Okulary przeciwsłoneczne są czymś więcej niż tylko modnym dodatkiem do stroju latem czy zimą lub też opaską podtrzymującą włosy. Dobre jakościowo okulary ochronią oczy przed szkodliwymi promieniami UV i polaryzują światło słoneczne. Jednak, by zakup miał sens, warto zastanowić się nad zakupem tanich okularów sprzedawanych przy plażach czy w turystycznych miejscowościach. W jaki sposób cena okularów wpływa na ich jakość? Na co zwracać uwagę wybierając dla siebie okulary przeciwsłoneczne?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kupno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kupno. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 18 czerwca 2019
wtorek, 24 lutego 2015
Turney Duff „Ciemna strona Wall $treet”
Tytuł: Ciemna strona Wall $treet
Autor: Turney Duff
Wydawnictwo: MT Biznes
Jordan Ross Belfort być może cieszyłby się niechlubną sławą wyłącznie wśród wąskiego grona ludzi, gdyby nie film „Wilk z Wall Street”, w którym główną role zagrał sam Leonardo DiCaprio. Film ten powstał na podstawie książki pod tym samym tytułem, autorstwa Belforta. Ta biografia jednego z największych amerykańskich maklerów giełdowych i mówców motywacyjnych, który został oskarżony o oszustwa finansowe i skazany na karę pozbawienia wolności, odsłania prawdziwą twarz giełdowego parkietu, wielkich pieniędzy, wielkich przekrętów i … wielkiej rozpusty.
Ile w tym obrazie jest prawdy? Obawiam się, że wszystko, albo niemal wszystko jest zgodne z rzeczywistością – możemy się o tym przekonać podczas lektury wstrząsającej książki Turneya Duffa, byłego tradera, który z osoby bezrobotnej wspiął się na wyżyny po to, by spaść ze szczytu głową w dół. „Ciemna strona Wall $treet”, opublikowana nakładem wydawnictwa MT Biznes to książka dla tych wszystkich, którzy marzą o karierze finansisty, analityka czy brokera. To książka dla tych, którym Wall Street kojarzy się wyłącznie z dużymi pieniędzmi, drogimi garniturami, pięknymi kobietami i sportowymi samochodami…
Po lekturze inaczej spojrzymy na tych, którzy zarządzają naszymi funduszami, którzy w naszym imieniu przeprowadzają milionowe transakcje, którzy przypłacają stres z tym związany załamaniami czy nałogami. Ta biografia stanowi przestrogę, ale również dowód na to, że można żyć inaczej. Jak sam Duff pisze: „Ta książka symbolizuje dla mnie początek, środek i nowy początek”. Autorowi udało się wydostać – zarówno ze szponów Wall Street, jak i uwolnić od alkoholu i narkotyków, a obecnie nie chce on mieć nic wspólnego z transakcjami giełdowymi. Pozostaje tylko życzyć ci czytelniku, żebyś również zastanowił się nad swoją dalszą karierą, albo chociaż powstrzymał się od pewnych destrukcyjnych zachowań.
Autor zabiera nas w swoje rodzinne strony, do Kennebunk w stanie Main, do czasów, kiedy jako nastolatek robił wszystko, by nie dać się ukształtować ojcu na jego obraz i podobieństwo. Uporządkowane życie pełne reguł, zasad i ciężkiej pracy nie pociągało Turneya. Wówczas nie wiedział jeszcze, że ten postawny mężczyzna przed którym czuł respekt, kilkanaście lat później nie będzie potrafił uruchomić windy w ekskluzywnym apartamencie syna. Zanim jednak do tego doszło, Turney skończył Ohio University i planował karierę dziennikarską. Życie jednak zweryfikowało te marzenia, nie pomogła nawet przeprowadzka do Nowego Jorku, by być w pobliżu większości redakcji i firm reklamowych. Zrezygnowanego młodego mężczyznę uratował jego wuj Tucker, od lat obracający się w środowisku nowojorskiej finansjery. Tak Turney dostał się do banku Morgan Stanley, do działu obsługi klienta prywatnego.
Wykorzystując wrodzony urok osobisty i umiejętności komunikacyjne Duffowi udało się uniknąć wielu problemów oraz wyjść cało z największych opresji. Co więcej, jego kreatywność i zdolność do zachowania zimnej krwi została doceniona i od tego czasu rozwój jego kariery to wynik samozaparcia, szczęścia i odrobiny szaleństwa. Z banku trafia do nowego funduszy hedgingowego, Galleon Group, założonego przez Raja Rajaratnama, gdzie dołącza do drużyny legendarnego duetu Dave`a i Gary`ego. Tam uczy się życia, działania i – niestety – uczestniczy w wielu transakcjach, również tych odbywających się na granicy prawa. Przekonuje się, że w świecie funduszy nic nie dzieje się przez przypadek i uczy się doceniać rolę informacji. Tam również nabiera hedonistycznych (i destrukcyjnych) przyzwyczajeń.
Stanowisko głównego tradera w Argusie, będące sporym awansem, jest w rzeczywistości równią pochyłą. Wielkie transakcje i wielkie pieniądze oznaczają tylko więcej pokus. Dochodzi do sytuacji, kiedy przestaje wystarczać pensja rzędu dwustu tysięcy, kiedy z powodu połączenia kokainy z alkoholem godziny przeciekają mu przez palce, a kłamstwo wymyka się spod kontroli …
„Ciemna strona Wall $treet” Turneya Duffa to niezwykła historia tradera, która odsłania przed nami zupełnie inne, wstydliwe oblicze Wall Street, after work. Ta twarz wcale nie jest przyjemna, bowiem wykrzywia ją kokainowa maska, otaczają opary alkoholu i wątpliwy zapach ciemnych interesów. Mimo że autorowi nie udało się uniknąć branżowego słownictwa, typowego dla transakcji giełdowych, to książkę czyta się bez większych kłopotów, choć z coraz większym niesmakiem. Okazuje się, że za eleganckimi garniturami, białymi koszulami i drogimi gadżetami kryją się bezwzględni karierowicze, którzy dla żądzy zysku i dobrej zabawy zrobią wszystko. Przynajmniej do czasu, kiedy koło fortuny przestanie być dla nich tak łaskawe, a oni sami skończą jak Duff – poza Wall Street. Chociaż, akurat to nie jest najgorsza z opcji...
Etykiety:
akcje,
ban,
bessa,
bibliografia,
fundusz,
fundusze,
giełda,
hossa,
inwestycja,
kupno,
kursy,
obligacje,
parkiet,
recenzja,
recenzje,
sprzedaż,
transakcja
niedziela, 21 października 2012
Suzanna Clarke "Dom w Fezie"
Tytuł: Dom w Fezie
Autor: Suzanna Clarke
Wydawnictwo: Lambook
Recenzja została umieszczona także na stronach wortalu literackiego Granice.pl
Autor: Suzanna Clarke
Wydawnictwo: Lambook
Al-Mamlaka al-Maghribijja, czyli Królestwo Marokańskie, kojarzy się raczej z egzotycznymi wakacjami nad Oceanem Atlantyckim i Morzem Śródziemnym, z upalnym słońcem i miejscami takimi, jak Casablanca czy Marrakesz. Żaden turysta, nawet zachwycony egzotyką miast, cedrowymi drzwiami riadów, oknami zdobionymi ażurową, ręcznie wykonaną sztukaterią tynkową bądź tradycyjnym zellidżem, ceramicznymi kaflami służącymi do ozdabiania ścian, nie planuje zostać to na dłużej niż trwa wakacyjny wypoczynek. Żaden turysta nie planuje przenieść tu swojego życia, kupić domu i pozwolić, aby wręczono mi akt własności wykaligrafowany w niezrozumiałym języku na kilkumetrowym papirusie. Żaden?
Otóż znalazł się ktoś, kto pokochał Fez, dawną stolicę Maroka do tego stopnia, żeby zacząć szukać tu własnego riadu z fontanną na podwórku i wścibskimi sąsiadami za ścianą. Na dodatek, mimo licznych kłopotów z remontem i wszechobecną biurokracją znalazł tyle czasu i samozaparcia, żeby prowadzić blog „The View from Fez” oraz … napisać książkę o swoich przygodach.
Suzanna Clarke, urodzona Nowej Zelandii dziennikarka i pisarka wraz ze swoim partnerem, po zaledwie drugim pobycie w Fezie, podjęła karkołomną decyzje, która wywróciła ich świat do góry nogami i zmieniła sposób dotychczasowego postrzegania rzeczywistości. Książka „Dom w Fezie. Nowe życie w sercu marokańskiej medyny”, opublikowana nakładem Wydawnictwa Lambook, to nie tylko perypetie związane z ogromnym przedsięwzięciem, jakim był remont wiekowego domu, ale wyraz miłości i fascynacji tym arabskim krajem. Książka jest pozycją z serii Kolory Wschodu, stanowiącą pasjonującą wędrówkę po krajach Bliskiego Wschodu i Maghrebu. Powieść Clarke jest częścią barwnej, etnicznej mozaiki, w której przenikają się kultury: berberyjska, arabska i afrykańska z domieszka francuskiej i hiszpańskiej. Sama autorka z humorem wprowadza nas w świat, w którym bladym świtem słychać nawoływanie muezzina, w studniach i starych rurach rezydują niezależne byty stworzone przez Boga z czystego ognia, czyli dżinny, zaś załatwienie czegokolwiek w urzędzie granicy z cudem.
Pisarz Paul Bowles mówił o Maroko, że jest „miejscem, w którym podróżnicy szukają tajemnicy i w którym ją znajdują”, zaś „Dom w Fezie” jest najlepszym dowodem na to, że Maroko to kraj cudów, gdzie nic nie zależy od człowieka, zaś rozbrzmiewające dookoła stwierdzenie „In sza`a Allah”, stało się kwintesencją filozofii arabskiego stylu życia. Właśnie ta nieprzewidywalność, inspirujące krajobrazy i wyjątkowy klimat Fezu zaowocował zakupem trzystuletniego domu w stanie kompletnego rozkładu, za to z jednym z najpiękniejszych widoków – całego zbocza doliny.
Dla Suzanny i Sandy`ego własny riad w Fezie miał być okazją do pełniejszego odkrywania kultury muzułmańskiej, a także do poszukiwania odpowiedzi na pytanie dotyczące sekretu niesłabnącej popularności Maroka. Czy tak się stało? Z pewnością, choć do pewnych rzeczy czy zwyczajów trudno było przywyknąć. Już samo żebractwo, praca dzieci czy bezwzględność wobec zwierząt stanowiło nie lada wyzwanie dla tolerancji pary, a do tego dochodziło jeszcze szereg drobnych nieporozumień i kłopotów, stanowiących część złożonej rzeczywistości kraju.
Mimo niekończących (jakby się wydawało) dramatów i niemal dantejskich scen rozgrywających się na dziedzińcu nowego-starego domu, książka nie ogranicza się tylko do spojrzenia na kraj przez pryzmat biurokracji czy walorów konstrukcyjnych budynków, bądź pracowników, którzy prace stawiają na …szarym końcu. Suzanna Clarke przybliża też zagadnienia dotyczące sztuki, która w społeczeństwie muzułmańskim służy ukazaniu porządku i jedności natury, historii – w tym historii niewolnictwa, czy powstania Fezu. Sama, niezmiennie zauroczona miejscem które wybrała z Sandym, nie stroni od porównań i refleksji nad przepaścią, która dzieli kraje „cywilizowane” od Maroka. „Uderzyło mnie, że przehandlowaliśmy żywiołowość i spontaniczność za iluzję bezpieczeństwa. Żyjemy zamknięci w bańkach samochodów i domów, oglądając świat przez szkło telewizyjnego ekranu” – pisze autorka i to stwierdzenie doskonale oddaje różnicę pomiędzy obcokrajowcami, a rdzennymi mieszkańcami Fezu.
Wspaniałym dodatkiem do książki, pozwalającym choć na chwilę przenieść się w rejony arabskiej medyny, są zdjęcia ilustrujące zarówno sam dom i poszczególne etapy jego remontu, jak i zapierającą dech w piersiach panoramę z meczetem Al.-Karawijjin, uważanym za jeden z najstarszych uniwersytetów świata. Jednak do tego, by poczuć wyjątkowy klimat Fezu tak naprawdę nie są potrzebne zdjęcia – niezwykle barwny, plastyczny styl Suzanny Clarke podsuwa nam kolejne obrazy, uwodzi zapachami i kolorami. „Dom w Fezie” stanowi tym samym nie tylko okno na arabski świat – jego kultury i historii, ale także drzwi do tego magicznego miejsca na ziemi. Zatem do zobaczenia w Fezie. Oczywiście „In sza`a Allah” - jeśli Bóg zechce.
Otóż znalazł się ktoś, kto pokochał Fez, dawną stolicę Maroka do tego stopnia, żeby zacząć szukać tu własnego riadu z fontanną na podwórku i wścibskimi sąsiadami za ścianą. Na dodatek, mimo licznych kłopotów z remontem i wszechobecną biurokracją znalazł tyle czasu i samozaparcia, żeby prowadzić blog „The View from Fez” oraz … napisać książkę o swoich przygodach.
Suzanna Clarke, urodzona Nowej Zelandii dziennikarka i pisarka wraz ze swoim partnerem, po zaledwie drugim pobycie w Fezie, podjęła karkołomną decyzje, która wywróciła ich świat do góry nogami i zmieniła sposób dotychczasowego postrzegania rzeczywistości. Książka „Dom w Fezie. Nowe życie w sercu marokańskiej medyny”, opublikowana nakładem Wydawnictwa Lambook, to nie tylko perypetie związane z ogromnym przedsięwzięciem, jakim był remont wiekowego domu, ale wyraz miłości i fascynacji tym arabskim krajem. Książka jest pozycją z serii Kolory Wschodu, stanowiącą pasjonującą wędrówkę po krajach Bliskiego Wschodu i Maghrebu. Powieść Clarke jest częścią barwnej, etnicznej mozaiki, w której przenikają się kultury: berberyjska, arabska i afrykańska z domieszka francuskiej i hiszpańskiej. Sama autorka z humorem wprowadza nas w świat, w którym bladym świtem słychać nawoływanie muezzina, w studniach i starych rurach rezydują niezależne byty stworzone przez Boga z czystego ognia, czyli dżinny, zaś załatwienie czegokolwiek w urzędzie granicy z cudem.
Pisarz Paul Bowles mówił o Maroko, że jest „miejscem, w którym podróżnicy szukają tajemnicy i w którym ją znajdują”, zaś „Dom w Fezie” jest najlepszym dowodem na to, że Maroko to kraj cudów, gdzie nic nie zależy od człowieka, zaś rozbrzmiewające dookoła stwierdzenie „In sza`a Allah”, stało się kwintesencją filozofii arabskiego stylu życia. Właśnie ta nieprzewidywalność, inspirujące krajobrazy i wyjątkowy klimat Fezu zaowocował zakupem trzystuletniego domu w stanie kompletnego rozkładu, za to z jednym z najpiękniejszych widoków – całego zbocza doliny.
Dla Suzanny i Sandy`ego własny riad w Fezie miał być okazją do pełniejszego odkrywania kultury muzułmańskiej, a także do poszukiwania odpowiedzi na pytanie dotyczące sekretu niesłabnącej popularności Maroka. Czy tak się stało? Z pewnością, choć do pewnych rzeczy czy zwyczajów trudno było przywyknąć. Już samo żebractwo, praca dzieci czy bezwzględność wobec zwierząt stanowiło nie lada wyzwanie dla tolerancji pary, a do tego dochodziło jeszcze szereg drobnych nieporozumień i kłopotów, stanowiących część złożonej rzeczywistości kraju.
Mimo niekończących (jakby się wydawało) dramatów i niemal dantejskich scen rozgrywających się na dziedzińcu nowego-starego domu, książka nie ogranicza się tylko do spojrzenia na kraj przez pryzmat biurokracji czy walorów konstrukcyjnych budynków, bądź pracowników, którzy prace stawiają na …szarym końcu. Suzanna Clarke przybliża też zagadnienia dotyczące sztuki, która w społeczeństwie muzułmańskim służy ukazaniu porządku i jedności natury, historii – w tym historii niewolnictwa, czy powstania Fezu. Sama, niezmiennie zauroczona miejscem które wybrała z Sandym, nie stroni od porównań i refleksji nad przepaścią, która dzieli kraje „cywilizowane” od Maroka. „Uderzyło mnie, że przehandlowaliśmy żywiołowość i spontaniczność za iluzję bezpieczeństwa. Żyjemy zamknięci w bańkach samochodów i domów, oglądając świat przez szkło telewizyjnego ekranu” – pisze autorka i to stwierdzenie doskonale oddaje różnicę pomiędzy obcokrajowcami, a rdzennymi mieszkańcami Fezu.
Wspaniałym dodatkiem do książki, pozwalającym choć na chwilę przenieść się w rejony arabskiej medyny, są zdjęcia ilustrujące zarówno sam dom i poszczególne etapy jego remontu, jak i zapierającą dech w piersiach panoramę z meczetem Al.-Karawijjin, uważanym za jeden z najstarszych uniwersytetów świata. Jednak do tego, by poczuć wyjątkowy klimat Fezu tak naprawdę nie są potrzebne zdjęcia – niezwykle barwny, plastyczny styl Suzanny Clarke podsuwa nam kolejne obrazy, uwodzi zapachami i kolorami. „Dom w Fezie” stanowi tym samym nie tylko okno na arabski świat – jego kultury i historii, ale także drzwi do tego magicznego miejsca na ziemi. Zatem do zobaczenia w Fezie. Oczywiście „In sza`a Allah” - jeśli Bóg zechce.
Recenzja została umieszczona także na stronach wortalu literackiego Granice.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)


