niedziela, 29 marca 2015

Małgorzata Klunder „Robert i Róża. Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej (Tom 1)”

Tytuł: Robert i Róża. Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej (Tom 1)
Autor: Małgorzata Klunder
Wydawnictwo: Replika



Mówi się, że „Poznaniak to Szkot wysiedlony za rozrzutność” i ten stereotyp mieszkańca miasta, jako osoby do bólu wręcz oszczędnej pokutuje od lat. Jest jednak w Poznaniu pewna rodzina, która oszczędzać może na wszystkim … oprócz książek. Rodzina to zresztą niezwykła, chciałoby się nawet powiedzieć – niedzisiejsza, obalająca nie tylko wszelkie stereotypy, ale wymykająca się wszelkim próbom klasyfikacji. Mowa o rodzinie Niziołków (tak, tak, to nie błąd w pisowni), grupie ludzi połączonych nie tylko więzami krwi, ale przepełnionych wspólną pasją. Pasją do „Władcy Pierścieni”, a właściwie do książek jako takich, z „Władcą Pierścieni na czele.

Członków tej rodziny, a także ich bogaty księgozbiór, przedstawia nam latorośl, córka Róży i Roberta Niziołków. Małgorzata Klunder w pasjonującej książce „Robert i Róża. Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej (Tom 1)” snuje opowieść o dorastaniu, a także o czasach przed jej przyjściem na świat. Można by rzecz, że osobliwe nazwisko zdeterminowało przyszłość całego rodu, którego członkowie swobodnie cytują twórcę najbardziej znanego w fantastyce literackiego świata, także dziesiątki innych pozycji literackich (nie tylko z kręgu fantastyki).

Predestynowany do bycia osobliwością nie tylko za sprawą nazwiska Robert poznaje Różę Kotoń i na samym akcie poznania kończy się właściwie typowo filmowy scenariusz, jakiego oczekujemy od życia. Bo u Niziołków nic nie przebiega tak, jakby oczekiwali tego inni. Kilkumiesięczna znajomość wystarczyła, by z Nizołka zrobili się Niziołkowie, owładnięci pasją czytania, wydający wszystkie zarobiona na korepetycjach pieniądze na książki. Znając zamiłowanie (oj, to chyba zbyt łagodne słowo) męża do „Władcy Pierścienia”, Róża szybko nadrobiła zaległości, wykazując się niezwykłą skrupulatnością w sporządzaniu notatek, które w przyszłości nie raz pomogą rozsądzić nie tylko rodzinne, a nawet te na linii nauczyciel-rodzic. On z miłości do tolkienowskiego świata nauczył się angielskiego, ukończył zresztą anglistykę, planując karierę tłumacza, Róża zgłębiała różniczki i macierze, co nie przeszkadzało jej przerabiać na własną materiał z literatury polskiej. Zresztą właśnie to zamiłowanie do książek uczyniło z niej doskonałą nauczycielkę matematyki (po wyjaśnienie tej kuriozalnej sytuacji odsyłam do książki). 

Kiedy spotyka się kobieta, która w młodości chciała być chłopakiem i rycerzem, czytała namiętnie Niziurskiego i Bahdaja oraz mężczyzna, który z zapałem uczył się walijskiego, to taka para po prostu nie mogła spłodzić zwyczajnych dzieci – zwyczajnych w rozumieniu wizerunku współczesnego Polaka, co to książek nie czyta i życiem się nie interesuje. Dlatego kiedy na świecie pojawiają się Małgorzata, Jasiek i najmłodsza Eleanora, to możemy tylko w napięciu oczekiwać, jakie talenty (i pomysły) się pojawią. 

Nie sposób nie poddać się wzruszeniu podczas lektury książki Klunder, nie sposób też nie ocierać łez i nie tarzać się ze śmiechu czytając chociażby o szkolnych przygodach dzieci, o metodach wychowawczych Róży czy osobliwym podejściu do kwestii zaznajamiania młodzieży ze słowem Bożym zapisanym w Piśmie Świętym. Już sama osoba brata narratorki, Janka, przemierzającego tereny parafii w Krzesinach na motorze, budzi – z całym szacunkiem – chroniczny napad „głupawki”, a to tylko jeden z wielu motywów, które w treść książki wpleść kazało samo życie.

Kończąc lekturę, z żalem rozstawałam się z tą niezwykłą rodziną, dla której nieodłączną częścią rzeczywistości są oczywiście książki. Podziwiać można nie tylko sam kunszt autorki i zdolność do operowania słowem (zapewne wyssaną z mlekiem matki), ale i przesłanie. Zostałam bowiem zaopatrzona w solidna dawkę optymizmu i wiary w ludzi, a także listę kilku pozycji typu „must have”. Z chęcią złożyłabym również wniosek o adopcję, pragnąc stać się częścią klanu Niziołków, ale na razie pozostaje mi zadowolić się oczekiwaniem na tom drugi. Aż chciałoby się powiedzieć, że "Czarodziej nigdy się nie spóźnia, nie przychodzi też zbyt wcześnie. Czarodziej zjawia się dokładnie wtedy, kiedy ma na to ochotę", zatem pokornie czekam na kolejną wizytę klanu Niziołków w moich skromnych progach.



poniedziałek, 23 marca 2015

Sharon Lechter „Myśl i bogać się dla Kobiet”

Tytuł: Myśl i bogać się dla Kobiet
Autor: Sharon Lechter
Wydawnictwo: Studnio EMKA


Kiedy ponad siedemdziesiąt lat temu Napoleon Hill pisał swoją książkę „Myśl i bogać się”, formułując trzynaście głównych kroków do sukcesu nawet nie przypuszczał, że wpłynie ona na życie wielu ludzi. Lektura poradnika, otwierającego drogę do finansowej wolności, do życia pełnego pasji, inspirowała i inspiruje do zmiany i do działania.  Hill oparł swoją książkę na rozmowach przeprowadzonych z ponad pięciuset mężczyznami, ludźmi sukcesu, a także z tymi, którzy ponieśli klęskę. Skala prowadzonych przez niego badań pozwoliła na stworzenie uniwersalnego przewodnika sukcesu. Uniwersalnego, ale w podtekście adresowanego do mężczyzn, bowiem w czasach autora kobiety odgrywały marginalną rolę w biznesie.
Dziś, w obecnych warunkach ekonomicznych i gospodarczych, zaistniała potrzeba stworzenia podobnej publikacji dla kobiet. Udowodnione jest, iż płeć piękna dokonuje nieco innych wyborów, inny jest też schemat działania kobiet i mężczyzn, dlatego konieczne są inne wzorce. Tym sposobem, nakładem wydawnictwa Studio Emka, ukazała się kobieca odpowiedź na dzieło Hilla. „Myśl i bogać się dla Kobiet” to zbiór wskazówek pochodzących od kobiet sukcesu, opatrzonych komentarzem Sharon Lechter. Autorka wielu książek, uznany autorytet w dziedzinie edukacji finansowej, dzieli się z nami swoimi doświadczeniami, prowadząc ku zmianie naszych przekonań, podejścia do pracy i bogactwa, ku zmianie życia. Nie tylko pomysł na książkę, ale także jej rozkład został oparty na pomyśle Hilla – znajdziemy tu zatem osobiste historie wpływowych kobiet, które zastosowały kroki zawarte w danym rozdziale i mogą zaświadczyć o ich skuteczności.
„Trzynaście sprawdzonych krokach do bogactwa”, przedstawionych z kobiecej perspektywy, to droga wymagająca od nas aktywności i pracy nad sobą. Przed czytelnikiem (a właściwie czytelniczką) stoi zadanie obudzenia w sobie żądzy, będącej siłą motywującą do działania. Konieczne będzie również zdefiniowanie słowa „wiara”, nie w odniesieniu do religii, ale określonego stanu umysłu, którego osiągnięcie definiuje nasz los. Dowiemy się również, jaką rolę w kształtowaniu naszego nastawienia odgrywa dialog wewnętrzny i jakie znaczenie w dążeniu do bogactwa ma wiedza. Wraz z autorką będziemy również pracowały nad rozbudzaniem wyobraźni, nauczamy się przekładać pragnienia na działanie za pomocą planów. Konieczne będzie zmniejszenie prawdopodobieństwa odkładania decyzji i nauka podsycania w sobie zaangażowania, tak, by nie zrezygnować w drodze na szczyt.
Lechter, w ślad za Hillem, podkreśla znaczenie grupy doradczej oraz przybliża kwestię … przetwarzania energii seksualnej. Przekonamy się również, jak wielką rolę w dążeniu do realizacji celu odgrywa podświadomość oraz przyjrzymy się mózgowi, bowiem to w tym organie mają miejsce procesy myślowe. Docenimy ponadto działanie mechanizmu, dzięki któremu ukryta wiedza staje się dostępna w trakcie podejmowania decyzji, czyli intuicji, oswoimy również swój strach. Czternasty krok, który nie pojawił się u Hilla, powstał w efekcie pracy nad książką – pojawiła się bowiem potrzeba omówienia przeszkód, z którymi mierzy się niemal każda kobieta, pragnąca żyć zgodnie z wewnętrzną potrzebą i pragnieniem.
„Ta książka nie zmieniła mojego życia, ale raczej zainspirowała mnie i dała mi siłę do podejmowania decyzji, działania i zmiany samej siebie” – powiedziała jedna z rozmówczyń autorki o książce Hilla. Tymi samymi słowami można podsumować poradnik „Myśl i bogać się dla Kobiet” Sharon Lechter. Lektura książki musi pociągać za sobą działanie, dlatego warto skorzystać z ćwiczeń i zadań, których wykonanie zaleca autorka. Przyczynią się one do samopoznania, posłużą poznaniu swoich pragnień, automotywacji, pozwolą przekształcić negatywne myśli w takie, które stanowić będą bodziec do realizacji celów. Poradnik niesie ze sobą ogromny ładunek energetyczny, inspiruje, otwiera nas na różne możliwości, które aż się proszą o wykorzystanie. Słowa kobiet, które już odniosły sukces dowodzą, że jest on możliwy, wystarczy tylko  obrać go sobie za cel i  dążyć do jego realizacji!

niedziela, 22 marca 2015

Justin Go "Wyścig z czasem"

Tytuł: Wyścig z czasem
Autor: Justin Go
Wydawnictwo: MUZA SA


„Kochać to także umieć się roz­stać. Umieć poz­wo­lić ko­muś odejść, na­wet jeśli darzy się go wiel­kim uczu­ciem. Miłość jest zap­rzecze­niem egoiz­mu, za­bor­czości, jest skiero­waniem się ku dru­giej oso­bie, jest prag­nieniem prze­de wszys­tkim jej szczęścia, cza­sem wbrew własnemu” – tak właśnie miłość widział Vincent van Gogh, trwale łącząc ją z wolnością oraz stawianiem szczęścia ukochanej osoby ponad swoje. Można odnieść wrażenie, że dziś nie ma już takich miłości. Wychowani w dobie egoizmu, dążenia do celu zabiegamy o miłości, a kiedy już ją znajdziemy, kurczowo się jej trzymamy niezależnie od tego, jaka jest jakość tego uczucia i czy tak naprawdę jest ono miłością. Często bowiem mylimy to uczucie z desperackim pragnieniem, by nie zostać samemu.

Uczucie, którym obdarzyli się bohaterowie doskonałej powieści Justina Go „Wyścig z czasem” pokochali się jednak tą miłością prawdziwą, tą bezinteresowną o której mówił Van Gogh. Opublikowana nakładem wydawnictwa MUZA SA książka to niezapominana opowieść o miłości napiętnowanej przez wojnę, o wspinaczce oraz o wielkim spadku, o zdobycie którego trzeba zawalczyć. Przyjemność w lekturze znajdą wszyscy ci, którzy cenią sobie głębokie historie, przesycone emocjami, historie poruszające nasze serca i dusze. 

Autorka przedstawia nam młodego mieszkańca Kalifornii, Tristana Campbella. Dwudziestotrzyletni chłopak stoi właśnie przed poważną decyzją, co robić dalej po skończeniu studiów, kiedy przeznaczenie wybiera za niego. Otrzymana wiadomość z londyńskiej kancelarii burzy jego bezpieczny świat – Tristan dowiaduje się, że prawdopodobnie jest spadkobiercą wielkiego majątku. Spadek po Ashleyu Walsinghamie, słynnym uczestniku wyprawy na Mount Everest, który zginął samotnie podczas drogi na szczyt, czeka na beneficjenta. Mężczyna, przed wyruszeniem na wyprawę, zapisał bowiem w spadku niemal wszystko co posiadał, pewnej kobiecie. Nigdy jednak nie wystąpiła ona o potwierdzenie swoich praw do należnego jej spadku. W testamencie ustanowiono zarząd powierniczy, który sprawować miał nadzór nad majątkiem do czasu, aż zostanie on przekazany bezpośrednim potomkom owej kobiety. Do chwili obecnej przekazanie majątku nie było jednak możliwe. Co więcej – zgodnie z wolą Ashleya, jeśli przez osiemdziesiąt lat nikt po majątek się nie zgłosi, ma on być rozdysponowany pomiędzy liczne instytucje charytatywne. Do końca tego okresu zostało zaledwie siedem tygodni, dlatego też kancelaria postanowiła poinformować jedynego potencjalnego spadkobiercę, jednocześnie wyznaczając mu odpowiedzialne zadanie – ma on przedstawić ostateczny dowód, że jest bezpośrednim potomkiem Imogen Soames-Andersson, kobiety, którą bezgranicznie kochał Ashley. 

Ashley kochał i był kochany, właśnie dale tego Imogen pozwoliła mu odejść. Pragnęła bowiem postawić go przed wyborem, którego dokonać nie mógł i odwieść go od powrotu na front, zatem ostatecznie wolała go opuścić. Ich miłość choć krótka, przetrwała lata. Poznali się zaledwie tydzień przed wyruszeniem Ashleya do Francji. Chłopak z bogatego domu nie miał tak naprawdę pojęcia, czym jest wojna, z czym przyjdzie mu się zmierzyć na froncie. Mimo wszystko jakby podświadomie, starał się wykorzystać czas spędzony z Imogen tak, jakby był on jego ostatnim. Dziewczyna obiecuje czekać na niego cierpliwie, codziennie zresztą piszą do siebie listy w oczekiwaniu na powtórne spotkanie. Do niego dochodzi wkrótce, bowiem Ashley odnosi ciężką ranę w bitwie pod Sommą. Pomyłkowo zostaje nawet uznany za zmarłego dlatego też, kiedy na jaw wychodzi błąd urzędników, Imogen wyrusza niezwłocznie do Francji, nie zważając na niebezpieczeństwo. Spotykają się w szpitalu w Albert, nieopodal linii frontu, gdzie Imogen wyjawia mu pewną tajemnicę. To jest niestety ich ostatnie spotkanie, bowiem dziewczyna żąda od niego, by nie wracał na wojnę. Dokonując wyboru, oboje skazują się na cierpienie ale wiedzą, że próba zmiany zdania unieszczęśliwiłaby drugą osobę. Tu, w Albert, urywa się też ślad po Imogen… 

Czy Tristanowi uda się rozwiązać zagadkę, z którą nie poradzili sobie pracownicy kancelarii? Czy uda się mu udowodnić, że to Imogen, a nie jej siostra Eleanor, była jego prababką? Droga do prawdy wiedzie przez archiwa British Library, przez Szwecję i bibliotekę w Uppsali, Paryż i Bibliothéque Nationale, przez północną Francję, gdzie po raz pierwszy Ashley widział Imogen nad Sommą, a nawet przez Islandię. Czas płynie jednak nieubłaganie, a chłopakowi wciąż nie udaje się odkryć tego ostatecznego dowodu. Znajduje jednak coś więcej – nie dość, że z fragmentów układanki wyłania się historia pięknej choć nieszczęśliwej miłości, to jeszcze w drodze Tristan znajduje swoją miłość. 

„Wyścig z czasem” to książka wzruszająca i piękna, zachwycająca nie tylko złożoną fabułą, ale również sprawnością, z jaką Justin Go operuje słowem. Wykreowani bohaterowie targani namiętnościami, pełni sprzeczności są niezwykle plastyczni, emocjonalni, angażują nas bez reszty w przeżywane przez nich wydarzenia. Zagadki jakie stawia przed Tristanem autor zmuszają i czytelnika do zastanowienia się nad wyborem najlepszych dróg, wciąż analizujemy otrzymane informacje pragnąc wspomóc bohatera w tym trudnym dla niego czasie próby. To sprawia, że od książki nie można się oderwać, że można nazwać ją spektakularnym debiutem autora i z niecierpliwością oczekiwać na kolejną powieść, nad której publikacją Justin Go już pracuje.



poniedziałek, 16 marca 2015

Rom Brafman „Sukces wbrew oczekiwaniom. Co tkwi u podstaw naszych wielkich dokonań?”

Tytuł: Sukces wbrew oczekiwaniom
Autor: Rom Brafman
Wydawnictwo: Studio EMKA

Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego jedni ludzie odnoszą sukces, podczas gdy inni z trudem mogą związać koniec z końcem? Dlaczego niektórzy sięgają szczytu nawet wówczas, kiedy ich start wcale nie był łatwy? W jaki sposób byli w stanie zrobić spektakularne kariery, mają udane życie towarzyskie i uczuciowe, pomimo licznych przeszkód na drodze oraz traumatycznych wydarzeń? Dlaczego dzieje się tak, że piętrzące się kłopoty potrafią jednym podciąć skrzydła, podczas gdy drugich motywują do działania?
O tym, jakie są determinanty sukcesu i w jaki sposób zmienić swoje zachowanie, by osiągnąć założone cele, pisze Rom Brafman, w fascynującej książce „Sukces wbrew oczekiwaniom. Co tkwi u podstaw naszych wielkich dokonań?”. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Studio EMKA pozycja, zdecydowanie różni się od setek poradników dotyczących tej tematyki, zarówno treścią, jak i podejściem do zagadnienia. Nie znajdziemy tu pustych frazesów, rad nie wnoszących nic do naszego życia. Brafman proponuje nam intrygujący wykład poświęcony psychologicznemu ujęciu sukcesu, wzbogacony licznymi przykładami oraz wynikami badań. Mimo naukowej wymowy książki, nie znajdziemy tu jednak skomplikowanej terminologii czy słownikowych definicji. Autor w dość swobodnym stylu snuje rozważania, sięgając po udokumentowane przypadki ludzi, którzy pomimo przeciwności losu odnieśli oszałamiający sukces.
Autor prezentuje nam teorię, zakładającą istnienie tzw. tunelowców. To te osoby, które szczególnie w trudnych chwilach skupiają się na sobie, by zyskać wgląd w to, co mogą zmienić. Nie szukają oni czasu na szukanie winnych swoich problemów, nie oskarżają ludzi obecnych w otoczeniu, nie obwiniają za wszystko rządu i jego polityki, nie powołują się na niesprzyjające okoliczności. Przejmują natomiast pełną odpowiedzialność za swoje życie, wykorzystują swoją siłę sprawczą, by zmieniać otaczającą ich rzeczywistość i radzić sobie z kłopotami.
Działania „tunelowców” nie ograniczają się wyłącznie do kontroli nad ludźmi i wydarzeniami. Starają się oni znaleźć sens w najdrobniejszych elementach swojego życia, nadać sens i cel wszystkiemu, co ich otacza. Umieją cieszyć się chwilą, pielęgnują oni w sobie pasję, podsycają ciekawość, nie poddają się zwątpieniu. Po lekturze książki Brafmana oraz wynikach przytoczonych przez nich badań nie mamy wątpliwości, że taka postawa przynosi spodziewane rezultaty. Przekonuje nas o tym Percy Spencer, a także Abraham Lincoln oraz życiorysy innych postaci przywołanych przez autora.
„Sukces wbrew oczekiwaniom” to książka, którą czyta się ze zdumieniem odkrywając, jak wiele w naszym życiu zależy od nas. Kluczem do sukcesu jest jednak przyjęcie właściwej postawy wobec życia, odpowiednie skierowanie światła (spojrzenia) oraz … poczucie humoru. Aby nie zapomnieć o zasadach zawartych w publikacji, Brafman zebrał je wszystkie w punktach i umieścił na końcu książki. Stanowią podsumowanie jego rozważań, do którego sięgnąć możemy w każdej chwili, bez konieczności odszukiwania właściwego fragmentu w tekście.



poniedziałek, 9 marca 2015

Jacqui Marson „Bycie miłym to przekleństwo. Jak nauczyć się asertywności i z łatwością mówić NIE”

Tytuł: Bycie miłym to przekleństwo. Jak nauczyć się asertywności i z łatwością mówić NIE
Autor: Jacqui Marson
Wydawnictwo: MUZA SA

Jesteś gotowa nieść pomoc zawsze i każdemu? Z uśmiechem na usta pożyczasz swoje ostatnie pieniądze koleżance wiedząc, że na ich zwrot będziesz musiała długo czekać? Opiekujesz się dziećmi siostry, choć wolałabyś spędzać w tym czasie czas na beztroskim leniuchowaniu? Brakuje ci doby na relaks, na realizację własnych pasji, a nawet na pracę, ponieważ cały dzień spełniasz życzenia i prośby innych? Zawsze można na tobie polegać, jesteś pierwsza, która zgodzi się na realizację dodatkowych zadań w pracy, która poświeci nawet weekend z rodziną, by tylko usłyszeć pochwałę z ust szefa? STOP! Jeśli w tych pytaniach odnalazłaś siebie, jeśli te pytania są ci boleśnie bliskie to znak, że cierpisz na brak asertywności. Jeśli poświęcasz się na innych, robiąc to swoim kosztem, jeśli zamiast czerpać z tego przyjemność jesteś sfrustrowana i masz wszystkim za złe, że cię wykorzystują, czas popracować nad zmianą swoich zachowań. Czas zadbać o siebie. Czas przekonać się, że bycie miłym to przekleństwo…
O tym, jak uporać się z Przekleństwem Bycia Miłym, jak uwolnić się od oczekiwań innych względem własnej osoby, jak zacząć żyć pełnią życia w taki sposób, jaki pragniemy, pisze Jacqui Marson, psycholog kliniczny. W swojej pracy miała możliwość spotkać wiele kobiet, na których życiu ciążyło przekonanie, że muszą postępować dokładnie tak, jak inni chcą, aby być osobami lubianymi i docenianymi. Co więcej, sama autorka zmagała się z ograniczającymi ją przekonaniami, z wzorcami myślowymi, które kazały jej udowadniać wszystkim, jaka jest silna i ile zniesie. W swoim poradniku „Bycie miłym to przekleństwo. Jak nauczyć się asertywności i z łatwością mówić NIE”, opublikowanym nakładem wydawnictwa MUZA SA, posługuje się licznymi przykładami ze swojej pracy terapeutycznej i życia prywatnego, by wskazać nam drogę do szczęścia i niezależności. Książka jest adresowana zarówno do mężczyzn, jak i do kobiet, choć nie da się ukryć, że to płeć piękna, wychowana na grzeczne i potulne księżniczki, ma największy problem z odmawianiem innym.
Poradnik składa się z jedenastu rozdziałów, a każdy z nich przybliża historię wybranych osób mających problem z asertywnym oddziaływaniem, a także wprowadzenia merytorycznego oraz ćwiczeń zaproponowanych przez autorkę. Aby rzeczywiście skorzystać z tej pozycji, by wykorzystać ją do zmiany swojego życia, do samorozwoju, warto czytać ją dokładnie, zaznaczając najistotniejsze kwestie oraz sumienne wykonując zadania, pozwalając sobie przy tym na chwile refleksji. Kiedy już rozpoczniemy proces zmian, warto sięgać tylko do wybranych zagadnień czy też metod pracy.
Marson pokazuje nam, że nie ma przypadków beznadziejnych, że zmiany są możliwe, należy tylko zrobić pierwszy krok. Przedstawia nam m.in. Indirę, traktowana przez rodzinę niczym całodobową pomoc, Susie, która zawsze starała się wszystkich zadowolić, Monikę mającą problem w kontaktach społecznych i wielu innych pacjentów, zaś ich historie uświadamiają nam, że nie ma jednego prostego rozwiązania naszego problemu. Autorka przedstawia nam jednak szeroki wachlarz możliwości i ćwiczeń, z których możemy skorzystać, kiedy już rozpoznamy swoje dawne przekonania i wzorce zachowań. Otrzymamy również zestaw narzędzi pomocnych przy planowaniu i przygotowaniu innego sposoby zachowania oraz komunikowania się z otoczeniem, pozostawiając nam jednocześnie wybór, po które z nich sięgniemy.
Książka „Bycie miłym to przekleństwo” nie tylko przekonuje nas, że nasze życie może zyskać nową jakość, ale wręcz zwraca nam to życie, oddając stery w nasze ręce. Po „przepracowaniu” problemu będziemy pomagać ze szczerym uśmiechem na ustach, ale tylko wówczas, kiedy ta pomoc nie będzie okupiona własną krzywdą. Odzyskamy przez to kontrolę, co więcej – lepiej poznamy siebie i swoje pragnienia. Lektura daje nadzieję wszystkim, którzy z powodu braku asertywności tkwili w pułapce oczekiwań wobec nich, którzy poświęcili długie lata starając się przypodobać innym, którzy życzliwość przypłacili zdrowiem, karierą czy związkiem. To także lektura dla psychologów, pedagogów czy trenerów biznesu, dostarczająca nowych metod i narzędzi, a także ciekawych historii pacjentów, możliwych do wykorzystania na prowadzonych zajęciach. 

czwartek, 5 marca 2015

Viktor Mayer-Schönberger, Kenneth Cukier "BIG DATA. Rewolucja, która zmieni nasze myślenie, pracę i życie"

Tytuł: BIG DATA. Rewolucja, która zmieni nasze myślenie, pracę i życie
Autor: Viktor Mayer-Schönberger, Kenneth Cukier
Wydawnictwo: MT Biznes


Żyjemy w świecie nowych technologii, a postęp wymusza nieustanne zmiany, zarówno w sferze działania, jak i myślenia. Na rynku pojawiają się miliony nowych produktów, każdego dnia upadają setki firm, które nie są w stanie dorównać konkurencji bądź też zaspokoić potrzeb coraz bardziej wymagających klientów. Dlatego też, jeśli chcemy odnaleźć się w tym gąszczu informacji nas otaczających, jeśli nie chcemy, by technologia stała się naszą zgubą, konieczne jest przyznanie i akceptacja faktu, iż jesteśmy częścią społeczeństwa informacyjnego. Konieczne jest tym samym dostrzeżenie fenomenu, jakim jest big data.
Czym jednak jest dokładnie to tajemniczo brzmiące określenie? Big data nie ma precyzyjnej definicji, bowiem w czasach gwałtownego postępu i przetwarzania miliardów informacji w każdej minucie, żadna definicja nie może taka być. Jednak podejmując próbę przybliżenia zjawiska można stwierdzić, że big data jest zdolnością społeczeństwa do korzystania z dostępnych informacji w taki sposób, by możliwe było lepsze zrozumienie rzeczywistości. Big data pozwala nam przewidzieć, w jakim tempie i na jakim obszarze będzie rozwijała się epidemia choroby, jak będą kształtowały się ceny biletów i kiedy warto je zakupić, a także odpowiada na dziesiątki innych pytań, co wymaga dokładnej analizy danych.
Termin big data i wszystko, co się z nim wiąże, ostało opisane w fascynującej książce opublikowanej nakładem wydawnictwa MT Biznes. „BIG DATA. Rewolucja, która zmieni nasze myślenie, pracę i życie”, to książka która otwiera nam oczy na przemiany zachodzące we współczesnym świecie i która ułatwia nam podejmowanie decyzji oraz działanie. Autorzy, Viktor Mayer-Schönberger oraz Kenneth Cukier, traktują omawiane zjawisko w kategoriach rewolucji, przełomu, który niepostrzeżenie dokonał się na naszych oczach. Uważają oni, że „termin ten obejmuje to, co może być zrealizowane w dużej skali, a nie może być wykonane w małej, w celu uzyskania nowej wiedzy lub stworzenia nowej wartości w sposób, który zmieni rynki, organizacje, relacje między rządami a obywatelami itd.”.
Big data jest początkiem wielkiej transformacji, zmiany, która już się rozpoczęła i której nie da się powstrzymać. W dziesięciu rozdziałach książki, autorzy zawarli dokładny opis tego, jaki jest przebieg tego zjawiska oraz w jaki sposób możemy go wykorzystać, by lepiej funkcjonować nie tylko na konkurencyjnym rynku, ale i w całym naszym życiu. Technologia i związana z nią ilość mniej lub bardziej użytecznych informacji generowanych każdego dnia, stanowi wyzwanie dla naszej interakcji z otoczeniem. O tym jak wygląda teraźniejszość, w której przewidywanie już opiera się na big data, dowiemy się w rozdziale pierwszym, omawiającym zmiany w metodach analizy informacji. Rozdział drugi zwraca uwagę na ilość analizowanych danych, co najczęściej zwalnia nas z konieczności zachowania dużej dokładności, o czym przeczytamy w rozdziale trzecim.
Obserwowanie dużo większego spektrum pozyskiwanych z różnych źródeł informacji wymusza na nas odejście od powszechnego dotychczas poszukiwania przyczyn określonego zjawiska. Mimo iż jesteśmy zaprogramowani na myślenie przyczynowo-skutkowe, big data wymusza skupienie się na schematach i powiązaniach pomiędzy danymi Umożliwi to zrozumienie danego zjawiska i zinterpretowanie komunikatu, że COŚ się dzieje, zaś taka wiedza wystarcza w zupełności do podjęcia działań. Na tych powiązaniach, korelacjach, Mayer-Schönberger oraz Cukier skupiają się w rozdziale czwartym, zaś kolejny rozdział opisuje proces danetyzacji, czyli zbierania informacji o wszystkim. Dzięki takiemu działaniu możliwe jest wykorzystanie danych w zupełnie inny niż dotychczas sposób, a w konsekwencji – wytworzenie nowej jakości uzyskiwanych informacji.
W rozdziale szóstym i siódmym dokonana została analiza wpływu zjawiska big data na naturę biznesu, rynków i społeczeństwa. W kolejnym z rozdziałów autorzy zaznaczają jednak, że pomimo pozytywnych zmian pod wpływem big data, istnieją również pewne zagrożenia. Są one związane przede wszystkim z przetwarzaniem danych osobowych, a dokładnie z możliwościami dokonania identyfikacji osoby, której te dane dotyczą. Big data nie tylko zwiększa ryzyko utraty prywatności, ale i zmienia charakter tego ryzyka, co zmusza do poszukiwania nowych rozwiązań w zakresie ochrony. Ponadto, zjawisko to ogranicza naszą prywatność, a także stwarza złudne wrażenie, że możemy polegać na liczbach, które przecież bywają zwodnicze. Zmiany w generowaniu i przetwarzaniu informacji pociągają za sobą konieczność budowy modelu ochrony prywatności, o czym przeczytamy w rozdziale dziewiątym. Kolejny, ostatni już rozdział,  pozwoli nam na snucie domysłów, jak będzie wyglądał świat w przyszłości. Rewolucja big data to przecież dopiero początek przemian …
Autorzy otwierają nas na prawdopodobieństwo wystąpienia sytuacji, że to algorytmy będą stanowiły podstawę podejmowania każdej decyzji, zarówno jeśli chodzi o prawdopodobieństwo wystąpienia u kogoś ataku serca (za czym idzie konieczność zapłaty wyższej stawki ubezpieczenia) czy ryzyka nie zapłacenia raty kredytu (którego w efekcie bank po prostu nie udzieli). Co więcej, być może sprawdzi się scenariusz rodem z filmów science fiction, czyli prewencyjne aresztowania osób, które mogłyby popełnić w przyszłości przestępstwo.
Zaniepokojony? I słusznie, jednak unikanie tematu nie zmieni tego, że big data stała się faktem. Jedyne co możemy zrobić, to zapoznać się z książką Mayer-Schönbergera oraz Cukiera, zaakceptować zaistniałe zmiany i wykorzystać je z pożytkiem dla siebie. To czyni pozycję „BIG DATA” lekturą niezbędną dla wszystkich, którzy chcą być świadomym tego, co dzieje się w otaczającej nas rzeczywistości, dla studentów, polityków, osób prowadzących działalność gospodarczą. Praktycznie dla wszystkich, bowiem każdy z nas każdego dnia odbiera informacje, koduje je, przetwarza, przesyła dalej, wyciąga z nich wnioski,  podejmując na ich podstawie właściwe (lub nie) decyzje.  

niedziela, 1 marca 2015

Lorrie Moore "Kora"

Tytuł:Kora
Autor: Lorrie Moore
Wydawnictwo: PWN


„Chociaż czasem straszliwe trzęsienie ziemi albo niszczycielska burza rodzą we mnie przekonanie, że natura jest okrutna, zrozumiałem, że takie właśnie są zmienne koleje drogi zwanej losem. Natura również wędrowała w poszukiwaniu iluminacji” - pisał Paulo Coelho. Nie zawsze jednak musi to być traumatyczne przeżycie czy wstrząs, wystarczy bowiem określona sekwencja porażek czy problemów, byśmy zaczęli zastanawiać się nad życiem i naszym miejscem w nim, nad naturą porażek i skomplikowaną drogą, jaką ma do przejścia człowiek.
Właśnie o tej zwyczajnej – niezwyczajnej ludzkiej drodze, o jednostkach przeżywających częściej upadki niż wzloty, o smutku, samotności i rozczarowaniu, czyli o prozie życia przejmująco pisze Lorrie Moore. Wykładowczyni na kursach kreatywnego pisania, profesor wydziału anglistyki, ale przede wszystkim … mistrzyni słowa, oddaje w nasze ręce osiem wyjątkowych opowiadań, zebranych w tomie „Kora”. Jest to pozycja tym bardziej wyjątkowa, że przełamuje niemal piętnastoletnie milczenie autorki, choć na taką publikację czekać warto. I mimo iż nie jestem zwolenniczką krótkich form literackich, to w tym przypadku autorka ujęła mnie swoją wrażliwością, umiejętnością analitycznej obserwacji, trafnymi komentarzami oraz barwnym obrazem człowieka, który wyłania się w tych wszystkich historii.
Zbiór otwiera opowiadanie „Wysiadka”, które doskonale portretuje ludzi w średnim wieku, zmuszonych do ponownego odnalezienia się w świecie randek. Autorka przełamuje konwencje, czyniąc tym razem mężczyznę ofiarą. Z życia Iry, skromnego pracownika budżetówki odchodzi nie tylko żona, ale i ośmioletnia córka. Trudno bowiem krótkie spotkania z Bekką nazwać sprawowaniem rodzicielskiej opieki szczególnie, że mężczyzna z trudem radzi sobie z własnym życiem, nie mówiąc już nawet o opiece nad małą dziewczynką. Samotność potrafi być bardzo dotkliwa, zatem kiedy na przyjęciu u przyjaciół Ira poznaje pediatrę, Zorę, niezależnie od jej wad, upatruje w tej znajomości szansę na stabilizację. Tyle tylko, że dla kobiety całym światem jest jej nastoletni syn i ewentualny mężczyzna u jej boku musi to uwzględnić. Gdzie leży jednak granica pomiędzy matczyną miłością, a chorą relacją?
O tym, jak kruche jest życie przekonamy się z lektury kolejnego opowiadania „Krzak jałowca”. Słowa ks. Jana Twarowskiego „Spieszmy się kochać ludzi nabierają tu szczególnej wymowy, a śmierć Robin Ross, mimo iż złośliwa natura choroby nie dawała nadziei na poprawę, wciąż zaskakuje. Z kolei opowiadanie „Strata czasu” stanowi odbicie małżeńskiego pożycia, które – szczególnie po latach spędzonych wspólnie – dalekie jest od ideału. Kit i Rafe poznali się przed laty działając w ruchu pokojowym, zaś obecnie, po dwudziestu latach małżeństwa jedyne co ich łączy poza dziećmi, to nienawiść. Otrzymane papiery rozwodowe, z listem od męża wspominającym, że nadchodząca rocznica ślubu, powinna być jednocześnie ostatnią, stają się również przyczynkiem do dyskusji na temat gatunku samców. Jego przedstawiciele nazywani są przez Jan, przyjaciółkę Kit, mianem NOL (czyli niewdzięczne olewusy lebry).
„Wrogowie”, to niejednoznaczna opowieść o relacji pomiędzy sztuką a pieniędzmi, o poziomie, który sobą i swoim zachowaniem reprezentujemy. Żona głównego bohatera, Suzy, wspomina o „gonitwie za pieniędzmi konkurującej z gonitwą za walorami (…)”, zaś postacie sportretowanie w opowiadaniu wydają się potwierdzać prawdziwość tych słow. W najlepszym z całego zbioru opowiadaniu „Skrzydła”, przeczytamy natomiast o przemijaniu, o starości i samotności, ale również o różnych podejściach do życia. Poznajemy KC, która jest w stałym związku z Denchem, choć relacje pomiędzy nimi przypominają raczej zabawę dwójki dzieci w dom. Niespełnieni muzycy finansujący własne trasy koncertowe, żyjący za okazjonalnie zdobyte pieniądze, nie mają na tym świecie nic stałego – tak wygląda ich rzeczywistość. Dopiero piękna przyjaźń, jaka rodzi się pomiędzy KC, a pewnym miłym staruszkiem, sąsiadem Miltonem, zmieni jej punkt widzenia świata oraz priorytety.
W „Odniesieniach” poruszony został problem wchodzenia w relację z innymi w sytuacji, kiedy w rodzinie występuje problem choroby umysłowej oraz motyw kłamstwa i ucieczki, jakiej dopuścił się Pete nie mając odwagi zakończyć związku patrząc partnerce prosto w oczy. „Rewizja”, nieco słabsze opowiadanie, po raz kolejny porusza temat damsko-męskich stosunków, ale również prezentuje różne podejścia do życia, podobnie zresztą jak tekst „Dziękuję za wspólnie spędzony czas”.
Nie wszystkie słodko-gorzkie historie opowiedziane przez Moore do mnie przemówiły, niezmiennie jednak zachwycał sposób ich opowiadania. Wszystkie one zwracają uwagę niezmiennym perfekcjonizmem, płynnością tekstu, czarem słowa. Moore władająca piórem kojarzy mi się z baletem, tak bowiem lekkie są te teksty, poruszające przecież ważkie tematy. To pierwsza książka autorki którą miałam przyjemność przeczytać, ale zachwyt nad kunsztem, nad techniczną stroną opowiadań popycha mnie do nadrobienia tej karygodnej zaległości.


piątek, 27 lutego 2015

Katarzyna Michalik-Jaworska "Blizny"

Tytuł: Blizny
Autor: Katarzyna Michalik-Jaworska
Wydawnictwo: Dobra Literatura


Od wieków trwa dyskusja, czy sami sterujemy własnym życiem, czy też nasze przeznaczenie zapisane jest w gwiazdach. Podobny dylemat, będący właściwie konsekwencją poprzedniego, dotyczy wątpliwości, czy większy wpływ na nasz los mają cechy dziedziczne czy też własne działania, tzw. siła sprawcza. Poznanie odpowiedzi jest kluczowe, dla rozwiązania takich problemów, jak dziedziczenie biedy, bezrobocia, skłonności do przemocy fizycznej czy alkoholu. Paradoksalnie, pewien schemat zachowań powtarzają najczęściej te osoby, które szczególnie cierpiały z powodu określonego sposobu postępowania rodziców czy opiekunów i teoretycznie powinny go unikać. Czy jednak alkoholik powinien być rozgrzeszony tylko dlatego, że jego rodzice pili? Czy agresja ojca usprawiedliwia agresję wobec żony i dzieci? Pamiętajmy, iż oprócz nawyków, mamy jeszcze wolną wolę, która przesuwa ciężar wyborów (i odpowiedzialności za nie) w naszą stronę.
O alkoholizmie, jego konsekwencjach oraz ranach, jakie pozostawia on na naszej duszy, pisze Katarzyna Michalik-Jaworska w przejmującej powieści „Blizny”. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Dobra Literatura książka to również przejmujące studium nad miłością, również tą trudną, odrzuceniem, a także samotnością, jakiej niekiedy doświadczamy otoczeni ludźmi. Nie są to łatwe tematy, również lektura do łatwych nie należy, boleśnie bowiem dotyka różnych aspektów naszego życia i zwraca uwagę na błędy jakie popełniamy oraz zagrożenia i pułapki, które na nas czekają. Autorka zmusza nas nie tylko do refleksji nad własnym życiem, ale i do uważności, do wsłuchiwania się w to, co mówią inni, ale także w ich milczenie – ono może być bardziej wymowne niż słowa, może być wołaniem o ratunek…
„Umierałam wiele razy. Śmiercią tragiczną, beznadziejną, bezsensowną i rozpaczliwą. Oprócz śmierci fizycznej jest też śmierć emocjonalna i śmierć cywilna. Tragiczne jest to, że po nich się jeszcze oddycha, choć czasem już wbrew woli” – pisze autorka, niejako przygotowując nas na to, z czym spotkamy się na kartach książki. Ale na cierpienie Miry nie można się przygotować. Ta, której narodziny były niemal cudem, która przyszła na świat tylko i wyłącznie dzięki determinacji matki, później przez tą matkę została odrzucona, umierając wiele razy...
Zanim jednak do tego doszło przeżyła samobójstwo ojca, który nie znalazł w sobie siły, by iść dalej przez życie. To Mira znalazła go w piwnicy, to ona zastanawiała się co znaczy zmiana koloru i rysów twarzy, dlaczego ojciec nie podejdzie do niej, dlaczego zamiast opowiadać jej o ukochanych gołębiach, po prostu wisi. Kiedy ojca zastąpił pijący bijący ojczym, świat zawiódł Mirę po raz kolejny. Szczególnie, że na świecie pojawił się nowy człowiek – dziecko, które ostatecznie zabrało jej i jej bratu matkę. I do w dosłownym tego słowa znaczeniu, bowiem w obawie przed porywczością męża, a także dla swojej wygody, odesłała on dzieci do dziadków. Wyrzuty sumienia zagłuszała pieniędzmi i kupowanymi ubraniami, dziwiąc się, że córka zamiast mamo, mówi do niej: Anno.
Mira uporządkowała swój wewnętrzny świat dzięki nauce. To książki dały jej motywację, pokazały, że rzeczywistość można zmienić. Udało jej się dostać na studia na filologię polską, a dzięki stypendium utrzymywała się sama w Warszawie. Jeszcze będąc studentką spotkała przyszłego męża i zaszła w ciążę – nieplanowaną, która zmienić miała po raz kolejny wszystko. Dziecko, Hania, urodziła się z obniżonym napięciem mięśniowym, wymagała zatem intensywnej rehabilitacji. Mira poświęciła się tego zadaniu w zupełności, tracąc powoli kontakt z mężem i z całym światem. Przekonana o swoim heroizmie, o braku zrozumienia jej przez toczenie, smutki koiła alkoholem…
Gdzie przebiega ta granica pomiędzy degustacją, a piciem? Ile kieliszków należy wypić, by zostać uznanym za alkoholika? Czy poświęcenie jest właściwą drogą? Czy może stać się alternatywą dla życia? Czym jest i powinna być tak naprawdę matczyna miłość? Na te wszystkie pytania odpowiada Katarzyna Michalik-Jaworska, w boleśnie prawdziwej książce „Blizny. Autorka zdecydowała się na poruszenie mało popularnego, wręcz krępującego tematu, jakim jest alkoholizm, szczególnie ten dotyczący kobiet. Tabu to przełamała jedna z modelek, która kilka lat temu pod wpływem alkoholu spowodowała wypadek, jednak wciąż o alkoholu mówi się zbyt mało, zbyt lekceważąco się do niego podchodzi. Tymczasem stanowi on pokusę, a także poważne zagrożenie tym poważniejsze, że dotyczące nie tylko alkoholika, ale i jego otoczenia. DDA, czyli Dorosłe Dzieci Alkoholików to bowiem jedna z wielu konsekwencji picia.
Autorka doskonale przedstawia spiralę uzależnienia, myśli i wątpliwości mu towarzyszące, a także doprowadzone do perfekcji kłamstwa i manipulację. W powieści widzimy alkoholizm Miry w nieco szerszym kontekście, możemy bowiem zaobserwować, jego korzenie, ale również ze smutkiem stwierdzić, że zatacza on coraz większe kręgi. Autorka, prawdziwie mistrzowsko władając słowem nacechowała słowa emocjami, które odczuwamy i my. Docenić należy też niezwykły zmysł obserwacji oraz empatyczność. Michalik-Jaworska nie ocenia, a jedynie przedstawia wydarzenia, pozostawiając wnioski czytelnikowi. To wszystko czyni „Blizny” powieścią prawdziwą, portretującą problemy i osoby, które otaczają nas każdego dnia, a może nawet i osobę, którą … widzimy w lustrze. 

wtorek, 24 lutego 2015

Turney Duff „Ciemna strona Wall $treet”

Tytuł: Ciemna strona Wall $treet
Autor: Turney Duff
Wydawnictwo: MT Biznes


Jordan Ross Belfort być może cieszyłby się niechlubną sławą wyłącznie wśród wąskiego grona ludzi, gdyby nie film „Wilk z Wall Street”, w którym główną role zagrał sam Leonardo DiCaprio. Film ten powstał na podstawie książki pod tym samym tytułem, autorstwa Belforta. Ta biografia jednego z największych amerykańskich maklerów giełdowych i mówców motywacyjnych, który został oskarżony o oszustwa finansowe i skazany na karę pozbawienia wolności, odsłania prawdziwą twarz giełdowego parkietu, wielkich pieniędzy, wielkich przekrętów i … wielkiej rozpusty.

Ile w tym obrazie jest prawdy? Obawiam się, że wszystko, albo niemal wszystko jest zgodne z rzeczywistością – możemy się o tym przekonać podczas lektury wstrząsającej książki Turneya Duffa, byłego tradera, który z osoby bezrobotnej wspiął się na wyżyny po to, by spaść ze szczytu głową w dół. „Ciemna strona Wall $treet”, opublikowana nakładem wydawnictwa MT Biznes to książka dla tych wszystkich, którzy marzą o karierze finansisty, analityka czy brokera. To książka dla tych, którym Wall Street kojarzy się wyłącznie z dużymi pieniędzmi, drogimi garniturami, pięknymi kobietami i sportowymi samochodami…

Po lekturze inaczej spojrzymy na tych, którzy zarządzają naszymi funduszami, którzy w naszym imieniu przeprowadzają milionowe transakcje, którzy przypłacają stres z tym związany załamaniami czy nałogami. Ta biografia stanowi przestrogę, ale również dowód na to, że można żyć inaczej. Jak sam Duff pisze: „Ta książka symbolizuje dla mnie początek, środek i nowy początek”. Autorowi udało się wydostać – zarówno ze szponów Wall Street, jak i uwolnić od alkoholu i narkotyków, a obecnie nie chce on mieć nic wspólnego z transakcjami giełdowymi. Pozostaje tylko życzyć ci czytelniku, żebyś również zastanowił się nad swoją dalszą karierą, albo chociaż powstrzymał się od pewnych destrukcyjnych zachowań. 

Autor zabiera nas w swoje rodzinne strony, do Kennebunk w stanie Main, do czasów, kiedy jako nastolatek robił wszystko, by nie dać się ukształtować ojcu na jego obraz i podobieństwo. Uporządkowane życie pełne reguł, zasad i ciężkiej pracy nie pociągało Turneya. Wówczas nie wiedział jeszcze, że ten postawny mężczyzna przed którym czuł respekt, kilkanaście lat później nie będzie potrafił uruchomić windy w ekskluzywnym apartamencie syna. Zanim jednak do tego doszło, Turney skończył Ohio University i planował karierę dziennikarską. Życie jednak zweryfikowało te marzenia, nie pomogła nawet przeprowadzka do Nowego Jorku, by być w pobliżu większości redakcji i firm reklamowych. Zrezygnowanego młodego mężczyznę uratował jego wuj Tucker, od lat obracający się w środowisku nowojorskiej finansjery. Tak Turney dostał się do banku Morgan Stanley, do działu obsługi klienta prywatnego. 

Wykorzystując wrodzony urok osobisty i umiejętności komunikacyjne Duffowi udało się uniknąć wielu problemów oraz wyjść cało z największych opresji. Co więcej, jego kreatywność i zdolność do zachowania zimnej krwi została doceniona i od tego czasu rozwój jego kariery to wynik samozaparcia, szczęścia i odrobiny szaleństwa. Z banku trafia do nowego funduszy hedgingowego, Galleon Group, założonego przez Raja Rajaratnama, gdzie dołącza do drużyny legendarnego duetu Dave`a i Gary`ego. Tam uczy się życia, działania i – niestety – uczestniczy w wielu transakcjach, również tych odbywających się na granicy prawa. Przekonuje się, że w świecie funduszy nic nie dzieje się przez przypadek i uczy się doceniać rolę informacji. Tam również nabiera hedonistycznych (i destrukcyjnych) przyzwyczajeń.

Stanowisko głównego tradera w Argusie, będące sporym awansem, jest w rzeczywistości równią pochyłą. Wielkie transakcje i wielkie pieniądze oznaczają tylko więcej pokus. Dochodzi do sytuacji, kiedy przestaje wystarczać pensja rzędu dwustu tysięcy, kiedy z powodu połączenia kokainy z alkoholem godziny przeciekają mu przez palce, a kłamstwo wymyka się spod kontroli …

„Ciemna strona Wall $treet” Turneya Duffa to niezwykła historia tradera, która odsłania przed nami zupełnie inne, wstydliwe oblicze Wall Street, after work. Ta twarz wcale nie jest przyjemna, bowiem wykrzywia ją kokainowa maska, otaczają opary alkoholu i wątpliwy zapach ciemnych interesów. Mimo że autorowi nie udało się uniknąć branżowego słownictwa, typowego dla transakcji giełdowych, to książkę czyta się bez większych kłopotów, choć z coraz większym niesmakiem. Okazuje się, że za eleganckimi garniturami, białymi koszulami i drogimi gadżetami kryją się bezwzględni karierowicze, którzy dla żądzy zysku i dobrej zabawy zrobią wszystko. Przynajmniej do czasu, kiedy koło fortuny przestanie być dla nich tak łaskawe, a oni sami skończą jak Duff – poza Wall Street. Chociaż, akurat to nie jest najgorsza z opcji...

Katarzyna Bonda "Maszyna do pisania. Kurs kreatywnego pisania"

Tytuł: Maszyna do pisania. Kurs kreatywnego pisania
Autor: Katarzyna Bonda
Wydawnictwo: MUZA SA


„Pisać każdy może, trochę lepiej, lub trochę gorzej” – można by zanucić te słowa z linią melodyczną piosenki Jerzego Stuhra. Czy jednak rzeczywiście pisać, podobnie jak śpiewać, może każdy? Co odróżnia pisarza od osoby mającej na swoim koncie grafomańskie popisy? Czy miarą pisarza jest ilość wydanych, czy raczej sprzedanych książek? Na te wszystkie pytania musi sobie odpowiedzieć każdy, kto kiedykolwiek marzył o tym, żeby owym pisarzem zostać i – co więcej – móc się z tego utrzymać.
Okazuje się jednak, że aby zostać pisarzem wcale nie trzeba mieć wrodzonego talentu. Konieczna jest jednak determinacja, samodoskonalenie oraz upór w drodze do celu, który pozwoli nam przełknąć kolejna odmowę ze strony wydawnictwa. Pisanie, jak każde rzemiosło, wymaga solidnych podstaw, na których dopiero możemy budować prawdziwą jakość. Jak zdobyć te podstawy? Dróg prowadzących do wiedzy jest wiele, począwszy od studiów, kursów stacjonarnych czy prowadzonych on-line. Można również sięgnąć po książki z tego zakresu, choć takich na razie na rynku jest niewiele. Tym bardziej, uwagę zwraca publikacja Katarzyny Bondy, dziennikarki, pisarki i scenarzystki. „Maszyna do pisania”, opublikowana nakładem Warszawskiego Wydawnictwa Literackiego MUZA, to zarazem kurs kreatywnego pisania prowadzony przez autorkę, jak i garść interesujących wspomnień dotyczących przede wszystkim drogi do celu, jakim było zostanie pisarką.
Bonda przekonuje, że pisania można się nauczyć. Owa mityczna wena jest tak naprawdę tylko dobrym pomysłem, który byłby niczym, gdyby nie godziny ciężkiej pracy spędzonej nad konstruowaniem fabuły i bohaterów, uzgadnianiem faktów czy redakcją tekstu. Dzięki książce, a właściwie poradnikowi służącemu wyposażeniu potencjalnego pisarza w solidną wiedzę na temat samej opowieści, sylwetki bohatera, kreacji przestawionego świata, fabuły, narracji i dialogu, stworzymy podwaliny pod nasze przyszłe, literackie dzieło.
Podczas lektury „Maszyny do pisania” przekonamy się zatem, jak ważne jest opowiadanie historii, jaką rolę odgrywają w tym emocje, a także, jak istotny jest detal. Autorka wskazuje dostępne źródła poszukiwań, pisze o roli notatnika, w którym można (a nawet trzeba) zapisywać wszystkie pomysły na książkę. Zwraca również uwagę na sześć komplementarnych poziomów, na których powinna funkcjonować dobra opowieść i prezentuje listę najpopularniejszych gatunków literackich, by łatwiej było wybrać ten, w którym czujemy się najlepiej.
Z racji tego, iż „każda książka to opowieść o konkretnym człowieku i jakiejś historii z jego życia” Bonda poświęca cały rozdział bohaterowi. Zachęca do myślenia o nim jak o realnym człowieku, którego dopiero poznajemy, pisze o obliczach postaci, o psychologii, celu oraz linii cech bohatera. Przywołuje archetypy postaci i podaje receptę na dobrze skonstruowanego bohatera, którego śmiało można „wrzucić” w historię. Z racji tego, iż nasz bohater nie może istnieć zawieszony w próżni, autorka wyjaśnia, w jaki sposób osadzić go w przestrzeni. Wspólnie zadbamy zatem o miejsce i czas akcji, o symbole czy dźwięki. Umiejętność wykorzystania wszystkich elementów strukturalnych opowieści jest niezbędna, by w pełni zapanować nad fabułą i osiągnąć u naszego przyszłego czytelnika tzw. „efekt WOW!”. Bonda podkreśla, jak istotne jest właściwe ustawienie konstrukcji zdarzeń, odsłania przed nami metodę ośmiu sekwencji oraz omawia strukturę wyprawy bohatera według Josepha Campbella.
Komunikacja jest ważna nie tylko w realnym świecie, ale również w tym literackim, zatem musimy zwrócić uwagę na dialog. „Pisania dialogów trzeba się nauczyć, tylko niektórzy mają ten dar od urodzenia” – instruuje Bonda pocieszając nas i zachęcając do ćwiczeń. Zwraca również uwagę na to, jak ważna jest redakcja tekstu, odwołując się przy tym do naszej samokrytyki, a także podpowiada, jak zachęcić wydawcę do wydania książki, przygotowując profesjonalny pakiet materiałów. Poleca również lektury mające charakter warsztatowy i pozwalające przeprowadzić własne studia nad ich fabułą.
Połączenie teorii z praktyką sprawia, że „Maszyna do pisania” jest książką, która powinna stać się jedną z najważniejszych pozycji w biblioteczce każdego pisarza (zarówno przyszłego, jak i tego, który na swoim koncie ma już publikacje). Przejrzysta struktura tekstu, dokładne omówienie poszczególnych aspektów pracy twórczej, a właściwie procesu, jakim jest pisanie książki, pozwala krok po kroku zapoznawać się z elementarną wiedzą i wykorzystywać ją w tworzeniu bohaterów, fabuły i dialogów – w tworzeniu własnej książki. Publikacja Katarzyny Bony może stać się kamieniem milowym na drodze naszej pisarskiej kariery, jeśli tylko postanowimy popracować nad własnym sukcesem. Zatem …do dzieła (a właściwie do pióra)!




czwartek, 19 lutego 2015

Baptist De Pape "Siła Serca. Odkrywanie prawdziwego celu w życiu"

Tytuł: Siła Serca. Odkrywanie prawdziwego celu w życiu
Autor: Baptist De Pape
Wydawnictwo: PWN


Serce to nie tylko mięsień utrzymujący nas przy życiu. Równie ważne jak kwestie biologiczne są te, związane z duchowością. Serce pozwala nam kochać, pozwala współczuć, pragnąć. Często przejmuje także funkcje myślowe, zaś kierowanie się jego podszeptami pozwala nam poczuć pełnię życia, doświadczać niezwykłych emocji i uniesień.
Niekiedy serce i jego decyzje kłócą się z rozumem, wydają się być irracjonalne. Tak właśnie było w przypadku pewnego prawnika, który postanowił odrzucić propozycję pracy w prestiżowej korporacji, by podążyć własną ścieżką. Baptist De Pape, o nim bowiem mowa, ku niezadowoleniu rodziców, zaczął zadawać sobie pytania, czego tak naprawdę oczekuje od życia, co jest jego prawdziwym celem. Praca za biurkiem z pewnością nim nie była, natomiast dzięki koncentracji i wejrzeniu w siebie, odnalazł cel, jakim było … serce.
„Miałem zbadać ową moc serca, energię, która mną zawładnęła. Moim zadaniem było znaleźć największych współczesnych myślicieli, pisarzy, nauczycieli duchowości i zapytać ich, co myślą o sercu” – pisze autor książki „Siła serca. Odkrywanie prawdziwego celu w życiu”. Opublikowana nakładem wydawnictwa PWN książka, stanowi owoc tych poszukiwań i wspaniałą lekturę, napełniającą nas spokojem i nadzieją na to, że i my odnajdziemy swój cel. Po tę wyjątkową pozycję sięgnąć mogą ci, którzy poszukują sensu, którzy podświadomie czują, że znajdują się nie w tym miejscu, w którym pragną być, wszyscy zagubieni i samotni, wątpiący w siebie i sens życia.
Książka składa się z trzech części, z których pierwsza wskazuje nam drogi prowadzące do serca. Dzięki inspirującym cytatom, wsłuchaniu się w język serca, odkryjemy właściwy kierunek wskazany przez głos naszej duszy. Autor podkreśla, iż zbyt często nasza aktywność i szukanie szczęścia ogranicza się do gonitwy za pieniędzmi, domami, luksusowymi samochodami oraz innymi dobrami materialnymi. Dlatego tak ważne jest, by usłyszeć głos serca, by nawiązać z nim więź, a wówczas będziemy w stanie odzyskać równowagę i właściwie ustalić priorytety.
Część druga pomaga nam wyzwolić nasze wewnętrzne moce, zwraca uwagę na uczucie wdzięczności za wszystko, co znajduje się w naszym życiu, za ludzi, z którymi się spotykamy. Autor podkreśla, że nasze życie jest jedynie kształtem umożliwiającym funkcjonowanie w świecie fizycznym, podczas gdy dusza przekracza wszystkie zmysłowe odczucia, wymiary i inne elementy fizycznego świata. Dlatego też, dopiero kiedy zaakceptujemy swoją duchowość, będziemy w stanie dostrzec łączność pomiędzy różnymi sferami i zrozumieć, że jesteśmy „najpierw i przede wszystkim duszą”. De Pape wymienia również główne cechy autentycznej mocy: miłość, pokora, przebaczenie, jasność. Wskazuje, że moc nie jest nastawiona na rywalizację i zdobycie przewagi, że otwierając serce sięgamy do swojej intuicji, która pozwala nam „odbierać rzeczywistość niewidzialną, niemożliwą do poznania za pomocą pięciu zmysłów”.
W części trzeciej autor porusza tematy związane z pieniędzmi, tak przez nas pożądanymi, które jednak nie pomagają znaleźć celu ani nie mają tak naprawdę wpływu na nasze szczęście. De Pape podkreśla również związek naszego zdrowia i więzi z sercem, pisze o tym, jak ważna jest wszechobecna energia miłości.
Zapraszając do współtworzenia tej książki takie osobistości, jak chilijska autorka Isabel Allande, poetka i powieściopisarka Maya Angelou, światowej sławy lekarz i pisarz Deepak Chopra, pisarz Paulo Coelho i wielu innych, którzy otworzyli się na własną duchowość, autorowi udało się stworzyć pozycję wyjątkową, bo rzeczywiście powstałą z miłości - z miłości do życia, do otaczających nas ludzi i do siebie. „Siła serca” nie odmieni diametralnie naszego życia, jednak lektura książki może stać się bodźcem do rozważań, do przemyśleń i do wsłuchania się w swój wewnętrzny głos. Tam właśnie znajdziemy siłę do działania, tam ma szanse narodzić się nasza moc …


wtorek, 17 lutego 2015

John Perry "Sztuka odwlekania"

Tytuł: Sztuka odwlekania
Autor: John Perry
Wydawnictwo: Illuminatio



W 1930 roku, niejaki Robert Benchley, w swoim felietonie zamieszczonym na łamach „Chicago Tribune” stwierdził, że „jesteśmy zdolni do wykonania nieskończonej pracy, o ile nasze aktualne zajęcie nie jest związane z tym, co powinniśmy akurat robić”. Sformułował tym samym pierwsze powszechne prawo opieszałości, o czym doskonale wiedzą wszyscy ci, którzy ze skłonności do przekładania realizacji rzeczy pilnych na dalszy, nieokreślony termin, uczynili mistrzostwo.
O tym, jak wykorzystać swoje słabe strony i wznieść się ponad nabytą (bądź wrodzoną) skłonność do robienia wszystkiego, żeby tylko nie robić tego, co jest priorytetem, pisze John Perry. Filozof, wykładowca Stanford University, autor poczytnego eseju „O planowanym odwlekaniu”, który w 2011 roku otrzymał nagrodę Antynobla w dziedzinie literatury, dziś dzieli się z polskim czytelnikiem swoją wiedzą, przemyśleniami i doświadczeniami związanymi z tendencją do odkładania na później. Niewielkich rozmiarów książeczka „Sztuka odwlekania”, opublikowana nakładem wydawnictwa Illuminatio, to zabawna, ale niezwykle celna diagnoza, postawiona tysiącom ludzi, którzy w ten sposób idą przez życie. Podtytuł książki: „Poradnik efektywnego guzdrania się, marudzenia i przekładania na później”, to najlepsza reklama, a przy tym sedno owej publikacji.
Autor, tłumaczy motywy powstania tej książki (czyli mnóstwo terminowych prac, które trzeba było odwlec), dokładnie objaśniając mechanizm planowanego odwlekania. Nie ma przy tym na myśli powstrzymywania się od działania, polegającego na przysłowiowym „zbijaniu bąków”. Odwlekanie jest bowiem bardzo ciężką i wymagającą pracą, która może prowadzić do perfekcjonizmu, a już na pewno do zwiększenia swojej produktywności. Wydaje się to nielogiczne? Nic bardziej mylnego! Wszak planowane odwlekanie – według Perry`ego – oznacza modyfikowanie listy rzeczy do wykonania i to w taki sposób, by jak najlepiej wykorzystać swoją skłonność do przekładania rzeczy pilnych na później.
„(…) Niezwykła strategia, dzięki której opieszali przeobrażają się w produktywnych członków społeczeństwa, osoby poważane i podziwiane za cały swój dobytek i użytek, jaki robią z wolnego czasu” – tak opisuje nazwany przez siebie sposób działania autor poradnika, w kolejnych rozdziałach opisując metody znane większość czytelników z własnego doświadczenia. Znajomość reguł, którymi rządzi się planowana opieszałość, pozwoli stać się jeszcze bardziej produktywnym, a pozbyć się poczucia winy z powodu koncentrowania się na rzeczach mniej pilnych.
Autor zwraca uwagę na specyfikę list spraw codziennych i ich motywacyjną rolę, pisze o muzyce dodającej nam energii, charakteryzuje typowego „odwlekacza” i jego działania w zetknięciu z komputerem (w tym kontekście określenie „pożeracz czasu” zyskuje jeszcze głębszy wymiar). Apeluje również o poziomą organizację pracy – o tolerancję dla spraw leżących na widoku i zachęcających do pracy. Szeroko rozwodzi się również nad zaletami odwlekania (tak, tak, jest ich kilka) i poszukuje odpowiedzi na pytanie, czy odwlekanie rzeczywiście musi aż tak bardzo irytować otoczenie.
„Sztuka odwlekania” Johna Perry`ego nie jest, wbrew pozorom, wyłącznie zabawną książeczką, napisaną ze sporą dawką autoironii. To również zbiór głębokich przemyśleń na temat samego siebie, a także uniwersalnych mechanizmów, charakterystycznych dla naszego zachowania. Mimo tego, autorowi udało się nadać poradnikowi lekką formę, potęgowaną jeszcze przez wspaniałe ilustrację. I choć nie mam osobiście skłonności do prokrastynacji, to poradnik z pewnością wykorzystam na zajęciach z zarządzania czasem. Prezentuje on bowiem rewolucyjną teorię, obalającą wizerunek „odwlekacza”, jako osoby niesolidnej i leniwej. Odwlekacz pracuje niekiedy za dwóch – o ile nie zajmuje się zadaniami priorytetowymi. Wystarczy zatem lekka modyfikacja niezbędnych do wykonania zajęć i z osoby potępianej, stanie się on pracownikiem roku!

niedziela, 15 lutego 2015

Stephanie Lehmann "Butik na Astor Place"

Tytuł: Butik na Astor Place
Autor: Stephanie Lehmann
Wydawnctwo: MUZA SA



Choć było to stosunkowo niedawno, dziś trudno sobie wyobrazić czasy, kiedy kobiety nie miały prawa głosu, kiedy były uznawane za istoty niższego gatunku, kiedy szansą na ich przetrwanie było małżeństwo albo ciężka praca, nie dająca szans na utrzymanie się.  Samotna kobieta była traktowana jak ladacznica, dostęp do wyższych stanowisk był praktycznie niemożliwy, zaś edukacja seksualna nie istniała. Mimo tych ograniczeń początek wieku XX, to czas wielkich przemian w świadomości społeczeństwa, to okres technologicznej rewolucji, rozkwitu rynku kosmetyków kolorowych, popularności wielkich domów towarowych.
W takich właśnie klimatach osadzona jest akcja fascynującej powieści Stephanie Lehmann „Butik na Astor Place”. Opublikowana nakładem Warszawskiego Wydawnictwa Literackiego MUZA książka, to nie tylko wciągająca wyprawa do 1907 roku, ale i wycieczka po współczesnym Nowym Jorku. Autorka, splatając ze sobą w zadziwiający sposób losy dwóch kobiet, z XX i XXI wieku, pokazuje nie tylko ich skomplikowane życiowe wybory, ale społeczno-kulturowe tło, które często te wybory warunkuje. Jest to jedna z tych pozycji, które zadowalają nawet najbardziej wymagających czytelników, które pomimo wielowątkowości zachowują lekkość i płynność, które pochłania się łapczywie, których bohaterowie stają się nam bliscy.
Autorka przedstawia nam Amandę Rosenbloom, właścicielkę butiku z ubraniami vintage na Astor Place. Ten sklep jest spełnieniem jej marzeń o niezależności, dzięki niemu łączy swoje zainteresowanie przeszłością, fascynację modą, zdolności krawieckie, z możliwością zarobkowania. Jednym z najbardziej fascynujących aspektów prowadzenia tego rodzaju biznesu, jest poszukiwanie prawdziwych perełek z ubiegłego wieku, wypatrywanie skarbów wśród stert przeciętnych i znoszonych ubrań. Dlatego też, kiedy otrzymuje zlecenie wyceny ubrań od jednej z nowojorskich staruszek, Jane Kelly, ochoczo zabiera się do przeglądania szykownych zestawów i dodatków. W jednym z nich, w futrzanej mufce, znajduje niezwykły przedmiot – ukryty w podszewce pamiętnik z 1907 roku, sprzed 100 lat. Jego autorką jest młodziutka i niewinna dziewczyna, Olive Wescott, córka kierownika sklepu Woolwortha na Trzydziestej Czwartej Ulicy. Przeniosła się ona na Manhattan z miasteczka Cold Spring i pełną piersią chłonęła atmosferę tego niezwykłego miasta, miasta pełnego możliwości ...
Mimo odebranego wykształcenia oraz umiejętności praktycznych, zdobytych w sklepach prowadzonych przez ojca, droga do wymarzonego zawodu jest dla Olive zamknięta. Zarobkowo pracują bowiem wyłącznie kobiety niższego stanu, a i te zazwyczaj robią to do momentu zamążpójścia. Tymczasem marzeniem dziewczyny jest posada specjalistki do spraw zakupów w jednym z domów towarowych. Wbrew czasom w których żyje, przedkłada ona karierę zawodową nad wygodne życie u boku mężczyzny. Jednak, mimo tolerancji ojca dla jej niecodziennych zainteresowań biznesem, pozwala on jej wyłącznie na pracę za ladą i to hobbystycznie, bez otrzymywania wynagrodzenia. Tym samym dziewczyna nie ma możliwości przedstawienie w innych sklepach tak cennych w owych czasach referencji.
Wszystko zmienia się, kiedy ojciec Olive ginie w wypadku samochodowym – jego automobil, jeden z niewielu wówczas jeżdżących po mieście – stoczył się w dół ulicy, zaś kierowca poniósł śmierć na miejscu. Dziewczyna nie może dalej mieszkać w samotnie w hotelu, w którym zatrzymała się wraz z ojcem – w Nowym Jorku z 1907 roku tylko kobiety rozwiązłe podróżują same, dlatego dyrekcja mimo całego współczucia jest bezwzględna. Na dodatek okazuje się, że Olive nie stać na wynajęcie niczego innego. Ojciec, prowadzący wystawne życie i nigdy nie wspominający nawet o finansowych kłopotach, padł ofiara kryzysu i stracił cały majątek. Dziewczynie pozostaje po nim tylko pamięć i … długi. Mogłaby w takiej sytuacji wrócić do rodzinnego miasteczka, gdzie mieszka jej ciotka, ale wówczas byłaby skazana na życie, od którego zawsze podświadomie uciekała. Konieczne byłoby znalezienie majętnego męża, inaczej nie miałaby za co żyć.
Olive, wykazując się niezwykłą determinacją, wiedzą oraz pozwalając sobie na fałszerstwo listu polecającego, poszukuje pracy sprzedawczyni w domu towarowym i już wkrótce udaje jej się otrzymać posadę w Sieger-Cooper, w dziale z artykułami toaletowymi. Nareszcie ma możliwość wykazania się niezwykłą umiejętnością zaspokajania potrzeb klientów, co w połączeniu z jej wytwornymi manierami i przyjemną aparycją czyni z niej niezwykle skuteczną ekspedientkę…
Jak potoczą się losy Olive? Jak, sto lat później, żyje Amanda? Czy współczesnej mieszkance Nowego Jorku uda się zerwać toksyczny związek, dla którego nie ma przyszłości? Czy znajdzie miłość? W jaki sposób historia z przeszłości wpłynie na teraźniejszość? Tego dowiemy się z tej wspaniałej, napisanej z rozmachem powieści, która przybliża nam historię miasta, zabiera na wędrówkę ulicami, które dziś wyglądają zupełnie inaczej. Stephanie Lehmann udało się doskonale odtworzyć klimat dawnych czasów, wraz z Amandą i czytanym przez nią dziennikiem cofamy się do przeszłości, poznając światopogląd ówczesnych mieszkańców Nowego Jorku, uczestnicząc w przełomowych wydarzeniach, obserwując zmiany w podejściu kobiet do pracy i życia, a także do spraw cielesnych. Dzięki niezwykle pieczołowitemu odtworzeniu realiów, a także niezwykle plastycznemu nakreśleniu bohaterów, zapominamy o „tu i teraz”, całkowicie dając się pochłonąć książce. Rozstajemy się z bohaterkami z nutką nostalgii za dawnymi czasami, za pięknymi ubraniami, za blichtrem domów towarowych, stanowiących synonim luksusu, a nie jak dziś – komercji. Na pocieszenie możemy jednak przeczytać, stanowiący integralną część publikacji, wywiad z autorką, w którym Lehmann ujawnia nam źródła inspiracji i … składa obietnicę stworzenia  kolejnej powieści.