Rozdział I. W jaki sposób dusza ludzką szarpie namiętność, a w jaki rozsądek
Przygotowując się do złożenia Łęckim wizyty, Stanisław Wokulski rozmyśla, dlaczego panna Izabela chce go bliżej poznać. W euforii stwierdza, że kobieta domyśla się, że bohater chce pojąć ją za żonę. Kiedy pierwsze uniesienie mija, stwierdza jednak, że od zaproszenia na obiad do ołtarza, prowadzi przecież bardzo długa droga. Bohater czuje się rozdarty wewnętrznie: „We mnie jest dwu ludzi – mówił – jeden zupełnie rozsądny, drugi wariat. Który zaś zwycięży?”. Kiedy w końcu nadchodzi dzień uroczystego obiadu, Stanisław nie wie, co założyć. Waha się między frankiem a surdutem. Po namyśle wybiera frak. Zamawia fryzjera i patrząc w lustro, przyznaje, że jego dawni towarzysze z Syberii, by go obecnie nie poznali. O 17.30, Wokulski, blady ze zdenerwowania, wsiada do powozu i jedzie na uroczysty obiad do państwa Łęckich. Wcześniej listownie prosi starego Szlangbauma, by w jego imieniu wystąpił na zbliżającej się licytacji.
























