sobota, 19 grudnia 2015

Perniczki Freda i Klary

fot. J.Gul
Każdy, kto czytał „Dziadka do orzechów” Ernesta Teodora Amadeusza Hoffmanna z pewnością pamięta czarujący, wpływający na wyobraźnię opis wieczoru wigilijnego w domu pana radcy, ojca Freda i Klary. 
Opis ten zainspirował Małgorzatę Musierowicz, która w książce „Całuski pani Darling” przenosi nas w czasie i przestrzeni, przywołując klimat tej wyjątkowej kolacji, wspominając o pięknym prezencie dla dziewczynek, czyli Dziadku do orzechów, a także o walce, jaką musiał on stoczyć z siedmiogłowym królem myszy, mając u boku piernikowych ludzi. 

Musierowicz namawia nas na stworzenie własnej armii piernikowych figurek, podając przepis na pierniczki choinkowe. Ponieważ w moim domu drzewka nie przyozdabia się piernikami, postanowiłam zmienić nieco ich kształt i zamienić je w pierniczki deserowe. Przepis podaje jednak oryginalny, w ślad za panią Musierowicz.

Pierniczki choinkowe

Składniki: 
  • 30 dkg miodu,
  • 20 dka cukru,
  • ½ kostki margaryny
  • 2 torebki pachnących przypraw do piernika,
  • ½ kg mąki,
  • 2 łyżki kakao,
  • torebka proszku do pieczenia,
  • 1 jajko

Wykonanie:

Miód podgrzej w rondelku wraz z cukrem i margaryną oraz przyprawami do piernika. Kiedy masa ostygnie, przelej ją do miski i dodaj mąkę, kakao oraz proszek do pieczenia i jajko. Ja zmniejszyłam trochę ilość przypraw – dałam jedno opakowanie, a zamiast torebki proszku – 2 łyżeczki. 

Wszystkie składniki wymieszaj, wyłóż na posypaną mąką stolnicę i wyrabiaj tak długo, aż ciasto przestanie się lepić do rąk.

Ciasto rozwałkuj na grubość 4-5 mm i wycinaj figurki – ja wykorzystałam różne dostępne formy, choć nie da się ukryć, że najwięcej uroku mają choinki!

fot. J.Gul

fot. J.Gul

Ostrożnie przenieś pierniczki na blachę posmarowaną tłuszczem lub wyłożoną papierem do pieczenia. Piecz do zrumienienia. Po wystudzeniu możesz polukrować, posypać kolorowym maczkiem, polać czekoladą. Ponieważ moi domownicy nie przepadają za lukrem, pierniczki pozostaną w wersji podstawowej. Schowałam je jednak do metalowego pudełka, by na święta stały się mięciutkie.

fot. J.Gul
fot. J.Gul

Smacznego!

czwartek, 17 grudnia 2015

Joanna Hacz "Ja, Maciejka"

Tytuł: Ja, Maciejka
Autor: Joanna Hacz
Wydawnictwo: Lucky

Zmiana zawsze wiąże się ze stresem, niekiedy może pojawić się opór, wycofanie lub bierność. Każdy z nas inaczej reaguje na wszelkie wydarzenia, które pojawiają się bez zapowiedzi, każdy ma inną strategię radzenia sobie z wyzwaniami. Do stresorów z pewnością można zaliczyć zawarcie związku małżeńskiego czy przeprowadzkę, ale co wówczas, gdy zmiany sięgają jeszcze dalej?

Elżbieta, zwana Etą, to uczennica maturalnej klasy prywatnego liceum, dziewczyna z bogatego domu, w którym tak naprawdę nie brakowało tylko pieniędzy. Toksyczny związek, w jakim tkwiła matka Ety, przestępcza działalność ojca przynosząca mu kolosalne dochody, a następnie jego śmierć w dziwnych okolicznościach – to wszystko zostawiło piętno na duszy nastolatki. Może właśnie dlatego nie jest zadowolona z faktu, że mama znalazła mężczyznę, z którym chce się związać, a już z pewnością Eta nie chce poznawać jego rodziny. Zygmunt jest bowiem wdowcem samotnie wychowującym dwie córki, a jego dom zamieszkuje jeszcze doświadczona życiowo babcia Gertruda. Gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla Ety? O tym właśnie przekonamy się dzięki Joannie Hacz, autorce książki „Ja, Maciejka”, niezwykle ciepłej i skłaniającej do refleksji opowieści o pierwszej miłości, traumatycznych doświadczeniach oraz … wierze w Boga. Szczególnie ten ostatni temat często bywa pomijany w książkach adresowanych do młodych czytelników, coraz mniej jest pozycji pozwalających dokonać własnego wyboru, ale równocześnie dostarczających pozytywnych wzorców, pokazujących zarówno konsekwencje braku wiary, jak i wsparcie, jakie możemy uzyskać pokładając w Panu nasze nadzieję. To właśnie czyni powieść opublikowana nakładem Wydawnictwa Lucky, która zabiera nas w podróż w głąb siebie, koło której nie możemy przejść obojętnie. 

Eta nie może już dłużej odwlekać spotkania z nową rodziną, jednak żadne domysły nie mogły przygotować jej na to, co zastaje w domu Zygmunta. Przede wszystkim mały choć przytulny domek zdecydowanie odbiega od luksusów, do jakich była przyzwyczajona, a ponadto jest zmuszona dzielić sypialnie z charyzmatyczną córką ojczyma, swoja rówieśniczką Malwiną. Eta wraz z przeprowadzką zyskuje jeszcze jedną siostrę, dziesięcioletnią Kasię, a także przemiłą staruszkę. Sęk w tym, że nie dość, że Etę czeka zmiana środowiska, nowa szkoła, to jeszcze trafiła pod dach gorliwych katolików, którzy nie wyobrażają sobie, jak można być ateistką. 

Pierwszy dzień w nowej szkole jest dla Ety prawdziwym szokiem. Zapisuje się również w pamięci pozostałych uczniów, bowiem cena ubrań nastolatki oraz jej styl, zdecydowanie zwracają uwagę, a w połączeniu ze zniewalającą urodą dziewczyny zapewniają jej wiernych adoratorów. Na jej wdzięki niewrażliwy wydaje się tylko pewien rudzielec zajmujący ostatnią ławkę. Ten klasowy parias, charakteryzujący się sporą nadwagą wyraźnie robi wszystko, by upokorzyć dziewczynę, atakuje, zanim sam zostaje atakowany. Jakie jest jego zdziwienie, kiedy okazuje się, że tusza nie stanowi dla Ety problemu, a tym bardziej nie przeszkadza jej w tym, by z owym rudzielcem, czyli Adamem się zaprzyjaźnić mimo docinków społeczności szkolnej. 

Wdzięk Ety zwraca uwagę nie tylko jej rówieśników, ale również pewnego nieznajomego mężczyzny, którego spotyka w niecodziennych okolicznościach. Okazuje się, że jest on nieco oderwanym od rzeczywistości nauczycielem, a przy tym … autorem poczytnych książek. Co więcej, o pisanych pod pseudonimem powieściach nie wie nikt w okolicy, mężczyźnie nie zależy bowiem na rozgłosie. Eta nie ma zamiaru zdradzać jego sekretu, nie przeczytała nawet żadnej z jego książek, ale jak się okazuje, Malwina jest jego gorącą wielbicielką …

Jak potoczą się dalsze losy Ety i jak poradzi sobie mieszkając z tak mocno wierzącymi w Boga domownikami? Jak rozwinie się jej znajomość z Adamem? Kim jest tajemnicza Anka, która pojawia się na stronach powieści? Co ukrywa Malwina, która wydaje się mieć dwie twarze – gorliwej katoliczki oraz buntowniczki sprawiającej kłopoty wychowawcze? Na te wszystkie pytania znajdziemy odpowiedź w powieści „Ja, Maciejka”, która – mimo niewielkiej objętości – porusza ważkie tematy, która niejednokrotnie chwyta za serce. I choć mam wrażenie, że autorka nie w pełni wykorzystała potencjał tkwiący w tej historii, to z pewnością książka jest warta tego, by się nad nią pochylić, by oddać się chwili refleksji na temat przyjmowanych w życiu postaw, by zastanowić się, czym jest dla nas szczęście i jaki mamy stosunek do wiary…



środa, 16 grudnia 2015

Ed Catmull, Amy Wallace „Kreatywność S.A. Droga do prawdziwej inspiracji”

Autor: Ed Catmull, Amy Wallace
Wydawnictwo: MT Biznes

Nie ma chyba osoby, która przynajmniej raz nie widziała takich filmów animowanych, jak „Toy Story”, „Potwory i Spółka”, „Gdzie jest Nemo?” czy też „Merida Waleczna”. Wszystkie one są efektem wytężonej pracy, ale i ogromnej kreatywności oraz dalekosiężnej wizji pracowników zatrudnionych w Pixar Animation Studios. Wszystkie te filmy odniosły prawdziwy sukces, pozostając w sercach odbiorców, niezależnie od ich wieku. Tak naprawdę jednak nikt nie przypuszczał, że mała firma Graphics Group, zajmująca się wytwarzaniem filmów animowanych, może konkurować z The Walt Disney Company, a co więcej, kilkanaście lat później – pod nazwą Pixar – wejść w skład tej korporacji!

O tym, jak wyglądała droga do sukcesu, co stanowiło klucz do sławy, ogromnych zysków i powstania tak wspaniałych produkcji pisze Ed Catmull, prezes studia filmowego Pixar Animation i Disney Animation, który wraz z dziennikarką Amy Wallace stworzył nie tylko niezwykły poradnik dotyczący kreatywności i zarządzania zasobami ludzkimi, ale również inspirującą opowieść o marzeniach i ich spełnianiu. Opublikowana nakładem Wydawnictwa MT Biznes pozycja jest adresowana zarówno do fanów kina, jak i biznesmenów, trenerów oraz wszystkich, którzy chcą odkryć fenomen Pixara i przekonać się, że pozwolenie na wyrażanie pracownikowi własnego „ja”, czy też zarażanie swoją pasją i wizją, przynosi spektakularne efekty. „Kreatywność S.A. Droga do prawdziwej inspiracji” otwiera nasze umysły na ogromny potencjał tkwiący w pracownikach i sprawia, że zaczynamy się zastanawiać, w jaki sposób zmienić swoje podejście do ludzi, jak wykorzystać w pełni ich możliwości, jak sprawić, by byli bardziej innowacyjni, a także, by „chciało im się chcieć”. 

Catmull, snując opowieść o rozwoju firmy, a także o swojej ścieżce kariery, wspomina cel, który przyświecał mu w okresie najbardziej dynamicznego rozwoju firmy. Otóż chciał on zrozumieć, dlaczego tak się dzieje, że ludzie podejmują pewne decyzje, przez które ich firmy przestają być znaczącymi graczami, bądź też w ogóle wypadają z rynku. Jak pokazuje sukces Pixara, autor znalazł odpowiedź, co więcej, postawił nowe cele, które nie tylko pozwoliły firmie utrzymać się na rynku, ale również połączyć z gigantem, którym była korporacja The Walt Disney Company. 

Jak Catmull pisze: „o wyjątkowości wytwórni Pixar stanowi to, iż rozumiemy, że zawsze będziemy mieć problemy, wiele z nich niewidocznych; że musimy ciężko pracować, aby odkryć te problemy, nawet jeśli oznacza to dla nas dyskomfort; oraz że gdy już znajdziemy problem, to włożymy całą naszą energię, aby go rozwiązać. To właśnie dlatego uwielbiam przychodzić każdego ranka do pracy (…)”. Jak wygląda ta ciężka praca? Jakie czynniki blokują kreatywność i co można zrobić, by się przed nimi uchronić, albo chociaż ograniczyć ich negatywny wpływ? Jak Pixar radzi sobie z niestabilnością, brakiem szczerości i z tym, o czym nie mają pojęcia, przekonamy się na kolejnych stronach książki. Została ona podzielona na cztery części, z których pierwsza, „Początki”, opowiada o marzeniach, o celach, jakie wyznaczył sobie Catmull, o narodzinach wytwórni Pixar – „zadziornej małej firmy” i walce o ukończenie „Toy Story”. Kolejna część, „Ochrona nowego”, koncentruje się na tym, co menedżer może zrobić, by w jego firmie zapanowała szczerość, na korzyściach z tworzenia „Zespołu mózgowców”, którzy wykazują zarówno inteligencję, przenikliwość, jak i chęci do rozwiązywania problemów, a także na wyjaśnieniu, dlaczego w Pixarze funkcjonuje powiedzenie, że „błędy należy popełniać wcześnie i szybko”. 

W częściach „Budowanie i podtrzymywanie” oraz „Testowanie wiedzy” znajdziemy natomiast szereg cennych uwag popartych spostrzeżeniami i konkretnymi sytuacjami, dotyczących miedzy innymi poszerzania własnych horyzontów, mechanizmów dzięki którym mamy możliwość nabrania dystansu i myślenia nieco innymi kategoriami niż dotychczas, a także zmian, jakie zaszły w momencie sprzedaży Pixara oraz wyzwań związanych z niecodzienną fuzją firm. Niezwykle cennym – szczególnie dla menedżerów – dodatkiem, są myśli i sugestie, wypracowane przez lata w Pixarze, a mające za zadanie stworzenie i ochronę kreatywności. 

Wszystkie te informacje zawarte w pozycji „Kreatywność S.A.” wplecione są w inspirującą opowieść o firmie utkanej z marzeń i ciężkiej pracy. Firmie, na której zasadach warto oprzeć własny styl zarządzania i kulturę organizacyjną, dostosowując je do reprezentowanej branży. Przesycona treściami związanymi z zarządzaniem i motywowaniem książkę czyta się niczym najlepszą powieść, zaś świadomość, że podawane zasady, reguły czy pomysły, zostały już z sukcesem przetestowane i wdrożone sprawia, iż otrzymujemy gotowe narzędzie, które i nasze firmy może poprowadzić do sukcesu na miarę Pixara!

wtorek, 15 grudnia 2015

Anna Wysocka-Kalkowska "Moje życie bez ciebie"

Tytuł: Moje życie bez ciebie
Autor: Anna Wysocka-Kalkowska
Wydawnictwo: Psychoskok

„Ludzie praktycznie nie przystają, a przecież tak dobrze jest czasami się zatrzymać. Posmakować chwilę, która tyle w danym momencie daje, która tak wybornie smakuje” – te piękne słowa skłaniają nas do refleksji i sprawiają, że rzeczywiście przerywamy ten szaleńczy pęd, zatrzymujemy się na chwilę i po raz pierwszy rozglądamy uważnie dookoła. Nie zawsze potrafimy wyciągnąć wnioski z tych obserwacji, nie zawsze też to, co zobaczymy, budzi w nas zachwyt, ale czy warto iść przez życie niczym ślepiec, zamykając się na piękno, na miłość?

Niekiedy do tego typu refleksji skłaniają nas traumatyczne przeżycia, niekiedy też te same przeżycia sprawiają, że pogrążamy się w odmętach depresji, nie dostrzegając niczego i nikogo. Tak właśnie było w przypadku Agaty, głównej bohaterki wciągającej i niezwykle emocjonalnej powieści „Moje życie bez ciebie” autorstwa Anny Wysockiej-Kalkowskiej. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Psychoskok książka to piękna i wzruszająca opowieść o życiu i o śmierci, o zaczynaniu wszystkiego od nowa oraz o … aniołach, które niekiedy wskazują nam właściwą drogę. Sięgnąć powinni po nią wszyscy ci czytelnicy, którzy cenią sobie bogate życie wewnętrzne bohaterów, którzy zapisane historie próbują odnieść do własnej ścieżki i w ten sposób rozwiązują swoje problemy, którzy na kartach powieści poszukują nadziei na lepsze jutro.

Poznajemy Agatę w trudnym dla niej momencie życia – w wypadku samochodowym zginął jej ukochany mąż, a ona nie może dać sobie rady z pustką w sercu i z bolesnymi wspomnieniami. Tomasz był całym jej światem, to dla niego w wieku osiemnastu lat zostawiła rodzinę i przeprowadziła się do Warszawy. Ich związek choć trudny, był niezwykle trwały i nie mogło go nic zniszczyć, nawet jawna niechęć rodziców Agaty do trzynaście lat starszego od córki partnera. Teraz jednak została sama, nie ma ani ukochanego Tomasza, ani kontaktu z rodzicami, bowiem ci nie zdobyli się nawet na uczestnictwo w zaślubinach Agaty. Wsparciem służy wdowie jedynie siostra Tomasza, Wiki, starając się za wszelką cenę wydobyć szwagierkę z depresji, namawiając ja na podjęcie terapii u Michała Brylskiego, „faceta od zwierzeń”, jak określiła go Agata.

Mimo iż Tomasz zabezpieczył Agatę finansowo, a dobrze prosperująca firma meblowa zapewnia jej godziwe i regularne dochody, to jednak bierność kobiety oraz jej rezygnacja z malarstwa oraz z własnej galerii, budzą prawdziwy niepokój. Agata nie umie już tworzyć, nie widzi w sensu w podejmowaniu jakichkolwiek działań, zaś okres przeżywania żałoby trwa u niej miesiącami. Być może trwałby dalej, gdyby nie znak otrzymany od Tomasza i spotkanie jego znajomej, przemiłej starszej pani, właścicielki „Czekoladerii Nadziei”. To ona wnosi spokój i nadzieję w życie pogrążonej w żalu i pretensjach do Boga kobiety, to ona też zaprasza Agatę do swojego domu w Pogódkach. Zanim jednak ta decyduje się na wyjazd, postanawia przełamać marazm w jakim tkwi od miesięcy i wdrożyć się w pracę firmy, zarządzanej obecnie przez Wiki oraz Marcina, przyjaciela Tomasza, tajemniczego mężczyznę, z którym Agata nigdy wcześniej nie zdołała nawiązać bliższych relacji. Teraz postanawia to naprawić szczególnie, że przeszłość Marcina również naznaczona jest smutnymi wydarzeniami i utratą miłości. 

Tak naprawdę jednak praca w firmie, mimo iż daje Agacie ogromną satysfakcję, to stanowi kolejny sposób oderwania się od bolesnych wspomnień. Długie godziny spędzane w biurze nie są jednak dobrym planem na dalsze życie. Dlatego też ostatecznie kobieta decyduje się przyjąć zaproszenie Anny nie spodziewając się nawet, jak bardzo odmieni to jej życie i w jakim stopniu determinować będzie przyszłość.

Czy Agata pogodzi się ze śmiercią męża? Czy nawiąże kontakt z rodzicami? Czy w życiu kochamy rzeczywiście tylko raz i czy po odejściu ukochanej osoby możemy jeszcze kiedykolwiek liczyć na to, że obdarzymy kogoś głębszymi uczuciami? Czy umarli opiekują się nami, sterując z Nieba działaniami i zsyłając pomoc? Na te wszystkie pytania odpowiada Anna Wysocka-Kalkowska w swojej wzruszającej i pełnej anielskich znaków książce, która nie tylko sprawia, że odzyskujemy wiarę w to, że jeszcze kiedyś pokochamy, ale w piękny, subtelny sposób przekonuje nas do tego, że warto celebrować chwilę. Bowiem każda z nich może być ostatnią i, że warto oddać się pod opiekę Boga. Autorka posiada niezwykły dar empatii, nie byłoby bowiem możliwe stworzenie tak realistycznych i tak pełnych emocji postaci, bez tego szczególnego daru uważności i zdolności zrozumienia i doświadczenia emocji drugiego człowieka. To czyni powieść bliską naszemu sercu i naszej duszy, to sprawia, że po książki takie jak „Moje życie bez ciebie” chcemy sięgać wielokrotnie …



poniedziałek, 14 grudnia 2015

Natalia Sońska „Garść pierników, szczypta Miłości”

Tytuł: Garść pierników, szczypta Miłości
Autor: Natalia Sońska
Wydawnictwo: Poznańskie 

„Nie ma zbyt wiele cza­su, by być szczęśli­wym. Dni prze­mijają szyb­ko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpi­suje­my marze­nia, a ja­kaś niewidzial­na ręka nam je przek­reśla. Nie ma­my wte­dy żad­ne­go wy­boru. Jeżeli nie jes­teśmy szczęśli­wi dziś, jak pot­ra­fimy być ni­mi jutro?” – pytał Phil Bosmans, zaś historie nasze czy znanych nam osób świadczą o tym, że zbytnio nie doceniamy tego, co się wydarza, goniąc za czymś większym, piękniejszym. Straconych w ten sposób chwil nie da się już odzyskać, można tylko robić wszystko, by nie popełniać więcej takich błędów. 

Wydaje się, że Hanna Bielska, młoda dziennikarka, nie ma takich problemów, bowiem szczęściem jest dla niej wszystko, co wprawia ją w dobry humor. Już jakiś czas temu stwierdziła, że życie w stałym związku, małżeństwo i dzieci nie są dla niej, że nie tak wyobraża sobie swoją przyszłość. Cieszy się zatem nieskrępowaną wolnością, uwielbia też pracę w redakcji pisma modowego Pearl, choć stanowisko korektorki zdecydowanie ją ogranicza. W jej głowie pełno jest pomysłów na fascynujące artykuły, ale konflikt z redaktor naczelną uniemożliwia jakikolwiek rozwój. Makiaweliczny plan, jaki uknuła wraz z przyjaciółką, umożliwia jej pisanie własnych tekstów, choć pod cudzym nazwiskiem. Co więcej, dzięki tej zamianie Hanna poznaje dwóch mężczyzn, którzy będą mieli decydujący wpływ na jej losy…

Postać Hanny przybliża nam Natalia Sońska w debiutanckiej powieści „Garść pierników, szczypta Miłości”, opublikowanej nakładem Wydawnictwa Poznańskiego. Książka jest pisana przez samo życie, bowiem porusza tematy uniwersalne, ważne dla każdego z nas, nie odżegnując się przy tym od kwestii problematycznych i trudnych, jak na przykład maltretowanie fizyczne. Dlatego też czytelnik sięgając po lekturę może liczyć na tekst, który będzie mu bliski, który porusza wrażliwą stronę duszy, który wzmaga tęsknotę za miłością i ciepłem rodzinnego gniazda, a jednocześnie daje nadzieję, że każdy z nas może odnaleźć swoje szczęście, nawet w rzeczach małych, w każdej chwili swojego życia.

Przełożona Hanny, Marta, nie bez powodu torpeduje wszystkie pomysły dziewczyny. Nie ukrywa, że dziennikarka jest dla jej wrogiem, zaś fakt, że spotykała się ona wcześniej z mężem Marty, nie pomaga w osiągnięciu konsensusu. Co więcej, w ostatnich tygodniach małżeństwo Marty i Marka przeżywa kryzys, wywołany zdradą kobiety, dlatego też mężczyźnie najwyraźniej zależy, by się zemścić na żonie. Szuka zatem towarzystwa Hanny, pojawiając się w najmniej spodziewanych momentach i burząc jej wewnętrzny spokój. Obecność byłego kochanka dziennikarki jest też problemem dla Wiktora Olszewskiego, jednego z dwóch mężczyzn, których Hanna poznała w trakcie zbierania informacji do artykułu. Rzutki biznesmen, prezes agencji reklamowej, zaliczany do jednego ze stu najbogatszych Polaków sprawia, że Hanna traci pewność siebie, ale i ulega jego czarowi. Najwyraźniej on również poczuł coś do pięknej dziennikarki, bowiem nieustannie szuka pretekstu do spotkania. Niestety, dzięki temu pojawia się wszędzie tam, gdzie Hanna spotyka Marka, bądź fotografa, Daniela Wiśniewskiego, który jest autorem wspaniałej sesji z nią w roli modelki. Te dwuznaczne sytuacje są źródłem wielu nieporozumień i mogą zagrozić rodzącemu się powoli uczuciu. 

Wiktor jest pierwszym od wielu lat mężczyzną, który sprawia, że Hanna zaczyna poważnie myśleć o stałym związku, zaś o tym, że jest on idealnym kandydatem na partnera świadczy miłość, jaką otacza on swoich siostrzeńców. Mężczyzna jest dla nich nie tylko ukochanym wujkiem, ale i opiekunem – po tragicznej śmierci siostry bliźniaczki wychowuje on pięcioletniego Mikołaja i maleńką Oliwkę. Paradoksalnie Hanna, która nigdy nie marzyła o takich obowiązkach, szybko nawiązuje kontakt z dziećmi, a to jeszcze bardziej scala jej związek z Wiktorem. Jednak nic nie dzieje się według idealnego scenariusza Hanny, zaś pierwsze przeszkody wywołują w kobiecie liczne wątpliwości, także co do zamiarów mężczyzny wobec niej.

Czy Hanna ulegnie wreszcie Markowi, którego dążenie do odnowienia znajomości staje się problematyczne? Czy kobieta zdoła utrzymać pracę po tym, jak zdobyła się na odwagę i stanęła w obronie własnej osoby? Czy jej związek z Wiktorem przetrwa pomimo wszystkich problemów, jakie pojawiają się na ich wspólnej drodze? Na te wszystkie pytania odpowiada Natalia Sońska w ciepłej i niezwykle emocjonalnej powieści „Garść pierników, szczypta Miłości”. Mimo iż nie znajdziemy tu gwałtownych zwrotów akcji, czy plejady bohaterów, to wszystkie pojawiające się na kartach powieści postacie są starannie przemyślane, każda też wnosi swoisty zestaw cech, każda ma określone zadanie. Naszkicowana przez autorkę codzienność jest niezwykle realistyczna, stanowi słodko-gorzki zestaw przeżyć, z jakim do czynienia ma tak naprawdę każdy z nas. Może właśnie dlatego tak łatwo utożsamiamy się z bohaterami, tak szybko wczuwamy się w przeżywane przez nich emocje i takim rozczarowaniem jest fakt, że lektura kiedyś musi się skończyć. Mimo lekkiej formy, jaką nadała powieści autorka, tematy wcale lekkie nie są, zaś postawy poszczególnych osób wobec problemów pozwalają nam na własne osądy i własne sympatie wobec nich. Pewne jest, że ta debiutancka powieść zostaje w naszych sercach na długo, dając nam powód ku temu, by wypatrywać na rynku wydawniczym kolejnej książki Sońskiej, by znów zagłębić się w historię, szukając w niej nadziei na lepsze jutro.




niedziela, 13 grudnia 2015

Scott McCloud "Stwórca"

Tytuł: Stwórca
Autor: Scott McCloud
Wydawnictwo: Komiksowe

Czym jest tak naprawdę sztuka i co odróżnia prawdziwe dzieło od pracy rzemieślnika? Co sprawia, że nasze nazwisko przechodzi do potomności? Co warto poświęcić dla sławy i dla swojej pracy i dla sławy? Na te pytania próbuje odpowiedzieć Scott McCloud, autor komiksu „Stwórca”, poruszającego ważkie dla wielu tematy, koncentrującego się na zadawaniu egzystencjalnych pytań i próbie znalezienia na nie odpowiedzi. 

Opublikowana nakładem Wydawnictwa Komiksowe opowieść toczy się na granicy jawy i snu, zaś doczesność przeplata się tu z tym, co wieczne i uniwersalne. Boski absolut jest tu widoczny pod wieloma postaciami, zaś autor prezentuje swoją wizję śmierci i samego momentu umierania – wypełnionego obrazami z przeszłości. To czyni z lektury prawdziwe wydarzenie, McCloud nie szczędzi nam uniesień, całej gamy emocji, która towarzyszy nam i bohaterowi w zmaganiach z twórczą niemocą i egoistycznym pragnieniem, by zaznaczyć w sposób szczególny swoją obecność na Ziemi. 

Bohater, David Smith, to obiecujący artysta, którego karierę przerwała nieuczciwa działalność agenta. Pięć lat wcześniej zainteresował się nim bogaty marszand, który ostatecznie zniknął z jego pracami oraz pieniędzmi. Tak naprawdę jednak David nigdy nie zdobył uznania krytyków, zaś jego nieliczne prace sprzedawały się za nikły ułamek ich rzeczywistej wartości. Nic dziwnego zatem, że załamany, pozbawiony twórczej weny artysta zapija swój smutek świadom, że nie jest w stanie zrealizować żadnego ze swoich projektów. Na dodatek nowy zarządca domu robi wszystko, by wyrzucić go z pięknego loftu na Manhattanie, a David nie ma pieniędzy nie tylko na czynsz, ale i na bieżące potrzeby. 

źródło: Stwórca

Okazją do podzielenia się swoim smutnym losem i rozczarowaniem sobą w roli artysty, jest spotkanie z ciotecznym dziadkiem. I wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, iż mężczyzna tak naprawdę … nie żyje. Moment, w którym David uświadamia to sobie, uruchamia lawinę wspomnień o rodzinie – o ojcu pisarzu, mamie artystce oraz siostrze. Dziś wszyscy oni już odeszli, a i on z chęcią oddałby życie, gdyby mógł tworzyć, gdyby został dostrzeżony. 

Ktoś kiedyś powiedział, by uważać na pragnienia, bo mogą się ziścić i tak właśnie dzieje się w przypadku Davida. Zawiera on pakt ze Śmiercią, zaś ceną sztuki jest życie. Artysta ma dwieście dni, by wykorzystać swój dar przekształcania materii zgodnie ze swoją wolą. Dwieście dni, które dzielą go od śmierci może wykorzystać jakkolwiek zechce, będąc świadomym tkwiącego w nim potencjału.


Czy jednak talent, połączony z niezwykłymi właściwościami, dzięki którym nie opiera mu się żaden materiał, wystarczą by odnieść spektakularny sukces? Okazuje się, że gotowość, o której wspomina poznana w niezwykłych okolicznościach Meg nie wystarczy, by zrealizować swoje marzenia, by pozostawić po sobie wiekopomne dzieło. Stworzone przez Davida prace są krytykowane za brak spójności i konsekwencji, tak naprawdę nikt nie rozumie, że przedstawiają one istotne dla niego chwile życia, że za sprawą swoich rzeźb próbuje on zachować przeszłość. Przełomową dla niego jest chwila, w której uświadamia sobie, że wcale nie musi tworzyć dla krytyków … Tak powstają prace, określane przez media mianem „nocnych rzeźb”, które budzą zachwyt, ale i wściekłość, które sprawiają, że David staje się poszukiwany przez policje…

„Stwórca” to komiks wielowymiarowy, poruszający wiele istotnych kwestii – nie tylko problem twórczości, ale też określenia priorytetów, a nawet depresji, na którą najwyraźniej cierpi Meg. Wątek obyczajowy i miłosny, splata się tu z wątkami nadprzyrodzonymi, a wszystko to, by przekonać nas, że „każda minuta jest jak ocean” i, że warto się na nie otworzyć. Czytelników przyciągnie nie tylko interesująca fabuła, ale i szata graficzna – oszczędne w kolorach, ale bogate w szczegóły rysunki, wyraziste i pełne mocy. Niekiedy możemy mieć wrażenie, że autor kadr po kadrze uwiecznia wydarzenia, zatrzymując czas, niekiedy zaś czujemy pęd wiatru we włosach, obserwując Meg na swym rowerze. Wszystko to wynosi „Stwórcę” wysoko ponad zwykły komiks, czyniąc z niego prawdziwe arcydzieło, na zawsze zapisując zarówno obrazy jak i płynące z lektury nauki w naszej świadomości. Przestaje również dziwić fakt, że zostanie on przeniesiony na duży ekran, choć nie wiem, czy film będzie w stanie powtórzyć spektakularny sukces komiksu.



sobota, 12 grudnia 2015

George Rodson "Hiobowe wieści"

Tytuł: Hiobowe wieści
Autor: George Rodson
Wydawnictwo: Psychoskok

Nigdy nie zgadzałam się ze słowami Edgara Allana Poe, który twierdził, iż „tajemnice zmuszają do myślenia i dlatego szkodzą zdrowiu”. Sekrety bowiem mają to do siebie, że ekscytują, sprawiają, iż pragnąc je odkryć wzbijamy się na wyżyny kreatywności, nowe połączenia neuronów w naszym mózgu pojawiają się z wyjątkową systematycznością, osiągamy stan ducha, w którym „chce się nam chcieć”. Okazuje się jednak, że istnieją osobniki, na których tajemnice działają destrukcyjnie, zaś próba ich rozwikłania – nawet zakończona sukcesem – wiąże się z poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi.

Być może ta negatywna właściwość tajemnic sprawia, że pomimo licznych sukcesów zawodowych, detektyw George Rodson z Houston, jest poważnie chory. Mężczyzna cierpi na nadciśnienie, ma chore nerki, wytrzeszcz oczu, zaparcia, tętniaka, a nawet guza mózgu – świadomość tych wszystkich problemów zdrowotnych trawi jego ciało niczym gorączka i nie pomaga nawet fakt, iż lekarze specjaliści nie potwierdzili żadnej z dolegliwości. Detektyw wie przecież lepiej i dlatego właśnie leczy się kolejnymi tabletkami z uporem, przypominającym lekomanię, zaś każda próba ograniczenia dawkowania, spotyka się u niego z agresją bądź wymyśleniem kolejnej choroby. Być może takie zachowanie, noszące znamiona hipochondrii i zdecydowanie nadające się do diagnozy nie byłoby tolerowane gdyby nie fakt, że Rodson jest jednym z najlepszych. Mimo iż nienawidzi on kontaktów z ludźmi, zaś jego introwertyzm zaczyna przeszkadzać w normalnym funkcjonowaniu, to tak naprawdę nie istnieje zagadka, której detektyw by nie rozwiązał. Właśnie dlatego, to jego osoba zostaje oddelegowana do wilgotnej Luizjany, gdzie powietrze przesiąknięte jest siarką, zaś ludzie są milczący i podejrzliwi. Książka „Hiobowe wieści”, opublikowana nakładem Wydawnictwa Psychoskok, jest właśnie krótką relacją ze śledztwa, w którym pewne jest tylko jedno – istnienie straszliwie okaleczonego ciała. Opowiadanie, utrzymane w konwencji czarnego kryminału, zachwyci wszystkich miłośników gatunku i wielbicieli zagadek, których pozornie nie da się rozwiązać. 

Śmierć Micheala Higgsa wydaje się nie obchodzić nikogo z członków lokalnej społeczności, a przynajmniej nie na tyle, żeby kogokolwiek skłonić do współpracy. Ciało zostało znalezione przez właściciela posesji na łodzi dryfującej po jeziorze, a jego stan w pierwszych minutach uniemożliwiał rozpoznanie denata. Pokryte krwią i błotem zwłoki po dokładnych oględzinach okazały się być ciałem miejscowego pijaczka ze skłonnością do przesiadywania w barach i podnoszenia ręki na żonę. Higgs został zabity nożem, a na jego ciele znajdowały się rany kłute brzucha i podbrzusza. Znacznie bardziej zagadkowym elementem, niż owe rany, jest wyryty na jego piersi znak, przypominający krzyż oraz ptasie pióro tkwiące pomiędzy palcami denata. Kto, w spokojnym przecież miasteczku, mógł dopuścić się tak potwornego mordu? Policja robi wszystko, by nie znaleźć sprawcy – ślady zbrodni są konsekwentnie zacierane, a istotne dla śledztwa ustalenia nie są przekazywane Rodsonowi. Każda próba prowadzenia przez niego działań kończy się natomiast porażką i surowym upomnieniem ze strony szeryfa Kennera.

Kiedy wydawać by się mogło, że śledztwo utknęło w martwym punkcie, zostaje znalezione kolejne ciało. Tym razem ofiarą jest młody chłopak, podejrzany o morderstwo Higgsa. On również zostaje zabity ciosami w brzuch i podbrzusze, a na jego piersi widnieje krwawy znak. Tyle tylko, że zamiast piórka w dłoni, będącego niewątpliwie rodzajem wskazówki, to ciało zostało ogolone na łyso. 

Co łączy, oprócz metody działania sprawcy, te zbrodnie? Dlaczego sposób morderstwa wydaje się być nawiązaniem do biblijnych przypowieści i czy ten trop, podjęty przez Rodsona, przyniesie jakiekolwiek rezultaty? Na te wszystkie pytania odpowiedzieć może lektura pasjonującej książki „Hiobowe wieści”, która otula nas mroczną atmosferą Luizjany, przeraża tajemniczością i świadomością, iż okoliczni mieszkańcy najprawdopodobniej znają tożsamość mordercy. Relacja z prowadzonego śledztwa jest prowadzona w pierwszej osobie, co nie tylko daje nam możliwość bezpośredniego poznania detektywa, ale i sprawia, iż czujemy się częścią tej sprawy, zaczynamy rozumieć przeszkody, z którym Rodson musi się mierzyć, niemal fizycznie czujemy smród unoszący się w powietrzu i bagienną wilgoć. Sama konstrukcja bohatera – genialnego analityka, a przy tym człowieka słabego, pełnego ułomności, jest prawdziwym majstersztykiem. To właśnie sprawia, że opowieść możemy uznać za wyjątkową, zaś jej konstrukcja, klimat, jaki udało się stworzyć oraz kreacja postaci powinny stać się wzorem, na którym rzesze pisarzy kryminałów mogą się uczyć.

Barbara Rubin "Dieta. Zalecany sposób życia"

Tytuł: Dieta. Zalecany sposób życia
Autor: Barbara Rubin
Wydawnictwo: Rozpisani.pl

Kolejna dieta nie przyniosła skutku? Podczas diety jesteśmy osłabieni, a włosy i skóra są w fatalnym stanie? Zmagamy się z efektem jojo? Chcemy odżywiać się zdrowo, ale nie mamy pojęcia, w jaki sposób zmodyfikować menu? Cierpimy na problemy zdrowotne i jesteśmy świadomi tego, że dotychczasowa dieta nam nie służy? Niezależnie od tego, jaką mamy motywację do tego, by zgłębiać tajniki zdrowego żywienia, warto poszukując informacji opierać się na rzetelnych i sprawdzonych wiadomościach. Takich właśnie dostarcza lektura książki autorstwa Barbary Rubin, dyplomowanej trenerki fitness, specjalistki ds. prawidłowego odżywiania oraz holistic life style coacha. Poradnik „Dieta. Zalecany sposób życia. Stół pełen pokus i iluzji. Rozważania o sztuce żywienia”, to nie tylko zbiór informacji dotyczących diet, ale bodziec do tego, by zdrowo żyć, by dzięki prawidłowemu odżywianiu, aktywności fizycznej i relaksacji stać się człowiekiem pełnym energii, pełnym pasji, by pożegnać wszystkie nękające nas choroby. 

Autorka potraktowała temat holistycznie – dokładnie tak, jak my powinnyśmy potraktować nasze ciało. W książce znajdziemy nie tylko informacje dotyczące ewolucji oraz …skarbu, tak bowiem Rubin nazywa nasz „odziedziczony po przodkach biologicznie wyposażony organizm”, ale i rozważania dotyczące tego, dokąd tak naprawdę zmierzamy. Zwraca uwagę fakt, iż poziom kondycji człowieka na przełomie XX i XXI wieku znacząco się obniżył, obserwuje się również regres w funkcjonowaniu mechanizmów odpornościowych ludzkiego organizmu. Rozwój cywilizacji, oprócz niewątpliwych zalet ma zatem także wady, ale nie jesteśmy skazani na bierność i milczącą akceptację tego faktu. Zmiany warto zacząć od siebie, od tego, jak wygląda nasze życie, każdy nasz dzień, jak obchodzimy się z naszym ciałem i czym go karmimy. 

„Zdrowie to nic więcej niż branie odpowiedzialności za samego siebie” – pisze Rubin, a to stwierdzenie powinno stać się bodźcem do zmiany myślenia o sobie i swoim funkcjonowaniu w świecie. Być może zmianie stylu życia i podejścia do odżywiania służyć będzie lektura drugiej części książki, w której autorka prowadzi rozważania o sztuce żywienia, podkreślając, iż „rozeszły się w przeciwnych kierunkach prawa natury i nienasycony konsumpcjonizm”. 

Niemożliwym jest wdrożenie prawidłowych zasad odżywiania się, bez zdobycia informacji na temat tego, jak można odróżnić wartościowe jedzenie od złego, a także, dlaczego jednym osobom dana dieta służy, a innym nie. Autorka omawia na łamach książki typy metaboliczne, przybliża nam rolę, jaką odgrywają białka zwierzęce w ludzkim organizmie, wymienia przykłady egzogennych aminokwasów, których niedostarczenie przez pokarm zakłóca reakcje biochemiczne naszego ustroju. Podkreśla, że pierwszą zasadą racjonalnego odżywania się, jest zróżnicowanie, a zatem w naszej diecie powinny znaleźć się odpowiednie proporcje białka i tłuszczu zwierzęcego, zaś ta różnorodność spożywanych pokarmów gwarantuje, że dostarczamy organizmowi tego, co jest mu niezbędne do funkcjonowania i rozwoju. 

Rubin uświadamia nam ponadto, że białka nie mogą być odpowiednio syntetyzowane bez tłuszczów oraz witamin, pisze o niezwykłych właściwościach bulionu, odczarowuje jajko i zmaga się z mitami na jego temat i wyjaśnia dlaczego warto jeść ryby. Co więcej, dowodzi, iż konsumowany cholesterol nie ma wpływu na pozom cholesterolu we krwi (!), a także, że niskotłuszczowa dieta nie jest gwarantem dobrego zdrowia i długowieczności. W książce znajdziemy ponadto informacje dotyczące kwasów Omega-3 i Omega-6, nabiału, cukru, a także insuliny, określanej przez autorkę „hormonalnym menedżerem przemiany materii”. Nieocenionym pomysłem autorki jest stworzenie „miniściągi”, będącej integralną częścią książki, dzięki której nie tylko możemy na bieżąco weryfikować informacje płynące z otoczenia, ale również zwracać uwagę na pewne fakty, których istnienia nie byliśmy dotychczas świadomi. Ostatnie strony książki zawierają natomiast „Piramidę żywieniową” oraz „Dietetyczny dezyderat”, czyli piętnaście wskazówek, które wskażą nam właściwy kierunek oraz pomogą trzymać się ustalonego kursu.

Jak pisze autorka: „książka ta przeznaczona jest dla czytelników, którzy umieją decydować sami za siebie oraz chcą przyswoić wiadomości i umiejętności pozwalające w miły, zabawny i mądry sposób podjąć trud poprawienia jakości swojego życia”. Rzeczywiście, lektura poradnika „Dieta. Zalecany sposób życia” wzbogaca nas w wiedzę, dzięki której stajemy się świadomymi konsumentami i możemy z pełną odpowiedzialnością zacząć troszczyć się nie tylko o zawartość swojego talerza, ale i o całe życie. Mimo iż autorka podeszła do tematu w niezwykle analityczny sposób, krok po kroku wprowadzając nas w świat zdrowego odżywiania się i dostarczając sporej dawki wiedzy, to sposób przekazu jest zrozumiały dla każdego, zaś podsumowania najważniejszych kwestii pomagają wracać do tych treści, które są szczególnie istotne dla naszego myślenia o zdrowiu i dla konstrukcji naszego menu. Jestem przekonana, że tego typu publikacja uświadomi wielu czytelnikom popełniane błędy żywieniowe i sprawi, że zaczniemy analizować dochodzące do nas, często sprzeczne informacje, na temat danych pokarmów, inaczej będziemy spoglądać też na tzw. diety-cud. Co najważniejsze, stosowanie się do podanych przez Rubin wskazówek naprawdę zmienia wiele – zyskujemy energię, zaczynamy czuć się lekko, nasza skóra odzyskuje blask. Pamiętajmy zatem, że to my jesteśmy swoimi najlepszymi przyjaciółmi i to od nas zależy w jakiej kondycji utrzymujemy swoje ciało!

piątek, 11 grudnia 2015

Rozmowy z autorem:Jacek Wąsowicz "Przystanek Londyn"

źródło: Jacek Wąsowicz
Jacek Wąsowicz - od 2002 r. mieszkał na Wyspach Brytyjskich, które opuścił dla południowych Chin we wrześniu 2015. Absolwent Uniwersytetu Gdańskiego, z wykształcenia nauczyciel geografii. W Polsce pracował m.in. jako lektor angielskiego, przedstawiciel handlowy, specjalista ds. importu-eksportu. Na Wyspach zdobył i wykonywał zawód grafika komputerowego. Pisał do polonijnego tygodnika „Polish Express”. Laureat nagrody Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie. Autor zbioru felietonów „100 kijów w mrowisko”.
/źródło: www.jankawydawnictwo.pl/

J.G.: „Przystanek Londyn” to nie tylko książka o emigracji, o kulturze, ale też i o dążeniu do celu i pokonywaniu własnych granic. Co sprawiło, że zechciał się Pan podzielić z czytelnikami tak trudnymi i osobistymi niekiedy doświadczeniami, emigracyjną historią swojego życia?

Agata Błachnio „Obrazy spod powiek”

Autor: Agata Błachnio
Wydawnictwo: Helion / Bezdroża

„Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej” – te słowa Ryszarda Kapuścińskiego nasuwają się podczas lektury książek podróżniczych. Co takiego mają w sobie podróże, że stają się dla wielu sensem życia? Co trzeba w sobie mieć, jak wielką ciekawość świata, by eksplorować nieznane tereny, doświadczać nowych przeżyć, smaków i zapachów, poznawać ludzi, którzy choć na chwilę zaistnieją na osi naszego czasu?

Niezależnie od tego, co tak naprawdę (oprócz działania) odróżnia podróżnika od osoby, która podróżować tylko pragnie, czy nawet zwykłego turysty, Agatę Błachnio z pewnością podróżnikiem można nazwać. Zanim jednak zastanowimy się, co tak naprawdę motywuje psycholog i logopedę do wyruszenia w daleki świat, do utrwalania wrażeń za pomocą słów, do zatrzymywania chwil w kadrze aparatu fotograficznego, koniecznie musimy sięgnąć po książkę „Obrazy spod powiek”, opublikowana nakładem Wydawnictwa Helion. Publikacja, przybliżająca czytelnikowi zakątki Izraela i Jordanii to prawdziwa uczta nie tylko dla osób, które lubią aktywnie spędzać czas i przemierzać kolejne rejony świata z plecakiem. Książka Błachnio to również prawdziwa kopalnia wiedzy na temat kultury, zwyczajów czy ważnych z religijnego punktu widzenia miejsce, a także bogactwo barw i form, uchwyconych na wykonanych przez autorkę pięknych fotografiach. 

Wraz z Błachnio przemierzamy rzadko uczęszczane szlaki, rezydujemy w miastach, które nie znalazły się na turystycznych mapach atrakcji, które zachowały swój majestat, swój czar i tajemniczość, które nie skażone są jeszcze komercyjną zarazą. „Podróżowanie uczy tolerancji i otwartości” – pisze autorka, my zaś, wyruszając wraz z nią do Izraela musimy pozbyć się swoich ograniczeń, nastawić na odbiór wrażeń, na chłonięcie tej niezwykłej atmosfery będącej efektem wieków istnienia. Czytamy o pierwszych wrażeniach z podróży, o urokach arabskiego Nazaretu, Akki, starożytnej Cezarei czy niosącego ukojenie Jeziora Galilejskiego. 

Autorka pisze o oczarowaniu Jerozolimą, o ultraortodoksyjnych Żydach przemierzających ulice miasta, o wypolerowanych ludzkimi stopami schodach przed Bramą Damasceńską, a także o wrażeniu, jakie zrobiła na niej Stara Jerozolima, w której „jakby ktoś cały świat upchnął na jednym kilometrze, a potem otoczył murami”. W trakcie wędrówki zatrzymujemy się nieopodal Muru Zachodniego, będącego pozostałością do drugiej Świątyni Jerozolimskiej, składając w zagłębieniu Ściany Płaczu kartkę z modlitwą, mamy również możliwość skosztować szabatową kolację i zwiedzić ormiańską dzielnicę. 

Autorka zabiera nas także na plac targowy (zwiedzamy między innymi Mahane Yehuda Market), mieniący się feerią barw, zachwycający bogactwem gatunków owoców i warzyw, smakami i zapachami, odwiedzamy również bazylikę Grobu Pańskiego oraz zachwycającą Kopułę na Skale, będącą jedną z trzech świętych miejsc islamu. To zaledwie kilka z wielu miejsc opisanych i sfotografowanych przez Błachnio, jedno z wielu, które ujmują nas swoim czarem, które zachwycają surowym pięknem, ale i egzotyką. 

Autorka opisując w niezwykle plastyczny sposób swoje podróże, swoje wrażenia i spostrzeżenia, przenosi nas do miejsc, będących swoistą mieszanką Zachodu oraz Bliskiego Wschodu, gdzie wiara i tradycje są głęboko wrośnięte w każdy centymetr przestrzeni, gdzie uliczki tętnią życiem i zachwycają kolorami. Owiewają nas nie tylko zapachy miasta, ale również piaski pustyni, bowiem rozbijamy namiot na pustyni Wadi Rum, zwanej również Dolną Księżycową. Przemierzając z Agatą Błachnio kolejne kilometry doskonale rozumiemy uczucie, którym darzy ona Izrael i Jordanię, a co więcej – emocje udzielają się i nam. Tym samym „Obrazy spod powiek” stają się czymś więcej niż relacją z kolejnych podróży, stają się osobistym doświadczeniem, rozbudzają pragnienie wyruszenia w drogę i wędrowania tymi szlakami, tymi uliczkami, które poznała autorka…


czwartek, 10 grudnia 2015

Chcesz uczyć się języków obcych? Aplikacja mobilna słownika PWN-Oxford już dostępna

Wydawnictwo Naukowe PWN wystartowało z aplikacją mobilną słownika angielsko-polskiego i polsko-angielskiego PWN-Oxford. 

Nowoczesna nauka języków obcych nie może się dziś obyć bez udziału nowoczesnych technologii – i bardzo dobrze! Dzieci, młodzież, a także dorośli uwielbiają techniczne nowinki, dlatego Wydawnictwo Naukowe PWN wyszło naprzeciw tym upodobaniom. Od teraz ten najlepszy słownik multimedialny jest dostępny w aplikacji mobilnej na urządzenia z systemem iOS i Android.

Koniec z wertowaniem grubych tomów słowników! Teraz wszystko jest dostępne w aplikacji mobilnej PWN-Oxford. Najważniejsze jest jednak to, że dzięki aplikacji mobilnej największy na rynku, nowoczesny, urozmaicony słownik polsko-angielski i angielsko-polski PWN-Oxford możemy mieć teraz zawsze pod ręką choćby w telefonie. Co więcej, można z niego korzystać nawet w momentach, gdy nie mamy dostępu do sieci WWW. Sam słownik pracuje bowiem w trybie off-line, połączenia z siecią wymaga jedynie odtworzenie nagrania.


Jeśli pasją Twojego dziecka, przyjaciela lub partnera są języki obce, może to być dla niego nieoceniony i wyjątkowy prezent, z którego będzie korzystał z radością. 

PWN-Oxford w mobilnej aplikacji to także świetny pomysł na mądry prezent pod choinkę. Przyda się w każdej sytuacji – w szkole i w podróży.


Program oferuje:

• 1 000 000 angielskich i polskich znaczeń, zwrotów, fraz, idiomów;
• specjalistyczne terminy z ponad 100 dziedzin oraz słownictwo o różnym zabarwieniu stylistycznym i emocjonalnym;
• praktyczne przykłady używania danego słowa lub zwrotu, w przejrzystej i czytelnej strukturze hasła;
• mechanizm tworzenia ulubionych zbiorów haseł;
• mechanizm wyszukiwania jest prosty i jasny. Nie brakuje też rozmaitych atrakcji, np. idiomu dnia (codziennie nowy – stąd warto jak najczęściej korzystać z aplikacji). Każdy może poznać zarówno brytyjską, jak i amerykańską wymowę haseł (do tego niezbędny jest dostęp on-line).


Aplikację można zakupić w sklepie Google Play a także w App Store.

Partnerem strategicznym aplikacji jest Bank Zachodni WBK.

/źródło: PWN/

środa, 9 grudnia 2015

Marek Stelar "Twardy zawodnik"

Tytuł: Twardy zawodnik
Autor: Marek Stelar
Wydawnictwo: Videograf

„Każdy jest więźniem własnej gry i wszyscy, póki żyjemy, jedynie podbijamy stawkę” – te słowa rumuńskiego pisarza, Emila Ciorana, powinny stanowić powód do refleksji, do zastanowienia się, jaka gra jest warta tego, żeby w pełni się jej poświęcić, żeby podbijając stawkę położyć na szali swoją przyszłość, a może nawet i życie. Niekiedy wejście do tej gry jest jednak niezależne od nas, niekiedy fakt stania się graczem wynika wyłącznie ze splotu pewnych okoliczności, serii przypadkowych zdarzeń. Tak właśnie było w przypadku chirurga, dr Richarda Kimble, w którego postać w filmie „Ścigany” wcielił się Harrison Forda. Zmuszony do ucieczki przed niesłusznym oskarżeniem o zabójstwo swojej żony desperacko pragnął on dowieść swojej niewinności i odnaleźć prawdziwego mordercę. 

Ten motyw – wpadnięcia w zastawioną przez kogoś pułapkę – często jest wykorzystywany przez reżyserów i pisarzy w sposób mniej lub bardziej twórczy. Sięgnął po niego i rodzimy autor, Marek Stelar, choć jego powieść „Twardy zawodnik” trudno nazwać wtórną czy odtwórczą. Sięgając po wydany nakładem Wydawnictwa Videograf kryminał otrzymujemy nie tylko wciągającą książkę, ale i zaproszenie do gry, w której wiele jest do stracenia. Wielbiciele gatunku odnajdą tu gwałtowne zwroty akcji, intrygę i zaskakujące zakończenie, a do tego wspaniale wykreowanych bohaterów oraz całą gamę zachowań i postaw, jakie ci bohaterowie przyjmują pod wpływem różnych wydarzeń. 

Autor przedstawia nam prokuratora, Mateusza Michalczyka, znanego ze swej uczciwości i zaangażowania w prowadzone sprawy. Tym większe jest zdziwienie, kiedy pewnego niedzielnego poranka zjawia się on u komisarza Roberta Krugłego w stanie największego przerażenia i oznajmia, że właśnie zabił człowieka… Niestety nie jest to senny koszmar, z którego łatwo można się przebudzić, bowiem zakrwawiona pościel i kobita z podciętym gardłem leżąca w łóżku prokuratora są jak najbardziej realne. Fakt, że Michalczyk obudził się u boku denatki, dzierżąc w dłoni narzędzie zbrodni, może wskazywać na jego winę. Ale czy tak jest na pewno?

Autor przedstawia nam również Andersa Sődergrena, a właściwie Andrzeja Cieniucha, rzutkiego biznesmena, a może raczej pokerowego gracza, który za wszelką cenę próbuje zrekompensować sobie dzieciństwo spędzone w Polsce, w mało komfortowych warunkach. Teraz, po zmianie nazwiska i ukończonych studiach na wydziale lekarskim, robi wszystko, by poczuć smak wielkich pieniędzy i związanego z tym splendoru. Branża którą się zajmuje – obrót sprzętem medycznym – jest dość lukratywnym biznesem, ale poziom osiąganych dochodów nie zaspokaja potrzeb mężczyzny. Dlatego też decyduje się na rozpoczęcie ryzykownej gry, w której stawką są naprawdę duże pieniądze. Proponując interes właścicielowi sieci prywatnych klinik, doktorowi Arturowi Strobiszowi, wiele ryzykuje, ale podjęta gra jest tego warta. Kłopoty zaczynają się jednak w chwili, kiedy ów doktor zostaje znaleziony martwy w lesie w pobliżu swojego ekskluzywnego domu, zaś – mimo prób upozorowania śmierci z przyczyn naturalnych – wszystko wskazuje na to, że mężczyzna został zamordowany. Rozpoczyna się śledztwo, które ujawnia wiele interesujących faktów związanych z pewną transakcją dotycząca zakupu sprzętu medycznego …

W jaki sposób te sprawy mogą być ze sobą powiązane? Co sprawiło, że prokurator stanowiący dotąd przykład praworządności stał się mordercą? A może komuś zależało na tym, by wszyscy tak pomyśleli? Kto i dlaczego zabił Strobisza i co do tego ma pewna napaść na konwój z pieniędzmi? To tylko niektóre z wielu pytań, które pojawiają się w trakcie lektury „Twardego zawodnika”, zaś jeśli jesteśmy przekonani o słuszności swoich teorii, to Marek Stelar z pewnością szybko wyprowadzi nas z błędu. Fabuła powieści jest bowiem prawdziwą zagadką, zaś tożsamość mordercy stanowi niemałe zaskoczenie. Tym samym przyjemność płynącą z lektury odczują ci wszyscy, którzy od kryminału oczekują nie tylko wciągającej akcji, ale i skomplikowanej intrygi oraz zagadki wartej podjęcia prób jej rozwikłania. Czy zatem jesteście gotowi na podjęcie wyzwania?

piątek, 4 grudnia 2015

Jakub Szamałek "Czytanie z kości"

Tytuł: Czytanie z kości 
Autor: Jakub Szamałek
Wydawnictwo: MUZA SA

„Przeszłość to nie to, co mija, tylko to, co pozostało po tym, co minęło” – z tymi słowami brazylijskiego pisarza Alceu Amoroso Limy z pewnością zgadzają się wszyscy archeolodzy, którzy na podstawie znalezisk pieczołowicie odtwarzają fragmenty rzeczywistości, którzy próbują poskładać obrazy z przeszłości w spójną całość. Niekiedy jednak nie jest to możliwe, zaś pamiątki z minionych wieków stanowią prawdziwą zagadkę. Wówczas można tylko snuć przypuszczenia, dochodzić do wniosków nie popartych dowodami, zaś to, na ile blisko prawdy będzie badacz, zależy tylko od jego przenikliwości, zdolności dedukcji oraz wyobraźni.

Te wszystkie cechy z pewnością przydadzą się Indze Szczęsnej, młodej doktorantce na wydziale archeologii University College of London, zafascynowanej niezwykłym pochówkiem z Tarentu, zwanym przez włoskich archeologów Tomba di un Uomo Misterioso, czyli „grobem tajemniczego mężczyzny”. Kim był ów mężczyzna, przy pogrzebie którego zastosowano odmienne do panujących zwyczaje? Dlaczego na umieszczonym w grobie cylindrycznym naczyniu znajduje się wizerunek Syzyfa? Jak to się stało, że Leochares, syn Apellesa, miał wprawione zęby metodą, która na terenach tego greckiego miasteczka na terenie Włoch nie była znana, zaś leżące przy kościach monety to nie tylko emisje tarenckie, ale monety z innych greckich miast? Fascynujące śledztwo, prowadzone przez Ingę przy współudziale profesor Avy Bellmont z Instytutu Archeologii w Lincoln College stało się kanwą, na której oparł fabułę swojej powieści Jakub Szamałek. Opublikowana nakładem Wydawnictwa MUZA książka „Czytanie z kości” to nie tylko fascynująca przygoda i możliwość zyskania wglądu w metody pracy archeologów, ale również prawdziwa podróż w przeszłość. Jeśli dodamy do tego dobrze przemyślaną intrygę, krwawą zbrodnię, atmosferę napięcia i tajemniczości towarzyszącą przepowiedniom i klątwom, otrzymujemy książkę, od której nie można się oderwać, która zachwyci nie tylko czytelników interesujących się historią, ale wszystkich, którzy cenią sobie dobrze opowiedziane historie.

Z uwagi na fakt, iż akcja nie ogranicza się do czasów współczesnych, przenosimy się wraz z autorem do Veii, do roku 421 p.n.e. Tam właśnie udaje się mężczyzna w sile wieku, złotnik z Tarentu, wcześniej najemnik na usługach Peryklesa, stratega Aten. Po bankructwie jego zakładu oraz sprawie sądowej o uszkodzenie ciała, jedynym sposobem, by zabezpieczyć rodzinie przyszłość, jest przyjęcie nietypowego zlecenia od księcia Arantha. Pragnie on odnaleźć mordercę ojca, króla miasta Veii i dokonać aktu zemsty. Tajemnicza zbrodnia, dokonana w królewskiej łaźni, wydaje się nie obchodzić nikogo, za wyjątkiem królewskiego bękarta. Niestety jedyny świadek zabójstwa, niewolnik króla, odmawia współpracy, wybierając śmierć zamiast wyjawienia tożsamości winnego. Również mężczyzna strzegący bezpieczeństwa króla ponosi konsekwencje braku skuteczności działania, zostaje bowiem zesłany do kopalni srebra. Tyle tylko, że owa kara wydaje się być po prostu sposobem na pozbycie się niewygodnego mieszkańca zamku, a przy tym na ograniczenie ryzyka, że prawda wyjdzie na jaw… 

Leochares prowadząc swoje śledztwo wydaje się tkwić w miejscu, zamiast wiarygodnych zeznań otrzymując wyłącznie przepowiednie i proroctwa. Na dodatek jego obecność na dworze królewskim wyraźnie komuś przeszkadza, a on sam staje się celem ataków osoby, która usilnie stara się go przestraszyć, bądź też wyeliminować z gry rzucając klątwę. Jednak tego mężczyzny nie są w stanie przerazić ani zwłoki psa znalezione w jego łóżku wraz z niezwykłą figurką, ani zaszyte w odzieniu przedmioty, mające sprowadzić na niego nieszczęście. Wraz z Aranthem u boku przesłuchuje mieszkańców Veii, nie omijając królowej Seiantii, odwiedza również świątynię, w której zamordowany król składał prośby przed Minerwą oraz kapłana, który wywróżył królowi śmierć. I choć Leochares, stosując metodę „szkiełka i oka”, metodycznie eliminuje kolejne tropy, to jednak nie można oprzeć się wrażeniu, że w wierzeniach Etrusków tkwi potężna doza realizmu, że wszystkie te praktyki i ich rezultaty znajdują potwierdzenie w rzeczywistości. Czy zatem racjonalizm i styl pracy mężczyzny doprowadzi go do poznania tożsamości mordercy? A może makiaweliczna zbrodnia na zawsze pozostanie nierozwiązana?

O tym, w jaki sposób te dwie historie są ze sobą połączone i jaki jest rezultat tych dwóch śledztw, które dzielą wieki, przekonamy się dzięki fenomenalnej powieści Jakuba Szamałka, która nie tylko obnaża przed nami tajemnice przeszłości, zmuszając do zaspokojenia ciekawości i do niestrudzonego przedzierania się przez meandry zbrodni, ale również zadziwia lekkością i płynnością. Podziw budzi ogromna wiedza autora, zaś talent do kreacji postaci i fabuły, do ubrania fascynujących zagadek przeszłości w słowa nie pozwala oderwać się od książki. Co więcej, po skończonej lekturze ów zachwyt zmusza czytelnika do sięgnięcia po kolejną, zapewne równie fascynującą publikację, w której zagadki przeszłości, zbrodnie i intrygi stanowią integralną część fabuły.


czwartek, 3 grudnia 2015

Sylwia Kubryńska "Kobieta dość doskonała"

Autor: Sylwia Kubryńska
Wydawnictwo: Poznańskie

„I co (..) musisz? Musisz jeszcze zrobić włosy, paznokcie, depilacje, maseczkę, korektę biustu, triceps, solarium, silikon, kolagen. Cokolwiek już byś odhaczyła, zaraz coś wymyślisz, coś nowego, zaraz ci podadzą, napiszą kolorowym piśmie i już masz robotę. Nie wiedziałaś, że masz pajączki na udach, które usuwa się laserem – już wiesz. Nie wiedziałaś, że masz cellulit, który się usuwa masażem z kremem za dwieście pięćdziesiąt? Już wiesz” – taka jest niestety prawda, bowiem natura kobiety skłania ją do nieustannej pracy nad sobą. Nad tym, by była dość doskonała, by podobała się innym, a co więcej - by podobała się sobie. Niestety jest to katorżnicza praca, przy tym z góry skazana na porażkę. Kobieta jest bowiem od urodzenia programowana, by wzrastać w poczuciu winy i dźwigać wszystkie ciężary tego świata na swoich barkach. Sporo kilogramów ważą same negatywne przekonania na swój temat, lekceważące opinie innych oraz listy rzeczy do zrobienia, niezbędne do tego, by wreszcie zasłużyć na miłość. Chyba nie trzeba dodawać, że o bezwarunkowym uczuciu kobieta może zapomnieć…

Co jest z tym kobietami, że dają sobie wmówić, że nie są dość dobre, dość piękne, dość mądre, by spełniać swoje marzenia, by żyć pełnią życia, by samemu dokonywać wyborów? Być może odpowiedź przyniesie lektura znakomitej książki, a właściwie manifestu, wzywającego wszystkie przedstawicieli płci pięknej do zerwania z ograniczającymi je pętami. Pozycja „Kobieta dość doskonała”, autorstwa Sylwii Kubryńskiej, to wciągająca opowieść o Kaśce, która tak naprawdę mogłaby przyjąć imię każdej kobiety, bowiem jej historia, jest historią setek z nich. Jej dorastanie pełne jest nakazów i zakazów, słów krytyki, które sprawiają, że pomimo upływu czasu, trudno jest jej zyskać pewność siebie. Każda porażka przypomina o tym, co nie udało się w dzieciństwie, o chwilach trudnych, wstydliwych, a nawet traumatycznych.

Dzięki retrospekcji, poznajemy życiorys Kaśki, zbudowany właśnie z takich momentów – z krytyki matki i ciotki, z karygodnego postępowania pracowników przedszkola, z nieustannych kłótni w domu zakończonych odejściem ojca, z poczucia odrzucenia oraz z przekonania, że na miłość trzeba sobie zasłużyć. Zadziwiające jest to, że podczas lektury każda z czytelniczek odnajdzie swoją historię, wraz z bohaterką przeżyje swój dramat.

Mimo iż czas leczy rany, to jednak ostrze krytyki tkwi głęboko w sercu, ograniczając, hamując dążenie do szczęścia, zatruwając jadem i przypominając o swoim istnieniu w najmniej spodziewanych momentach. Wewnętrzny krytyk, który mieszka zarówno w głowie bohaterki, jak i w głowach większości kobiet, każe im trwać w przekonaniu, że celem ich życia jest dążenie do perfekcji, której tak naprawdę nigdy nie osiągną. W tej nieustannej gonitwie za doskonałością, w tej walce o uszczęśliwienie całego świata (włącznie z samcem u boku) kobiety zapominają o sobie, o tym, że w pełni zasługują na szacunek i uczucie. I to nie dlatego, że w szkole mają same piątki, że w ich domu nie znajdzie się nawet drobiny kurzu, a koszule męża (czyli pana i władcy) wiszą w szafie sklasyfikowane według kolorów. Kubryńska próbuje uświadomić płci pięknej, że … nic nie musi, bowiem: „Jesteś sobą (…) Masz cellulit, znamię na lewym ramieniu. Zęby nieco krzywe, włosy popielate. Oczy w kolorze nieokreślonym, raz niebieskie, raz zielone (…) To wszystko jest w tobie cudowne i niepowtarzalne”.

W „Kobiecie dość doskonałej” autorka nie stroni od „słów powszechnie uznanych za obelżywe”, ale ta dosadność i wulgaryzmy służą podkreśleniu absurdów sytuacyjnych i wszystkich kłamstw, którymi kobiety są karmione od dzieciństwa. Autorka daleka jest od formułowania feministycznych wezwań do walki, a jej książka służy raczej analizie własnej historii, refleksji oraz … gruntownym porządkom. We własnej głowie oczywiście, bowiem w pierwszej kolejności należy wyrzucić z podświadomości te wszystkie słowa krytyki, wszystkie ograniczające przekonania, co kobiecie wolno, a co nie, a także wszystkie warunki, jakie stawiało przed nią życie. Bo każda kobieta jest piękna (nawet, kiedy ma „włosy trzy na krzyż” i „chód po tatusiu”), każda jest mądra (nawet jeśli Ela Kozior ma lepsze oceny, jej kariera się szybciej rozwija), każda zasługuje na miłość. Jestem przekonana, że zabarwiona czarnym humorem książka Sylwii Kubryńskiej zmieni zapatrywania każdej z pań na samą siebie, na otaczający ją świat. Co więcej – każda z tych kobiet będzie z niecierpliwością oczekiwała na kolejną publikację autorki, która przemawia głosem wielu, która ubiera w słowa myśli przez wiele czytelniczek niewypowiedziane.


wtorek, 1 grudnia 2015

John Brooks „Przygody przedsiębiorców. 12 klasycznych opowieści ze świata biznesu”

Autor: John Brooks
Wydawnictwo: Studio EMKA

Nigdy wcześniej w historii nie mieliśmy takich możliwości zdobywania wiedzy, wymiany informacji, obserwacji otoczenia, jak w chwili obecnej. Nigdy wcześniej nie mieliśmy również dostępu do tak różnych historii ludzi sławnych ze świata biznesu, sportu czy polityki, nigdy wcześniej nie mieliśmy szansy, by uczyć się na błędach innych, by unikać pomyłek, by zawrócić z drogi, która już została wcześniej przetestowana i uznana za ślepą uliczkę. Nigdy wcześniej informacje nie były podawane w tak przystępnej formie, a co więcej – w taki sposób, że czyta się je niczym najlepszą powieść…

Właśnie tak odbierana jest wyjątkowa książka „Przygody przedsiębiorców. 12 klasycznych opowieści ze świata biznesu”, opublikowana nakładem wydawnictwa Studio Emka. John Brooks, pisarz i dziennikarz, znany ze swoich felietonów o tematyce biznesowej, tym razem podjął się trudnego zadania, polegającego na dotarciu do źródeł kryzysów czy wydarzeń, które pociągnęły za sobą istotne zmiany w praktyce gospodarczej. Tym samym jego książka stała się nie tylko opowieścią o ekonomii i szeroko pojętym biznesie, ale źródłem bezcennej wiedzy, którą możemy wykorzystać zakładając firmę czy zarządzając organizacją. 

Każda z opowieści dotyczy innego aspektu rzeczywistości polityczno-gospodarczej oraz przedsiębiorczości i innowacyjności, każda jednak wzbogaca nas o doświadczenia, o informację na temat przyczyn i skutków pewnych wydarzeń, a także obala mity i fałszywe przekonania na temat wielu aspektów działań przedsiębiorstw czy instytucji.

„Z punktu widzenia gospodarki giełda ma wady, jak i zalety. Zaletą jest na przykład to, że ułatwia wolny przepływ kapitału finansującego między innymi ekspansję gospodarczą. Wadą zaś jest to, że giełda za łatwo otwiera drzwi pechowcom, ludziom nieostrożnym i łatwowiernym, którzy błyskawicznie tracą na niej pieniądze (…)” – pisze autor, posługując się między innymi przykładem kryzysu, jaki miał miejsce w USA w maju 1962 roku. Brooks zauważa, że kryzys ten nie przyszedł bez ostrzeżenia, choć tak naprawdę niewielu obserwatorów właściwie odczytało jego zapowiedź – systematyczny, zdecydowany spadek akcji. Autor opisuje reakcje na fluktuacje na rynku papierów wartościowych, począwszy od niepokoju po masową histerię, identyfikuje momenty i zachowania, które znacząco wpłynęły na tempo i charakter transakcji. 

Z kolei zwolenników Forda z pewnością zainteresuje historia jego porażki, czyli auta nazwanego Edsel, które przyniosło firmie straty rzędu 350 milionów dolarów. Autor szuka powodów, dla których samochód nie zainteresował nabywców, wskazuje też osoby odpowiedzialne za podjecie szeregu błędnych decyzji. Dowiemy się również, jaki wpływ gospodarczy miały przepisy federalnego prawa o podatku dochodowym oraz w jaki sposób można wykorzystać informacje niejawne do tego, by powiększyć swoje bogactwo (i jakie mogą być tego konsekwencje). Wraz z autorem prześledzimy rozwój rynku kserograficznego – poczynając od uzyskania przez A.B.Dicka praw do produkcji mimeografu, poprzez zmiany w podejściu do kopiowania, związane z nadejściem epoki industrialnej po pojawienie się firmy Xerox. Czytamy również o jednym z największych kryzysów nowojorskiej giełdy, pogłębionym jeszcze przez zabójstwo prezydenta Kennedy`ego oraz o głównym problemie, z którym boryka się amerykański przemysł, czyli o braku umiejętności komunikacyjnych. 

To zaledwie kilka fascynujących kwestii poruszonych w książce, kilka z dwunastu opowieści, z których każda dostarcza nam nowych informacji, nowych faktów wraz z ich rzetelną analizą i interpretacją. To właśnie sprawia, że „Przygody przedsiębiorców …” to nie tylko książka będąca zajmującą lekturą dla zainteresowanych światem biznesu, ale książka, po którą sięgnąć powinien każdy student kierunków związanych z zarządzaniem, marketingiem czy prawem. To również pozycja, dzięki której praktycy biznesu mogą doskonalić swoje metody zarządzania, uważnie wypatrując i omijając przeszkody piętrzące się przed firmą. Publikacja Brooks zawiera w sobie więcej cennych informacji i spostrzeżeń, niż niejeden podręcznik biznesu, zaś nadana przez autora forma, czyni ją niezwykle zajmującą i inspirującą. Tym samym to książka godna polecenia każdemu, kto interesuje się otoczeniem gospodarczym, którego celem jest nauka na błędach innych, a nie na swoich …

Ewelina Stolarska-Cheńko „Żółwik Emil i zaczarowane okulary”

Autor: Ewelina Stolarska-Cheńko
Wydawnictwo: Psychokok

Czym byłby świat bez marzeń? Każdy z nas za czymś tęskni, coś planuje, każdy z nas ma swój cel do którego powinien wytrwale dążyć. Niestety, dla wielu te marzenia na zawsze pozostają tylko marzeniami, porzucają oni nadzieję na ich ziszczenie, poddają się przy pierwszej porażce bądź też dają sobie wmówić, że nie mają szans na realizację planów. 

Marzenia ma również sympatyczny żółwik Emil, który zamieszkuje wraz z rodziną w głębi lasu. O tym, czego pragnie i co robi, żeby to marzenie się spełniło, dowiemy się z zabawnej historii z głębokim przesłaniem, adresowanej do czytelników w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Opowieść „Żółwik Emil i zaczarowane okulary” Eweliny Stolarskiej-Cheńko, opublikowana nakładem wydawnictwa Psychoskok, to pełna ciepła i czaru książeczka o tym, że warto marzyć, że marzenia się spełniają!

Emil jest bardzo żywiołowym przedszkolakiem i bardzo lubi towarzystwo dzieci, ale jego największym marzeniem są podróże, poznawanie nowych krain, wyprawa na drugi koniec tęczy, a nawet … znalezienie prawdziwego skarbu. Mogłoby się wydawać, że mały żółwik nie ma szans na realizację tak dalekosiężnych planów, przynajmniej do dnia, kiedy zyskuje on szansę na samodzielną wędrówkę do przedszkola. Spotkanie z Mimi, koleżanką stonogą, a także z misiem Jasiem oraz wiewiórką Weroniką i ich tajemnicze znalezisko, jest punktem zwrotnym na drodze do spełnienia marzeń. Przemierzając lasek, grupa przyjaciół znajduje w krzakach tęczowe okulary o magicznych właściwościach. Nie dość, że osoba je zakładająca staje się niewidzialna dla otoczenia, to jeszcze okulary pomagają spełniać życzenia. Właśnie z tej cudownej właściwości korzystają przyjaciele, przenosząc się na wyspę znajdującą się na końcu tęczy…


O tym, jakie jeszcze przygody stały się udziałem Emila i jego towarzyszy, możemy przekonać się podczas lektury książeczki „Żółwik Emil…”, która zabiera nas w fantastyczną podróż i przekonuje, że nigdy nie można wątpić, nigdy nie można się poddawać. Co więcej, warto dzielić się z innymi i wspólnie dążyć do realizacji planów, bowiem w grupie jest zawsze raźniej i weselej. Tej magicznej opowieści dodają czaru kolorowe ilustracje Krzysztofa Kałuckiego, które pobudzają wyobraźnie i pozwalają nam stać się częścią tej historii …




poniedziałek, 30 listopada 2015

Alphonse Daudet „Koza Pana Segiun”

Tytuł: Koza Pana Segiun
Autor: Alphonse Daudet
Wydawnictwo: Psychoskok

„Kto wolności nadużywa, przeciwko temu ona sama się zwraca” – pisał filozof Tadeusz Czeżowski. Mimo tego, każdy z nas chce być wolny, choć wielu rozumie to pojęcie inaczej. Wolności pragniemy, o wolność walczymy, sami niekiedy niepostrzeżenie wpędzając się w pułapkę. Niezwykle trafnie pojęcie wolności ujmował francuski pisarz, Alphonse Daudet, który swojemu przyjacielowi dedykował historię o kozie, pragnąc uświadomić mu, że wszystko ma swoją cenę, nawet wolność.

Dziś i my możemy poznać tę wspaniałą i niezwykle pouczającą opowieść, która pozwala nam zatrzymać się na chwilę oraz zastanowić nad swoim postępowaniem. Historię pokochają dzieci, które – odpowiednio pokierowane przez dorosłych opiekunów – będą mogły wyciągnąć z niej daleko idące wnioski, choć tak naprawdę przesłanie bajki powinni poznać także pełnoletni czytelnicy. „Koza Pana Segiun”, opublikowana nakładem wydawnictwa Psychoskok, jest bowiem tekstem uniwersalnym, który łączy pokolenia i który pozwala odpowiedzieć sobie na pytanie, czym dla mnie jest wolność i jaką cenę jestem gotów za nią zapłacić


Daudet uczynił bohaterem książki Pana Seguin, wielkiego miłośnika kóz, który zrobiłby dla nich wszystko. Jednak każda z nich wybierała ostatecznie upragnioną wolność, co niestety kończyło się tragicznie – jedna po drugiej ginęły w szponach złego wilka. Blanchette, piękna biała koza miała być wyjątkiem, a właściciel obiecał sobie szczególnie o nią dbać. Pan Seguin pieczołowicie wybrał dla niej najlepszy kawałek ogrodu, zadbał o długi sznur, by nie krępował jej ruchów, jednak pomimo tych starań, kózka wciąż tylko zastanawiała się, jak wspaniale musi być na wolności. Nawet ostrzeżenia Pana Segiun nie robiły na niej większego wrażenia, była bowiem przekonana, że tak waleczna koza, jak ona, z łatwością poradzi sobie ze złym wilkiem. Niestety… przegrała te nierówną walkę…



„Koza Pana Seguin” to nie tylko doskonała lekcja pokory, ale również dowód na to, że wszyscy musimy być świadomi konsekwencji swoich zachowań. Dzięki tej bajce możemy wytłumaczyć dziecku czym jest odpowiedzialność, dlaczego należy być ostrożnym, zaś pytania zamieszczone na ostatnich stronach książki stanowią nie tylko sprawdzian uważności, ale przede wszystkim mogą być wspaniałym punktem wyjścia do rozmowy z maluchem na temat przyczyn i skutków określonych działań. Książka Daudeta bawi i uczy, a jednocześnie jej lektura jest prawdziwą przyjemnością dla zmysłu wzroku, a to dzięki kolorowym ilustracjom, pobudzającym wyobraźnie i pozwalającym śledzić akcje nawet tym dzieciom, które nie potrafią jeszcze samodzielnie czytać.