Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demon. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 grudnia 2019

Magdalena Zimniak "Wschód księżyca"

Tytuł: Wschód księżyca 
Autor: Magdalena Zimniak 
Wydawnictwo: Prozami 



Każdy z nas jest odpowiedzialny przed Bogiem zarówno za swoje życie, jak i życie osób sobie powierzonych, zaś każdy akt przeciwko temu życiu jest wyrazem braku szacunku wobec Stwórcy. We współczesnym świecie, zdominowanym przez pęd do sukcesu, którym wolność i indywidualizm są podkreślane na każdym kroku, zapominamy, że jesteśmy tylko zarządcami życia, zaś jego Panem jest Bóg. Samobójstwo zatem zrywa naszą więź z Bogiem, a jednocześnie jest przejawem braku miłości szacunku do siebie. Co więcej, jeśli popełniamy grzech samobójstwa z pełną tego świadomością i wolną wolą, skazujemy się na wieczne potępienie. 

piątek, 22 czerwca 2018

Graham Masterton "Duch zagłady"

Autor: Graham Masterton 
Wydawnictwo: Albatros 



„Ostrzegam cię (…) To dopiero początek… Pochłoniemy was wszystkich… i wszystko, ciebie i twoich ziomków! Od morza do morza i przez Równiny nasza ziemia znów będzie wolna i nikt już nigdy nie usłyszy o białym człowieku!” – te pełne nienawiści słowa skierowane do człowieka, nie pochodzą z tego świata. Perspektywa, jaką roztacza mówca, jest dla ludzkości katastrofalna, szczególnie, że owa siła nie przewiduje dalszego naszego trwania. 

Ta mroczna wizja brzmi znajomo? Zapewne tak, przynajmniej dla wielbicieli Grahama Mastertona, którzy mieli już wątpliwą przyjemność spotkania z najokrutniejszym z indiańskich demonów, Misquamacusem. Pod warunkiem, że przeżyli, z pewnością będą chcieli dowiedzieć się, czy coś jeszcze im zagraża, czy też ów demon został pokonany już na zawsze. Wszystko wskazuje na to, że nie udało się go odesłać do piekielnych czeluści, gdzie jest jego miejsce. Co więcej, znów powrócił, by siać śmierć i zniszczenie. O skali jego okrucieństwa przekonać się możemy z lektury kolejnego tomu powieści z serii „Manitou”, opublikowanej nakładem Wydawnictwa Albatros. To przerażająca przygoda nie tylko dla tych, którzy znają poprzednie części cyklu, ale i dla tych wszystkich, dla których „Duch zagłady” będzie dopiero pierwszym spotkaniem z demonem. Muszą być oni jednak przekonani, że mają w sobie tyle odwagi, by wkroczyć w mroczny świat, wypełniony przez duchy, demony, zmasakrowane ciała i niewyobrażalne cierpienie. 

niedziela, 18 września 2016

Anna Lange „Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu”

Autor: Anna Lange
Wydawnictwo: SQN


Minęły już czasy, kiedy cały świat z zapałem śledził próby wyjaśnienia tajemniczych zjawisk przez parę agentów, bohaterów popularnego serialu telewizyjnego „The X-Files”. Nie znaczy to jednak, że temat zjawisk nadprzyrodzonych i tego, czego ludzki umysł nie do końca potrafi zgłębić, odszedł do lamusa. Niesłabnąca popularność horrorów świadczy o tym, iż lubimy się bać, nie mamy również całkowitej pewności, że przejście pomiędzy światem żywych i umarłych nie jest możliwe. Dlatego obawiamy się duchów, przeraża nas możliwość spotkania zabłąkanych dusz, które na tym łez padole zostawiły nierozwiązane sprawy.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Maciej Lewandowski "Splątanie"

Tytuł: Splątanie
Autor: Maciej Lewandowski
Wydawnictwo: Videograf


Zapewne większość z nas, w dzieciństwie, odczuwała lęk przed ciemnością, wiążąc jej obecność z czającymi się potworami nieokreślonego pochodzenia. Być może – nawet jeśli już dawno przestaliśmy wierzyć w potwory – to ten lęk przed ciemnością wciąż mieszka w naszym ciele. Okazuje się, że ten strach to spadek po naszych przodkach, którzy musieli być czujni, chroniąc się przed drapieżnikami, które polowały właśnie w porze nocnej, w ciemnościach. Obecnie, kiedy ten naturalny wróg został wyeliminowany, tworzymy w naszych umysłach potwory, wypełniające pustkę po zagrożeniu ze strony dzikich zwierząt. Tak przynajmniej tłumaczą strach przed ciemnością psychologowie. Czy to jednak możliwe, żeby ten lęk, również współcześnie, miał swoje uzasadnione podstawy? Twórcy kolejnych horrorów przekonują nas, że tak. Nie dość, że w ciemnościach konfrontujemy się sami ze sobą, ze swoimi wspomnieniami i obawami, to jeszcze z energią, która wypełnia każdy fragment przestrzeni. Z energią, która nie zawsze jest pozytywna, która nie zawsze ma dobre zamiary. Nie bez przyczyny z porą nocną powiązany jest żer wampirów czy wilkołaków, nie bez przyczyny mówi się, że w ciemności kryją się złe myśli, że mieszkają w niej demony…

sobota, 9 stycznia 2016

Andrzej Wardziak "Siódma dusza"

Tytuł: Siódma dusza
Autor: Andrzej Wardziak
Wydawnictwo: VIDEOGRAF

Mówi się, że duchy grasujące na Ziemi to dusze tych, którzy zostawili tu zaległe sprawy bądź też odeszli w poczuciu krzywdy i teraz żądają zadośćuczynienia. Zjawiska paranormalne od wieków rozbudzają wyobraźnię, skłaniają do badań naukowych w tym zakresie bądź też do samodzielnego poszukiwania prawdy. Jeśli dodamy do tego fakt, iż lubimy się bać, lubimy ten rozkoszny dreszcz wywołany nagłym skokiem adrenaliny, to uzyskujemy odpowiedź dotyczącą sekretu popularności seansów spirytystycznych czy – współcześnie – filmów o duchach i zjawach.

Można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że w temacie horroru wykorzystano już wszystko, co w człowieku wzbudza przerażenie, począwszy od żywych trupów poprzez wampiry czy też mniej oczywiste postacie, nie mające cielesnej powłoki, żądające krwawej zemsty. Czy zatem, po obejrzeniu setek filmów i lekturze wielu horrorów, można nie być przygotowanym na najgorsze? Czy można jeszcze czymś zaskoczyć? Andrzejowi Wardziakowi, autorowi powieści grozy „Siódma dusza” się to niestety nie udało się, co nie znaczy, że po lekturę książki opublikowanej nakładem wydawnictwa Videograf, sięgnąć nie jest warto. Otrzymujemy bowiem solidną dawkę strachu, doprawioną nutką miłosnych dramatów, która – pomimo przewidywanego rozwoju akcji, nie staje się przez to mniej mroczna. Odnajdziemy tu istną kompilację wątków znanych z wielu horrorów – stary dom, który wydaje się żyć i tętnić nienawiścią, duchy, samookaleczenia pod wypływem halucynacji oraz mgłę, która nie pozwala odnaleźć właściwej drogi. Miłośnicy horroru zapewne wielokrotnie poczują solidną dawkę emocji, a pragnąć zweryfikować swoje podejrzenia, zagłębiać się będą w opowieść, pozostając pod wrażeniem majestatycznego gmachu, w którym autor osadził swoją historię.

Wielki dom z początku XX wieku, położony w centralnej Polsce, a także zgromadzony majątek oraz firma winiarska wchodzą w skład dóbr odziedziczonych przez rodziców Marcina. Testament, który odmienił ich życie diametralnie, pozostawił Antoni Mostowski, wuj chłopaka, który utonął w pobliskim stawie. Choć brakło dowodów wskazujących na samobójstwo, to jednak wszyscy podejrzewają, iż Mostowski sam targnął się na swoje życie. Być może wyjaśnienie zagadkowej śmierci kryje się w nieprzeczytanym wciąż liście do Marcina, a może w czeluściach rozległego domu …

Kiedy rodzice chłopaka wyruszają na kontrolę sieci sklepów z winem, Marcin postanawia zaprosić na weekend swoich przyjaciół, bowiem posępny dom budzi w nim podświadome obawy. Nie wie jednak, że będzie to weekend, który na długo pozostanie w jego pamięci i przesunie granice lęku. Zaproszenie chłopaka przyjmuje Adam, wraz ze swoją dziewczyną Majką oraz Tymek, z nową partnerką, pochodzącą z Ukrainy Nadią. Dziewczyna jest medium, o czym wszyscy dowiadują się w wyniku makabrycznych wydarzeń, jakich są świadkami. Wydaje się, że ktoś (lub coś) postanowił, że nie wyjdą z tego domu żywi, a przynajmniej chce solidnie ich nastraszyć. Począwszy od zmasakrowanych rodziców, których ciała widzi Marcin, poprzez odnalezienie sekretnego pokoju ze ścianami pokrytymi rysunkami szatana, po przerażające wizje Tymka, które kończą się samooślepieniem – wszystko jest tak naprawdę zapowiedzią wydarzeń rozgrywających się w domu, z którego nie ma wyjścia. Pomimo prób bohaterom nie udaje się bowiem upuścić terenu posiadłości, a zwodnicza mgła wydaje się śledzić każdy ich ruch i zawracać uciekinierów w kierunku domu Mostowskiego.

Jak zakończy się ta opowieść? Czy to możliwe, że sekretny pokój posłużył do sprowadzenia na ziemię czegoś, z czym nikt nigdy nie chciałby się spotkać? Czy przyjaciołom uda się przeżyć ten upiorny weekend? Na te wszystkie pytania odpowiada lektura powieści „Siódma dusza”, która przybliża nam zagadnienia związane ze zjawiskami paranormalnymi, która zaciekawia, a chwilami przeraża. Wardziak mistrzowsko zadbał o atmosferę grozy, która otula nas niczym śmiertelny całun i towarzyszy niemal od pierwszych stron lektury. Dzięki temu specyficznemu klimatowi, który zdominował fabułę i plastycznym opisom, przenosimy się wraz z Marcinem i jego znajomymi do tego domu grozy, zapominając nawet o zbyt szczegółowych dialogach, odbierających pole wyobraźni czy pewnej irracjonalności fabuły (szczególnie w przypadku osoby oślepionego Tymka, który po znacznym ubytku krwi jest w stanie zasiąść z przyjaciółmi i przy pomocy tablicy quija wywoływać duchy). Nie zmienia to jednak faktu, że „Siódma dusza” choć nie zaskakuje, to przeraża, a choć jest książką nie wybijającą się ponad przeciętność, to z pewnością warto po nią sięgnąć chociażby po to, aby odpowiedzieć sobie na pytanie, czym tak naprawdę jest strach. Tylko uważajcie – lektura powieści Wardziaka po zmroku może być … śmiertelnie wstrząsającym doświadczeniem!


sobota, 9 lutego 2013

Katarzyna Berenika Miszczuk „Ja, anielica”


Tytuł: „Ja, anielica”
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo: W.A.B
Były już anioły i demony, były wizje Piekła i Nieba, była miłość pozornie niemożliwa do spełnienia – pomiędzy wampirami a istotami ludzkimi, pomiędzy ziemiankami a mieszkańcami innych wymiarów czy innych gatunków. Jednak, w miarę pojawiania się tych książek na rynku, zatraciła się gdzieś ich świeżość i wyjątkowość. Dlatego też tęsknie wypatrywałam książki, która z iście piekielną siłą poruszy moje serce, bądź też anielskim balsamem ukoi moje serce.

Najlepsze zadatki na lekarza (którym nota bene autorka zostanie), jest Katarzyna Berenika Miszczuk, która nie strasząc nas wiecznym potępieniem i nie skazując na pobyt w Czyśćcu, wytrąca nas z równowagi, fundując ostrą jazdę po biblijnych krainach, intrygując, szokując, ale przede wszystkim serwując dużą dawkę humoru. Jej powieść „Ja, anielica”, opublikowana przez wydawnictwo W.A.B, to kolejna już pozycja w dorobku autorki udowadniająca niezwykłe poczucie humoru autorki i sprawność we władaniu piórem.

Choć książce daleko do wybitnej, dialogi niekiedy przytłaczają (można powiedzieć nawet: nużą), to jednak oryginalność fabuły oraz kreacja świata stworzona przez Miszczuk, zasługuje na uznanie. „Ja, anielica” to druga już część trylogii, na którą składają się również powieści „Ja, diablica” oraz „Ja, potępiona”. Pewne jest zatem, że nikt, kto pozna skomplikowana historie i dość oryginalne podejście do kwestii Piekła i Nieba, nie pozostanie obojętny na kolejne tomy. Chociaż największym atutem książki, jest postać głównej bohaterki, Wiktorii, diablicy na usługach Szatana (a może Archanioła?), której serce rozdarte jest pomiędzy Piotrusiem, a pociągającym diabłem Belethem.

Wiki spotykamy w dość niewygodnym dla niej momencie życia, kiedy musi zmagać się z trywialnymi, ziemskimi problemami. Całe szczęście, że nie pamięta swoich poprzednich wcieleń i nie jest świadoma, jak proste są codzienne czynności, kiedy tylko możemy do ich realizacji użyć odrobiny magii. Tymczasem, zamiast pracować jako diablica w Urzędzie w Niższej Arkadii i spędzać czas na przekonywaniu śmiertelników, że pragną trafić do Piekła, zmaga się ze studiami, śliskimi drogami, czy … zdradami. Kiedy wreszcie udało jej się zdobyć serce Piotrusia, pazerna Monika wyciąga po niego swoje szpony, zaś on najwyraźniej nie potrafi jej się oprzeć.  Jako zwykła śmiertelniczka Wiki zapewne rzuciłaby mężczyznę, zemściła się na jego kochance, po czym poszukała szczęścia gdzie indziej. Tyle tylko, że Wiktoria wcale zwykłą śmiertelniczka nie jest, zaś jej dziedzictwo – wszak jest w prostej linii potomkinią Adama i Ewy – czyni z niej istotę wyjątkową, obdarzoną Iskrą Bożą.

Choć Wiki nie pamięta, iż Beleth, przystojny kusiciel, który sprowadził ją do Piekła, usiłował ją uwieść, a na koniec oświadczył, że ją kocha, to on nie może jej zapomnieć (a może jej mocy?). Zrobi zatem wszystko, by dziewczynie wróciła pamięć, co tak naprawdę nie jest wcale trudne – jabłko wręczone przez przystojnego nieznajomego na ulicy jest tak naprawdę owocem z Drzewa Poznania Dobra i Zła. Dzięki niemu, zarówno ona, jak i Piotrek odzyskują pamięć o minionych wydarzeniach.  

Jednak miłość miłością, a najważniejszy w tej całej zabawie jest wszak interes. I to interes nie byle kogo, bo samego Azazela, który zdążył porzucić już niefortunny pomysł obalenia Lucyfera.  Teraz, jego apetyt znacznie wzrósł – pragnie zostać Archaniołem. Zdolności negocjacyjne diabła zdołały już się ujawnić w sądzie – Azazel udowodnił, że cała sprawa z rewolucją Lucyfera była zaledwie nieporozumieniem. Tym samym przekonał Gabriela, że sprawa z potępieniem jest już dawno nieaktualna i w pełni zasługuje na Niebo. Tyle tylko, że władze postawiły twarde warunki i nie chcą wpuścić diabłów bez … skrzydeł. Te zaś może stworzyć wyłącznie Wiki.

Zanim oskarżymy istoty piekielne o interesowność, tudzież transakcje noszące znamiona korupcjogenności czy szantażu, przekonamy się, że mieszkańcom Arkadii, nawet aniołom, też daleko jest do świętości. Ta skomplikowana fabuła jest prawdziwie diabelską sprawką, istnym majstersztykiem, jednak – jak każdy przesyt  – ilość wątków i wydarzeń może lekko zemdlić. Mimo tego „Ja, diablica” jest bez wątpienia powieścią oryginalną, której powiew świeżości łagodzi wszelkie stany spowodowane jej lekturą. Absurdalne historie, groteska, plącząca się po korytarzach Kleopatra, rezydujący w Los Diablos – stolicy Niższej Arkadii Michael Jackson, a nawet sam papież ściskający diabła, to wszystko może oburzyć, przytłoczyć, ale na pewno zapisze się nam w pamięci. Podobnie, jak stwierdzenie Wiki: „Wbrew pozorom śmierć nie była taka zła. Oczywiście, o ile trafiło się do Nieba lub Piekła, miejsc dobrej zabawy (…)”. Zatem … do zobaczenia w Piekle…