Pokazywanie postów oznaczonych etykietą korupcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą korupcja. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 lipca 2019

Recenzja książki: Igor Brejdygant "Układ"

Tytuł: Układ 
Autor: Igor Brejdygant 
Wydawnictwo: W.A.B. 



O tym, że wielkie biznesy i wielka polityka przenikają się wzajemnie, zaś sukces uzależniony jest od układów i wzajemnej wymiany usług, nie trzeba nikogo przekonywać. Codzienność i obserwacja życia społeczno-gospodarczego oraz kierunków, w jakim zmierza polityka dostarcza nam kolejnych dowodów na to, jak wzajemnie sfery te się przenikają i jak daleko sięgają wzajemne macki zaangażowania, wspólnych interesów, ale i nie do końca uczciwych transakcji. Ustawiane przetargi, manipulowanie cenami akcji czy też nagminne wyciszanie pewnych afer, przesłaniając je innymi – to powszechne praktyki, które niestety trudno jest udowodnić nawet wówczas, kiedy wszyscy są ich świadomi. 

czwartek, 25 października 2018

Joanna Opiat-Bojarska "Kryształowi. Świeża krew"

Tytuł: Kryształowi. Świeża krew
Autor: Joanna Opiat-Bojarska
Wydawnictwo: Muza


„Antyterroryści byli jak jeden organizm. Każdy z nich miał imię, nazwisko i stopień służbowy, ale podczas realizacji na twarze naciągali kominiarki i tracili cechy indywidualne. Niemalże synchronizowali oddechy. Posługiwali się ksywkami, niemal całkiem odcinając się od swoich tożsamości” – funkcjonujące w ten sposób grupy antyterrorystyczne, czy nawet szeregowi funkcjonariusze, mogą mieć pewność, że w każdej sytuacji mogą sobie poradzić, że posiadają bufor, zwiększający ich bezpieczeństwo, że w każdej sytuacji mogą liczyć na kolegę. Czy jednak to samo, co czyni ich jednością, co pozwala im oderwać się od problemów dnia codziennego, od pełnych pretensji żon, zapłakanych dzieci, zakupów czy kredytów do spłacenia, nie czyni im krzywdy? Czy nie gubią się w swoich tożsamościach i czy ostatecznie są w stanie określić, kim naprawdę są, jakimi wartościami się kierują i na czym im tak naprawdę zależy?

czwartek, 24 marca 2016

Marcin Brzostowski „Złote spinki Jeffreya Banksa”

Autor: Marcin Brzostowski
Wydawnictwo:e-bookowo.pl


Mówiąc o sławnych gangsterach, na myśl przychodzi nam przede wszystkim Alphonse Gabriel Capone, znany nie tylko z działalności przestępczej, ale i z filmu „Al Capone” w reżyserii Richarda Wilsona z Rodem Steigerem w rolach głównych. Niektórzy z nas zdołają jeszcze wymienić nazwisko Johna Gottiego, 

przywódcy nowojorskiej rodziny mafijnej Gambino czy Johnny`ego Torrio, znanego jako Papa Johnny, który stworzył rozbudowane struktury przestępczości zorganizowanej w Chicago w latach 20. XX wieku. Niestety wśród tej plejady nie ma takich nazwisk, jak Ezekiel Horn, zwany Qxfordem, czy Siergiej Witczenko, zwany Krwawym Siergiejem.

Postacie te występują natomiast u Marcina Brzostowskiego, który postawił ich po dwóch stronach ringu, jakim jest angielski rynek zbytu dla różnych towarów, którymi obrót jest daleki od legalnej działalności. Książka „Złote spinki Jeffreya Banksa” to obraz gangsterki w starym, dobrym stylu, kiedy to przedstawiciele świata przestępczego mieli klasę, poczucie humoru i dystans do samych siebie. Sięgając po niewielkiej objętości książkę możemy spodziewać się szalonego tempa akcji, nagłych jej zwrotów, dużych pieniędzy oraz … korupcji na szczytach władzy. Jeśli dodamy do tego liczne absurdy rzeczywistości, oryginalne poczucie humoru bohaterów oraz sprawne pióro autora możemy być pewni, że gwarantujemy sobie dwie godziny dobrej zabawy.

Brzostowski przedstawia nam Franka Turbo, niezbyt wysublimowanego mięśniaka o stalowych nerwach, prawą rękę gangstera Horna. Gruby kark i stalowe nerwy predestynują go do roli bezwzględnego egzekutora i wykonawcy najgorszych i najbardziej skomplikowanych zleceń, nic więc dziwnego, że jego kolejnym zadaniem jest transport dwudziestu kilogramów kokainy i złożenie ich w barze Spokojnego Simona. Pech jednak chce, że na drodze Franka Turbo staje policjant, który zatrzymuje zarówno jego, jak i torbę z cenną zawartością. 

Wydostać Franka z celi może tylko Jeffrey Banks, minister spraw wewnętrznych. karierowicz, który miał to szczęście, że dwadzieścia lat wcześniej przespał się z niewłaściwą dziewczyną, a ona zaszła z nim w ciąże. Tym sposobem przeciętny student historii na Oksfordzie związał się z przeciętną, choć dobrze sytuowaną studentką nauk humanistycznych, poślubiając spore pieniądze i zapewniając sobie możliwość realizowania rządowej kariery. Zaślepienie żony i samokontrola Jeffreya pozwalają mu wieść życie luksusowe, wypełnione przyjemnościami i rozlicznymi kobietami. Właśnie u jednej z nich Jeffrey pozostawia złote spinki, prezent od żony z okazji rocznicy ślubu. Prawdziwa wartość spinek zawiera się jednak w fakcie, że były one własnością dziadka pani Banks, bohatera wojennego, któremu te drobne ozdoby uratowały niegdyś życie w Paryżu. Przynajmniej tak brzmi oficjalna ich historia, bowiem Jeffrey, który wyjątkowo dobrze rozumiał się ze staruszkiem, słyszał zupełnie inną o nich opowieść …

Te wszystkie wydarzenia rozgrywają się niejako przy okazji motywu przewodniego, jakim jest konflikt o terytorium wpływów pomiędzy Hornem a Krwawym Siergiejem, choć tak naprawdę to one nadają prawdziwego smaku książce, to one generują kolejne wydarzenia, które znacząco wpływają na losy bohaterów i podejmowane przez nich decyzje. Tym samym „Złote spinki Jeffreya Banksa” to brawurowo napisana powieść gangsterska, która ma dwie wady – jest stanowczo zbyt krótka i zbyt powierzchowna. Zarówno splot wydarzeń, karkołomne posunięcia bohaterów, jak i lekkość, z jaką autor tworzy tę opowieść wskazują, że stać go na wiele więcej – na pogłębioną analizę bohaterów i kryminalnego półświatka Londynu. Choć zabawa w trakcie lektury jest przednia, a rzutkie dialogi oraz wisielczy humor potrafią rozśmieszyć do łez, to jednak po zakończeniu książki czuję lekki niedosyt i nadzieję, że kolejna książka Brzostowskiego będzie demaskatorskim dziełem opisującym przestępcze działania i fortele stosowane przez przestępców, bowiem w tej tematyce autor chyba czuje się doskonale.

poniedziałek, 8 lutego 2016

Alicja Masłowska-Burnos " Nie wchodź w moją ciszę"

Autor: Alicja Masłowska-Burnos
Wydawnictwo: Psychoskok

„To ogromne wewnętrzne wypełnienie szczęściem i ta pustka po jego stracie, niczym niezastąpiona, niczym nigdy już nie pocieszona… Nic mnie teraz nie obchodzi to, że podobno są gdzieś ogrody, gdzie się spotkamy. Nie pociesza mnie to ani na chwilę” – te słowa niepokoją, zmuszają do poznania historii osoby je wypowiadającej, do odkrycia źródła emocji nią targających, dotarcia do przyczyn takiego cierpienia. Tak naprawdę cała lektura debiutanckiej książki autorstwa Alicji Masłowskiej-Burnos jest takim poszukiwaniem, bowiem usilnie staramy się dotrzeć do wnętrza bohaterki i przekonać się, czy rzeczywiście jest taką silną i zimną kobietą, dla której liczą się tylko pieniądze i kariera zawodowa czy raczej jest to tylko poza stworzona na użytek otoczenia.

Powieść „Nie wchodź w moja ciszę”, opublikowana nakładem wydawnictwa Psychoskok , to swoista kompilacja różnych gatunków literackich, z których wyłania się powieść obyczajowa, zabarwiona silnie wątkiem kryminalnym oraz erotycznym. Znajdziemy tu nieco thrillerów medycznych, a także inspiracji cyklem powieści E.L.James, jednak tekst prezentowany przez autorkę w żadnej mierze nie jest odtwórczy. Możemy zatem liczyć na niebanalną opowieść, nie pozbawioną wad, ale też przykuwającą uwagę i w doskonały sposób odzwierciedlającą specyfikę pracy w korporacjach oraz panującą w wielu firmach kulturę organizacyjną, która zamienia się w kulturę terroru i gwałtu.

Majka Karewicz to przebojowa, trzydziestodwuletnia kobieta, którą poznajemy w przełomowym dla niej momencie życia. Opuszcza bowiem bezpieczne stanowisko w szpitalu, w którym przez siedem lat pracy dała się poznać jako pracownik rzeczowy i kompetentny, a szukając wyzwań oraz większych pieniędzy przeprowadza się do Wrocławia. Nowa praca w firmie dystrybuującej sprzęt medyczny wydaje się być spełnieniem marzeń, zaś wysokość wynagrodzenia pozwala na zakup kredytowanej nieruchomości. Stanowisko kierownika działu sprzedaży i zamówień publicznych oprócz profitów finansowych oznacza również prestiż, a to – podobnie jak markowe ciuchy i dodatki – jest dla Majki bardzo ważne.

Jakież jest jej zdziwienie, kiedy już pierwszego dnia w firmie dowiaduje się o zmianach personalnych na stanowisku prezesa, a także o swojej nowej funkcji. Jej zadanie polegać ma na pozyskiwaniu funduszy z Unii Europejskiej oraz z Urzędu Marszałkowskiego, ale zarówno przyszłe obowiązki, sposób powiadomienia jej o zmianie w umowie, jak i tajemnicze usuniecie poprzedniego prezesa, budzą w niej niepokój. Jak się wkrótce okaże, obawy Majki były słuszne…

Jednak sama przeprowadzka do Wrocławia wcale nie jest takim nieporozumieniem, jakby to wynikało z analizy sytuacji zawodowej Majki. Już kilka godzin po przyjeździe w życie kobiety wkracza przystojny deweloper, Adam Starski. Choć wciąż leczy on rany po stracie żony, to jednak piękna i zimna nieznajoma intryguje go i nawet fakt, iż uszkodziła mu jego porsche, nie zmienia pierwszego wrażenia. Co więcej, właśnie kwestie związane z samochodem stają się pretekstem do spotkania, które pozwala spojrzeć na Majkę nie jak na wyrachowana kobietę sukcesu dążącą prosto do celu, ale jak na wrażliwą i delikatną dziewczynę. Być może właśnie ta twarz kobiety przekonała Adama do tego, by zaproponować jej wyjazd do Krakowa na bal charytatywny …

„Nie wchodź w moją ciszę” to powieść, która wciąga i która zaskakuje. Czytając opisy garderoby Majki, biorąc pod uwagę jej przywiązanie do marek i metek, nie byłam w stanie dostrzec w niej tego, co Adam zauważył od razu – wrażliwości. Stopniowo, na łamach książki, zmieniamy zdanie o Majce, będąc pod wrażeniem jej pracowitości oraz zasad, którymi się w życiu kieruje. I mimo że chwilami dialogom brakuje płynności, zaś pewne postawy czy zachowania Majki, a także jej język drażnią (kobieta na stanowisku posługująca się określeniem „foch” opisując swój stan emocjonalny rodzi pewien dysonans poznawczy), to jednak po książkę warto sięgnąć chociażby po to, by podgrzać atmosferę bądź też odnieść się do stosunków panujących w firmach, w których pracujemy. Może się tak stać, że docenimy własnego szefa, bądź też – obserwując zachowania w organizacji Majki – podejmiemy decyzję o zmianach. Jedno jest pewne – jeśli ciekawi was, co się stało z poprzednim prezesem, jak rozwinie się wątek kryminalny i miłosny, koniecznie musicie sięgnąć po powieść Alicji Masłowskiej-Burnos.



środa, 11 lutego 2015

Krystyna Śmigielska "Kochanek pani Grawerskiej"

Tytuł: Kochanek pani Grawerskiej
Autor: Krystyna Śmigielska
Wydawnictwo: Replika



„U nas nigdy nie będzie dobrze. Prywata i korupcja rządzą tym chorym państwem (…)” – słuchając doniesień sejmowych, obserwując bieżące wydarzenia, polityków zmieniających przekonania w zależności od tego, w jakim ugrupowaniu czekają ich większe możliwości i pieniądze, patrząc na kraj uginający się pod irracjonalnymi żądaniami różnych grup zawodowych, te słowa zyskują szczególnej wymowy. Wkładając je w usta jednego ze swoich bohaterów, Krystyna Śmigielska udowodniła, iż jest doskonała obserwatorką otaczającej ją rzeczywistości. Kolejne afery, korupcje, układy, lobbowanie na rzecz określonych grup czy obszarów, to wszystko stanowi część życia politycznego, choć nie tylko w naszym kraju.
Autorka osadziła jednak akcję „Kochanka pani Grawerskiej” właśnie w Polsce, doskonale dokumentując istniejące realia, czyniąc przez to książkę bardziej autentyczną. Połączenie polityki z miłością daje zaś mieszankę wybuchową, przyciągającą czytelnika do lektury i utrzymującą w nieustannym napięciu. Choć książka nie zaskakuje i nie zachwyca, to jednak pozwala na spędzenie relaksujących chwil. Jeśli do tego sprowokuje do przemyśleń na temat kondycji państwa polskiego i osób na szczeblach władzy, to tym lepiej…
Śmigielska przedstawia nam Martę Grawerską, żonę rzutkiego prezesa spółki Orient, mającego polityczne aspiracje. Dla statusu materialnego poświęciła swoją wolność i niezależność, pozbawiała się prawdziwego uczucia, godząc się na rolę marionetki. „Masz karty kredytowe, samochód, ładny, duży apartament w centrum miasta (…). Dużo nie wymagam! Kiedy trzeba, masz stać przy mnie i dobrze wyglądać” – mówi do niej Grawerski, pokazując rolę i znaczenie, jakie żona odgrywa w jego życiu. Pnący się po szczeblach mężczyzna potrzebuje tylko i wyłącznie reprezentacyjnej towarzyszki, która ociepli jego wizerunek, dopełni wrażenie doskonałego przywódcy, mającego uporządkowane, szczęśliwe życie rodzinne. Takiemu człowiekowi przecież warto zaufać, warto zawierzyć mu swój los – czyż zatem nie jest idealnym kandydatem na polityka?
Samotna i nieszczęśliwa w małżeństwie Marta decyduje się na podjęcie ryzykownej gry, jaką w jej przypadku jest romans. Można się tylko domyślać, w jakim stopniu jego ujawnienie  zburzyłoby wizerunek szczęśliwego małżeństwa i jak rozwścieczyłoby samca alfa, jakim jest Marek. Dlatego Marta decyduje się na potajemne spotkania, a także na wyjazd z dala od terenów, na których mogłaby spotkać kogoś znajomego. Jednak podróż do hotelu, który ma się stać miłosnym gniazdkiem, zmieni całe jej życie, wpływając również na losy osób z jej otoczenia. Zostaje porwana, zaś oprawcy grożą ujawnieniem niechlubnych szczegółów interesów jej męża – są ponoć w posiadaniu kompromitujących dokumentów. Okazuje się, że interesy prowadzone nie tylko przez Marka, ale i współpracujących z nim polityków, nie zawsze były zgodne z literą prawa. Zastanawiacie się, co będzie w stanie poświęcić Marek, by odzyskać żonę? Pytanie powinno raczej brzmieć, czy będzie w stanie coś poświęcić…
„Kochanek pani Grawerskiej” to - pomimo politycznych konotacji - lektura lekka, choć daleka od banału. Mamy wartko toczącą się akcję, mamy ludzi uwikłanych w nielegalne interesy, wątki korupcjogenne, brawurowe porwanie oraz zdesperowaną i łaknąca miłości kobietę. Autorka mistrzowsko stopniuje napięcie, przykuwając naszą uwagę i wciągając w ryzykowną grę. Niestety, wszystkie te atuty są umniejszone przez postać głównej bohaterki, która nie tylko nie budzi mojej sympatii, ale napawa mnie wręcz niechęcią.
Trudno zrozumieć rozczarowanie Marty, która nie powinna mieć złudzeń co do jej roli u boku męża. Trudno słuchać jej narzekań, będąc jednocześnie świadomym, jak wielką wagę przywiązuje do materialnej strony bytu. Jej konwersacja z porywaczami, jej zachowanie w niewoli razi swoją sztuczności, irracjonalnością, a kulminacją tego jest romans z jednym z nich. O wiele bardziej autentyczny jest Marek, który nie kryje swojej chorej ambicji i żądzy posiadania władzy. Marta mówi o nim: „(…) to zagubiony człowiek. Uchwycił się władzy i z niej chce czerpać siłę (…). Brak mu ideałów, on w nic nie wierzy”. I w tym swoim braku wiary jest tak prawdziwy …
Mimo mojego rozczarowania konstrukcją osoby Marty, która odebrała mi przyjemność płynącą z lektury powieści, nie mogę nie docenić kunsztu autorki. Doskonale skonstruowana fabuła, wątki splatające się ze sobą w logiczny ciąg zdarzeń i elektryzująca mieszkanka tematów stanowią powód, dla którego po kolejną książkę pisarki z pewnością sięgnę. Zanim jednak pojawi się ona na rynku, pozostaje mi zapoznać się z poprzednimi tytułami jej autorstwa.