Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 lipca 2018

Wanda Majer-Pietraszak "Pejzaż nocnych rozmów"

Tytuł: Pejzaż nocnych rozmów 
Autor: Wanda Majer-Pietraszak 
Wydawnictwo: MUZA SA 



„Kiedy się rodzimy, czyli kiedy Wielki Kawalarz w Niebie każe nam wybyć na zachwycający pobyt na ziemi, daje każdemu małą kasetkę z farbami, w której znajduje się kilka pędzli i śliczne kwadraciki czerwonej, niebieskiej i żółtej akwareli - kolory zasadnicze. Oczekuje po nas, że przejdziemy przez życie malując śliczne obrazki (…). Lecz kiedy się otwiera kasetkę, okazuje się przeważnie, że nie zawiera wszystkich reklamowanych przedmiotów. Brak jakiegoś pędzla lub jakiś pędzel jest sękaty i nierówny, lub też pewne farby powysychały i pokruszyły się, może nawet brak paru zasadniczych kolorów (…)” – te słowa Jamesa Kirkwooda Jr. doskonale oddają sens ludzkiego życia i nasze zmagania się z codziennością, przy tak ograniczonym zestawie pędzli i farb, które niekiedy mamy w swoim posiadaniu. Nigdy nie możemy jednak zapominać, że czasami nawet przy użyciu farb ograniczonej palety barw możemy stworzyć piękny obraz, dodając odpowiednio do farby wody, mocniej naciskając pędzel czy też łącząc kolory. To bowiem umiejętność wykorzystania naszych atutów, a także radości z tego, co posiadamy, pozwala nam być niekiedy szczęśliwymi. Niekiedy, bowiem szczęście to uczcie subiektywne, zresztą stan permanentnego szczęścia świadczyłby zapewne o jednostce chorobowej. 

piątek, 24 czerwca 2016

Roman Dziewoński "Irena Kwiatkowska i znani sprawcy"

Autor: Roman Dziewoński 
Wydawnictwo: Szelest



Nie ma chyba osoby, która nie słyszała choć raz stwierdzenia „bo ja jestem kobieta pracująca – żadnej pracy się nie boję”. Te słowa, wypowiadane przez Irenę Kwiatkowską w serialu „Czterdziestolatek” już na stałe weszły do naszego słownika, zaś sama kobieta pracująca stała się pewnego rodzaju symbolem, podobnie jak niegdyś kobieta traktorzystka. Ale nie tylko to wcielenie Kwiatkowskiej trwale zapadło nam w pamięć. Aktorka zwracała uwagę pogodą ducha, charyzmą, wszechstronnym talentem i charakterystyczną urodą. Zdawała sobie sprawę, że daleko jej do posągowych piękności, ma natomiast coś, czego brakuje wielu innym kandydatkom na aktorki: wytrwałość i chęć do ciężkiej pracy, perfekcjonizm wyrażający się mistrzowskim przygotowaniem do każdej, najmniejszej nawet roli.

sobota, 3 stycznia 2015

Katarzyna Grochola "Zielone drzwi"

Tytuł: Zielone drzwi
Autor: Katarzyna Grochola
Wydawnictwo Literackie

„W najtrudniejszych momentach spotykam niezwykłych ludzi. Dobrych, życzliwych, mądrych. Mam nawet pewne podejrzenia, że to nie ludzie, ale anioły, sprytnie ukrywające się w ludzkich postaciach”.
/Katarzyna Grochola/

Tę postać znają wszyscy. Ci, którzy nie czytają, którzy omijają księgarnie szerokim łukiem, podziwiali jej taniec (albo i krytykowali) w jednym z telewizyjnych programów, w którym odważyła się pokazać. Odważyła, bowiem każde wystawienie się na widok publicznych, popełnianie błędów, czy odsłonięcie kawałka ciała jest w Polsce piętnowane, wyśmiewane. Co więcej, staje się wiadomością dnia.
Całe szczęście istnieją jeszcze Ci, którzy znają ją jako pisarkę, autorkę wielu książek, które odniosły prawdziwy sukces wydawniczy na rodzimym rynku. Świat usłyszał o niej przy okazji ekranizacji jej powieści „Nigdy w życiu!”, w reżyserii Ryszarda Zatorskiego i fenomenalnym scenariuszem Ilony Łepkowskiej.
O kim mowa? Oczywiście o Katarzynie Grocholi, której powieści czytuję, choć za którymi nie przepadam (tak, wiem, że grzeszę tymi słowami). Być może zmieni się to za sprawą książki „Zielone drzwi”, opublikowanej nakładem Wydawnictwa Literackiego. Z trudem powstrzymałam się przed napisaniem: powieści „Zielone drzwi”, bowiem biografię Grocholi rzeczywiście czyta się jak wciągającą powieść, co rusz natrafiając na znane z takich książek jak „Przegryźć dżdżownicę” czy „Nigdy w życiu!” fragmenty. Grochola bowiem użycza swoim bohaterom epizodów ze swojego życia – szczególnie tych, które zasługują na zapamiętanie, wzbudzają radość, dają nadzieję.
Biografia Grocholi jest najlepszym dowodem na to, że życie pisze najlepsze scenariusze i nie jest w stanie dorównać mu nawet najtęższy umysł literata. Jesteśmy bowiem świadkami dorastania autorki, licznych przeprowadzek, obozów harcerskich i nieprawdopodobnych wręcz perypetii szkolnych. Kariera pisarki rodziła się w bólu, a wiodła przez … medycynę, a właściwie nieustępliwe dążenie do podjęcia takowych studiów. W celu zdobycia cennych punktów, tak potrzebnych na egzaminie, a niemożliwych do uzyskania bez wysiłku (z uwagi na inteligenckie pochodzenie), Grochola zmuszona była zatrudnić się w szpitalu, jako salowa. Miesiące spędzone w szpitalu przy ulicy Kasprzaka zaowocowały wieloma anegdotami przytoczonymi w książce, ale nie brak było też chwil ciężkich, smutnych, dramatycznych.
Autorka pisze również o egzaminach na polonistykę, z których uciekła, o pierwszym małżeństwie, wyjeździe do  Libii, narodzinach córki i … wielkiej miłości do M., która skłoniła ją do powrotu z dzieckiem do Polski i rozwodu. Pisze o chorobie nowotworowej, o chwilach pełnych zwątpienia i pretensjach do Boga, a także o przekonaniu, że przeżyje, że nigdy w życiu nie da się złamać. Śledzimy też losy jej kolejnego, nieudanego związku, w wyniku którego została bez mieszkania z siedemdziesięcioma tysiącami na koncie, będącymi smutnym podsumowaniem dotychczasowego życia. Za te pieniądze wybudowała dom, wkładając w niego własną pracę i serce, przekonując, że nigdy w życiu nie można się poddawać….
„Zielone drzwi” są dowodem na to, że każdy z nas dostaje swoja szansę, że warto się nauczyć odczytywać znaki, bowiem ona są wszędzie. Odkąd Grochola nauczyła się je dostrzegać, cały Wszechświat pomagał jej w osiągnięciu celów, zaś zbiegi okoliczności układały się w okazje. I choć sukcesy, obecna pozycja były okupione bólem i łzami, to pisarka nie dała się złamać. Tej postawy warto się od Grocholi nauczyć, rozpoczynając lekcje od lektury „Zielonych drzwi”…