środa, 13 czerwca 2018

Szlakiem Orlich Gniazd, czyli Bobolice i Olsztyn


Szlak Orlich Gniazd to jeden z najbardziej malowniczych turystycznych szlaków pieszych w Polsce. Łączy on wapienne warownie, wzniesione w XIV w. na zlecenie króla Kazimierza Wielkiego, na trudno dostępnych skałach – powstały one w ramach systemu obronnego na granicy Królestwa Polskiego. Szlak ma długość 163,9 km, ciągnie się od Wawelu do Jasnej Góry, składa się z dwunastu zamków, zaś pokonanie go zajmuje 6-7 dni. To nie pierwsze moje spotkanie ze szlakiem, jednak – z uwagi na ograniczony czas i trudności z dojazdem – wciąż odwiedzam te same okolice. 

Nie, żebym miała jakiekolwiek obiekcje – zamki w Mirowie i Bobolicach, a także ruiny zamku olsztyńskiego są bowiem wspaniałym pomysłem na spędzenie aktywnej soboty czy niedzieli – poruszając się samochodem wystarczy nam jeden dzień na zwiedzanie tych obiektów. 

Zamek w Bobolicach został zbudowany za panowania Kazimierza Wielkiego w drugiej połowie XIV w., najprawdopodobniej około 1350 – 1352 roku. Warownię wymieniają w swoich kronikach Jan z Czarnkowa i Jan Długosz, a historia zamku była niezwykle burzliwa. Wielokrotnie zmieniał on swoich właścicieli, a w 1379 roku dostał się on w ręce księcia opolskiego - Władysława Opolczyka, który wydzierżawił go później Węgrowi Andrzejowi Schoeny z Barlabas. Ten umieścił w zamku załogę, która napadała i rabowała przejeżdżających w pobliżu kupców i miejscową ludność. Zamek został odebrany z rąk tych szalbierzy i znów włączony do dóbr królewskich przez Władysława Jagiełłę w 1391 roku. 

fot. J.Gul

fot. J.Gul

fot. J.Gul

Po koniec XVI wieku zamek w Bobolicach uległ poważnym zniszczeniom podczas najazdu Maksymiliana Habsburga, choć wciąż jeszcze próbowano go ratować, natomiast kilkadziesiąt lat później najazd Szwedów zmienił bobolicką warownię w ruinę – Szwedzi nie tylko w 1657 roku ograbili zamkowe komnaty, ale jeszcze podpalili warownię. Zniszczenia były tak poważne, że gdy król Jan III Sobieski w drodze do Krakowa zatrzymał się na Zamku Bobolice, jego orszak musiał nocować w namiocie. 

Bobolice i sąsiedni Mirów dzieli od siebie około półtorakilometrowy spacer (można również podjechać – pod zamkiem w Bobolicach znajduje się parking, również dla autokarów). Właścicielami tych zamków byli bracia bliźniacy Bobol i Mir. Według legendy, byli oni ze sobą bardzo zżyci i nawet na wyprawy wojenne wyjeżdżali wspólnie, składając łupy w podziemnym tunelu łączącym oba zamki. Co się zatem stało, że ci kochający się bracia stali się wrogami? 

Otóż Bobol został zmuszony do udziału w wyprawie wojennej na Ruś. Zasmucony brat z Mirowa obiecał zaczekać na jego powrót z walk. Rzeczywiście po kilku miesiącach Bobol zjawił się w domu i to nie tylko z wielkimi skarbami, ale i przepiękną branką. O ile łupem bracia podzielili się bez problemu, to kobietą nie potrafili, bowiem obaj zakochali się w niej od pierwszego wejrzenia. Postanowili zatem zdać się na los, ciągnąc kupony, a przeznaczenie wskazało rycerza z Bobolic jako zwycięzcę. Brat nie mógł pogodzić się jednak z przegraną szczególnie, że branka odwzajemniała jego miłość. Mir coraz rzadziej widywał się zatem z Bobolem, za to coraz częściej – potajemnie – z jego żoną, pielęgnując swoją miłość w korytarzach pełnych skarbów. Jednak Bobol z czasem domyślił się prawdy, postanowił zatem przyłapać nielojalnych bliskich na zdradzie. Zorganizował kilkumiesięczną wyprawę, z której wrócił jednak już po trzech dniach. Kiedy nie zastał swojej żony w sypialni, z obnażonym mieczem ruszył do lochów, gdzie zobaczył kochanków w objęciach. Ogarnięty szałem zazdrości zabił brata, zaś żonę kazał żywcem zamurować w lochu, gdzie wkrótce skonała z pragnienia i głodu. Niestety, wymierzenie kary nie uspokoiło Bobola. Mówi się, że zagłuszając wyrzuty sumienia oddawał się hulankom, aż podczas jednej z zabaw został rażony piorunem i skonał w wielkich męczarniach. Ponoć też, na wieży bobolickiego zamku można o północy spotkać białą damę, która spogląda w stronę Mirowa – jest to duch niewiernej żony, która nawet po śmierci tęskni za swoim ukochanym. 

fot. J.Gul

Z wiarygodnego źródła wiem, że owa dama już dawno nie pojawiła się na zamku – być może wystraszyła ją gruntowna modernizacja zamku, a właściwie całkowita rekonstrukcja. Pod koniec XX w., rodzina Laseckich – obecnych właścicieli zamku – podjęła się bowiem ratowania tego pięknego zabytku. Odtworzono zarówno zamek górny, jak i zamek dolny z dziedzińcem, bramą wjazdową i murami obwodowymi. Możemy zwiedzać zamkowe komnaty, w których wyeksponowano meble czy rycerskie zbroje, a także odnalezione podczas prac archeologicznych interesujące przedmioty, wśród których jest m.in. metalowy element, będący częścią pasa cnoty (również został on zrekonstruowany). 

fot. J.Gul

fot. J.Gul

fot. J.Gul

Wejście na dziedziniec zamkowy i do wnętrz jest płatne (bilet normalny 15 zł), a bilety (jak i rozmaite pamiątki) można nabyć w pobliskiej kasie. Pod zamkiem działa również stylowa (droga, ale z dobrą kawą!) restauracja oraz pokoje hotelowe. 

Zamek posłużył również jako plan zdjęciowy. Został tu nakręcona teledysk promujący produkcję wytwórni Disney/Pixar, pt. „Merida Waleczna”, a także popularny serial historyczny opowiadający o życiu Kazimierza Wielkiego, pt. „Korona królów”.

fot. J.Gul

O ile remont na zamku w Bobolicach już się zakończył, wciąż trwają prace w sąsiednim Mirowie, połączonym z bliźniaczą warownią malowniczym pasmem skał, zwanych Grzędą Mirowsko-Bobolicką. Zamek zostanie zachowany jako trwała ruina, ale musi być dobrze zabezpieczony – w chwili obecnej nie można go zatem zwiedzać. My zadowoliliśmy się oglądaniem go przez szybę, pozostawiając jego zwiedzanie na czas, kiedy w pełni będzie można docenić jego urok.

fot. J.Gul

Z Bobolic ruszyliśmy zatem do Olsztyna, zaś naszym celem znów były ruiny zamku z II połowy XIII wieku w Olsztynie na słynnym Szlaku Orlich Gniazd. Choć urocze jest również samo miasto (jego zwiedzanie mam w planach jeszcze w tym roku), to przyciąga turystów przede wszystkim zamek, usytuowany na kamiennym wzgórzu zwanym Słonecznymi Skałami. Porozrzucane dookoła wapienne skałki dodają ruinom tajemniczego uroku i znów przywodzą na myśl historię o duchach – tej nie brakuje również w Olsztynie. 

fot. J.Gul

Otóż z tym zamkiem związana jest legenda o błąkającej się duszy Maćka Borkowica herbu Napiwon, wojewody poznańskiego, przeciwnika rządów króla Kazimierza Wielkiego. Borkowic, cieszący się początkowo zaufaniem króla i opływający z tego tytułu w dostatki, stanął na czele konfederacji zawiązanej w 1352 roku przez przeciwnych królowi panów wielkopolskich. Kazimierz Wielki stłumił bunt, a Borkowica skazał na banicję. 

Borkowic znalazł schronienie na Śląsku, ale wkrótce znów – za pozwoleniem króla – powrócił do kraju, zostając … rozbójnikiem. Król początkowo, pamiętając zasługi byłego wojewody dla kraju upominał go, ale ostatecznie zmusił do złożenia przysięgi na wierność i posłuszeństwo. Borkowic niezrażony przysięgą, nadal prowadził swoją niecną działalność. Został zatem pojmany i pod strażą przewieziony do olsztyńskiego zamku, a następnie spuszczony do „podziemnej wieży”. Codziennie, o tej samej porze, spuszczano mu … wiązkę siana i czarkę wody, a po czterdziestu dniach umarł on w męczarniach. Od tego czasu w nocy, słychać było trudne do określenia odgłosy, przypominające pojękiwanie i brzęczenie kajdan. Ma to być rzekomo pokutujące widmo Maćka Borkowica, złorzeczące królowi i tym, którzy jego samego sprowadzili na drogę występku.

fot. J.Gul
fot. J.Gul

fot. J.Gul

Jako, że odwiedziliśmy Olsztyn w ciągu dnia, ducha nie udało nam się spotkać, natomiast mogliśmy wspiąć się na skały, podziwiając zarówno malowniczość zachowanych ruin, jak i widoki (widać nawet wieże klasztoru na Jasnej Górze).

fot. J.Gul

Warownia olsztyńska jest gotycką budowlą zamkową typu wyżynnego, a w jej konstrukcję włączono wapienne ostańce oraz krasowe groty, co pozwala zaliczyć ją do grupy zamków jaskiniowych. Pierwsza wzmianka o „zamku Przymiłowice” (późniejszym Olsztynie) pochodzi z 1306 roku. Wzniesiony na miejscu wczesnośredniowiecznego rodu zamek został rozbudowany przez Kazimierza Wielkiego, a z racji tego, iż doskonale spełniał powierzone mu zadanie, także Jagiellonowie dbali o jego dobry stan – ustanawiając tu nawet starostwo. Warownię zniszczył pod koniec XVI wieku Maksymilian Habsburg pretendujący do polskiej korony, a resztę dopełnił – podobnie, jak w przypadku Bobolic - potop szwedzki z połowy XVII wieku i późniejsza wojna północna. 

Splądrowany zamek nie wrócił już do stanu z czasów swojej świetności, na dodatek na początku XVIII wieku kamieni z dolnego zamku użyto do budowy pobliskiego kościoła. W okresie rozkwitu budowla składała się z zamku dolnego, środkowego i górnego, a od strony południowo - wschodniej znajdował się wjazd przez zwodzony most i bramę w wieży połączonej z murami obronnymi. Niestety, do chwili obecnej zachowały się tylko ruiny zamku górnego z okrągłą wieżą i fragmentami budynków mieszkalnych, a także stojąca nieopodal baszta Sołtysa. To tam trzymano niegdyś więźniów skazanych na śmierć głodową, a w czasie oblężenia było to ostatnie miejsce schronienia. 

Zamek kryje sobie do dziś wiele tajemnic, nie tylko duchy. Otóż ponoć pod zamkiem istnieje rozległy system jaskiń i korytarzy wykutych w skale. Mówi się też o podziemnym tunelu łączącym olsztyńską warownię z klasztorem jasnogórskim - tunel ten miał przebiegać rzekomo pod rzeka Wartą, a wejście do niego zostało zawalone gruzem. Niepowtarzalny klimat zamkowych ruin i okolic Olsztyna  sprawił, że również służyły one reżyserom za plan zdjęciowy (m.in. filmy: „Rękopis znaleziony w Saragossie” W. Hasa, „Hrabina Cosel” J. Antczaka czy „Demony Wojny” W. Pasikowskiego). 

Obecnie zamek jest zarządzany przez Wspólnotę Gruntową wsi Olsztyn. Wstęp na zamkowe mury jest płatny – bilet dla osoby dorosłej kosztuje 7 zł. Zwiedzać można również wieżę widokową – tu wstęp kosztuje 4 zł dla osoby dorosłej. Z racji tego, iż na terenie zamku występują spore stromizny, osoby mające problem z chodzeniem mogą mieć problem z pełnym wykorzystaniem zakupionego biletu, już na terenie zamku, o wspinaczce na wieżę widokową nie mówiąc. Warto także zadbać o porządne obuwie, klapki i szpilki są zdecydowanie zbyt ryzykowne.

Będąc w zamku, warto również zajrzeć na urokliwy, zrewitalizowany w 2012 roku Rynek (oddalony o ok. 5 minut spacerkiem od warowni) po drodze wypijając całkiem niezłą kawę. Kawy możemy napić się też na samym rynku, podziwiając przy okazji balansująca rzeźbę autorstwa słynnego Jerzego Kędziora - rzeźbiarza z Częstochowy (jego dziełem jest m.in. rzeźba „Przechodzący przez rzekę” zawieszona nad Brdą w Bydgoszczy). Co więcej, od kwietnia 2018 roku, na Rynku podziwiać można również wystawę rzeźb krakowskiego artysty Michała Batkiewicza pt. „Ironia 7 dni”. Kompozycja wykonana jest z aluminium i składa się z 14 rzeźb o wysokości 2,5 metra każda, a prezentowane manekiny – w analogii do ludzi – przedstawiać mają zewnętrzne piękno w połączeniu z duchową pustką. Niezależnie od tego, czy lubimy tego rodzaju sztukę, wystawa bez wątpienia robi duże wrażenie na odbiorcach.

fot. J.Gul

fot. J.Gul

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz