niedziela, 1 maja 2016

Z wizytą w Gliwicach

Miasto, w którym mieszkał Tadeusz Różewicz, uczył się i wykładał Jerzy Buzek, a swoją młodość spędził Stanisław Soyka. Miasto, do którego przybył w 1793 roku młody Szkot, John Baildon, aby objąć stanowisko doradcy technicznego w Królewskiej Odlewni Żelaza. Wiecie, o jakim mieście mowa? Oczywiście o Gliwicach, jednym z najstarszych miast górnośląskich. Prawa miejskie Gliwice otrzymały w 1276 r. i przez kolejne wieki możemy obserwować prężny ich rozwój. 

Dlatego też, w sobotni poranek, postanowiłam wyruszyć na podbój Gliwic, startując z ul. Mickiewicza w Katowicach autobusem 840 (do Gliwic można dotrzeć z Katowic również pociągiem). Z racji tego, iż wojna obeszła się stosunkowo łagodnie z pięknymi gliwickimi kamienicami (dzieła zniszczenia dokonała dopiero armia radziecka), główna arteria miasta, czyli ulica Zwycięzców zachwyca tym, co po „wyzwoleniu” pozostało. A są to pięknie odrestaurowanie, secesyjne kamienice z końca XIX w. i początku XX w.
fot. J.Gul
fot. J.Gul
Warto zwrócić szczególną uwagę m.in. na budynek hotelu „Diament”, wzniesiony w stylu eklektyzmu z przewagą neorenesansu i neobaroku, wg projektu Josefa Piechulka, chociaż to tylko jeden z wielu pięknych obiektów w Gliwicach.

fot. J.Gul
Obok hotelu przebiega rzeka Kłodnica, zaś na jej drugim brzegu wznosi się okazały budynek ratusza, niegdyś hotel „Dom Górnośląski” , zbudowany w latach 1922 – 1928. I choć trudno doszukiwać się w nim piękna, to warto zwrócić uwagę na stojącą obok niego fontannę z trzema faunami, wykonaną w latach 1926 – 1928. Postacie są symbolem trzech zwaśnionych miast (Gliwice, Zabrze, Bytom), które przed wojną, zgodnie z niemiecką koncepcją, miały utworzyć nowy miejski organizm, tzw. Trypolis.
fot. J.Gul

Udając się naprzeciwko budynku Urzędu Miejskiego, na tzw. Skwer Valenciennes, musimy uważać by … nie zbudzić śpiącego lwa. Jest to odlew współczesny, wykonany w 2009 r. w Gliwickich Zakładach Urządzeń Technicznych.

fot. J.Gul
Druga rzeźba – lwa czuwającego, znajduje się nieopodal, przed budynkiem klasycystycznej Willi Caro, od strony ul. Dolnych Wałów. Willa została wzniesiona w latach 80. XIX w. przez Oscara Caro, gliwickiego przemysłowca, właściciela huty „Hermina” w Łabędach. Obecnie w budynku mieści się filia Muzeum w Gliwicach – wystawa stała prezentuje dziewiętnastowieczne wnętrza mieszkalne górnośląskich przemysłowców. W sobotę trafiłam natomiast na dwie wystawy czasowe: „W świecie owadów Jean`a Henri Fabre`a”, prezentującą świat owadów widziany oczami tego sławnego entomologa, a także „Wiek pary. Maszyny, które zmieniły świat”, która pokazuje wpływ maszyny parowej na przemiany gospodarcze i społeczno-kulturowe zachodzące w XIX stuleciu. Warto wiedzieć, że w sobotę zwiedzanie filii Muzeum w Gliwicach jest bezpłatne!

fot. J.Gul

fot. J.Gul

fot. J.Gul

fot. J.Gul

Z willi Caro, podążając ul. Dolnych Wałów, dotarłam do pięknego budynku Poczty Głównej, wzniesionego z charakterystycznej czerwonej cegły z dekoracyjnymi elementami, takimi jak wysmukła wieża czy dwoma dekoracyjnymi szczytami. 

fot. J.Gul
fot. J.Gul
Wracając na ul. Zwycięstwa, a następnie na ul. Kościelną, odnalazłam pozostałości po murach miejskich oraz kościoła farnego pw. Wszystkich Świętych z XV stulecia. Wieża kościoła jest jednocześnie galerią widokową udostępnioną za opłatą do zwiedzania – niestety w sobotni poranek była niedostępna. Gotyckie wnętrze świątyni zachwyca – znajdziemy tu resztki gotyckiej polichromii, sklepienia gwiaździste i sieciowe oraz wczesnobarokowe wyposażenie, w tym piękny ołtarz główny.
fot. J.Gul

fot. J.Gul
Wychodząc z kościoła warto zwrócić uwagę na niezwykłą rzeźbę – „Ku Słońcu”, której ideą jest: dążenie do celu; dążenie do wyższych wartości; sięganie po ideały; sięganie i odkrywanie nieznanego.
fot. J.Gul
Obok możemy zobaczyć również zachowane fragmenty murów miejskich, fosy, mostu z przyziemiem Bramy Raciborskiej, zwanej Bramą Czarną. 

fot. J.Gul
Z tego miejsca niedaleko jest już do Zamku Piastowskiego, gotyckiej budowli wzniesionej wraz z murami miejskimi w XIV w. Wówczas to połączono ścianą kurtynową dwie baszty murów obronnych. Obiekt, wielokrotnie przebudowywany, do 1945 r. funkcjonował jako Dwór Certycza, od nazwiska XVI-wiecznego dzierżawcy miasta. Dziś mieści się tu filia Muzeum, a w nim – zbiory archeologiczne (m.in. najcenniejszy i najliczniejszy zbiór naczyń, narzędzi i ozdób z wykopalisk na cmentarzysku kultury łużyckiej w Świbiu) oraz historyczne (m.in. pamiątki cechowe z XVII-XVIII w.).

fot. J.Gul
fot. J.Gul
fot. J.Gul
fot. J.Gul
Będąc w Zamku, nie można nie dotrzeć do wznoszącej się nieopodal neogotyckiej katedry pw. Apostołów Piotra i Pawła, wzniesionej na planie krzyża łacińskiego z czerwonej cegły elewacyjnej. We wnętrzu wzrok przyciąga centralnie ustawiony ołtarz główny, niestety ślub, który miał się lada chwila odbyć w kościele nie pozwolił mi w pełni podziwiać tego pięknego wnętrza.
fot. J.Gul
Na kolejną uroczystość zaślubi trafiłam kierując się już powoli do Dworca PKP i przecinając Stary Rynek ze starym ratuszem z podcieniami ( w jego wnętrzu oprócz sal reprezentacyjnych znajduje się Pałac Ślubów). Rynek otoczony jest urokliwymi kamieniczkami z XIX w. i XX w., znajdziemy tu również kawiarenki, w których możemy zasiąść przy kawie, chłonąc atmosferę miasta.

fot. J.Gul
fot. J.Gul
Kolejny przystanek na mojej drodze to Palmiarnia Miejska z otaczającym ją parkiem im. Fryderyka Chopina. Założony na powierzchni 8 hektarów w II połowie XIX w. park, jest doskonałym miejscem na spacer czy romantyczną randkę, natomiast Palmiarnia zdumiewa nie tylko wielkością, ale i ilością zgromadzonych roślin. Już od 1880 r. istniała tu prywatna oranżeria, zaś współcześnie – budek składa się z pięciu pawilonów, w których znajdziemy rośliny tropikalne i użytkowe, sukulenty, akwaria i terraria. Warto zarezerwować sobie ok. 2 godzin na zwiedzanie, szczególnie, jeśli chcemy jeszcze skosztować kawy w znajdującej się na terenie Palmiarni kawiarni. Wstęp do Palmiarni Miejskiej jest płatny – bilet jednorazowy normalny kosztuje 7 zł., natomiast wejście do parku jest bezpłatne. 

fot. J.Gul
fot. J.Gul
fot. J.Gul

fot. J.Gul

fot. J.Gul
fot. J.Gul
fot. J.Gul

fot. J.Gul
fot. J.Gul

Niestety nie udało mi się już dotrzeć do wieży historycznej stacji radiowej, która odegrała główną rolę w tzw. „prowokacji gliwickiej”. Jak widać jeden dzień to stanowczo zbyt mało, żeby zwiedzić wszystkie zabytki Gliwic i jednocześnie wchłonąć ich wyjątkową atmosferę. Będzie to jednak pretekst do kolejnych odwiedzin!

2 komentarze:

  1. Tak blisko mieszkam a tak mało o Gliwicach wiedziałam, aż mi głupio :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również od Gliwic dzieli nieco ponad trzydzieści kilometrów, a nigdy nie mogłam tam dotrzeć. Miasto kryje w sobie jeszcze więcej wspaniałych miejsc - kościołów, cmentarzy, budynek dawnego browaru i wspomnianą radiostację. Niestety jeden dzień to stanowczo zbyt mało.

      Usuń