sobota, 16 stycznia 2016

Magdalena Wala "Przypadki pewnej desperatki"

Tytuł: Przypadki pewnej desperatki (seria z babeczką)
Autor: Magdalena Wala
Wydawnictwo: Czwarta strona

Czasy studenckie obfitują w wiele wspaniałych wydarzeń – niekiedy anegdoty o tym okresie towarzyszą nam już całe życie. I choć zdarzają się też sytuacje stresujące i oblane egzaminy u wyjątkowo mściwych profesorów, to jednak z biegiem lat wszystko to co bolesne, co niegdyś spędzało nam sen z powiek, ulega zatarciu w naszej pamięci. 

Trudno jednak zapomnieć swoją pierwszą, podjętą na studiach pracę, szczególnie jeśli przełożona kojarzy się ze smokiem ziejącym ogniem, czy też tak traumatyczne wydarzenie, jak … oświadczyny. Tak, tak, chwila wyczekiwana przez setki, a nawet tysiące panien dla pewnej Julii jawi się jako najgorszy z koszmarów, zaś nadchodzący w perspektywie ślub – jako powód, by natychmiast spakować swoje rzeczy i uciec na przysłowiowy koniec świata. I nie pomaga fakt, że narzeczony jest niezwykle przystojny, że toleruje wszystkie wady (a nawet stanowią one powód do uwielbienia), że sam gotuje, jest na każde zawołanie i okazuje na każdym kroku troskę. Straszne, prawda? Na dodatek ów mężczyzna – nazwijmy go Paweł – nie należy do najbiedniejszych, zaś w ostatnim czasie stał się, wraz z rodzicami, pełnoprawnym właścicielem pałacu. Fakt ten pobudza wyobraźnię Julii znacznie bardziej, niż bicie weselnych dzwonów czy suknia ślubna z welonem. Dziewczyna bowiem jest studentką historii, darzącą prawdziwą namiętnością stare budynki i budowle, a szczególnie ich strychy i piwnice, w których kryją się tajemnice przeszłości.

Czy jednak stary pałac, który rodzina Pawła utraciła po II wojnie światowej, jest w stanie zrekompensować Julii dyskomfort wiążący się z oświadczynami i ślubem, do którego niechybnie zmierza chłopak? Czy pamiętnik, znaleziony na strychu dworu w Lubiczy będzie wart więcej, niż straty psychiczne związane ze stałym związkiem? Czy seria morderstw, o których pisze autorka pamiętnika, pozostanie na zawsze owiana nimbem tajemnicy czy może to Julia będzie tą, która odkryje prawdę? Na te wszystkie pytania odpowie nam powieść „Przypadki pewnej desperatki”. 

Autorka, Magdalena Wala, w skrzącej humorem i ciętymi ripostami książce zabiera nas w podróż do przeszłości, do początków XIX wieku, ale z równym oddaniem i realizmem portretuje teraźniejszość i jej cienie i blaski, ze specyfiką pracy szkolnej na czele. Przyjemność płynącą z lektury docenią wszyscy ci czytelnicy, którzy cenią sobie mistrzowskie operowanie słowem i dowcipem sytuacyjnym, a także ci, którzy – podobnie jak Julia – kochają tajemnice. I mimo iż pamiętnik i sekret z nim związany nie ekscytuje w tym samym stopniu, co codzienne życie bohaterki, to i tak warto prześledzić historię zagadkowych zgonów, zastanawiając się nad tożsamością hipotetycznego mordercy. 

W chwilach pomiędzy zarabianiem w pocie czoła na chleb (wszyscy nauczyciele z pewnością przytakną w tym momencie), pilnowaniem młodszej i pyskatej siostry, a unikaniem wylewności Pawła, Julia wczytuje się we wspomniany pamiętnik, autorstwa piętnastoletniej Agnety, pensjonarki, wychowanki księżnej Izabeli Czartoryskiej. Z jej opisów wyłania się burzliwy początek XIX wieku, choć bardziej niż wydarzenia historyczne panna zwraca uwagę na zajęcia, przyjaciółki i relacje damsko-męskie, w tym na bale i śluby. Uroczystości te obfitują w traumatyczne wydarzenia – na przestrzeni stosunkowo krótkiego czasu ginie czterech silnych, młodych mężczyzn i to w dość niejasnych okolicznościach. Sprawy traktowane są jako przypadkowa śmierć poprzez zadławienie się pestką, wyniki napaści w celach rabunkowych czy wypadek, co świadczy o niekompetencji bądź też celowym działaniu aparatu władzy. Tym bardziej, że zupełnie pominięty został fakt, iż przy zwłokach znajdują się karteczki zawierające cytaty z Pisma Świętego…

Jak zakończy się ta historia? Koniecznie musicie sięgnąć po książkę „Przypadki pewnej desperatki” by dowiedzieć się nie tylko tego, kim tak naprawdę jest morderca, ale i tego, jak potoczą się losy Julii i czy uda jej się odroczyć moment stanięcia na ślubnym kobiercu. I choć współczesny wątek porusza o wiele mocniej niż historia z przeszłości, wywołując spazmy niepohamowanego śmiechu, to powieść autorki należy uznać za niezwykle udaną. Trudno nie polubić Julii ze wszystkimi jej wadami (rozumiemy doskonale Pawła), czy jej młodszej siostry, której postać zwraca uwagę błyskotliwością i otwartością. Nie mówiąc już o sylwetce Pawła – stanowiącego obiekt westchnień każdej kobiety, poza Julią oczywiście. Doskonale nakreśleni bohaterowie i sytuacje, w jakich się znajdują, barwna charakterystyka szkolnej społeczności, z dyrektorką-zmorą na czele, a także wspaniała studencka brać – to wszystko, w połączeniu z lekkością słowa wróży autorce jeszcze wiele wspaniałych książek w dorobku, zaś nam, wiele równie zabawnych pozycji, do których można mieć tylko jedno zastrzeżenie - czas spędzony na zagłębianie się w skomplikowany świat bohaterów upływa zdecydowanie zbyt szybko…


piątek, 15 stycznia 2016

Gareth Moore "Gry umysłowe dla małych geniuszy"

Tytuł: Gry umysłowe dla małych geniuszy
Autor: Gareth Moore
Wydawnictwo: Jedność dla dzieci


Mówi się, że w czasie deszczu dzieci się nudzą. Jednak ten przejściowy stan jest wywołany nie tylko niemożnością wyjścia na zewnątrz, ale i brakiem rozrywek, które pozwalałyby zapobiec wpływie tej fatalnej pogody na sposób spędzania wolnego czasu. Komputer i telewizor nigdy nie powinny stanowić alternatywy dla możliwości zabawy na powietrzu, ale stanowić ją mogą wszelkie gry planszowe oraz gry umysłowe, które sprzyjają tworzeniu się nowych połączeń neuronów w mózgu, które mają zarówno walor rozrywkowy, jak i edukacyjny.


Jedną z takich publikacji, która bawiąc jednocześnie uczy i wyzwala drzemiące w dziecku pokłady kreatywności, jest opublikowana nakładem wydawnictwa Jedność książka „Gry umysłowe dla małych geniuszy”. Na jej stronach znajdziemy sto jeden wciągających zagadek, rozwijających poszczególne części mózgu, reprezentujących odmienne stopnie skomplikowania i trudności. Można zatem obrać kilka strategii pracy z książką, przechodząc od ćwiczeń łatwych do trudnych, bądź też zmierzyć się z tymi najtrudniejszymi, a następnie wrócić do tych łatwych, ciesząc się rekordowym tempem ich wykonania. Autor, dr Gareth Moore zadbał również o to, by można było śledzić swoje postępy w rozwiązywaniu poszczególnych zagadek i przekonać się, że mózg – jak każdy mięsień – może (a wręcz powinien) być trenowany, a wspomniany trening czyni mistrza! Dlatego właśnie na górze strony, przy każdej grze pozostawione zostało miejsce, w którym można wpisać czas wykonania zadania. 



Choć gry przeznaczone są dla dzieci, to kto powiedział, że „małym geniuszem” nie może zostać osoba dorosła. Można też urządzać rodzinne rozgrywki, w których poszczególni członkowie rozwiązują zagadki mierząc swój czas i porównując wyniki z pozostałymi. Zróżnicowane nie tylko pod względem stopnia zaawansowania, ale i tematu ćwiczenia trafią w gust każdego, kto zechce się z nimi zmierzyć. Wśród zawartych w zbiorze zagadek znajdziemy wykreślanki, gry polegające na połączeniu w określony sposób różnych figur, gry z zakresu słowotwórstwa, polegające na zamianach liter i tworzeniu nowych słów oraz puzzle. Zyskujemy możliwość zabawienia się w szpiega i rozszyfrowania różnych kodów, ćwiczyć będziemy też spostrzegawczość, poszukując różnic pomiędzy pozornie tylko identycznymi rysunkami. Potrenujemy również logiczne myślenie i zdolność do analizy rozwiązując sudoku, a nawet podejmiemy wyzwanie, kojarzące się z popularną w przeszłości „grą w statki”.

Na końcu książki znajdziemy rozwiązania zagadek, pozwalające zweryfikować poprawność ich wykonania, a także miejsce na własne uwagi, spostrzeżenia, a kto wie, może nawet na gry własnego autorstwa. To wszystko sprawia, że publikacja „Gry umysłowe dla małych geniuszy” jest wspaniałą propozycją dla małych i dużych. Książka nie tylko pozwala twórczo spędzać czas, rozwijając przy tym obie półkule mózgowe, jest treningiem koncentracji, ale i stanowi rewelacyjny pomysł na rodzinne spotkania. A zatem do dzieła… a właściwie do ćwiczeń marsz!


środa, 13 stycznia 2016

Rozmowy z autorem: Agnieszka Olejnik "A potem przyszła wiosna"

Agnieszka Olejnik - Polonistka i anglistka, mama trzech synów oraz właścicielka czterech psów. Odkąd zamieszkała w domu na skraju lasu, pod wielkimi dębami, codziennie budzi się z uczuciem spokoju w duszy i zwyczajnego szczęścia. W młodości szybowniczka i wielbicielka jaskiń. Podróżniczka.Prowadzi bloga „Barwy i smaki mojego życia”, gdzie opowiada nie tylko o książkach, ale też o fotografowaniu przyrody, zdrowej kuchni i pysznych nalewkach.
/źródło: www.czwartastrona.pl/

wtorek, 12 stycznia 2016

Rozmowy z autorem: Barbara Rubin "Dieta. Zalecany sposób życia"

Barbara Rubin - ekspertka w dziedzinie utrzymywania optymalnego stanu zdrowia i sprawności fizycznej przez człowieka. Jako dyplomowana trenerka fitness, specjalistka ds. prawidłowego odżywiania oraz holistic lifestyle coach osiąga znakomite wyniki, prowadząc indywidualne i grupowe zajęcia z klientami. Organizuje międzynarodowe wykłady, seminaria i warsztaty. 
/źródło: Rozpisani.pl/

sobota, 9 stycznia 2016

Claire Dunn „365 dni bez zapałek. Jak rok w australijskim buszu odmienił moje życie”

Tytuł: 365 dni bez zapałek
Autor: Claire Dunn
Wydawnictwo: Kobiece

„Mogłabym w każdej chwili otworzyć drzwi mojej klatki i uciec. Ale co miałabym robić? Kim zostać? Ogarnia mnie nagła ochota, by zdjąć buty i po prostu zacząć iść. I nie zatrzymywać się, dopóki pod stopami nie poczuję opadłych liści” – te słowa oddają i naszą tęsknotę za ucieczką, za innym życiem, za zmianami które oderwą nas od doczesności i trywialności, od wyścigu szczurów i materializmu. Ileż to razy marzyłeś o rzuceniu pracy i wyjeździe do Ameryki Południowej? Ile razy chciałeś porzucić ciepłą posadę w banku by zostać żeglarzem? Ile razy pragnąłeś wyrwać się z pętli kredytów, przymusu kupowania przedmiotów pod wpływem otoczenia i zamieszkać w drewnianej chacie na plaży, opierając swoją egzystencję na kilku tylko przedmiotach i redukując swoje potrzeby do minimum? Dlaczego to jest wciąż w sferze marzeń? Dlaczego nie realizujesz swoich planów?

Odwagę, by dokonać zmian, odnalazła w sobie Claire Dunn, zagorzała aktywistka walcząca w obronie lasów, pracownica jednej z fundacji działających w tym zakresie. Z chwilą przyjęcia posady, zamieniła podróże i protesty na niezliczone godziny spędzone na pisaniu tekstów o lasach i petycjach, a z każdym dniem rosła jej frustracja i przeświadczenie, że tak naprawdę nie jest to jej życiowa droga. Kiedy wszyscy znajomi zdążyli już założyć rodziny, wziąć kredyty na dom i wspiąć się po szczeblach kariery, ona świadomie postanowiła z tego wszystkiego zrezygnować. Zdecydowała się na udział w niezwykłym projekcie, który zakładał niemal samotną, roczną egzystencję w australijskim buszu. Prowadzony podczas pobytu dziennik posłużył jako szkic wciągającej książki „365 dni bez zapałek. Jak rok w australijskim buszu odmienił moje życie”. Opublikowany nakładem Wydawnictwa Kobiecego reportaż, jest zatem zapisem wydarzeń, które miały miejsce podczas trwania programu, a jednocześnie jesteśmy świadkami wewnętrznych zmian, jakie dokonywały się w psychice autorki. Nastawiona na zadaniowy system pracy, na nieustanne starania w drodze do perfekcji Dunn, musiała nauczyć się niczego nie pragnąć, niczego nie musieć, nie robić nic na siłę, tylko dać się porwać swojej pierwotnej naturze. 

„Całe życie uczono cię produktywności i osiągania celów. Na tej podstawie budowałaś poczucie własnej wartości. Teraz zrobiła jeden krok poza ten świat i twoje ego walczy, żeby zachować status quo. Zapewne czujesz się, jakby rozpętała się w tobie wojna domowa” – mówi Dunn instruktor ze szkoły przetrwania, w której uczestniczyła przygotowując się do programu. I zapewne jest w tym sporo racji, bowiem pierwsze dni i tygodnie pobytu w buszu są naznaczone kolejnymi klęskami, z którymi kobieta nie może się pogodzić. Nieustannie porównuje się z innymi „szaleńcami”, którzy nie tylko zdecydowali się porzucić obecne życie, ale jeszcze za ten przywilej zapłacić, wciąż też ma poczucie straconego czasu, tego, że mogłaby zrobić wszystko szybciej, dokładniej, lepiej.

Ponieważ program przetrwania w naturalnym środowisku zakładał stopniowe ograniczanie wykorzystania przedmiotów ze świata zewnętrznego, jego uczestnicy przez pierwsze sześć miesięcy uczestniczyli w rozmaitych warsztatach, mających za zadanie przygotować ich do przetrwania w buszu bez zapałek czy metalowych przedmiotów, zaś kolejne sześć miesięcy byli zdani wyłącznie na siebie. Claire Dunn uczyła się zatem lepienia zastawy stołowej z gliny, konstruowania pułapek na kraby i węgorze, rozpalania ognia za pomocą świdra ręcznego czy polowania. Uczestnicy mieli również za zadanie wybrać sobie swoje miejsce na rozległym terenie i postawić własnoręcznie dom, według swojego projektu. Jedyne zasady, jakie obowiązywały w trakcie trwania programu, to zakaz spożywania alkoholu, w trakcie dwunastu miesięcy poza obozem mogli spędzić wyłącznie trzydzieści dni i przez trzydzieści dni mogli przyjmować gości. Jak Dunn, poradziła sobie z postawionymi przed nią wyzwaniami? Co stało się najtrudniejszym zadaniem? Jakie bariery, w tym bariery wewnętrzne będzie musiała pokonać, by wytrwać do końca pobytu? Na te pytania odpowiada wspaniała książka „365 dni bez zapałek”, będąca zarówno fascynującym zapisem powrotu do korzeni, jak i odkrywania samej siebie, swoich pragnień oraz dawno zatraconej kobiecości. 

Autorka, posługując się niezwykle barwnym, plastycznym językiem przenosi nad do australijskiego buszu, zaś załączone zdjęcia dodatkowo pobudzają naszą szalejącą wyobraźnię, pozwalając poczuć się niemal jak uczestnik tego survivalowego pobytu, a jednocześnie zatęsknić za ta wolnością, lekkością, jaką daje obcowanie z naturą. I choć pobyt był wykańczający fizycznie, to skupienie się na prostych czynnościach, korzystanie z darów Matki Natury, nieustanny kontakt z przyrodą wyzwalały niezwykłą energię, płynąca z wnętrza człowieka. Również podczas lektury znikają wszelkie ograniczenia, wszelkie nakazy i zakazy, budzi się w nas tęsknota za podążeniem drogą marzeń. Jak pisze Dunn: „Najtrudniej jest uwierzyć, że jest to możliwe, że można zrobić to, na co zawsze miało się ochotę, co przemawia do ciebie bardziej niż wszystko inne”. Patrząc na to, czego dokonała Claire Dunn, czując jeszcze smak pieczonego węża na języku czy dotyk twardej gliny nabieramy przekonania, że realizacja każdego planu rzeczywiście jest możliwa, Zatem … do dzieła!

Andrzej Wardziak "Siódma dusza"

Tytuł: Siódma dusza
Autor: Andrzej Wardziak
Wydawnictwo: VIDEOGRAF

Mówi się, że duchy grasujące na Ziemi to dusze tych, którzy zostawili tu zaległe sprawy bądź też odeszli w poczuciu krzywdy i teraz żądają zadośćuczynienia. Zjawiska paranormalne od wieków rozbudzają wyobraźnię, skłaniają do badań naukowych w tym zakresie bądź też do samodzielnego poszukiwania prawdy. Jeśli dodamy do tego fakt, iż lubimy się bać, lubimy ten rozkoszny dreszcz wywołany nagłym skokiem adrenaliny, to uzyskujemy odpowiedź dotyczącą sekretu popularności seansów spirytystycznych czy – współcześnie – filmów o duchach i zjawach.

Można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że w temacie horroru wykorzystano już wszystko, co w człowieku wzbudza przerażenie, począwszy od żywych trupów poprzez wampiry czy też mniej oczywiste postacie, nie mające cielesnej powłoki, żądające krwawej zemsty. Czy zatem, po obejrzeniu setek filmów i lekturze wielu horrorów, można nie być przygotowanym na najgorsze? Czy można jeszcze czymś zaskoczyć? Andrzejowi Wardziakowi, autorowi powieści grozy „Siódma dusza” się to niestety nie udało się, co nie znaczy, że po lekturę książki opublikowanej nakładem wydawnictwa Videograf, sięgnąć nie jest warto. Otrzymujemy bowiem solidną dawkę strachu, doprawioną nutką miłosnych dramatów, która – pomimo przewidywanego rozwoju akcji, nie staje się przez to mniej mroczna. Odnajdziemy tu istną kompilację wątków znanych z wielu horrorów – stary dom, który wydaje się żyć i tętnić nienawiścią, duchy, samookaleczenia pod wypływem halucynacji oraz mgłę, która nie pozwala odnaleźć właściwej drogi. Miłośnicy horroru zapewne wielokrotnie poczują solidną dawkę emocji, a pragnąć zweryfikować swoje podejrzenia, zagłębiać się będą w opowieść, pozostając pod wrażeniem majestatycznego gmachu, w którym autor osadził swoją historię.

Wielki dom z początku XX wieku, położony w centralnej Polsce, a także zgromadzony majątek oraz firma winiarska wchodzą w skład dóbr odziedziczonych przez rodziców Marcina. Testament, który odmienił ich życie diametralnie, pozostawił Antoni Mostowski, wuj chłopaka, który utonął w pobliskim stawie. Choć brakło dowodów wskazujących na samobójstwo, to jednak wszyscy podejrzewają, iż Mostowski sam targnął się na swoje życie. Być może wyjaśnienie zagadkowej śmierci kryje się w nieprzeczytanym wciąż liście do Marcina, a może w czeluściach rozległego domu …

Kiedy rodzice chłopaka wyruszają na kontrolę sieci sklepów z winem, Marcin postanawia zaprosić na weekend swoich przyjaciół, bowiem posępny dom budzi w nim podświadome obawy. Nie wie jednak, że będzie to weekend, który na długo pozostanie w jego pamięci i przesunie granice lęku. Zaproszenie chłopaka przyjmuje Adam, wraz ze swoją dziewczyną Majką oraz Tymek, z nową partnerką, pochodzącą z Ukrainy Nadią. Dziewczyna jest medium, o czym wszyscy dowiadują się w wyniku makabrycznych wydarzeń, jakich są świadkami. Wydaje się, że ktoś (lub coś) postanowił, że nie wyjdą z tego domu żywi, a przynajmniej chce solidnie ich nastraszyć. Począwszy od zmasakrowanych rodziców, których ciała widzi Marcin, poprzez odnalezienie sekretnego pokoju ze ścianami pokrytymi rysunkami szatana, po przerażające wizje Tymka, które kończą się samooślepieniem – wszystko jest tak naprawdę zapowiedzią wydarzeń rozgrywających się w domu, z którego nie ma wyjścia. Pomimo prób bohaterom nie udaje się bowiem upuścić terenu posiadłości, a zwodnicza mgła wydaje się śledzić każdy ich ruch i zawracać uciekinierów w kierunku domu Mostowskiego.

Jak zakończy się ta opowieść? Czy to możliwe, że sekretny pokój posłużył do sprowadzenia na ziemię czegoś, z czym nikt nigdy nie chciałby się spotkać? Czy przyjaciołom uda się przeżyć ten upiorny weekend? Na te wszystkie pytania odpowiada lektura powieści „Siódma dusza”, która przybliża nam zagadnienia związane ze zjawiskami paranormalnymi, która zaciekawia, a chwilami przeraża. Wardziak mistrzowsko zadbał o atmosferę grozy, która otula nas niczym śmiertelny całun i towarzyszy niemal od pierwszych stron lektury. Dzięki temu specyficznemu klimatowi, który zdominował fabułę i plastycznym opisom, przenosimy się wraz z Marcinem i jego znajomymi do tego domu grozy, zapominając nawet o zbyt szczegółowych dialogach, odbierających pole wyobraźni czy pewnej irracjonalności fabuły (szczególnie w przypadku osoby oślepionego Tymka, który po znacznym ubytku krwi jest w stanie zasiąść z przyjaciółmi i przy pomocy tablicy quija wywoływać duchy). Nie zmienia to jednak faktu, że „Siódma dusza” choć nie zaskakuje, to przeraża, a choć jest książką nie wybijającą się ponad przeciętność, to z pewnością warto po nią sięgnąć chociażby po to, aby odpowiedzieć sobie na pytanie, czym tak naprawdę jest strach. Tylko uważajcie – lektura powieści Wardziaka po zmroku może być … śmiertelnie wstrząsającym doświadczeniem!


czwartek, 7 stycznia 2016

Maciej Bennewicz "Coaching, tajemniczy dar kosmitów dla ludzkości”

Autor: Maciej Bennewicz
Wydawnictwo: Coach&Couch Autobus i Kanapa

Macieja Bennewicza nie trzeba przedstawiać nikomu, kto interesuje się szeroko pojętym samorozwojem, coachingiem bądź też pracuje jako coach. Nie wszyscy jednak wiedzą, że Bennewicz tak naprawdę jest … kosmitą. Podobnie zresztą jak my wszyscy – wszak pewnego dnia pojawiliśmy się na ziemi i bezwstydnie wykorzystujemy ją, eksploatujemy jej zasoby, ale niezależnie od tego ile mamy, wciąż chcemy więcej. Przepełnia nas frustracja, lęk przed tym, że nie mamy wystarczająco pieniędzy, rzeczy, że nie jesteśmy wystarczająco doskonali. Na dodatek daliśmy sobie wmówić, że miarą naszego sukcesu jest wysoka pozycja społeczna, kierownicze stanowiska i pełne konto. Tyle tylko, że często taki obraz kłóci się z tym, jacy naprawdę jesteśmy, a my zostajemy z odwiecznym dylematem „mieć czy być”. Ta wewnętrzna walka ze sobą skutkuje brakiem większych efektów, wypaleniem zawodowym bądź też przekonaniem, że tak naprawdę nie wiemy, dokąd zmierzamy. Istni kosmici! 


O odnalezieniu swojego miejsca w świecie, pokonaniu ograniczeń, pozbyciu się stereotypów i zadawaniu właściwych pytań (pytań granicznych), pisze Bennewicz w książce „Coaching, tajemniczy dar kosmitów dla ludzkości”. Opublikowany nakładem wydawnictwa Coach&Couch Autobus i Kanapa podręcznik to prawdziwa instrukcja obsługi kosmity, a tak naprawdę sposób na dotarcie do swojego wnętrza, bodziec do refleksji, do zastanowienia się nad tym kim jesteśmy, dlaczego postępujemy właśnie w dany sposób, jak reagujemy w określonych sytuacjach i jaki jest nasz stosunek do otaczających nas ludzi czy wydarzeń. To również zachęta do tego, byśmy wzięli odpowiedzialność za swoje życie, byśmy przestali obwiniać innych o własne niepowodzenia. Po podręczną instrukcję obsługi człowieka spełnionego – tak bowiem można określić książkę Bennewicza – sięgnąć może każdy, niezależnie od płci, wieku, stanu konta czy miejsca zamieszkania (mieszkańcy Pasa Oriona również mile widziani), pod warunkiem, że zachowa otwarty umysł i naprawdę będzie gotowy na zmiany.

Posługując się swoim wieloletnim doświadczeniem oraz sporą dozą wyzwalającego kreatywność humoru, autor przybliża nam istotę coachingu, zwracając uwagę na fakt, że „coaching zaczyna się tam, gdzie zaczyna się twoja potrzeba indywidualizmu”. Dzięki temu procesowi porzucimy starania o utrzymanie konformistycznego status quo na rzecz realizowania własnych potrzeb oraz osiągania takich sukcesów na jakie nas stać, do jakich jesteśmy predestynowani. Będziemy również zmuszeni do strawienia myśloklopsów (dla niewtajemniczonych – nie mają one nic wspólnego z jedzeniem), czyli do poznania siły przekonań oraz do ich zmiany. Bennewicz przekonuje nas, że proces tej zmiany jest, przynajmniej z technicznego punktu widzenia, bardzo łatwy. Wystarczy tylko uświadomić sobie, że wszystko co sądzimy na temat rzeczywistości i nasz stosunek do niej, są tak naprawdę konsekwencją naszych przekonań. Kiedy już nauczymy się je identyfikować, należy każde z nich zastąpić innym, konstruktywnym, wspomagającym nas w podążaniu własną drogą. Jak pisze autor: „Potrzebujesz wspierających przekonań, żeby chciało ci się chcieć, żeby działać. Wykazywać się konsekwencją i wreszcie odnosić sukcesy”.


Z książki dowiemy się również, jaka jest zależność pomiędzy rozczarowaniem a inspiracją, poznamy cele coachingu, będziemy również zmuszeni do odpowiedzi na pytania dotyczące m.in. tego, jak chcemy się czuć, jak ma wyglądać pożądany rezultat, co się stanie, kiedy wszystkie słowa „muszę” zamienimy na „chcę” oraz … od czego zaczniemy. Ja proces zmian proponuję zacząć właśnie od lektury książki „Coaching, tajemniczy dar kosmitów dla ludzkości”, dzięki której będziemy mogli zidentyfikować nasze ograniczenia, zastanowić się czego tak naprawdę oczekujemy od życia, dokąd zmierzamy. Przyjrzymy się również wygłaszanym sądom zastanawiając się, czy naprawdę wyrażamy swoje opinie, swoje przekonania, a także dokonamy weryfikacji swoich przyjaciół – być może okaże się, że wśród pochlebców, którymi się otaczamy, tych prawdziwie bliskich osób jest niewiele. Działania te zmierzają do tego, byśmy mogli poczuć się dobrze względem samego siebie, byśmy realizowali swoje plany i marzenia nie krzywdzą innych, ale też nie dając skrzywdzić siebie. Wszystko po to, by już żaden kosmita nie był kosmicie wilkiem…

W tym procesie zmian wspomagać nas będzie nie tylko sam autor, ale również jego armia kosmitów, reprezentowana przez Ryśka, Grzesia, Grzesia (bez ogona) i Mistrza (oraz inne niewymienione przeze mnie postacie). Humorystyczne rysunki skłaniają nas do refleksji, kryją w sobie ogromny ładunek emocjonalny, który prowokuje nas zarówno do zadawania pytań, jak i do odpowiedzi. I jeśli zdecydujemy się na szczerość wobec siebie (oraz wobec innych), to w pełni będziemy mogli doświadczyć transformacji, przekonamy się, że otaczająca nas rzeczywistość kryje w sobie wiele fascynujących możliwości, a „chcieć” to znaczy „móc”!


środa, 6 stycznia 2016

Wybijane ciasto „funt” panny Heleny

–Chciałabym uzyskać od panny Heleny przepis n wybijane ciasto „funt” – westchnęła ciocia Misia. – Obiecywała mi go kilka razy, ale jakoś do tej pory nie dotrzymała słowa. Ten przepis pochodzi z Anglii, od kucharki starej angielskiej rodziny”. 
/Ania z Szumiących Topoli/



Być może ciocia Misia nie jest w posiadaniu przepisu na to pyszne, puszyste i maślane ciasto, ale ja już Wam go zdradzam w sekrecie.

Wybijane ciasto „funt” panny Heleny

Składniki:
  • 1 kostka masła o temperaturze pokojowej;
  • 1 ½ szklanki cukru (ja zmniejszyłam nieco ilość cukru i poprzestałam tylko na szklance);
  • 6 dużych jaj;
  • 1 ¾ szklanki przesianej mąki;
  • ½ łyżeczki soli;
  • 1 łyżeczka do herbaty wanilii (posłużyłam się cukrem waniliowym, bo niestety laski wanilii, które tu byłyby doskonałe, zużyłam do świąteczno-noworocznych wypieków).
  • w przepisie brak jest proszku do pieczenia, ale z racji skłonności do modyfikacji wszelakich przepisów, dodałam pół łyżeczki.

Wykonanie:

Wysmaruj tłuszczem i oprósz mąką formę do ciasta. Nagrzej piekarnik do temp. 165 st.C.
W misce ubijaj mikserem masło, powoli dosypuj cukier, aż masa stanie się lekka i puszysta.
Dodawaj po jednym jajku. Mocno ubijaj.
Przesiej mąkę. Drewnianą łyżką wmieszaj do masy mąkę, sól i wanilię. Zmiksuj wszystko dokładnie.
Łyżką przełóż ciasto do formy, wierzch wygładź szpatułką. Piecz ok. 1 ¼ godziny, aż ciasto się ładnie zarumieni.
Sprawdź wykałaczką, czy ciasto jest upieczone. Kiedy będzie gotowe, wyjmij je ostrożnie z piekarnika i odstaw, by wystygło.

fot.J.Gul

Zgodnie z przepisem należy postawić ciasto na podstawce spodem do góry i delikatnie zdjąć z niego formę, ja jednak zrezygnowałam z odwracania ciasta. Posypałam natomiast obficie ciasto cukrem pudrem, doskonale sprawdzi się również lukier.

fot. J.Gul

fot. J.Gul

fot.J.Gul

fot. J.Gul


SMACZNEGO!



Przygotowując ciasto znów korzystałam z „Książki kucharskiej Ani z Zielonego Wzgórza” K.Macdonald i – czytając przepis na te wszystkie delicje – zapewne robiłam to nie po raz ostatni.



Michał Rzecznik i Leszek Wicherek „Żona dyplomaty”

Autorzy: Michał Rzecznik i Leszek Wicherek
Wydawnictwo: Widnokrąg

„Por. Bogusław Klaudiusz Kot – kawaler, urodzony w 1938 r. w Warszawie. Po maturze ukończyłem Szkołę Oficerską Milicji Obywatelskiej w Szczytnie. W Komendzie Głównej MO jestem zatrudniony od 1966 roku. Posiadam mieszkanie własnościowe M2 oraz samochód osobowy Fiat 125p.” – wbrew pozorom nie jest to fragment ogłoszenia matrymonialnego ani zeznania majątkowego, ale przedstawienie sylwetki nieco zdystansowanego, ale sumiennego porucznika Milicji Obywatelskiej. Czemu Milicji? Bowiem rzecz dzieje się jeszcze za czasów MO, kiedy jedynymi sklepami sieciowymi, były sklepy Społem, a Pepsi w szklanej butelce stanowiła prawdziwy rarytas.

W czasach PRL-u właśnie, Michał Rzecznik i Leszek Wicherek umieścili akcję swojego komiksu „Żona dyplomaty” , rozpoczynając tym samym cykl publikacji z osobą porucznika w rolach głównych. Niegdyś to kultowy kapitan Żbik świecił triumfy i stanowił straszak na bandytów, dziś wykazać się może także porucznik Kot. Opublikowany nakładem wydawnictwa Widnokrąg komiks ma szansę na dłużej zagościć w naszej świadomości, podbijając serca miłośników minionych czasów oraz siermiężnej, ale jakże klimatycznej rzeczywistości. 

Mimo niewielkiej objętości (zaledwie 32 strony, które musimy policzyć sami, bowiem nie stanowią one sedna sprawy) otrzymujemy niezwykle interesujący zapis codziennej pracy funkcjonariuszy milicji, którzy mierzyć się muszą z takimi wyzwaniami, jak choćby znalezienie ludzi, którzy grożą dyplomacie, panu Debois. Ów mężczyzna otrzymuje list z nakazem przekazania określonej sumy pieniędzy, w przeciwnym razie porwana może zostać jego ciężarna żona. List zawiera kategoryczny zakaz informowania funkcjonariuszy MO, ale dyplomata, jak każdy rozsądny obywatel, natychmiast zgłasza sprawę na posterunku, żądając od Władzy Ludowej ochrony oraz ujęcia bandytów.


Ze sprawą zapoznaje się porucznik Bogusław Klaudiusz Kot, prowadząc przesłuchanie z właściwym sobie chłodem i nonszalancją, skrywającymi jednak profesjonalizm i doświadczenie. Eliminując analizę grafologiczną, Kot decyduje się na obserwację oraz obławę przy torze treningowym na Służewcu, w której udział ma wziąć równie – na własne życzenie – Debois. Mimo iż Kot wydaje się przygotowany, czujemy, że coś w tej całej historii nie pasuje, że akcja ma małe szanse na powodzenie. By może ta niepewność wynika z dynamiki postaci, z niedopowiedzeń czy przemyśleń porucznika, ale z zaciekawieniem czekamy na dalszy rozwój akcji…




„Żona dyplomaty” to nie tylko kryminał, odkrywający przed nami kulisy pracy funkcjonariuszy MO, czy sylwetki przestępców i sposoby ich działania, ale również sentymentalna podróż do czasów PLR. I mimo iż nie można tu mówić o dynamizmie akcji (wręcz przeciwnie – z sekwencyjną dokładnością obserwujemy kolejne wydarzenia), to cała historia wciąga i zmusza do odkrywania prawdy. Na odbiór komiksu wpływ ma również siermiężna szata graficzna: przypominający dostępne w minionych czasach papiery z odzysku, objęte systemem kontroli dystrybucji towarów oraz pozbawione większego nasycenia barw kolejne kadry. Taka oprawa książki przepełnia nas nostalgią i umożliwia przeniesienie się do przeszłości. Warto zwrócić uwagę również na szczegóły, do których wielką wagę przywiązują autorzy – mamy tu zbliżenia poszczególnych części ciała, butelki Pepsi niesionej przez dyplomatę, kolejne ujęcia sklepu Społem, widzianego przez pryzmat różnych barw. To wszystko składa się na spójną, oryginalną całość, którą bez wątpienia docenia fani komiksu oraz czasów PRL-u, włączając tę publikację do swojej kolekcji i z niecierpliwością czekając na kolejne części opowieści o poruczniku Kocie.



wtorek, 5 stycznia 2016

Brian Tracy „Zjedz tę żabę. 21 metod podnoszenia wydajności w pracy i zwalczania skłonności do zwlekania”

Autor: Brian Tracy
Wydawnictwo: MT Biznes

W jaki sposób najlepiej zjeść żabę? Kęs po kęsie - można odpowiedzieć, parafrazując słowa Konfucjusza, który twierdził, że „podróż tysiąca mil zaczyna się od pierwszego kroku”. Ta prosta instrukcja, sposób na osiągnięcie sukcesu, jest dostępna dla każdego i nie wymaga praktycznie żadnych nakładów. Dlaczego zatem tak mało ludzi z niej korzysta? Dlaczego wciąż borykamy się z trudnościami finansowymi, nie jesteśmy w stanie realizować swoich postanowień, zaś ilość godzin pracy z roku na rok ulega wydłużeniu, mimo iż nie pociąga to za sobą wzrostu dochodów? Odpowiedź na to pytanie znają doskonale ludzie sukcesu, którzy mistrzowsko opanowali zarządzanie sobą w czasie oraz właściwie ustalają priorytety w swoim życiu prywatnym oraz zawodowym.

O tym, jak zjeść żabę (i nie dostać przy tym rozstroju żołądka) pisze Brian Tracy, specjalista w dziedzinie zarządzania zasobami ludzkimi, mówca motywacyjny, autor wielu poradników na temat efektywności, organizacji czasu i samorozwoju. Lekko prowokacyjny tytuł „Zjedz tę żabę. 21 metod podnoszenia wydajności w pracy i zwalczania skłonności do zwlekania”, ma na celu nie tylko przyciągnięcie uwagi czytelnika, ale zakotwiczenie się głęboko w jego podświadomości, wywołując pożądane zmiany. Ilekroć usłyszymy o jedzeniu żaby, powinniśmy mieć na myśli najważniejsze, największe (choć niekoniecznie lubiane) zadanie, którego wykonanie znacząco wpłynie na naszą przyszłość. Dlatego też należy wykonać (zjeść) go natychmiast, bez odwlekania, napawając się radosną myślą, że już nic gorszego od połknięcia paskudnej ropuchy nie może nas spotkać. Metafora żaby znajduje zastosowanie zarówno w życiu, zawodowym, jak i prywatnym, dlatego też po książkę opublikowaną nakładem Wydawnictwa MT Biznes powinni sięgnąć nie tylko menedżerowie, właściciele własnych biznesów, ale również szeregowi pracownicy, studenci czy gospodynie domowe. Autor dostarcza bowiem przekonujących dowodów, iż konsumpcja owej żaby może wynieść nas na szczyty, może sprawić, że znacząco wybijemy się ponad przeciętność, z miejsca ruszy nie tylko nasza kariera, ale zyskamy więcej czasu na zabawę z dziećmi czy spacery po parku z ukochanym.

Autor zachęca nas do nakrycia stołu przed zjedzeniem wspomnianej żaby, czyli do identyfikacji naszych celów, tego, co chcemy osiągnąć w danej dziedzinie. „Jasność w tej kwestii to warunek produktywności” – pisze Tracy, bowiem tak naprawdę dopiero wówczas, kiedy będziemy świadomi, do czego dążymy, właściwie będziemy mogli ustalać priorytety oraz rezygnować z tych czynności, które w żaden sposób nie przybliżają nas do celu. Dzięki tworzeniu planów (według przepisu składającego się z siedmiu kroków) będziemy w stanie zwiększyć swoją efektywność nawet dwukrotnie, zaś spisane cele nie tylko pobudzą naszą kreatywność, ale również zmotywują do działania. Jednak same cele to nie wszystko – trzeba zabrać się do ich realizacji, starannie planując kolejne kroki, z każdym kolejnym działaniem odzyskując kontrolę nas swoim życiem. 

Dzięki zastosowaniu takich narzędzi, jak zasada Pareto 80/20, czy metoda ABCDE będziemy w stanie ograniczyć ilość wykonywanych zadań skupiając się szczególnie na tych, które są kluczem do naszego sukcesu, które znacząco wpływają na wyniki naszej pracy. Autor podkreśla, że należy skoncentrować się na wynikach, a nie na działaniu, a taka strategia pozwala na eliminację z naszego życia spraw błahych, które nic nie wnoszą ani do naszej kariery, ani naszego życia rodzinnego. Oczywiście, do tego by konsumpcja żaby przyniosła oczekiwane efekty niezbędna jest konsekwencja oraz systematyczność, a także zmiana codziennych nawyków. Dlatego autor namawia nas do wybrania trzech najważniejszych rzeczy, które spośród naszych wszystkich aktywności i zadań są najważniejsze i skupienie się właśnie na nich, delegując bądź eliminując pozostałe. 

Poszczególne rozdziały książki opisują kolejne działania, które przybliżają nas do realizacji celów, oddając w nasze ręce konkretne metody i narzędzia, których zastosowanie przynosi natychmiastowe rezultaty. Dzięki temu książka „Zjedz tę żabę” to praktyczny przepis na efektywność, na to, by stać się prawdziwym mistrzem w swojej dziedzinie, by odnieść sukces. Od kilku lat pracuję z celami, przekazując tę wiedzę również moim studentom i obserwując tego efekty, dlatego też w pełni mogę zaświadczyć, że ów przepis na żabę, a tak naprawdę na pozbycie się nawyku odwlekania wszystkiego i podniesienie wydajności w pracy i w życiu prywatnym, naprawdę się sprawdza. Zatem: zjedz tę żabę i …smacznego!

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Noworoczny konkurs: „365 dni bez zapałek” Claire Ross Dunn - ZAKOŃCZONY

Noworoczne postanowienia często dotyczą podróży, jakie chcemy w nowym roku odbyć, podjęcia nowych wyzwań czy też zmiany postaw. Jeśli dotychczas nie robiliście żadnych planów, być może do zmian zainspiruje Was Claire Dunn i jej książka „365 dni bez zapałek”. Informację o książce znajdziecie tu.

Aby zmotywować Was do tych zmian, do walki o szczęście, o nowe doznania i doświadczenia, Qulturasłowa ma wspaniały konkurs, w którym do wygrania jest właśnie książka „365 dni bez zapałek” Claire Ross Dunn, opublikowana nakładem Wydawnictwa Illuminatio.



Co trzeba zrobić, by wygrać książkę? Zadanie jest proste – pochwalcie się Waszymi noworocznymi planami, bądź też długoterminowymi celami z poprzednich lat. Czego oczekujecie od życia, od siebie w 2016 roku?

Zasady konkursu: 
  1. Należy udostępnić wpis na portalu społecznościowym (FB, G+, własnych blogach) – pamiętajcie o statusie publicznym udostępnienia. 
  2. Przesłać maila wraz z odpowiedzią na pytanie konkursowe na adres: qulturaslowa@gmail.com z tytułem wiadomości „365 dni bez zapałek”. 
  3. W mailu wspomnieć również, gdzie informacja o konkursie została udostępniona, a także podać adres na jaki można przesłać nagrodę (wysyłka tylko na terenie Polski). 
  4. Konkurs trwa od dnia 4 stycznia 2016 r. do dnia 17 stycznia 2016 r. do godz. 23:59. 
  5. Zwycięzcą zostanie osoba, której wpis mnie prawdziwie zainspiruje i porwie do wielkich czynów. . 
  6. Udział w konkursie oznacza akceptację niniejszych zasad. 
  7. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu w dniu 18 stycznia 2016 r. 

POWODZENIA!



Rozwiązanie konkursu: Kochani, czas ogłosić, że książka trafi do Basi S. za niezwykle prosty, ale zarazem insprujący plan na nadchodzący rok:


"Chcę być lepszym człowiekiem, chcę zarażać uśmiechem, chcę wyciągać pomocną dłoń do potrzebujących. Nigdy jednak nie chce zapomnieć o sobie, bowiem kochać ludzi może tylko ten, kto kocha siebie".


Piękne, prawda? Tego Wam wszystkim życzę!



niedziela, 3 stycznia 2016

Rubinowe ciasteczka Ani z Zielonego Wzgórza

„Obie panie zasiadły wygodnie w bawialni, a Ania zajęła się przygotowywaniem herbaty i ciasteczek, tak kruchych i pysznych, że mogły wytrzymać krytykę nawet pani Małgorzaty” 
/"Ania z Zielonego Wzgórza” L.M.Montgomery/

fot. J.Gul

Pamiętacie ten fragment „Ani z Zielonego Wzgórza”? Rubinowe ciasteczka do popołudniowej herbaty w wykonaniu Ani są prawdziwym majstersztykiem i dowodem na to, że Maryla była doskonałą nauczycielką. Dziś i ja postanowiłam się zmierzyć z tym przepisem (i surową krytyką pani Małgorzaty). Domownicy potwierdzili, że stanęłam na wysokości zadania zatem i Wam udostępniam ten przepis na wyśmienite ciasteczka.

fot. J.Gul

Rubinowe ciasteczka do popołudniowej herbaty

Składniki:
  • 2 szklanki przesianej mąki;
  • 4 łyżeczki do herbaty proszku do pieczenia (ja dodałam 2 łyżeczki);
  • 2 łyżki stołowe cukru (gwarantuję, że nie potrzeba ani grama więcej);
  • ½ łyżeczki do herbaty soli;
  • ½ kostki masła roślinnego;
  • ¾ szklanki mleka;
  • ½ szklanki czerwonego dżemu (ja wykorzystałam dżem wieloowocowy oraz galaretkę z żurawiny).


Wykonanie.

Nagrzej piekarnik do temp. 200 st.C.

Przesianą mąkę wsyp do dużej miski, dodaj proszek do pieczenia i cukier. Wymieszaj składniki sypkie. Następnie dodaj masło roślinne, drobno posiekaj nożem. Wlej mleko i zagnieć ciasto. 

Posyp mąką wałek do ciasta i rozwałkuj ciasto na stolnicy na placek o grubości 5 mm.

Dużą foremką (jak wykorzystałam szklankę) powycinaj krążki z ciasta, jeden obok drugiego. Rób to zdecydowanym ruchem, nie kręć foremką. Przenieś połowę krążków na blachę, zachowując niewielki odstęp pomiędzy nimi. Małą foremką (ja użyłam buteleczki po lekach) wytnij środki w pozostałych krążkach. Powstałe w ten sposób pierścienie ułóż na krążkach leżących na blasze. W środek każdego pierścieni nałóż łyżeczkę dżemu lub galaretki,

fot. J.Gul
Piecz ciasteczka 12-15 minut na środkowym poziomie piekarnika, dopóki lekko nie podrosną i się nie zarumienią. Wyjmij blachę i ostudź ciasteczka.

fot. J.Gul
Z podanych składników i przy zastosowanym rozmiarze, wyszło mi 25 pięknych, delikatnych i kruchych ciasteczek, które niemal natychmiast w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęły z patery. Chyba nie muszę dodawać, że nabrałam również apetytu na ponowną lekturę „Ani…”

Przepis pochodzi z książki "Książka kucharska Ani z Zielonego Wzgórza" Kate Macdonald.



Agnieszka Olejnik "A potem przyszła wiosna"

Autor: Agnieszka Olejnik
Wydawnictwo: Poznańskie (Czwarta Strona)



„Zac­ność, uro­da, moc, pieniądze, sława, wszys­tko to mi­nie ja­ko pol­na trawa” – te słowa Jana Kochanowskiego pokazują, jak bardzo ulotna jest popularność, że miarą człowieka nie jest liczba jego przygodnych znajomych, nie jest stan jego konta czy ilość publikacji na jego temat. Tymczasem świat mediów zapomniał o tym, co jest prawdziwą wartością, zaś celebryci za wszelką cenę starają się robić wszystko, by zadowolić zachłannych dziennikarzy, by dostarczyć tematów do plotek, by utrzymać się na fali popularności. Nie każdy jednak odnajduje się w tym świecie. Sława może męczyć, zaś nic tak naprawdę nie jest w stanie zastąpić ciepła domowego ogniska czy oddanych przyjaciół. Zbyt często jednak do takiego przekonania dochodzą oni dopiero wówczas, kiedy wydarzy się jakaś tragedia, która weryfikuje wszystko, co do tej pory brali za pewnik, która jest prawdziwym sprawdzianem dla rzekomych przyjaciół. Zwykle wtedy okazuje się, że te „gwiazdy” zostają same, a wokół nich nie ma nawet jednej osoby skorej do niesienia pomocy. Zostaje tylko pełne konto, puste ściany oraz świadomość, że zmarnowali kilka ostatnich lat za pogoń za czymś, co tak naprawdę nie istnieje. 

Tak właśnie stało się w przypadku Poli Gajdy, gwiazdy telewizyjnych seriali, znanej ze swojej urody oraz stylizacji celebrytki. Mogłoby się wydawać, że dziewczyna ma wszystko, o czym marzy wiele osób rozpoczynających karierę w mediach – sławę, pieniądze, propozycje od agentów oraz wspaniałego mężczyznę, Grzegorza. Aktorska para rozbudza wyobraźnie, ich związek wydaje się być niczym z bajki i tak naprawdę niewiele osób jest świadomych, jaką cenę płaci Pola za takie życie. Godziny spędzane na ćwiczeniach pozwalających utrzymać nienaganną figurę, nieustanne zabiegi kosmetyczne, ścisła dieta oraz świadomość, że trzeba się uśmiechać nawet wówczas, kiedy chce się płakać, nawet wówczas, kiedy ukochany mężczyzna jest coraz bardziej obojętny. 

Stała kontrola swojego wizerunku jest niezmiernie istotna, bowiem zawsze znajdzie się jakiś paparazzo, który może robić zdjęcie, który jednym naciśnięciem migawki może zmienić wszystko. Dla Poli takim przekleństwem jest Konrad, niestrudzony fotograf, który czai się za rogiem, którego błysk flesza towarzyszy kobiecie we wszystkich chwilach jej życia. To właśnie on zrobił zdjęcia Grześkowi, kiedy ten oddawał się przeżywaniu rozkoszy ze swoją kochanką, to właśnie z brukowca, w którym paparazzo pracuje, aktorka dowiedziała się, że jej partner ma gorący romans ze znaną modelką.

Paradoksalnie, to również Konrad towarzyszył jej w ostatniej drodze, choć tak naprawdę nie był świadomy, że odurzenie alkoholowe nie tylko ma zagłuszyć ból Poli, ale także dodać jej odwagi do realizacji samobójczych planów. O tym, jak wygląda życie celebrytki i jak bolesny jest upadek ze szczytu, o tajemnicach z przeszłości i słowach, które pozostając niewypowiedziane zatruwają nas od wewnątrz pisze Agnieszka Olejnik w swojej powieści „A potem przyszła wiosna”. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Poznańskiego książka, jest jedną z piękniejszych historii, które miałam okazję poznać. Autorka obnaża w niej cały fałsz charakteryzujący świat celebrytów, pisze o upadku wartości, o utracie tego, co daje siłę, czyli pewności co do słuszności obranej drogi oraz o sprzedaży swoich ideałów, ich wymianie na pieniądze i sławę. Po książkę powinni sięgnąć ci, którzy marzą o staniu się częścią tego medialnego cyrku – muszą być bowiem w pełni świadomi, na co się decydują i w odpowiedniej chwili wyznaczyć granice. To również powieść dla tych, którzy stracili dawno nadzieję na lepsze jutro, a także dla tych wszystkich, którzy cenią sobie dobrze opowiedziane historie, kryjące głębokie przesłanie.

Paradoksalnie, Pola miała szczęście, że z powodów zawodowych Konrad nie opuszczał jej niemal na krok – to właśnie on uratował jej życie, kiedy położyła się na torach, a następnie, kiedy chciała skoczyć z mostu. To również on zabrał ją daleko od tego medialnego szumu, ukrywając na małej wsi, w domu swojego ojca. Czy to proste życie w otoczeniu ludzi, na których jej twarz i nazwisko nie robi wrażenia, pozwoli jej pogodzić się z przeszłością? Czy odnajdzie w sobie chęć do życia, której już dawno nie czuła? Czy pozwoli sobie na konfrontację z przeszłością? Czy jeszcze pamięta, jak to jest być zwyczajną Kasią Pietrą? Tego wszystkiego dowiemy się z pięknej książki Agnieszki Olejnik, opowiadającej o zdradzie, o rodzącej się nieśmiało miłości, o tym, co naprawdę w życiu ważne oraz o słowach i ich kojącym wpływie.

„A potem przyszła wiosna” jest nie tylko przykładem talentu autorki i mistrzowskiej konstrukcji fabuły, ale i historią, która trafia do serca każdego. Dzięki oddaniu głosu zarówno Kasi vel Poli, jak i Konradowi, mamy szansę śledzić wydarzenia z różnych perspektyw, poznajemy zarówno męski, jak i kobiecy punkt widzenia, dzięki czemu nie tylko zwiększa się ładunek emocjonalny zawarty na stronach powieści, ale też rozszerza grupa odbiorców – jestem przekonana, że niejeden mężczyzna nabierze ochoty na to, by zagłębić się w skomplikowaną opowieść o kobiecie z przeszłością, której życie wydaje się być jątrząca się raną. Kasia będzie musiała znaleźć w sobie siłę, by uporać się ze wszystkim swoimi problemami, w tym z przeszłością, zamiast uciekać – co do tej pory robiła. Dopiero wówczas może ruszyć przed siebie.

„I to było właśnie cudowne. Że niczego niemożna być pewnym. Że za rogiem może na nas czekać coś, na co nie liczymy, czego się nie spodziewamy i w co nie wierzymy” – pisze Olejnik, a nam pozostaje tylko gorąco wierzyć, że słowa te staną się drogowskazem dla Kasi i …dla nas samych.



sobota, 2 stycznia 2016

Stefan Themerson „Narodziny liter”

Autor: Stefan Themerson
Wydawnictwo: Widnokrąg



„Pisanie nie polega jedynie na wyrażaniu myśli, to także głęboka zaduma nad wymową każdego słowa” – pisał Paulo Coelho w jednej ze swoich książek. Zanim jednak można było zastanawiać się nad wymową każdego wyrazu, trzeba było daną myśl odczytać, a wcześniej zapisać. Rozwój pisma odbywał się na przestrzeni wieków i pociągał za sobą nie tylko udoskonalenie narzędzi oraz wykorzystanie nowych materiałów, ale i zmianę samego sposobu zapisu. 

O tym, jak ewaluowało pismo od czasu piktogramów, czyli pisma obrazkowego, czym jest pismo węzełkowe, zwane również sznurkowym oraz do jakiego pisma podobne są litery, którymi posługujemy się obecnie, dowiadujemy się ze wspaniałej książki „Narodziny liter”. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Widnokrąg książka autorstwa Stefana Themersona to nie tylko pasjonująca podróż w przeszłość, ale również cenna pomoc dydaktyczna. Publikacja jest doskonałym przykładem talentu małżeństwa Themersonów, których twórczość jest w ostatnich latach na nowo odkrywana. Dzięki licznym ciekawostkom oraz intrygującym ilustracjom Franciszki W.Themerson, książka staje się prawdziwą perełką, którą każdy bibliofil z przyjemnością dołączy do swojej kolekcji. Mimo iż adresowana do młodszych czytelników, zaciekawia również dorosłych, jest także doskonałym tematem do rozmów oraz bodźcem do rozbudzania pasji czytania.


Autor opowiada nam historię notesika Jadwisi i trzech czarnych krzyżyków stawianych przez osoby, które nie potrafią się podpisać, a także Wicusia, który chcąc zapamiętać listę zakupów, wiązał supełki na chusteczce. Nie wiedział zapewne, że takie supełki wykorzystywane były wiele tysięcy lat wcześniej, a wiązali je na kolorowych sznurkach m.in. członkowie rodu Inkasów. Dowiadujemy się, w jaki sposób Indianie zapisywali ważne informacje, obserwujemy modyfikacje pisma obrazkowego oraz coraz większe możliwości wyrażania za jego pośrednictwem konkretnych informacji oraz intencji.


Książka „Narodziny liter” jest jedną z tych cudownych publikacji, która zaciekawia oraz uczy, która przyciąga uwagę oryginalną grafiką, której lektura jest prawdziwą przyjemnością. Jestem przekonana, że włączenie tej książki do procesu edukacyjnego sprawi, że dzieci chłonąć będą kolejne informacje, a nawet same sięgną po kolejne książki – wszak teraz za każdą literą będzie stała osobna historia.




Carol Wilson „Nowy coaching biznesowy. Przewodnik po najlepszych praktykach”

Autor: Carol Wilson
Wydawnictwo: MT Biznes

„Czy nie mógłby pan mnie poinformować, którędy powinnam pójść? (…) To zależy w dużej mierze od tego, dokąd pragnęłabyś zajść” - ten cytat z „Alicji w Krainie Czarów” stanowi doskonały przykład podejścia coachingowego. Celem coachingu, który w ostatnich latach stał się bardzo popularny, jest podniesienie wyników i ogólnego poziomu samopoczucia. Co istotne, wykorzystuje on przede wszystkim pytania, które mają na celu rozbudzanie świadomości u osoby poddawanej coachingowi oraz inicjowanie procesu indywidualnie ukierunkowanego uczenia się. Niestety, wokół coachingu powstało wiele błędnych przekonań, mylone są jego rodzaje, nie dostrzega się granicy pomiędzy nim, a na przykład psychoterapią, a co więcej, często jest on traktowany jako forma kary dla osób, które w organizacji nie osiągają założonych wyników. 

Dla tych osób, które chcą się dowiedzieć, czym naprawdę jest coaching, dla coachów oraz kandydatów na coachów, dla menedżerów trenerów i wszystkich mających na względzie rozwój osobisty, Wydawnictwo MT Biznes przygotowało wspaniałą publikację, która może stać się początkiem nowej drogi – tak zawodowej, jak i osobistej. „Nowy coaching biznesowy. Przewodnik po najlepszych praktykach” autorstwa Carol Wilson, prelegentki, pisarki, coacha, dyrektor zarządzającej Performance Coach Training, to kompleksowy podręcznik coachingu, prezentujący nie tylko jego założenia, ale również metody wykorzystywane w coachingu. Liczne analizy przypadków zawarte w książce pozwalają zobaczyć, jak wygląda zastosowanie teorii w praktyce, zaś sama konstrukcja książki umożliwia powracanie do interesujących nas zagadnień czy narzędzi w prosty i szybki sposób.

Z uwagi na fakt, iż podręcznik adresowany jest zarówno do osób, które nie miały wcześniej do czynienia z coachingiem, jak i do coachów, zróżnicowany jest poziom kolejnych rozdziałów, na zasadzie od ogółu do szczegółu. Pierwsze rozdziały przybliżają nam zatem samo zagadnienie, dowiadujemy się czym jest (a czym nie jest) coaching, poznajemy rodzaje coachingu oraz istniejącą pomiędzy coachingiem a innymi formami pomocy różnicę. Dzięki podanym wskazówkom dowiadujemy się, jak oprzeć się pokusie proponowania rozwiązań, w jaki sposób kształtują się ograniczające przekonania i jak wyglądać może proces ich eliminacji, a także co wspólnego ma neurobiologia z coachingiem.

Część druga książki poświęcona została kształtowaniu kultury coachingowej w organizacjach i zawiera ona informacje dotyczące istoty tej kultury, a – przede wszystkim – schemat powstały z myślą o wspieraniu organizacji w jej budowaniu. Poznamy również możliwości, jakie daje zastosowanie coachingu w warunkach biznesowych oraz sposoby pracy nad budowaniem globalnej kultury coachingowej. Dowiemy się ponadto jak radzić sobie z agresją w miejscu pracy i jak skłonić agresora do zmiany oraz jak kształtować odporność w organizacji. Część trzecia pozwala nam poznać oraz pracować nad umiejętnościami trenerów i menedżerów, zaś szkolenie w zakresie kompetencji coachingowych obejmuje takie zagadnienia, jak: słuchanie (poznajemy m.in. pięć poziomów słuchania), odzwierciedlanie, podsumowywanie i wyjaśnianie, model GROW, model EXACT, czyli coachingowe podejście do wyznaczania celów oraz udzielanie informacji zwrotnej. 

Część czwarta, ostatnia, stanowi zestaw narzędzi przydatnych w codziennej pracy coacha – mogą one stanowić uzupełnienie coachingu bądź też być jego nieodłączną częścią. Kolejne rozdziały zawierają opis poszczególnych metod (m.in. metoda czystego języka, coaching transpersonalny i jego założenia, procesy NLP) oraz przykłady praktycznych ich zastosowań. To właśnie ten praktyczny wymiar podręcznika świadczy o jego niezwykłej wprost przydatności – zarówno na etapie zdobywania wiedzy, jak i własnej pracy w roli coacha. Stanowiące integralną część książki zapisy sesji coachingowych, komentarze i studia przypadków pozwalają nam w sposób wszechstronny doskonalić swoje umiejętności i ewentualnie dokonywać korekty swojego postępowania.

„Nowy coaching biznesowy” jest tym samym lekturą, po którą sięgnąć powinni wszyscy myślący poważnie o biznesie, o budowaniu rozwijaniu kultury organizacyjnej, a także o własnym samorozwoju i doskonaleniu siebie i swojego warsztatu. Najlepszą rekomendacją tej publikacji jest zresztą przedmowa do książki, napisana przez … samego sir Richarda Bransona!


piątek, 1 stycznia 2016

Anna Kucharska "Numer telefonu"

Autor: Anna Kucharska
Wydawnictwo: Videograf

„Niektórzy ludzie modlą się do Pana Boga, nim pójdą spać. Ja rozmawiałam z mamą, bo pomimo że było to jawne oszustwo, czułam, że ona jednak mnie słyszała. Myślę, że była to moja prywatna osobista modlitwa. Coś, czego nikt mi nie odbierze” – zdania te kryją w sobie cały ból, jaki odczuwa się po stracie bliskiej osoby oraz bezsilność wobec faktu, że nikt i nic nie jest w stanie nam jej zwrócić. Po śmierci każdy z nas przeżywa żałobę, ale kluczem do poradzenia sobie z pustką i do dalszego życia jest przejście przez kolejne fazy tej żałoby, a nie wypieranie rzeczywistości. Kiedy wciąż usilnie staramy się egzystować tak, jakby w naszym życiu nie miało miejsce tragiczne wydarzenie, jakby wszystko funkcjonowało w dotychczasowej formie, nigdy nie odzyskamy równowagi, nigdy tak naprawdę nie pozwolimy zmarłej osobie odejść.

Zuzanna Piątek, niemal trzydziestoletnia pracownica działu reklamy jednego z rzeszowskich wydawnictw od dwóch lat zaklina rzeczywistość dzwoniąc po pracy do mamy. I nie byłoby w tym nic szczególnie dziwnego, gdyby nie fakt, iż … jej mama zmarła dwa lata temu. Wykręcając numer rodzicielki Zuzanna doskonale zdaje sobie z tego sprawę, a jednak wciąż podnosi słuchawkę, godzinami prowadząc rozmowy z głuchą ciszą na linii. Tym większy jest jej szok, kiedy pewnego dnia po drugiej stronie odzywa się kobiecy głos. Teresa Kowalska, tak bowiem nazywa się rozmówczyni Zuzanny, wcale nie reaguje podejrzliwie, a wręcz przeciwnie – wydaje się doskonale rozumieć potrzebę kontaktu. Dla niej również te rozmowy, które wkrótce stają się codziennością, są remedium na samotność. Syn Teresy, właściciel firmy produkującej polskiej wina, wyjechał bowiem w podróż służbową do Wenecji ona zaś czuje się zagubiona w dużym domu. Mimo dzielącej ich odległości oraz różnicy wieku, kobiety stają się sobie coraz bliższe, choć jeszcze nie do końca są świadome wpływu, jaki na siebie wywierają. 

O tym, jak rozwinie się ta historia, przekonamy się w trakcie lektury powieści autorstwa Anny Kucharskiej. Książka „Numer telefonu”, opublikowana nakładem Wydawnictwa Videograf, to ciepła opowieść o tym, że każdy zasługuje na szczęście, że każdy z nas doświadcza straty, jednak kluczem do powodzenia w życiu jest nasza postawa wobec przeciwności losu, otwarty umysł i serce. Lektura tej opowieści przynosi ukojenie tym, którzy wciąż nie mogą pogodzić się z odejściem, ze stratą, a także tym, którzy zbytnio skupieni są na swoim wnętrzu, żeby dostrzec całe spektrum możliwości. 

Być może te konwersacje Teresy i Zuzanny wraz z upływem czasu stałyby się coraz rzadsze, być może kobiety nigdy nie miałyby szansy się poznać, gdyby nie utrata pracy w wydawnictwie. Zuzanna, która stanowczo zareagowała na próby molestowania jej przez jednego z redaktorów, została zwolniona bez dociekania przyczyn ostrej reakcji, bez jakiejkolwiek możliwości obrony. Nie miał znaczenia fakt, iż spędziła tam cztery lata, z czego ostatnie dwa pracowała bez wytchnienia, starając się w taki sposób zagłuszyć swój ból. Liczył się tylko fakt pokrewieństwa pomiędzy redaktorem a dyrektorem …

Niespodziewana propozycja, jaką Zuzanna otrzymuje od Teresy zmienia całe jej życie. Kobieta przyjmuje zaproszenie i wyrusza do Gdańska nieświadoma, że oto czyni pierwszy krok w kierunku wyjścia z marazmu, a także pierwszy krok w kierunku nowej miłości. Pomiędzy nią a synem Teresy, Kubą, zaczyna bowiem nieśmiało kiełkować uczucie, choć Zuzanna nie dopuszcza do siebie jeszcze tej myśli. Jest tak skoncentrowana na swoim cierpieniu, że nie potrafi jeszcze otworzyć swojego serca na uczucie. Czy kiedykolwiek pozwoli sobie na miłość? Czy nawiąże relacje z ojcem, z którym z irracjonalnych pobudek zerwała kontakt po śmierci matki? Na te pytania odpowie lektura książki „Numer telefonu”, która przypomina nam o tym, że zawsze warto walczyć o siebie i o swoje marzenia. Bo, jak mówi Teresa: „Masz marzenie, walcz o nie, dąż do jego realizacji. Masz jedno życie, więcej mieć nie będziesz. Kiedy, jak nie teraz, zaczniesz żyć tak, jak naprawdę tego pragniesz? Nie zwlekaj do jutra”. Ta wypowiedź powinna pozostać w naszych sercach i to ona powinna stać się drogowskazem na dalszą drogę. Czy tak stało się w przypadku Zuzanny? Tego nie zdradzę, bowiem historię bohaterki oraz płynące z niej nauki warto odkrywać samemu.

Joachim de Posada, Ellen Singer „Nie zjadaj cukierka … od razu! Tajemnica słodkiego sukcesu w pracy i w życiu osobistym”

Autor: Joachim de Posada, Ellen Singer
Wydawnictwo: MT Biznes


„Sukces nie zależy od tego, czy w przeszłości byłeś zjadaczem cukierków, czy też potrafiłeś im się oprzeć. Sukces zależy od tego, co jesteś skłonny zrobić dziś, aby w przyszłości osiągnąć powodzenie” – te dwa zdania są tak naprawdę odpowiedzią na pytanie, co odróżnia szofera od osoby zajmującej tylne siedzenie limuzyny, co odróżnia osoby z trudem wiążące koniec z końcem od tych znajdujących się na liście Forbesa. Okazuje się, że to odraczanie przyjemności i krótkotrwałych korzyści jest kluczem do tego, by w życiu osiągać więcej, by odnaleźć spełnienie, by każdy dzień był wypełniony treścią. 

O tym, jak nauczyć się tego powstrzymywania od skonsumowania ciasteczka już teraz, w tej chwili, jak pomnożyć ilość słodyczy czerpiąc przy tym satysfakcję z opierania się pokusom przeczytamy w niezwykle emocjonalnej i przemawiającej do wyobraźni książce „Nie zjadaj cukierka … od razu! Tajemnica słodkiego sukcesu w pracy i w życiu osobistym”. Opublikowany nakładem Wydawnictwa MT Biznes poradnik autorstwa Joachima de Posady, międzynarodowego doradcy motywacyjnego oraz Ellen Singer, pisarki zajmującej się promocją biznesu jest bodźcem, dzięki któremu możemy przeanalizować własne zachowania i zastanowić się, kim tak naprawdę jesteśmy – zjadaczami cukierków, czy raczej osobami, które wolą je gromadzić, a następnie wymienić na rzecz dla nich wartościową lub spieniężyć, zaś zarobione w ten sposób pieniądze ulokować… 

Owe ciasteczka, cukierki stanowią tu metaforę, choć wpływ odraczania na powodzenie w dalszym życiu rzeczywiście został udowodniony podczas badań na Uniwersytecie Stanforda, przeprowadzonych z wykorzystaniem łakoci. Wyniki tego osobliwego eksperymentu, a także inne historie znacząco zmieniające nasz stosunek do bieżącej konsumpcji, do gromadzenia niepotrzebnych dóbr i zadowalania się natychmiastowymi rezultatami poznajemy właśnie dzięki temu mężczyźnie z tylnego siedzenia samochodu, czyli panu Jonathanowi Patientowi. To właśnie on, podczas podróży swoja luksusową limuzyną, udziela cennych wskazówek swojemu szoferowi, Arthurowi, będącemu typowym zjadaczem cukierków. Mimo iż w ekspresowym tempie rozwiązuje on krzyżówki w „New York Timesie”, iż z niezwykłą przenikliwością potrafi dokonywać analizy i wyciągać właściwe wnioski z przedstawionych faktów, to pracuje jako kierowca, nie mogąc liczyć na awans i nie przejawiając większych aspiracji zawodowych. Żyje od wypłaty do wypłaty, wydając niemal całą pensję na grę w karty i drinki w barze, a mimo iż w posiadłości Patienta ma zapewnione mieszkanie i wyżywienie, trudno jest mu odłożyć jakiekolwiek pieniądze. Dopiero metaforyczne opowieści szefa uświadamiają mu, jak krótkowzroczny był dotychczas i jakie błędy popełniał konsumując wszystko „tu i teraz”., nie zastanawiając się nad swoją przyszłością. 

Tym sposobem poznajemy opowieść o wspomnianym eksperymencie na Uniwersytecie Stanforda, w którym w dzieciństwie udział brał – jako obiekt badań – Patient, a także o tym, jak ważne jest dotrzymywanie obietnic i wzbudzanie zaufania. Mentor, jakim dla Arthura stał się jego szef, skłania również mężczyznę (a także i czytelnika) do odpowiedzi na pytanie o to, co jest on w stanie zrobić teraz, by w przyszłości osiągnąć sukces, objaśnia mu także zasadę trzydziestu sekund. Szofer skwapliwie korzysta z rad przełożonego, zapisując sobie najważniejsze informacje, maksymy i zasady, zmieniając jednocześnie swoje podejście do wydatków i bieżącej konsumpcji. Stopniowo zmienia się również jego sposób postrzegania własnej przyszłości, zaczyna myśleć perspektywicznie, stawia przed sobą cele oraz wykonuje pierwsze kroki – te, które może i jest gotowy zrobić właśnie teraz. 

Dokąd zaprowadzi go ta strategia, na której swój sukces zbudowali wielcy tego świata? W jaki sposób można te rady wdrożyć w codziennym życiu? Jak rozbudzić w sobie pragnienie realizacji celu, który wynagrodzi nam dokonane wyrzeczenia? Tego wszystkiego dowiemy się dzięki lekturze książki „Nie zjadaj cukierka … od razu!”, która jest prawdziwą esencją reguł rządzących światem biznesu, a zarazem kluczem do naszego osobistego sukcesu. Po poradnik ten powinni sięgnąć szczególnie ci, którzy pomimo intensywnych działań nie są w stanie osiągnąć założonego celu, którzy pomimo wysokich zarobków nie czują potrzeby odkładania ich części, dla których treścią życia jest właśnie konsumpcja, wizyty w drogich restauracjach, zakupy niepotrzebnych przedmiotów, a także ci, którzy borykają się z poważnymi problemami finansowymi. Proste, a zarazem pełne treści historie opowiadane przez Patienta działają na wyobraźnie i motywują do zmiany, do rezygnacji z tego właśnie cukierka, a także z tego następnego i jeszcze z kolejnego … Zatem, co jesteście w stanie zrobić dzisiaj, aby osiągnąć sukces w przyszłości?