piątek, 1 czerwca 2018

Pomysł na wakacje: Darłówko i Darłowo

Planując tegoroczne wyjazdy (a zarazem wpisy) nie uwzględniałam morskich klimatów. Po zwiedzaniu w ubiegłym roku Trójmiasta (TU i TU) w tym roku wraz z P. postawiliśmy na góry i dokładniejsze poznanie Małopolski (TU i TU). Tymczasem niespodziewanie pojawiła się propozycja wyjazdu nad morze, co prawda do pracy, zatem nie mogłam skorzystać z wszystkich oferowanych przez Darłówko i okolice atrakcji, ale jednak częścią z nich mogę się z wami podzielić. 

Darłówko jest popularnym kurortem nadmorskim, choć daleko mu jeszcze do Międzyzdrojów, gdzie zrobiło się tłoczno niczym na Krupówkach. To, co przyciąga turystów do Darłówka to przede wszystkim cudowne plaże i wyjątkowy mikroklimat, dzięki któremu jest tu wysoka zawartość jodu. Plaża, w właściwie dwie plaże, bowiem wybrzeże podzielone jest na dwie części za sprawą rzeki Wieprzy, która uchodząc do morza przecina 20-kilometrowy pas plaży, jest w dużej mierze piaszczysta. Różnica polega na tym, że Darłówko Wschodnie ma plaże miejscami oddzieloną od morza kamieniami. Zachodnia plaża jest bardziej piaszczysta, dużo większa i nic nie odgradza jej od morza. 

fot. J.Gul

fot. J.Gul
W nadmorski krajobraz trwale wpisały się również wiatraki, których z roku na rok jest coraz więcej.

fot. J.Gul
Jedną z atrakcji Darłówka – szczególnie dla małych podróżników – jest rozsuwany most im. Kapitana Witolda Huberta z wieżą kontrolną w Darłówku, który zastąpił poprzedni, zwodzony. Przebudowa mostu na rzece Wieprzy, łączącego Darłówko Wschodnie z Zachodnim, miała miejsce w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. To jedyny tego rodzaju most w Polsce, zatem warto poświęcić chwilę na jego zobaczenie (np. o godzinie 17), żeby zaobserwować działanie mechanizmu. Planując podróż do Darłówka samochodem trzeba pamiętać, że most ten jest dostępny tylko dla pieszych.

fot. J.Gul
Jak most, to jest także i port – może mniej okazały niż w innych miejscowościach turystycznych, ale również stanowiący cel wypraw turystycznych. Port obejmuje on 3-kilometrowy odcinek Wieprzy i jest czynnym portem przeładunkowym, rybackim i turystycznym. Można podziwiać tutaj jednostki pływające o długości do 75 metrów i zanurzeniu do 4 metrów. Z części wschodniej portu wyrusza też statek wycieczkowy Król Eryk I. Rozkład jazdy ustalany jest na każdy dzień, warto zatem – planując wyprawę – dowiedzieć się o godziny wypłynięcia. Rejs trwa ok. 40 min, cena biletu – 20 zł. Po drugiej stronie rozsuwanego mostu mieści się też przystań – to tu cumują tramwaje wodne.

fot. J.Gul
Tramwaje pływają na trasie: Darłówek (przy ul. Kowalskiej, ok.30 m od głównego deptaku) ↔ Darłówko. Do dyspozycji są jednostki Księżna Zofia (I i II) oraz Tristan i Izolda. Cena biletu w jedną stronę – 10 zł (rowery, wózki, psy – 3 zł). Nazwa Księżna Zofia to ukłon w stronę pięknej księżnej, mieszkanki darłowskiego zamku- Zofii. Była ona matką Bogusława X Wielkiego – księcia szczecińskiego i słupskiego. Księżna słynęła nie tylko z urody, ale także polityki dążącej do kontaktów z Polską i szczególnie dbała o interesy Pomorza Zachodniego. Tramwaj wodny kursuje w kanale rzeki Wieprzy, a rejs zajmuje około 20 minut. Warto zdecydować się na tę wyprawę, bowiem  w jej trakcie można podziwiać malowniczy krajobraz i budynki wznoszące się nad brzegami rzeki, a także cumujące kutry. My płynęliśmy tramwajem Księżna Zofia II, a przyjemność płynąca z tej przeprawy, szczególnie w gorący dzień, była warta każdej ceny. Decydując się na rejs tramwajem trzeba jednak pamiętać o zabraniu okrycia wierzchniego (bardzo wieje) i o tym, że nie wszyscy mogą poradzić sobie z zejściem na pokład (choć miła obsługa pomaga).

Przystań w Darłowie
fot. J.Gul
fot. J.Gul
fot. J.Gul
Będąc w okolicach portu, warto jeszcze zajrzeć o latarni morskiej Darłowo, usytuowanej tuż przy ujściu rzeki Wieprzy, niedaleko rozsuwanego mostu. Latarnia została wybudowana w XIX wieku, wraz z budynkiem stacji pilotów. Obecna wysokość wieży to 22 metry, a na jej szczycie znajduje się nowoczesny mechanizm wskazujący drogę statkom, choć pierwotnie wieża była dużo niższa (dopiero w trakcie kolejnych remontów ją podwyższana). Od 2000 roku latarnia jest udostępniona do zwiedzania (bilet normalny – 8 zł). Na dole budynku znajduje się kasa biletowa oraz sklep z pamiątkami. Ja wstąpiłam tylko do sklepu, niestety z uwagi na pracę nie mogłam wejść na punkt widokowy.

fot. J.Gul

Przebywając w Darłówku, a szczególnie decydując się na rejs tramwajem wodnym, warto wykorzystać okazję, by dokładniej poznać również miasto o ponad 700-letniej tradycji, czyli Darłowo. Może ono pochwalić się nie tylko średniowiecznym rodowodem ale również zaszczytnym mianem miasta królewskiego - to w Darłowie w roku 1382 urodził się Eryk I Pomorski, król Danii, Szwecji i Norwegii zjednoczonych Unią Kalmarską. 

Z Darłówka do Darłowa można dotrzeć wspomnianym tramwajem wodnym, środkiem komunikacji miejskiej (odjazdy co godzinę), jak i na piechotę. My wybraliśmy właśnie tę ostatnią opcję. Niestety - zamiast urokliwej drogi wzdłuż kanału, wybraliśmy o wiele dłuższą, biegnąca główną ulicą miasta aż do koszar wojskowych, a następnie wzdłuż nasypu kolejowego i autostrady. Droga zajęła nam ponad godzinę, niewiele zatem czasu pozostało do odpłynięcia zarezerwowanego wcześniej tramwaju. Wystarczająco jednak, by podziwiać Rynek, a właściwie Plac Kościuszki, na którym w 1919 roku stanął Pomnik Rybaka, pełniący jednocześnie funkcję fontanny. Pomnik ten został wybudowany dla upamiętnienia ludzi morza, a wokół cokołu znajdują się cztery tablice z brązu, przedstawiające dzieje miasta. Zdjęcie pod Pomnikiem Rybaka, to absolutne "must have" pobytu w Darłowie. Warto również zwrócić uwagę na Ratusz Miejski z renesansowym portalem nad drzwiami wejściowymi.

fot. J.Gul
Najbardziej znaną atrakcją w Darłowie jest Zamek Książąt Pomorskich, którego niestety nie zdążyliśmy zwiedzić. Jego budowę rozpoczęto w drugiej połowie XIV wieku i kontynuowano przed kolejne dwadzieścia lat. Pierwotna bryła zamku (na planie kwadratu, z wysoką na 23-metry wieżą obronną) z czasem została wzbogacona o boczne skrzydła. Udało mi się natomiast zobaczyć średniowieczną Bramę Kamienną przy ul. Powstańców Warszawskich. Brama została wybudowana w XIV wieku i w rzeczywistości jest pozostałością obronnych murów miejskich.

od lewej: Brama Kamienna, Kościół Mariacki, Kościół Mariacki -wejście do nawy bocznej
fot. J.Gul
Zajrzałam również do Kościoła Mariackiego, którego budowa rozpoczęła się w 1321 roku, kiedy to biskup kamieński Konrad przekazał patronat kościoła w Darłowie braciom Święcom: Piotrowi i Jaśkowi oraz synowi Piotra Wawrzyńcowi. W roku 1394 książę zachodnio- pomorski Bogusław VIII przekazał fundację na rozbudowę Kościoła Mariackiego. Wybudowano wtedy wieżę kościelną o wysokości 60 m, a w XVI wieku zakrystię i kaplice boczne.Niestety świątynia aż czterokrotnie padła ofiarą pożaru, w tym tego najbardziej tragicznego w skutkach, w roku 1676, kiedy to spłonęła wieża i całe wnętrze Kościoła.

Kościół jest świątynią gotycką, trójnawową, a w jego wnętrzu na uwagę zasługuje XV-wieczna polichromia stropu oraz renesansowe, barokowe i neostylowe wyposażenie. Podziw budzą: renesansowa, kunsztownie rzeźbiona ambona z 1684 roku, renesansowa misa chrzcielna z XVI wieku, barokowy krucyfiks i tabernakulum z XVII wieku, barokowe stalle z XVII wieku, czy prospekt organowy z 1853 roku.

fot.J.Gul
Do najciekawszych zabytków kościoła należą ponadto sarkofagi książąt pomorskich: Eryka I, księcia pomorskiego, króla Danii, Szwecji i Norwegii, syna Warcisława VII, księcia Pomorza, zmarłego w 1459 r.; Elżbiety, księżniczki duńskiej, żony ostatniego pomorskiego księcia Bogusława XIV, zmarłej w 1653 roku; księżnej Jadwigi, córki księcia Henryka Brunszwickiego i Elżbiety Duńskiej, która była żoną Ulryka, brata Bogusława XIV.

W 1999 roku przy Kościele powstało lapidarium, w którym umieszczono krzyże i nagrobki z byłych nekropolii m.in. w Darłowie, Cisowie, Barzowicach, Borkowie, Domasławicach, Przystawach. Zdecydowanie odczuwalny jest tu duch historii, a kto wie, może nawet i dusze zmarłych...

fot. J.Gul
Będąc w Darłowie, warto zajrzeć do popularnej kawiarni Cafe Łódź. Położony w centrum miasta, w sąsiedztwie rynku głównego lokal, to prawdziwy raj dla smakoszy - zarówno kawy, jak i słodkich deserów. W menu znajdują się ciasta i desery oraz gofry, naleśniki, lody gałkowe, mrożony jogurt, tosty, kanapki, smoothie i świeżo wyciskane soki. Ja polecam szczególnie cappucino, chyba najlepsze, jakie piłam w życiu w Polsce (cena 8,90 zł) oraz lody truskawkowe. Z uwagi na fakt, iż jeszcze ogródek przed lokalem był nieczynny, rozgościliśmy się w stylowym wnętrzu kawiarni, podziwiając prowansalsko-marynistyczne akcenty, tworzące jednak bardzo fajny klimat.

fot. J.Gul

fot. J.Gul

Przed kawiarnią, na deptaku, zastygła w ruchu postać mężczyzny, kierującego się ku rzece, w ulicę Powstańców Warszawskich. Ten ubrany w długi płaszcz, w kapeluszu na głowie i z teczką w ręku osobnik, to Stanisław Dulewicz, pierwszy powojenny burmistrz miasta, który w dużej mierze przyczynił się do odbudowy i rozwoju Darłowa. Zrezygnował z funkcji z przyczyn politycznych po zjednoczeniu PPR i PPS. 

fot. J.Gul
Pozostając w temacie jedzenia, i w Darłówku jest sporo miejsc, gdzie można dobrze zjeść. Poza smażalniami są tu różnego rodzaju budki z lodami i deserami, kawiarnie i pizzerie. Z uwagi na to, że w ośrodku, w którym mieszkałam (Diuna), miałam zagwarantowane pełne wyżywienie (pyszne na dodatek, rekompensujące niską jakość domków), a także z braku czasu, nie mogłam przetestować dla Was wszystkich miejsc, które kusiły wystrojem, atmosferą czy zapachami. 

Mogę polecić jednak małą budkę z lodami i goframi "Gelato Mio" na ulicy Władysława IV 18 (deptak), gdzie kosztowałam zarówno całkiem niezłych lodów (5 zł), jak i gofrów (z bitą śmietaną i malinami - 12 zł). Gofry były pieczone bezpośrednio przed podaniem, a miła obsługa zabawiała rozmową w trakcie oczekiwania na przygotowanie deseru, zachęcając przy okazji do skosztowania pozostałych produktów z oferty. Przed budką jest kilka stoliczków, można zatem usiąść i delektować się słodyczami.

fot. J.Gul
Poszukując dobrej kawy wstąpiłam również do najbardziej chyba urokliwej kawiarni Darłówka, "Cafe Pomerania" (Władysława IV 20). Budynek wzniesiony w 1895 roku w modnym stylu szwajcarskim, został kilka lat temu wyremontowany i bez wątpienia przyciąga wzrok, jednak zarówno smak kawy americano, jak i jej cena (9 zł) mocno mnie rozczarowały. Nieco lepiej smakowała Caffè latte (10 zł), ale i tak, najlepszy z tego wszystkiego był chrupki płatek wafelka z karmelem w środku. Nie sądzę bym kiedykolwiek jeszcze tu wróciła.

fot. J.Gul
fot. J.Gul
Prawdziwą rozkoszą dla podniebienia była jednak pizza (za którą nie przepadam!) w Pizzerii Tivioli (Władysława IV 7) - ponoć najlepsza w Darłówku. Istnieje możliwość, że to prawda, bowiem zarówno łagodna Margherita, jak i pizza na ostro (teraz mam dylemat - nie pamiętam, czy była to Inferno czy Diavola), były pyszne, o sosach już nawet nie mówiąc. Do tego oliwa, a wszystko popijane herbatką w pięknych czajniczkach, przyniesioną przez przesympatyczną obsługę (która przy okazji zdradziła nam sekret dobrej pizzy - nie wykładać ciasta na gorącą blachę) - po prostu wizyta w kulinarnym raju. Gdyby nie muzyka w rytmach disco, mogłabym siedzieć w pizzerii cały wieczór.

fot. J.Gul
fot. J.Gul
Będąc w Darłówku i dysponując środkiem lokomocji, warto podjechać też do kolejnej miejscowości turystycznej - Jarosławca. Mnie udało się zwiedzić nieco rozczarowujące Muzeum Bursztynu (relacja TU) oraz rewelacyjna Galerię Rybacką w dzielnicy Jezierzany, prowadzoną przez czynnego zawodowo rybaka (relacja TU).

Dla osób, które nie przepadają - jak ja - za leżeniem na plaży, tydzień w Darłówku wystarczy, by odpocząć, a nie popaść w lekki marazm. Sytuacja zmienia się, jeśli jesteśmy zmotoryzowani i potraktujemy Darłówek jako bazę wypadową, wówczas dwa tygodnie spędzone na wycieczkach po Pomorzu są naprawdę świetnym pomysłem.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza