawiała wrażenie opuszczonej. Ptaki od razu zasnęły, a Nils wyruszył znaleźć odpowiednią kryjówkę. Szybko się zorientował, że obora nie jest pusta – usłyszał muczenie krów, zobaczył też kury. Wytłumaczył im, że wraz z dwójką przyjaciół szuka kryjówki, do której nie dostanie się lis. Krowa stwierdziła, że tu lis się nie dostanie, a w domu mieszka tylko stara chłopka, która po śmierci męża sama zajmowała się gospodarstwem. Krowa była bardzo niespokojna, bowiem gospodyni ani jej nie nakarmiła ani nie wydoiła. Przyszła co prawda wieczorem, ale źle się poczuła i wróciła do domu. Zachęciła też Nilsa do pomocy mówiąc, że to, iż jest mały nie oznacza, że nie ma siły. Kiedy Nils oporządził krowę, ta miała do niego jeszcze jedną prośbę, żeby zobaczył, jak się czuje jego właścicielka. Okazało się jednak, że kobieta leżała bez ruchu na podłodze i wszystko wskazywało na to, że nie żyje. Chłopiec pobiegł do obory i poinformował o tym krowę, a ta stwierdziła, że wkrótce czas także na nią. Zaczęła też wspominać, że gospodyni martwiła się, że po śmierci nikt do niej nie podejdzie, krowa poprosiła zatem, by chłopiec ponownie do niej poszedł, zamknąć jej oczy i złożyć ręce na piersiach. Nils postanowił zapalić świeczkę i postanowił czuwać nad jej ciałem. Znalazł też księgę psalmów i postanowił przeczytać kilka wersów. W trakcie lektury przypomniał sobie o rodzicach. Do tej pory nie zdawał sobie sprawy, że tak bardzo brakuje ojcom i matkom kontaktu z dziećmi. Pomyślał, że być może rodzice tęsknią za nim, jak stara chłopka tęskniła za swoimi dziećmi. Patrząc na fotografie jej rodziny stwierdził, że już za późno, by coś naprawić, bo ich matka nie żyje, umarła w samotności, ale jego rodzice żyją.

Rozdział XVIII. Z Tabergu do samej Huskvarny

Gdy chłopiec się obudził był już poranek. Posilił się, nakarmił gąski i krowę, uchylił także drzwi obory, by zwierzę mogło iść do sąsiadów. Doszedł do wniosku, że dzięki temu dojdą oni do wniosku, że coś się stało i przyjdą zająć się starszą panią. Kiedy gąski w końcu wzbiły się w powietrze wraz z Nilsem, szybko dostrzegły wysoką górę o prostopadłych ścianach i uciętym szczycie. Nie miały wątpliwości, że to Taberg i że czeka tam na nich stado. Lecąc radośnie gęgały, aż zaczepiali ich ludzie prosząc, by ich ze sobą zabrały. W końcu doleciały do Huskvarny , miasta położonego w dolinie.

Rozdział XIX: Ogromne ptasie jezioro

Dziki kaczor o imieniu Jarro

Kiedy Nils przebywał wraz z gęsiami w pobliżu jeziora Tåkern, rezydował tu również dziki kaczor o imieniu Jarro, który przybył wiosną z południowej Afryki. Pewnego feralnego wieczoru ktoś postrzelił go w pierś. Ostatkiem sił uniósł się w górę i zaczął lecieć, aż w końcu runął na podwórko jednego z gospodarstw. Upadek ten zauważył chłopiec, który podniósł kaczkę i pobiegł do chatki, prezentując swojej gospodyni. Była to młoda, sympatyczna kobieta, która od razu wzięła Jarro na ręce i zaczęła go głaskać. Stwierdziła, że jest cudny i nie chciała dopuścić do jego śmierci. Zainteresował się nim pies Cezar, ale kaczka zaczęła mu tłumaczyć, że to nie jego wina, że się tu znalazł. Pies stwierdził, że skoro umieszczono kaczkę w koszyku, to na pewno chcą go wyleczyć. Kolejne dni minęły kaczce pod znakiem jedzenia i spania, a pies tak się nim opiekował, że się zaprzyjaźnili. Jedynie kotka Clawina nie lubiła przybysza i straszyła go, że kiedy tylko go podtuczą, odetną mu głowę, ale kaczor nie chciał w to uwierzyć. Dowiedział się jednak od niej, że pobliskie jezioro ma być osuszone. Nie mógł zrozumieć, dlaczego ludzie chcą skazać tysiące przebywających wokół niego ptaków na bezdomność.

Wabik

Po kilku dniach Jarro był już w bardzo dobrej formie i mógł fruwać po domu. Kobieta, która się nim zajmowała, nie kryła radości i głaskała go czule po skrzydełkach. Choć ptak był już silny, nie chciał rozstawać się z ludźmi i nie miałby nic przeciwko, żeby zostać z nimi na zawsze.

Pewnego ranka kobieta związała kaczorowi skrzydła uprzężą uniemożliwiającą latanie i zaprowadziła go nad jezioro. Chłopak stajenny wszedł z kaczorem do łodzi i popłynęli do jednej z błotnistych wysepek, by zebrać trochę patyków i ułożyć w stos. Jarro człapał sobie dookoła. Nagle w oddali zauważył swoich starych znajomych i krzyknął do nich na powitanie, a stado odpowiedziało mu i zaczęło zbliżać się w jego stronę. Nagle padł strzał i trzy kaczki spadły w trzcinę. Cezar bez wahania ruszył, by przynieść je stajennemu. Dopiero wówczas Jarro zrozumiał, że został wykorzystany, jako wabik. Następnego dnia znów zabrano kaczora do łodzi, ale kiedy ten zauważył, że kaczki fruną w jego kierunku zaczął namawiać je, by odleciały, bo grozi im niebezpieczeństwo. Ostrzegł nawet perkozy, mimo że ich nie cierpiał, a dzięki czujności Jarro, stajenny nie ustrzelił ani jednego ptaka. Życie w chatce przestało zadowalać kaczora, był bardzo smutny i bolało go serce, że nigdy nie był kochany przez tych ludzi. Jarro czuwał przy jeziorze przez kilka dni i już wszyscy go znali. Pewnego razu mimo ostrzeżenia, do miejsca gdzie został przywiązany przypłynęło gniazdo perkozów. Jarro ze zdumieniem zauważył, że steruje nim mały człowieczek, który zbliżając się do kaczora krzyknął, by ten przygotował się do lotu. Nagle, znów mimo ostrzeżeń, nadleciało stado dzikich gęsi, które zaczęły krążyć nad kaczorem. Stajenny już szykował się, by jakąś ustrzelić. Gdy padły strzały, człowieczek szybko wyskoczył na ląd, wyjął nożyk i bez problemu uwolnił kaczora. Kazał uciekać Jarr, dopóki myśliwy nie naładował dubeltówki do kolejnego strzału. Myśliwy wpatrzony w gęsi nie zauważył, że kaczor był na wolności, ale pies się od razu zorientował. Elf jednak rzekł do Cezara, że jeśli jest on tak szlachetny, jak można sądzić, to nie wpędzi przyjaciela w kłopoty. Cezar krzyknął na pożegnanie do kaczora, że wie, że ten ma za miękkie serce, by służyć za wabik.

Osuszanie jeziora

Bez kaczora w domu było bardzo smutno, kot i pies nie mogli znaleźć sobie miejsca, również gospodyni tęskniła za radosnym kwakaniem. Za kaczorem tęsknił jednak najbardziej synek gospodyni — Per Ola. Poprosił nawet mamę, by zabrała go nad jezioro poszukać kaczora i przekonać go, żeby wrócił, ale kobieta nie chciała o tym słyszeć. Dzień po ucieczce kaczora chłopak bawił się samotnie na podwórku, a nieopodal spał Cezar. Zanim dziecko wyszło na podwórko, matka kazała pilnować je psu. I normalnie pies posłuchałby jej słów, ale po odejściu kaczora nie był sobą. Na dodatek w domu gospodyni często odbywały się rozmowy, wiedział zatem, że jezioro będzie niedługo osuszone, a kaczki zostaną zmuszone do odejścia. To nieszczęście tak zaprzątało jego myśli, że nie zauważył odejścia chłopca. Kiedy zaś malec zrozumiał, że jest sam na podwórku, doszedł do wniosku, że ruszy nad jezioro by umówić się z Jarro. Dotarł na miejsce i zaczął wołać kaczora, ale nigdzie go nie dostrzegł. Postanowił zatem łodzią na poszukiwania zwierzęcia. Łódź była jednak dziurawa i szybko zaczęła przeciekać. Per Ola w ogóle się tym jednak nie przejmował. Siedział w przedniej części łódki i wykrzykiwał do każdego ptaka, którego napotkał. Po jakimś czasie kaczor w końcu dostrzegł dziecko poczuł się niezmiernie szczęśliwy, zrozumiał bowiem, że chociaż jeden człowiek darzy go prawdziwą miłością. Ruszył w stronę chłopca, siadł koło niego i pozwolił się pogłaskać. Od razu jednak zauważył, w jakim stanie jest łódka, która już niemal do połowy wypełniona była wodą i niewiele brakowało, by utonęła. Jarro starał się uzmysłowić chłopcu, w jakim niebezpieczeństwie się znajduje, ale Per Ola zupełnie go nie rozumiał. Jarro postanowił zatem od razu ruszyć po pomoc i za chwilę przypłynął z Nilsem na grzbiecie. Maleńki przybysz kazał chwycić dziecku kijek leżący w łódce i wiosłować w kierunku trzcinowej wysepki, a kiedy się przy niej znajdą – wyskoczyć. Kiedy chłopczyk tylko to uczynił, łódź zatonęła. Chłopiec zapewne zacząłby płakać, ale zobaczył gęsi, które właśnie wylądowały na wyspie, a Paluszek zaprowadził do nich dziecko i przedstawił wszystkie członkinie stada. W międzyczasie ludzie z gospodarstwa zorientowali się, że chłopiec zniknął i zaczęli go szukać. Po jakimś czasie ktoś zobaczył ślady stóp chłopca prowadzące do jeziora i zorientował się, że brakuje starej łódki. Wskoczyli do łódek i zaczęli szukać dziecka, ale maluch przepadł. Podejrzewali już nawet, że wszedł do starej łódki i utonął. Matka chłopca umierała ze strachu, ale nie mogła uwierzyć w jego śmierć. Zrozumiała, co czują ptaki, które też muszą martwić się o dzieci czy dom. Kobieta wiedziała, że osuszenie jeziora, które planowano, odbierze kaczkom dom i zaczęła się zastanawiać, gdzie wówczas wychowają swoje dzieci. Skojarzyła, ze sugestia osuszenia jeziora ma być rozpatrzona następnego dnia i zaczęła się zastanawiać, czy aby nie przez to zaginął jej syn. Szybko pobiegła zatem do domu, by porozmawiać z mężem. Gdyby osuszyli jezioro, zyskaliby większy majątek, ale on również zaczął zastanawiać się, czy to nie przeznaczenie zabrało mu dziecko dzień przed podjęciem decyzji. Postanowił, że odstąpią od wniosku o osuszenie. Podczas rozmowy Cezar leżał pod kominkiem i uważnie słuchał. Gdy miał już pewność, jak sprawa zostanie rozwiązana, podszedł do swojej pani i chwycił ją za rąbek spódnicy po czym podprowadził pod drzwi. Kobieta zorientowała się, że pies chce jej coś przekazać i razem poszli w kierunku jeziora. Gdy znaleźli się na brzegu, usłyszeli krzyk dziecka, Co prawda przeżył wspaniały dzień, ale zgłodniał i wystraszył się ciemności, więc płakał. Kiedy więc na horyzoncie ujrzał rodziców i psa, bardzo się ucieszył.

Rozdział XX: Pani Ulvåsa

Przepowiednia

Pewnej nocy Paluszek, podsłuchał rozmowę dwóch starszych panów, którzy wypłynęli na jezioro. Jeden wyglądał na ubogiego rybaka o mizernej, wychudzonej twarzy, drugi na bogatego rolnika. Jeden z nich opowiedział legendę o Gotlandii. Na dworze w Ulvasie mieszkała pewna kobieta, która miała zdolność przepowiadania przyszłości. Wkrótce stała się sławna i przyjeżdżali do niej ludzie nawet z daleka. Kiedyś pani Ulvåsa, bo tak się nazywała, siedziała przy kołowrotku, a wówczas odwiedził ją pewien ubogi rolnik, którego przede wszystkim interesowały przyszłe losy wschodniej Gotlandii, którą to krainę pokochał. Kobieta opowiedziała wieśniakowi o powstaniu licznych i pięknych budowli, m.in. o świątyni, do której ciągnąć będą tłumy pielgrzymów, a także zamek. Cokolwiek jednak mówiła, staruszek bał się, że popadnie to jednak z niepamięć i będzie zniszczone. Rozzłoszczona kobieta powiedziała, że skoro uważa, że wszystko ulega z czasem zniszczeniu, to powie mu, co się nigdy nie zmieni – wieśniacy tacy jak on pozostaną już zawsze aroganccy i ograniczeni. Wieśniak wydawał się być jednak zadowolony z takiej odpowiedzi i stwierdził, że zrozumiał, że to właśnie ci uparci rolnicy zapewnią okolicy chwałę.

Rozdział XXI. Tkanina domowej roboty

Nils leciał wysoko ponad ziemią i liczył kolejne górujące nad lasami kościółki. Niemal wszędzie widział dwupiętrowe białe domy, które zrobiły na nim wrażenie. Nie sądził, by były zamieszkałe przez wieśniaków, ponieważ nie przypomniały gospodarstw rolnych. Nawet gąski krzyczały, że tutejsi chłopi mieszkają jak panowie. Z lotu ptaka obserwowali woły i konie w pracy na polu, a gąski postanowiły się trochę podroczyć ze zwierzętami.

Nils przypomniał sobie nad równiną pewną legendę o halce. Uszyta była z drogiej tkaniny, a z drugiej strony ze zwykłego materiału. Jej właścicielka obszyła skromną tkaninę drogimi kamieniami i nie było widać różnicy. Elf porównał tkaninę do wschodniej Gotlandii.

W czasie lotu Nils zgubi bucik. Odnaleźli go znajomi chłopca, Osa oraz jej brat Mats i odczytali na spodzie buta imię i nazwisko chłopca, Nils Holgersson z Vemminghög.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz