poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Pont d`Espagne, czyli wędrówki po Pirenejach


O Pont d`Espagne słyszałam od P. od czasu jego poprzedniego wyjazdu do Lourdes Zachwycał się nie tyle samym mostem, co całą okolicą, ale – choć słowa uznania dla cudów natury słyszałam codziennie – nie mieliśmy go w planach podczas tego wyjazdu. Los jednak zdecydował za nas, zakorzeniając w nas pragnienie, by wrócić tu ponownie i spędzić noc w schronisku Refuge Oulettes Gaube tak, by móc podejść jak najwyżej, ku szczytowi Le Vignemale (3298 m). 

Niestety, z braku czasu i wobec zbierających się nad nami czarnych chmur (nie mylić z „Czarnymi chmurami”), musieliśmy zawrócić z drogi na wysokości 1949 m (Cascade Esplumouse). Jednak, mimo klęski tego podejścia, wyprawa była niezapomnianą przygodą, zaś widoki dawały pojęcie o tym, jak wielkim cudotwórcą jest Matka Natura.


Po prawej Pont d`Espagne
fot.J.Gul

Wspomniany kamienny most Pont d'Espagne (1 496 m), znajduje się u wrót Pirenejskiego Parku Narodowego. Jest położony niezwykle malowniczo, wśród wodospadów, jakich wiele można zobaczyć w departamencie Hautes-Pyrénées, w pobliżu uzdrowiskowej miejscowości Cauterets. W dosłownym tłumaczeniu Pont d'Espagne oznacza „hiszpański most” i jest jednym z ostatnich śladów historycznej drogi łączącej niegdyś Francję i Hiszpanię - do XIX wieku służył jako handlowe przejście graniczne. Pont d'Espagne stanowi część wpisanego w 1997 roku na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO - Parku Narodowego Pirenejów. Otwiera on drogę do dwóch ważnych dolin: vallée du Marcadau, z jej pastwiskami oraz vallée de Gaube, ze szmaragdowym jeziorem, do którego można się dostać także wyciągiem. W górnych partiach doliny rysuje się północny stok Le Vignemale, szczytu wieńczącego pirenejski łańcuch na granicy z Hiszpanią. Tak naprawdę od samego mostu piękniejsze są właśnie te widoki, zaś urokliwe jezioro kłóci się o naszą uwagę z poszarpanymi stokami czy wodospadami. 

W pobliżu mostu znajduje się restauracja, my jednak, postanowiliśmy zatrzymać się dopiero w schronisku nad Lac de Gaube, na wysokości 1725 metrów. Przy Pont d'Espagne znajduje się jednak zagospodarowany płatny parking (do 8 godzin postoju cena to 6,50 Euro), skąd kolejką kabinową télécabine du Puntas można dojechać do plateau du Clot, by skorzystać z wyciągu krzesełkowego do jeziora lac de Gaube. My, starym zwyczajem, zdecydowaliśmy się pokonać tę drogę spacerkiem, choć w upale był to prawdziwy wyczyn. Droga do Lac de Gaube zajęła nam ponad godzinę, ale wspinaczka nie jest uciążliwa, choć trzeba uważać na kamienie (czym wyżej, tym jest ich więcej). Konieczne jest jednak zabranie wody - 1,5 l na dwie osoby, to minimum.

fot. J.Gul
fot. J.Gul

fot. J.Gul
fot. J.Gul

Samo jezioro robi oszałamiające wrażenie, odbijają się w nim bowiem Pireneje, co – w obliczu krystalicznie czystej wody – daje niezwykły efekt. Woda w jeziorze jest lodowata, ale i tak nie brakuje amatorów moczenia nóg.

fot. J.Gul

Zaraz przy jeziorze znajduje się schronisko Hotellerie du Lac de Gaube, a zaraz za nim – bezpłatne toalety. Samo schronisko prezentuje się ubogo, podobnie jak jego oferta gastronomiczna. Ponoć mają całkiem niezłą herbatkę „z prądem” i piwo, my jednak chcąc nieco się wzmocnić, zamówiliśmy espresso i cafe au lait. P. swojej kawy nawet nie chciał tknąć, ja najobrzydliwsze espresso w pękniętej filiżance co prawda wypiłam, ale nie chciałabym tego doświadczenia powtórzyć. Skończyło się na coli w puszce i krótkim odpoczynku, bowiem kusił nas szczyt Le Vignemale.

fot. J.Gul
Wiedzieliśmy, że nie damy rady, jednak łudziliśmy się, że dojdziemy choć na wysokość 2150 m. Niestety, na okrążeniu jeziora i minięciu wypasających się na łące krów (!), skończyła się łatwa część trasy. Droga pnie się dalej dość ostro w górę, a choć nie jest bardzo trudna, to jednak obsuwające się kamienie opóźniają wchodzenie, każdy ruch wymaga bowiem koncentracji. Mimo tego mijali nas nawet piechurzy z dziećmi, dodatkowo motywując do przyspieszenia kroku.

fot. J.Gul
fot. J.Gul

fot. J.Gul
fot. J.Gul



Dotarcie do Cascade Esplumouse z Hotellerie du Lac de Gaube zajęło nam ponad godzinę, a musieliśmy wracać do Loudres. Wielkiemu zachwytowi towarzyszyło zatem wielkie rozczarowanie i obietnica, że jeszcze tu powrócimy, z opcją noclegu w górach. Czas zatem na ostatnie zdjęcia i … powrót, nieco szybszy, choć już naprawdę męczący.

6 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Aż trudno uwierzyć, że we współczesnym świecie mogą istnieć takie miejsca. Cudo!

      Usuń
  2. Ależ widoki...zazdroszczę!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama sobie zazdroszczę. Bez zastanowienia wróciłabym tam choćby dziś.

      Usuń