Do starego stolarza - majstra Antonia, zwanego także Wisienką z powodu błyszczącego i fioletowego czubka nosa - przypadkowo trafił kawałek najzwyklejszego drewna. Było to drewno nie najlepszego gatunku, takie jakie zimą wrzuca się do pieca, by ogrzać dom. Antonio chciał zrobić z niego nogę do stolika. Aby oczyścić drewno z kory i je ociosać, wziął do ręki zaostrzoną siekierę, nim jednak wykonał pierwsze uderzenie, usłyszał płaczliwy głosik błagający, by nie bił zbyt mocno. Zdziwiony rozglądał się po warsztacie poszukując źródła głosu, jednak stwierdził ostatecznie, że coś mu się przesłyszało i znowu się zamierzył. Ale i tym razem usłyszał głosik. Majster podejrzewał, że ktoś ukrył się w środku pniaczka, chwycił zatem drewno i zaczął nim tłuc o ścianę. Wszystko bez rezultatu, chociaż glos ucichł. Doszedł zatem do wniosku, że sam wymyślił sobie ten głosik, wziął się zatem ponownie do pracy, przy tym podśpiewując. Odłożył na bok siekierę i zabrał się do heblowania, by jak najlepiej wygładzić kawałek drewna. I znów usłyszał głosik, tym razem śmiejący się, że majster go łaskocze. Biedny Wisienka upadł na podłogę, a kiedy oprzytomniał i otworzył oczy, siedział na ziemi. Jego twarz była dziwnie zmieniona, a czubek nosa ze strachu stał się nawet fioletowy.
