piątek, 22 stycznia 2016

Barbara Żołądek (na podstawie baśni Hansa Christiana Andersena) "Dzikie łabędzie"

Tytuł: Dzikie łabędzie
Autor: (na podstawie baśni Hansa Christiana Andersena) Barbara Żołądek
Wydawnictwo: JEDNOŚĆ dla dzieci

„Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia” – twierdził Albert Einstein, zaś słowa te są najpiękniejsza definicją miłości. Kiedy się kogoś kocha, jest się gotowym na największe poświęcenie. Niestraszne są wówczas żadne przeszkody, nie istnieją pokusy, jesteśmy skoncentrowani tylko na tej drugiej osobie. Również kiedy potrzebuje ona pomocy, jesteśmy w stanie zrobić wszystko, nawet zaryzykować własnym życiem, by tylko ulżyć drugiej osobie w cierpieniach. Mówiąc o takiej prawdziwej miłości, nie można mieć na myśli wyłącznie uczucia pomiędzy mężczyzną i kobietą, ale i pomiędzy rodzicami a dzieckiem, a także pomiędzy rodzeństwem.



Właśnie tak wielką miłością darzyli się członkowie pewnej rodziny królewskiej – król, królowa i dwanaścioro królewskich dzieci. Owa wesoła gromadka potomstwa składała się z jedenastu braci, mądrych i bardzo przystojnych oraz słodkiej i dobrej królewny Elizy. Właśnie to silne uczucie łączące rodzeństwo zostało wystawione na ciężką próbę, zanim jednak do tego doszło, dzieci spotkała wielka tragedia. Pewnego dnia zmarła ich wspaniała matka, zaś ojciec po krótkim okresie żałoby pojął za żonę inną kobietę. Zła i okrutna macocha nie miała zamiaru sprawować opieki nad dziećmi, co więcej, darzyła ich nienawiścią tak silną, że postanowiła usunąć wszystkich z królewskiego dworu. Na królewiczów rzuciła zaklęcie zamieniając ich w łabędzie, zaś Eliza została wygnana do lasu. Odtąd miała wychowywać się w skromnej chatce drwala, bez prawa wstępu do rodzinnego domu.


Ta wzruszająca historia, mimo iż została opisana wiele lat temu przez Hansa Christiana Andersena, wciąż chwyta za serce, wciąż zachwyca kolejne pokolenia czytelników przekonując, że niekiedy musimy ponosić ofiarę, że milczenie warte jest czasami więcej, niż tysiące słów, że ostatecznie dobro i miłość zwyciężają. Opublikowana nakładem wydawnictwa JEDNOŚĆ książka z tekstem Barbary Żołądek i pięknymi ilustracjami Oli Makowskiej, to oparta na teście Andersena opowieść „Dzikie łabędzie”. Do lektury przyciąga już niezwykły, duży format książki, zaś staranne wydanie, twarda oprawa oraz strony wibrujące barwami, tylko potwierdzają wyjątkowość książki. Mimo iż rozmiary publikacji sprawiają, że lektura w łóżku, przed zaśnięciem dziecka może być problematyczna, to baśń wspaniale nadaje się do wspólnego czytania przy dużym stole, bądź na kanapie, w otoczeniu całej rodziny. Sięgnąć po nią mogą zarówno te dzieci, które samodzielnie już czytają bajki, jak i te, które słuchać będą opowieści czytanej przez rodziców bądź opiekunów. Za sprawą pięknych rysunków poruszających wyobraźnię śledzić one mogą rozwój akcji, ilustrację te można wykorzystać również jako wstęp do rozmowy z dzieckiem na temat przeczytanego fragmentu baśni. 



Eliza dopiero po ukończeniu piętnastego roku życia dowiedziała się, że jej bracia żyją, choć nie w ludzkiej postaci. Mądry drwal zachęcił królewnę do ich poszukiwania mówiąc: „Jeśli dopisze ci szczęście i nie braknie odwagi, może odnajdziesz ich i dopomożesz w niełatwej doli”. I choć szczęście tak naprawdę opuściło Elizę już dawno, to odwagi z pewnością jej nie brakuje. Właśnie dlatego zdecydowała się wyruszyć na kraj świata i odszukać ukochanych braci. Jakież to wspaniałe było powitanie, kiedy po długiej wędrówce odnalazła jedenastu królewiczów. Okazuje się, że każdego dnia zmieniają się oni w dzikie łabędzie, pozostając w ludzkiej postaci jedynie nocą.

Eliza zdecydowała się zamieszkać z braćmi, wspomagając ich duchowo w niedoli. Jednak już pierwszej nocy spędzonej w grocie braci, księżniczce przyśnił się niezwykły skrzat. On to wyjawił jej sposób na zdjęcie uroku, choć wymagać to będzie od dziewczyny wyrzeczeń i hartu ducha. Ma ona, nie zważając na ból, zerwać parzące pokrzywy i upleść z nich koszule dla swoich braci – po jednej dla każdego z nich. Nie może przy tym wypowiedzieć ani słowa, w przeciwnym razie zaprzepaści już na zawsze szansę na odmianę losu młodych mężczyzn.


Kiedy pierwsze koszule były już gotowe, Elizę zauważył w lesie przystojny królewicz i zabrał ją do swojego pałacu, ogłaszając zaręczyny. Mimo iż nie wypowiedziała ani jednego słowa, mężczyzna zakochał się w niej, a w dowód miłości dostarczył do pałacowej komnaty pokrzywy. Teraz dziewczyna mogła dalej pleść koszule dla kolejnych braci. Niestety, na tę ostatnią zabrakło jej pokrzyw, a z racji zakazu nie mogła nikomu o tym powiedzieć. Postanowiła sama zdobyć niezbędne rośliny, wymykając się nocą z pałacowych komnat …


Czy Eliza dokończy swoją pracę? Czy uda jej się zdjąć urok ze swoich braci? Czy poradzi sobie z matką królewicza, która oskarża ją o czary? Czy książę nie zwątpi w nią? A może ona sama, bojąc się utraty miłości mężczyzny i płonącego stosu wyzna, co robiła nocą na cmentarzu? Na te wszystkie pytania odpowiedzi znajdziemy w niezwykle pięknej bajce o sile rodzinnych więzów i mocy milczenia. W historii poruszającej i zapadającej w pamięć, podobnie jak inne ponadczasowe bajki Andersena. Wspaniale, jeśli choć jedna z nich pobudzi do refleksji, zainicjuje zmianę zachowania, jeśli choć jedna pozwoli stać się lepszym człowiekiem. Dlatego tak istotne jest, by po skończeniu lektury omówić ją z dzieckiem, by przeanalizować konkretne zachowania i postawy, wskazując na morał płynący z baśni.

Do książki możecie zajrzeć TU

czwartek, 21 stycznia 2016

Karoku Koubou "KOKOJKO i psotne kurczaki"

Autor: Karoku Koubou
Wydawnictwo: JEDNOŚĆ dla dzieci



Wychowanie dzieci to nie sielanka – wie o tym każda mama. Bo choć macierzyństwo jest wspaniałym darem, zaś dziecko – cudem, to niekiedy psotny maluch potrafi nieźle narozrabiać i pozbawić sił nawet najbardziej energiczną mamę. A co dopiero, kiedy dzieci jest więcej, zaś na głowie matki, jest nie tylko ich wychowanie, ale także prowadzenie domu…. Wówczas przestrzeń mieszkalna przemienia się w prawdziwe pole bitwy, zaś mama, niczym najlepiej wyszkolony strateg planuje, deleguje zadania, część z nich realizując osobiście, a także prowadzi monitoring zadań wykonywanych przez męża i dzieci.

środa, 20 stycznia 2016

Agnieszka Drummer, Beata Williamson „Tydzień w Londynie. Angielski dla podróżujących”

Autor: Agnieszka Drummer, Beata Williamson
Wydawnictwo: POLTEXT

O tym, że funkcjonowanie we współczesnym świecie bez znajomości języków obcych jest problematyczne, nie trzeba zapewne nikogo przekonywać. Dobra wiadomość jest taka, że tak naprawdę nigdy nie jest za późno na naukę, zaś do jej rozpoczęcia nie potrzebne są ani duże pieniądze, ani długie godziny. I choć przyswajanie nowych słówek czy reguł gramatycznych wymaga nieco wysiłku, to jednak korzyści płynące z możliwości porozumienia się w obcym języku są tak duże, ze szybko o nim zapominamy.

Nauka języka dawno już przestała polegać na uczeniu się z mało atrakcyjnych wizualnie książek, poświęconych mało interesującym nas tematom. Teraz można przygotować się do zagranicznej podróży, korzystając ze specjalnie opracowanych samouczków, które dzięki przykuwającej uwagę szacie graficznej, licznym ciekawostkom dotyczącym kultury danego kraju czy obowiązujących w nim reguł, nie tylko wspomagają proces przyswajania treści, ale również stanowią pasjonującą lekturę, zachęcającą do dalszego zgłębiania języka. Jedną z takich publikacji jest książka „Tydzień w Londynie. Angielski dla podróżujących”, autorstwa Agnieszki Drummer oraz Beaty Williamson, do której została dołączona płyta MP3, zawierająca nagrania tekstów czytanych przez brytyjskiego lektora.

Z racji tego, iż publikacja przeznaczona jest dla osób podróżujących, znajdziemy w niej działy tematyczne związane ze wszystkimi aspektami podróżowania, czyli: przelotem, poruszaniem się po mieście, wizytą w restauracji, w sklepie oraz u lekarza. Rozszyfrujemy również wszelkiego rodzaju napisy i ostrzeżenia, które spotkać można na londyńskich ulicach i w witrynach sklepowych, poznamy również nieco słownictwa związanego z zabytkami Londynu. Każda z tych części to jeden dzień z naszego życia, być może jeden dzień z pobytu w Londynie lub też jeden dzień poświęcony na przyswojenie każdego z wymienionych zagadnień.

Układ poszczególnych rozdziałów pozwala nam na stopniowe zagłębianie się w temat, zarówno jeśli chodzi o słownictwo, jak i o gramatykę języka angielskiego. Podczas przelotu do Londynu (w poniedziałek) powtórzymy przy okazji czas Past Simple, zaś stopień opanowania materiału możemy sprawdzić wykorzystując kończący pierwszy dzień (jak i kolejne) test. Jest również miejsce na nasze notatki – zarówno spostrzeżenia, jak i na nowe słowa, które być może poznamy podczas przelotu. Wtorek to nie tylko czas na słownictwo związane z planowaniem podróży czy poruszaniem się po Londynie transportem publicznym, ale i na zdania względne, zaś w środę – przy okazji poznawania lokalnych pubów i restauracji, powtórzymy nie tylko słownictwo związane z posiłkami i ich zamawianiem, ale również najważniejsze czasy przyszłe i różnice pomiędzy nimi oraz zasady pisowni końcówki „-ing” z czasownikiem. W czwartek będziemy zmuszeni odwiedzić lekarza, a przy okazji przyswoić sobie okresy warunkowe, co wynagrodzimy sobie podczas czwartkowego szaleństwa zakupowego. Pracując nad własnym szykiem i stylem, powtórzymy sobie również szyk wyrazów w zdaniu. Sobota będzie zaś czasem poświęconym zakazom, nakazom i tablicom informacyjnym oraz czasownikom modalnym, zaś niedziele możemy spędzić aktywnie na zwiedzaniu i przypomnieniu sobie czasu Present Perfect Simple.

Tym oto sposobem, siedem dni, siedem części książki, siedem poruszanych tematów pozwala nam znacząco wzbogacić nasze słownictwo, a także przyswoić lub przypomnieć obowiązujące reguły gramatyczne. Nie musimy się martwić również o ewentualne błędy w wymowie poszczególnych słów, bowiem na dołączonej do książki płcie znajdziemy nagrania lektora, zarówno w normalnym tempie, jak i bardzo wolnym, dzięki czemu ostatecznie upewnimy się co do własnego sposobu wymowy bądź skorygujemy go odpowiednio wcześnie. 

Przydatność zawartych informacji, konstrukcja samouczka oraz obietnica rychłego wyjazdu sprawiają, że nauka języka nigdy jeszcze nie była tak łatwa i przyjemna. Co więcej, z publikacji mogą skorzystać osoby o różnym stopniu zaawansowania języka (poziom A2-B1), które zapewne z chęcią powtórzą sobie zapomniane słowa, czy nawet zapoznają z nowymi wyrażeniami. Jestem przekonana, iż uzyskana dzięki powtórzeniu oraz ćwiczeniom z płytą płynność wymowy oraz brak poczucia popełnianych błędów uczynią pobyt w Londynie jeszcze wspanialszym!

Fragment publikacji możecie zobaczyć TU

Karoku Koubou "KOKOJKO i głodne kurczaki"

Tytuł: KOKOJKO i głodne kurczaki
Autor: Karoku Koubou
Wydawnictwo: JEDNOŚĆ Dla dzieci

Każda mama wie doskonale, że głodne dzieci, to psotne dzieci, dlatego należy dbać o stałe pory posiłków i o to, by głód nie rozrósł się do monstrualnych rozmiarów. Co jednak zrobić, kiedy podczas przygotowania obiadu nic nie jest tak, jak należy? Kiedy okazuje się, że nie można odszukać patelni, na której miały być smażone pyszne naleśniki?

wtorek, 19 stycznia 2016

Rafał Żak "Rozwój osobisty. Instrukcja obsługi"

Autor: Rafał Żak
Wydawnictwo: MT Biznes



O tym, że współczesna rzeczywistość zmusza nas do nieustannego rozwoju, nie trzeba nikogo przekonywać. Jest on niejako zjawiskiem naturalnym, konsekwencją rozwoju technologicznego, globalizacji i wszelkich przemian społeczno-gospodarczych. Problem polega jednak nie na samym rozwoju, ale na tym, w jaki sposób do niego podchodzimy – czy jest on dla nas przykrą koniecznością, wyzwaniem, a może dobrą zabawą? Jak rozumiemy ten rozwój, czego się w wyniku niego spodziewamy? Jakie metody są tu najbardziej efektywne i w jaki sposób możemy poziom tego rozwoju zbadać?

Na te wszystkie pytania odpowiada rewelacyjna książka Rafała Żaka, trenera, mówcy i autora tekstów. Opublikowana nakładem wydawnictwa MT Biznes pozycja, to raczej przewodnik niż poradnik, bowiem dzięki nakreśleniu przez autora sytuacji na rynku szkoleń, wyjaśnieniu pojęć związanych z rozwojem, takich jak kompetencje czy talent, a także omówieniu narzędzi trenerskich, przestajemy błądzić w drodze do osiągnięcia wyższego poziomu, tylko sami wytyczamy ścieżkę posługując się wskazówkami Żaka. Tym samym jest to książka dla wszystkich, którzy chcą się rozwijać (również dla tych, którzy od tego procesu są już uzależnieni), dla trenerów, coachów, nauczycieli, rodziców i uczniów, osób prowadzących własną działalność i dla pracowników etatowych. Uniwersalność tej pozycji nie oznacza pobieżnego potraktowania tematu. Wręcz przeciwnie – szerokie spektrum zagadnień poruszonych w publikacji pozwala odnaleźć treści przydatnej danej grupie i powracać do tych zagadnień, które są dla szczególnie interesujące.

W pierwszej części książki autor przybliża nam tematy związane z szeroko pojętym procesem rozwijania się. Autor zwraca uwagę na fakt, iż nasz rozwój przebiega w różnych kierunkach, ale pomimo wielości definicji tego rozwoju, często pojawia się w nich słowo kompetencja. Dowiadujemy się, że działania rozwojowe tak naprawdę mogą dotyczyć różnych jej obszarów, poznamy definicję uczenia się, jego determinanty, a także style uczenia. Autor dokładnie omawia przy tym temacie cykl Kolba, składający się z czterech następujących po sobie elementów, podkreśla też, że talent nie powinien służyć nam do określenia ścieżki zawodowej, powinien on być raczej wskazówką co do „preferencji w myśleniu i działaniu”. Zadaje również pytanie „Czy można rozwinąć się za bardzo?”, prowokując do rozważań, czy rozwój na wyrost jest optymalnym działaniem, biorąc pod uwagę nasz ograniczony czas oraz zasoby.

Część druga przybliża nam różne możliwości wyboru ścieżek i dróg rozwoju, charakteryzując krótko poszczególne narzędzia pracy trenera, formę rozwoju, jaką jest trening w miejscu pracy, mentoring, coaching. Poznamy także różne narzędzia badawcze i warunki, jakie powinny one spełniać. Autor omawia również takie narzędzie rozwojowe, jak ośrodek oceny i rozwoju (Assessment Center i Development Center), omawiając krótko każdą z tych dwóch metod i ich rolę w ocenie kompetencji pracownika. Dowiemy się także, czym jest ocena 360 stopni i odpowiemy na pytanie czy lub co może dać nam mówca. Autor zwraca również naszą uwagę na istniejące na rynku szkoleniowym pomieszanie pojęć i płynną granicę pomiędzy niektórymi formami rozwoju oraz na nisze, które szybko wypełniane są kolejnymi rodzajami narzędzi rozwoju, choć niekoniecznie odbywa się to w sposób racjonalny. 

W kolejnej części szukamy granicy pomiędzy rozwojem a sprzedażą, poznajemy również kilka najczęściej występujących sposobów sprzedaży, takich jak pobudzenie emocjonalne czy świadectwa odbiorców. Autor nawiązuje ponadto do „literatury poradnikowej”, posługując się przykładem Napoleona Hilla oraz Dale`a Carnegie. Żak udziela nam także rad, jak napisać bestseller oraz opisuje dwie ścieżki, którymi zazwyczaj wędrujemy z zamiarem kupna kolejnego poradnika w stylu „Jak zostać milionerem pracując trzy godziny dziennie”. Mamy szansę się również zdiagnozować i wypatrując niepokojących objawów określić, czy przypadkiem nie jesteśmy „ćpunami rozwojowymi”.

Przedostatnia część poświęcona jest udzielaniu rad – stanowi swego rodzaju instrukcję obsługi rozwoju, służyć ma trenowaniu zdolności krytycznego myślenia, wyciąganiu wniosków, rozpoznawaniu okoliczności, w których staliśmy się lub też możemy stać się ofiarą myślenia horoskopowego (czyli rzekomej zgodności opisu z naszymi odczuciami na temat samego siebie). Autor daje nam również wskazówki dotyczące metod oceny literatury rozwojowej i formułuje podpowiedzi pozwalające właściwie wybrać usługi rozwojowe. Z kolei ostatnia część publikacji stanowi próbę odpowiedzi na pytanie, czy nauka z praktyką mogą się pogodzić, czy jednak podejścia te wzajemnie się wykluczają.

Rafał Żak w swojej książce nie koncentruje się tylko na przekazaniu wiedzy merytorycznej – liczne przykłady, ciekawostki (zwane „Ścinkami, skrawkami, smaczkami”) oraz ćwiczenia do samodzielnego wykonania przez czytelnika sprawiają, że ten poradnik-przewodnik jest fascynującą lekturą, zaś sam autor zachęca nas do czynnego uczestniczenia w procesie przemiany, a właściwie procesie rozwoju, o którym pisze. Dlatego też w książce wyróżnione zostały fragmenty, w których znajdują się ćwiczenia, rozwijające temat poruszony w danej części. To wszystko sprawia, że mamy realną szansę doświadczyć zmiany, zyskując przy tym pewność, że w drodze do celu poprowadzą nas wskazówki dostarczone przez czujnego, choć nieco ironicznego autora!


Marie-Morgane Le Moël „Cała prawda o Francuzkach”

Autor: Marie-Morgane Le Moël
Wydawnictwo: Kobiece

Co tak naprawdę wiemy o Francuzkach? Kolejne publikacje, które w ostatnich latach ukazały się na rynku wydawniczym mówią o nich, jako o swego rodzaju fenomenie, chwaląc ich figury, styl, a także sposób wychowywania dzieci. Czy tak jest naprawdę? Czy ten obraz kreowany przez media rzeczywiście jest tak nieskazitelny? Jak wygląda codzienne życie Francuzek, jak radzą sobie w polityce, jak pracują, jak funkcjonują w społeczeństwie i … w sypialni? 

Na te wszystkie pytania odpowiada wspaniała publikacja autorstwa Marie-Morgane Le Moël, która zdradza nam wszystkie (lub prawie wszystkie) sekrety francuskich kobiet, choć obnażenie ich tajemnicy wcale nie sprawia, że przestają one fascynować. Wręcz przeciwnie, książka „Cała prawda o Francuzkach”, to niezwykły portret zwyczajnych-niezwyczajnych kobiet, które mają swoje słabości, gorsze dni, których dzieci wcale nie są tak dobrze wychowane, które nie mają czasu, by wyłącznie oddawać się przyjemnościom i zakupom. Co nie znaczy, że styl i szyk nie są dla nich ważne – nawet w obliczu problemów finansowych cenią sobie jakość i markę, dlatego nikogo nie powinien dziwić piękny francuski manicure, zdobiący dłonie kobiety-rybaka czy torebka Vuittona u mieszkanki wsi. Dlatego też książka powinna stać się obowiązkową lekturą dla wszystkich kobiet, które chcą odkryć sekret sex appealu Francuzek, które chcą zapoznać się z rzetelnym materiałem o Francji i sytuacji kobiet na przestrzeni wieków, które są poczuć ten niezwykły klimat kraju oraz zapach Chanel nr 5, otulający Francuzki, stanowiący esencje ich kobiecości i wyrafinowania.

Le Moël pisze o dotyczących Francuzek stereotypach, obalając przy okazji wiele z nich i stwierdzając ostatecznie: „idealnej kobiety dotąd nie spotkałam”. W kolejnych częściach książki autorka opisuje różne aspekty życia kobiet, nierzadko sięgając do przeszłości, by tam szukać przyczyn danego zjawiska, bądź też przedstawić nam kobiety, które miały niebagatelny wpływ na Francję i Francuzki. Na kartach książki sportretowane zostały ikony kina, takie jak Brigitte Bardot czy seksowna Sophie Marceau, przeczytamy także o „wróbelku”, czyli o Edith Piaf. Biografie tych niezwykłych kobiet potwierdzaj teorii o wyjątkowości Francuzek, nie odpowiadają jednak na pytanie o to, jak wygląda życie przeciętnej Francuzki, której twarz nie jest znana z pierwszych stron gazet. Dlatego też autorka przedstawia nam Marie, za którą stoją tysiące Francuzek, dzielących jej los. Czytając krótki scenariusz jej życia okazuje się, że wcale tak bardzo nie różni się on od życia przeciętnej Polki, za wyjątkiem stopnia wyzwolenia obywatelki Francji, przejawiającego się wczesnym sięganiem po papierosy i alkohol oraz – co jest objęte tajemnicą – pozamałżeńskim seksem. 

Poznamy także stosunek Francuzek do polityki oraz przeczytamy o traktowaniu kobiet na szczeblach władzy państwowej, spotkamy również kobiety, które w przeszłości odegrały istotną role w dziejach kraju, zapisując się na zawsze na kartach historii. Mowa tu o jednej z najsilniejszych kobiet na świecie, czyli o Joannie D`Arc, pod której pomnikiem której co roku zbierają się tysiące ludzi, składając bohaterce hołd, a także o wpływowych Francuzkach z królewskiego rodu. Poznamy także losy dwóch kobiet, które dostąpiły zaszczytu pochówki w Panteonie – Olympe de Gouges, zgilotynowanej orędowniczki równouprawnienia i Manon Roland, która również stała się ofiarą swoich przekonań politycznych. Autorka przypomina nam także o tysiącach innych kobiet, z różnych klas społecznych, które brały udział w rewolucji czy przewodziły zamieszkom, a także … traciły życie w obronie swoich idei.

Francuzki nie są traktowane na politycznych salonach na równi z mężczyznami, a ta nierówność niestety przenosi się również na inne sfery życia społecznego. Również jeśli chodzi o zarządzanie firmami, to najwyższe funkcje kierownicze wciąż sprawują głownie mężczyźni, a chociaż i w miejscach pracy zachodzą zmiany, w wyniku których kobiety zajmują coraz bardziej odpowiedzialne stanowiska, to do stanu równowagi jeszcze jest daleko.

Le Moël zaprasza nas również do sypialni Francuzek, zanim jednak tam wkroczymy przeczytamy o miłosnych manewrach, czyli o grze uwodzenia, mającej we Francji długą tradycję, o wolnej miłości oraz o … francuskim pocałunku. Dowiemy się, jaką Francuzki noszą bieliznę, a także, że tak naprawdę krążące o nich mity dotyczące nimfomanii, są nieprawdziwe. Nie zmienia to faktu, że Francuzki są otwarte na różne praktyki seksualne, a już samo przebywanie w ich towarzystwie zmusza do nieczystych myśli. Nie bez powodów to właśnie we Francji powstał słynny Moulin Rouge, a w promowaniu wizerunku Paryża jako miasta miłości i wolności pomagali artyści rozmaitych talentów, jak choćby pisarka Colette oraz Simone de Beauvoir.

Dowiemy się ponadto, czym jest francuski szyk i jak manifestuje się kobiecość obywatelek Francji, jaką rolę w ich życiu (i zawartości garderoby) odegrała Chanel, czym jest dla Francuzek moda i jak, przy tych wspaniałych specjałach francuskiej kuchni, udaje im się zachować wspaniałą sylwetkę. Z każdym rozdziałem książki coraz lepiej poznajemy te wspaniałe kobiety, a także historie ich kraju przekonując się, że to nieuchwytne „coś”, które Francuzki otacza, to połączenie kobiecości, otwartości na nowe wyzwania (i doznania), to niezwykły apetyt na życie. „Cała prawda o Francuzkach” jest zaś porywającą lekturą, wielopłaszczyznowym przedstawieniem roli kobiety we Francji, przemiany obyczajów, a także „joie de vivre”, który je charakteryzuje! 


poniedziałek, 18 stycznia 2016

Susan Fowler „Dlaczego motywowanie ludzi nie działa … i co działa”

Autor: Susan Fowler
Wydawnictwo: MT Biznes

Ludzie są jednym z najcenniejszych zasobów firmy. Aby jednak zasób ten był właściwie wykorzystany, by stał się kluczowym dla efektywności działania i rozwoju przedsiębiorstwa, niezbędne jest właściwe nim zarządzanie. Niestety, mimo upływu lat i pojawiania się kolejnych teorii motywacji, wciąż jednym z najczęściej stosowanych motywatorów jest przysłowiowy „kij” (bądź „marchewka”). Tymczasem źle skonstruowane systemy motywacyjne wpływają na obniżenie wydajności pracy, powodują konflikty, nadmierne roszczenia, rotacje na stanowiskach i szereg innych problemów. Właściwie skonstruowany system motywacyjny powinien bowiem być dostosowany do indywidualnych potrzeb pracowników, powinien zawierać te bodźce motywacyjne, które są dla nich szczególnie cenne – tak przynajmniej myślano do chwili obecnej.

No właśnie, jak to jest z tą motywacją? Czy kierownik rzeczywiście musi podejmować działania, by zmotywować załogę do pracy? A może powinien po prostu nie przeszkadzać? Rewolucyjne (rewelacyjne?) spojrzenie na motywacje prezentuje Susan Fowler w swojej pracy „Dlaczego motywowanie ludzi nie działa … i co działa”. Już sam podtytuł, opublikowanej nakładem wydawnictwa MT Biznes książki, wskazuje na prawdziwą rewolucję w zarządzaniu zasobami ludzkimi. „Najnowsze metody przywództwa, dodawania ludziom energii i ich angażowania” – to najlepsza reklama publikacji, zaraz po przedmowie Kena Blancharda, zwolennika nowoczesnego przywództwa. Obserwacje i wnioski płynące z najnowszych badań naukowych, a także wspaniałe rezultaty, jakie Program Optymalna Motywacja odniósł w takich organizacjach, jak Microsoft czy NASA, sprawiają, iż warto rozważyć zmianę swojego nastawienia do procesu motywowania i zrozumieć, że proces ten w obecnej formie przynosi zwykle rozczarowania i frustracje obu stron. Współczesne rozumienie procesu motywowania oraz powodów dla którego ta motywacja nie działa, jest kluczem do sukcesu.

Autorka przedstawia nam przyczynę, która wydaje się być oczywista, a jednak jest prawdziwą rewolucją w spojrzeniu na zzl- motywacja nie działa, bo ludzie już są zmotywowani! Tym samym po lekturę tę powinni sięgnąć zarówno właściciele biznesów, jak i pracownicy działów HR, a także każda osoba zainteresowana samorozwojem i postawami wobec konkretnych wyzwań czy bodźców motywacyjnych. Książka ta może stać się prawdziwym przełomem, może wznieść organizację ponad poziomy, a dzięki niej możliwe jest stworzenie takiej kultury organizacyjnej, która sprzyjać będzie zaangażowaniu pracownika.

Skoro już w pierwszym rozdziale autorka udowodniła, że motywowanie pracowników nie działa, to w kolejnych częściach książki skupia się na tym, co w takim razie działa. Fowler przedstawia nam istotę motywacji, która sprowadza się właściwie do tego, że ludzie pragną się rozwijać i cieszyć się z wykonywanej pracy, chcą mieć moc sprawczą, budować relacje z innymi i czerpać satysfakcję z tego, że są kompetentni, że robią coś dobrze. I nie są do tego potrzebne ani kary, ani nagrody – płynie to z wnętrza człowieka, jest częścią jego natury. Dlaczego zatem z takim trudem kierownikom przychodzi zaspokojenie tych, jakże niewygórowanych potrzeb? Dowiadujemy się, że w procesie zarządzania należy uwzględnić mechanizm samoregulacji, której podstawą są trzy skuteczne techniki: uważność, wartości i cel (UWC). Autorka pisze także o niebezpieczeństwie bycia napędzanym (które wiąże się ściśle z motywacją zewnętrzną), a także o aktywowaniu optymalnej motywacji, która wiąże się z takim umiejętnościami, jak: umiejętność identyfikacji obecnej perspektywy motywacyjnej, umiejętność przejścia (lub utrzymania) do perspektywy optymalnej, a także umiejętność refleksji. Przekonamy się, że ludzie pracujący z optymalną perspektywą motywacyjną osiągają lepsze wyniki, niż pozostali, nauczymy się także przeprowadzać rozmowy MOC-y, pomagające pracownikom w identyfikacji aktualnej perspektywy i jej zamianie na optymalną.

„Wielką ironią przywództwa jest fakt, że motywowanie pracowników nie działa, gdy już są zmotywowani. Ludzie zawsze są zmotywowani (…)” – pisze Susan Flower, nakłaniając nas do zmiany perspektywy i do pomagania ludziom w zrozumieniu, dlaczego są zmotywowani. Autorka pracę nad optymalną motywacją proponuje zacząć od siebie, bowiem dopiero wówczas staniemy się wzorem do naśladowania i zainicjujemy efekt fali, która obejmować będzie coraz to nowych pracowników.

Przyznaję, że lektura „Dlaczego motywowanie ludzi nie działa…” obala większość ze znanych mi teorii, stanowiąc w swej prostocie wyższy poziom wtajemniczenia. Liczne przykłady i sytuacje motywacyjne przytoczone w książce uświadamiają nam wartość podejścia prezentowanego przez Fowler, zaś epilog, w którym scharakteryzowane zostały sylwetki mistrzów motywacji uświadamia nam, że pora na zmiany. Osiągniecie głębokiego i trwałego zaangażowania w wykonywaną pracę nigdy nie było bardziej realne!

niedziela, 17 stycznia 2016

Owsiane placuszki biegacza

Dziś, w obliczu nadejścia prawdziwej zimy ze śniegiem i mrozem, postanowiłam rozgrzać się wewnętrznie, a przy okazji doładować energetycznie. Mój wybór padł na placki owsiane, z inspiracji Katarzyny Karpy i jej książki „Dziewczyny na start”.


Uwielbiam wszystko to, co słodkie, pachnące, co kręci i nęci, dlatego zmuszona byłam nieco zmodyfikować przepis, posypując placki grubą warstwą cukru pudru z odrobiną wanilii.

Placki owsiane

Składniki:
  • płatki owsiane górskie (ja dałam ok. ¼ szklanki – wyszły z tego trzy placuszki),
  • kapka miodu (dałam potężne dwie łyżki),
  • jajko,
  • trochę mąki (ok. 1/3 szkl – tyle, by ciasto stało się elastyczne),
  • dżem lub miód na wierzch (ja dałam wspomniany cukier puder).
Wykonanie:

Do miski wsypujemy płatki owsiane, zalewamy wrzątkiem i czekamy, aż wchłoną wodę (ok. 5 minut). Wbijamy jajko, dolewamy miód i wsypujemy mąkę. Gdy ciasto się klei, formujemy na patelni placuszki i smażymy na oleju lub oliwie. 

Ja do ciasta wsypałam jeszcze rodzynki i suszoną śliwkę pokrojoną w cienkie plasterki.

fot. J.Gul

Placuszki są bardzo sycące. Po dwóch sztukach nie byłam w stanie się już ruszyć, szczególnie, że popijałam placuszki kubkiem gorącego kakao.

fot. J.Gul

Niestety ten przepis chyba nie przyjmie się w moim domu – zdecydowanie wolę placuszki z jabłkami czy placuszki serowe. Jednak zapewne znajdą się jego amatorzy, dlatego nie odmówiłam sobie umieszczenia go na stronach bloga:-)



sobota, 16 stycznia 2016

dr Ken Blanchard, dr Michael O`Connor: „Zarządzanie przez wartość. Jak sprawić, by osobiste wartości pomagały osiągnąć nadzwyczajne wyniki

Autor: dr Ken Blanchard, dr Michael O`Connor
Wydawnictwo: MT Biznes

Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego jedne przedsiębiorstwa odnoszą sukces, rozwijają się, mogą pochwalić się ekspansją na zagraniczne rynki, zaś inne, o takiej samej wielkości, ofercie produktowej czy usługowej oraz zbliżonym kapitale z trudem wiążą koniec z końcem? Odpowiedź na to pytanie jest prosta – zwycięskie przedsiębiorstwa to te, które kierują się w trakcie swojego funkcjonowania, istotnymi dla siebie wartościami. Ich misja jest jasno określona, zrozumiała dla pracowników, zaś wszystkie działania skoncentrowane są wokół zarządzania określonymi wartościami. 

O tym, czym jest MBV, czyli zarządzanie przez wartość, jak je wdrażać i jakie korzyści ono przynosi, dowiemy się z poradnika „Zarządzanie przez wartość. Jak sprawić, by osobiste wartości pomagały osiągnąć nadzwyczajne wyniki”. Opublikowana nakładem wydawnictwa MT Biznes książka Kena Blancharda, współautora tak bestsellerowej książki jak „Jednominutowy Menedżer” oraz Michaela O`Connora pokazuje, w jaki sposób MBV zmienia nie tylko organizacje, ale życie jej członków. Adresowana do przedsiębiorców pozycja powinna znaleźć się w biblioteczce każdego z nich, niezależnie od wielkości i charakteru organizacji, którą kierują, a także w biblioteczce każdego pracownika – zarządzanie przez wartość sprawdza się bowiem także na polu osobistym. Jeśli zatem już nigdy nie chcesz uczestniczyć w uciążliwym wyścigu szczurów, jeśli chcesz spać spokojny o losy twojej firmy, jeśli chcesz znaleźć równowagę pomiędzy pracą, a życiem osobistym, to ta książka jest właśnie dla ciebie.

W kolejnych rozdziałach tego niewielkiego objętościowo poradnika autorzy, posługując się przykładami firm czy konkretnymi zachowaniami oraz osobą niejakiego Toma Yeomansa, przedstawiają nam trzy akty życia (Akt I: Osiągaj, Akt II: Łącz, Akt III: Integruj) oraz omawiają dokładnie, co wiąże się z każdym z nich. Dowiadujemy się, iż akt pierwszy oznacza bycie-przez-robienie i jest charakterystyczny dla wielu ludzi, którzy są przekonani, że osiąganie jest jedyną opcją, jedynym sposobem na życie. Akt drugi dotyczy relacji i wiąże się z inwestowaniem zarówno we własne życie, jak i w życie innych osób, dzielenie się talentami z przyjaciółmi, rodzicami oraz dalszym otoczeniem. Akt trzeci oznacza bycie-przez-stawanie się i oznacza definiowanie (bądź też przedefiniowanie) własnych celów i wartości oraz wcielanie ich w codzienne życie. 

Autorzy przekonują, że organizacja, która ma solidne podstawy we wszystkich swoich biznesowych relacjach, odniesie sukces. Piszą o tzw. organizacji Fortunate 500, czyli wszystkich tych organizacjach, które definiowane są przez jakość usług świadczonych klientom oraz jakość życia swoich pracowników, a także o akronimie KPWI, gdzie K oznacza Klientów i jakość usług im świadczonych, P – pracowników i motywujące środowisko, jakie firma im stwarza, W – Właścicieli bądź udziałowców firmy, którzy kierują się zasadami etycznymi i postępują uczciwie, zaś I – to Istotne Inne Grupy, czyli gminy, dostawcy itp. Poznajemy także trzy fazy procesu MBV oraz trzy wartości, które ukierunkowują ten proces. Autorzy dają nam również możliwość zagłębienia się w schemat POPS, czyli rozwiązywanie problemów zorientowane na ludzi oraz pokazują, w jaki sposób korzystać z GAAP, czyli z planu działania zażegnującego konflikt.

Podczas lektury towarzyszy nam nieustannie Tom, bowiem to za jego pośrednictwem zgłębiamy tajniki zarządzania przez wartość, zaś wykreowane sytuacje pomagają nam powiązać dostarczone narzędzia z rzeczywistymi problemami, z jakimi boryka się nasza firma, pomagają dostrzec szerokie spektrum zastosowania tych narzędzi. To połączenie teorii z praktyką sprawia, że książka „Zarządzanie przez wartość” jest niezwykle cenną pozycją, która – dzięki wykorzystaniu informacji w niej zawartych może przyczynić się do sukcesu zarówno naszej organizacji, jak i powodzenia w życiu osobistym!

Magdalena Wala "Przypadki pewnej desperatki"

Tytuł: Przypadki pewnej desperatki (seria z babeczką)
Autor: Magdalena Wala
Wydawnictwo: Czwarta strona

Czasy studenckie obfitują w wiele wspaniałych wydarzeń – niekiedy anegdoty o tym okresie towarzyszą nam już całe życie. I choć zdarzają się też sytuacje stresujące i oblane egzaminy u wyjątkowo mściwych profesorów, to jednak z biegiem lat wszystko to co bolesne, co niegdyś spędzało nam sen z powiek, ulega zatarciu w naszej pamięci. 

Trudno jednak zapomnieć swoją pierwszą, podjętą na studiach pracę, szczególnie jeśli przełożona kojarzy się ze smokiem ziejącym ogniem, czy też tak traumatyczne wydarzenie, jak … oświadczyny. Tak, tak, chwila wyczekiwana przez setki, a nawet tysiące panien dla pewnej Julii jawi się jako najgorszy z koszmarów, zaś nadchodzący w perspektywie ślub – jako powód, by natychmiast spakować swoje rzeczy i uciec na przysłowiowy koniec świata. I nie pomaga fakt, że narzeczony jest niezwykle przystojny, że toleruje wszystkie wady (a nawet stanowią one powód do uwielbienia), że sam gotuje, jest na każde zawołanie i okazuje na każdym kroku troskę. Straszne, prawda? Na dodatek ów mężczyzna – nazwijmy go Paweł – nie należy do najbiedniejszych, zaś w ostatnim czasie stał się, wraz z rodzicami, pełnoprawnym właścicielem pałacu. Fakt ten pobudza wyobraźnię Julii znacznie bardziej, niż bicie weselnych dzwonów czy suknia ślubna z welonem. Dziewczyna bowiem jest studentką historii, darzącą prawdziwą namiętnością stare budynki i budowle, a szczególnie ich strychy i piwnice, w których kryją się tajemnice przeszłości.

Czy jednak stary pałac, który rodzina Pawła utraciła po II wojnie światowej, jest w stanie zrekompensować Julii dyskomfort wiążący się z oświadczynami i ślubem, do którego niechybnie zmierza chłopak? Czy pamiętnik, znaleziony na strychu dworu w Lubiczy będzie wart więcej, niż straty psychiczne związane ze stałym związkiem? Czy seria morderstw, o których pisze autorka pamiętnika, pozostanie na zawsze owiana nimbem tajemnicy czy może to Julia będzie tą, która odkryje prawdę? Na te wszystkie pytania odpowie nam powieść „Przypadki pewnej desperatki”. 

Autorka, Magdalena Wala, w skrzącej humorem i ciętymi ripostami książce zabiera nas w podróż do przeszłości, do początków XIX wieku, ale z równym oddaniem i realizmem portretuje teraźniejszość i jej cienie i blaski, ze specyfiką pracy szkolnej na czele. Przyjemność płynącą z lektury docenią wszyscy ci czytelnicy, którzy cenią sobie mistrzowskie operowanie słowem i dowcipem sytuacyjnym, a także ci, którzy – podobnie jak Julia – kochają tajemnice. I mimo iż pamiętnik i sekret z nim związany nie ekscytuje w tym samym stopniu, co codzienne życie bohaterki, to i tak warto prześledzić historię zagadkowych zgonów, zastanawiając się nad tożsamością hipotetycznego mordercy. 

W chwilach pomiędzy zarabianiem w pocie czoła na chleb (wszyscy nauczyciele z pewnością przytakną w tym momencie), pilnowaniem młodszej i pyskatej siostry, a unikaniem wylewności Pawła, Julia wczytuje się we wspomniany pamiętnik, autorstwa piętnastoletniej Agnety, pensjonarki, wychowanki księżnej Izabeli Czartoryskiej. Z jej opisów wyłania się burzliwy początek XIX wieku, choć bardziej niż wydarzenia historyczne panna zwraca uwagę na zajęcia, przyjaciółki i relacje damsko-męskie, w tym na bale i śluby. Uroczystości te obfitują w traumatyczne wydarzenia – na przestrzeni stosunkowo krótkiego czasu ginie czterech silnych, młodych mężczyzn i to w dość niejasnych okolicznościach. Sprawy traktowane są jako przypadkowa śmierć poprzez zadławienie się pestką, wyniki napaści w celach rabunkowych czy wypadek, co świadczy o niekompetencji bądź też celowym działaniu aparatu władzy. Tym bardziej, że zupełnie pominięty został fakt, iż przy zwłokach znajdują się karteczki zawierające cytaty z Pisma Świętego…

Jak zakończy się ta historia? Koniecznie musicie sięgnąć po książkę „Przypadki pewnej desperatki” by dowiedzieć się nie tylko tego, kim tak naprawdę jest morderca, ale i tego, jak potoczą się losy Julii i czy uda jej się odroczyć moment stanięcia na ślubnym kobiercu. I choć współczesny wątek porusza o wiele mocniej niż historia z przeszłości, wywołując spazmy niepohamowanego śmiechu, to powieść autorki należy uznać za niezwykle udaną. Trudno nie polubić Julii ze wszystkimi jej wadami (rozumiemy doskonale Pawła), czy jej młodszej siostry, której postać zwraca uwagę błyskotliwością i otwartością. Nie mówiąc już o sylwetce Pawła – stanowiącego obiekt westchnień każdej kobiety, poza Julią oczywiście. Doskonale nakreśleni bohaterowie i sytuacje, w jakich się znajdują, barwna charakterystyka szkolnej społeczności, z dyrektorką-zmorą na czele, a także wspaniała studencka brać – to wszystko, w połączeniu z lekkością słowa wróży autorce jeszcze wiele wspaniałych książek w dorobku, zaś nam, wiele równie zabawnych pozycji, do których można mieć tylko jedno zastrzeżenie - czas spędzony na zagłębianie się w skomplikowany świat bohaterów upływa zdecydowanie zbyt szybko…


piątek, 15 stycznia 2016

Gareth Moore "Gry umysłowe dla małych geniuszy"

Tytuł: Gry umysłowe dla małych geniuszy
Autor: Gareth Moore
Wydawnictwo: Jedność dla dzieci


Mówi się, że w czasie deszczu dzieci się nudzą. Jednak ten przejściowy stan jest wywołany nie tylko niemożnością wyjścia na zewnątrz, ale i brakiem rozrywek, które pozwalałyby zapobiec wpływie tej fatalnej pogody na sposób spędzania wolnego czasu. Komputer i telewizor nigdy nie powinny stanowić alternatywy dla możliwości zabawy na powietrzu, ale stanowić ją mogą wszelkie gry planszowe oraz gry umysłowe, które sprzyjają tworzeniu się nowych połączeń neuronów w mózgu, które mają zarówno walor rozrywkowy, jak i edukacyjny.


Jedną z takich publikacji, która bawiąc jednocześnie uczy i wyzwala drzemiące w dziecku pokłady kreatywności, jest opublikowana nakładem wydawnictwa Jedność książka „Gry umysłowe dla małych geniuszy”. Na jej stronach znajdziemy sto jeden wciągających zagadek, rozwijających poszczególne części mózgu, reprezentujących odmienne stopnie skomplikowania i trudności. Można zatem obrać kilka strategii pracy z książką, przechodząc od ćwiczeń łatwych do trudnych, bądź też zmierzyć się z tymi najtrudniejszymi, a następnie wrócić do tych łatwych, ciesząc się rekordowym tempem ich wykonania. Autor, dr Gareth Moore zadbał również o to, by można było śledzić swoje postępy w rozwiązywaniu poszczególnych zagadek i przekonać się, że mózg – jak każdy mięsień – może (a wręcz powinien) być trenowany, a wspomniany trening czyni mistrza! Dlatego właśnie na górze strony, przy każdej grze pozostawione zostało miejsce, w którym można wpisać czas wykonania zadania. 



Choć gry przeznaczone są dla dzieci, to kto powiedział, że „małym geniuszem” nie może zostać osoba dorosła. Można też urządzać rodzinne rozgrywki, w których poszczególni członkowie rozwiązują zagadki mierząc swój czas i porównując wyniki z pozostałymi. Zróżnicowane nie tylko pod względem stopnia zaawansowania, ale i tematu ćwiczenia trafią w gust każdego, kto zechce się z nimi zmierzyć. Wśród zawartych w zbiorze zagadek znajdziemy wykreślanki, gry polegające na połączeniu w określony sposób różnych figur, gry z zakresu słowotwórstwa, polegające na zamianach liter i tworzeniu nowych słów oraz puzzle. Zyskujemy możliwość zabawienia się w szpiega i rozszyfrowania różnych kodów, ćwiczyć będziemy też spostrzegawczość, poszukując różnic pomiędzy pozornie tylko identycznymi rysunkami. Potrenujemy również logiczne myślenie i zdolność do analizy rozwiązując sudoku, a nawet podejmiemy wyzwanie, kojarzące się z popularną w przeszłości „grą w statki”.

Na końcu książki znajdziemy rozwiązania zagadek, pozwalające zweryfikować poprawność ich wykonania, a także miejsce na własne uwagi, spostrzeżenia, a kto wie, może nawet na gry własnego autorstwa. To wszystko sprawia, że publikacja „Gry umysłowe dla małych geniuszy” jest wspaniałą propozycją dla małych i dużych. Książka nie tylko pozwala twórczo spędzać czas, rozwijając przy tym obie półkule mózgowe, jest treningiem koncentracji, ale i stanowi rewelacyjny pomysł na rodzinne spotkania. A zatem do dzieła… a właściwie do ćwiczeń marsz!


środa, 13 stycznia 2016

Rozmowy z autorem: Agnieszka Olejnik "A potem przyszła wiosna"

Agnieszka Olejnik - Polonistka i anglistka, mama trzech synów oraz właścicielka czterech psów. Odkąd zamieszkała w domu na skraju lasu, pod wielkimi dębami, codziennie budzi się z uczuciem spokoju w duszy i zwyczajnego szczęścia. W młodości szybowniczka i wielbicielka jaskiń. Podróżniczka.Prowadzi bloga „Barwy i smaki mojego życia”, gdzie opowiada nie tylko o książkach, ale też o fotografowaniu przyrody, zdrowej kuchni i pysznych nalewkach.
/źródło: www.czwartastrona.pl/

wtorek, 12 stycznia 2016

Rozmowy z autorem: Barbara Rubin "Dieta. Zalecany sposób życia"

Barbara Rubin - ekspertka w dziedzinie utrzymywania optymalnego stanu zdrowia i sprawności fizycznej przez człowieka. Jako dyplomowana trenerka fitness, specjalistka ds. prawidłowego odżywiania oraz holistic lifestyle coach osiąga znakomite wyniki, prowadząc indywidualne i grupowe zajęcia z klientami. Organizuje międzynarodowe wykłady, seminaria i warsztaty. 
/źródło: Rozpisani.pl/

sobota, 9 stycznia 2016

Claire Dunn „365 dni bez zapałek. Jak rok w australijskim buszu odmienił moje życie”

Tytuł: 365 dni bez zapałek
Autor: Claire Dunn
Wydawnictwo: Kobiece

„Mogłabym w każdej chwili otworzyć drzwi mojej klatki i uciec. Ale co miałabym robić? Kim zostać? Ogarnia mnie nagła ochota, by zdjąć buty i po prostu zacząć iść. I nie zatrzymywać się, dopóki pod stopami nie poczuję opadłych liści” – te słowa oddają i naszą tęsknotę za ucieczką, za innym życiem, za zmianami które oderwą nas od doczesności i trywialności, od wyścigu szczurów i materializmu. Ileż to razy marzyłeś o rzuceniu pracy i wyjeździe do Ameryki Południowej? Ile razy chciałeś porzucić ciepłą posadę w banku by zostać żeglarzem? Ile razy pragnąłeś wyrwać się z pętli kredytów, przymusu kupowania przedmiotów pod wpływem otoczenia i zamieszkać w drewnianej chacie na plaży, opierając swoją egzystencję na kilku tylko przedmiotach i redukując swoje potrzeby do minimum? Dlaczego to jest wciąż w sferze marzeń? Dlaczego nie realizujesz swoich planów?

Odwagę, by dokonać zmian, odnalazła w sobie Claire Dunn, zagorzała aktywistka walcząca w obronie lasów, pracownica jednej z fundacji działających w tym zakresie. Z chwilą przyjęcia posady, zamieniła podróże i protesty na niezliczone godziny spędzone na pisaniu tekstów o lasach i petycjach, a z każdym dniem rosła jej frustracja i przeświadczenie, że tak naprawdę nie jest to jej życiowa droga. Kiedy wszyscy znajomi zdążyli już założyć rodziny, wziąć kredyty na dom i wspiąć się po szczeblach kariery, ona świadomie postanowiła z tego wszystkiego zrezygnować. Zdecydowała się na udział w niezwykłym projekcie, który zakładał niemal samotną, roczną egzystencję w australijskim buszu. Prowadzony podczas pobytu dziennik posłużył jako szkic wciągającej książki „365 dni bez zapałek. Jak rok w australijskim buszu odmienił moje życie”. Opublikowany nakładem Wydawnictwa Kobiecego reportaż, jest zatem zapisem wydarzeń, które miały miejsce podczas trwania programu, a jednocześnie jesteśmy świadkami wewnętrznych zmian, jakie dokonywały się w psychice autorki. Nastawiona na zadaniowy system pracy, na nieustanne starania w drodze do perfekcji Dunn, musiała nauczyć się niczego nie pragnąć, niczego nie musieć, nie robić nic na siłę, tylko dać się porwać swojej pierwotnej naturze. 

„Całe życie uczono cię produktywności i osiągania celów. Na tej podstawie budowałaś poczucie własnej wartości. Teraz zrobiła jeden krok poza ten świat i twoje ego walczy, żeby zachować status quo. Zapewne czujesz się, jakby rozpętała się w tobie wojna domowa” – mówi Dunn instruktor ze szkoły przetrwania, w której uczestniczyła przygotowując się do programu. I zapewne jest w tym sporo racji, bowiem pierwsze dni i tygodnie pobytu w buszu są naznaczone kolejnymi klęskami, z którymi kobieta nie może się pogodzić. Nieustannie porównuje się z innymi „szaleńcami”, którzy nie tylko zdecydowali się porzucić obecne życie, ale jeszcze za ten przywilej zapłacić, wciąż też ma poczucie straconego czasu, tego, że mogłaby zrobić wszystko szybciej, dokładniej, lepiej.

Ponieważ program przetrwania w naturalnym środowisku zakładał stopniowe ograniczanie wykorzystania przedmiotów ze świata zewnętrznego, jego uczestnicy przez pierwsze sześć miesięcy uczestniczyli w rozmaitych warsztatach, mających za zadanie przygotować ich do przetrwania w buszu bez zapałek czy metalowych przedmiotów, zaś kolejne sześć miesięcy byli zdani wyłącznie na siebie. Claire Dunn uczyła się zatem lepienia zastawy stołowej z gliny, konstruowania pułapek na kraby i węgorze, rozpalania ognia za pomocą świdra ręcznego czy polowania. Uczestnicy mieli również za zadanie wybrać sobie swoje miejsce na rozległym terenie i postawić własnoręcznie dom, według swojego projektu. Jedyne zasady, jakie obowiązywały w trakcie trwania programu, to zakaz spożywania alkoholu, w trakcie dwunastu miesięcy poza obozem mogli spędzić wyłącznie trzydzieści dni i przez trzydzieści dni mogli przyjmować gości. Jak Dunn, poradziła sobie z postawionymi przed nią wyzwaniami? Co stało się najtrudniejszym zadaniem? Jakie bariery, w tym bariery wewnętrzne będzie musiała pokonać, by wytrwać do końca pobytu? Na te pytania odpowiada wspaniała książka „365 dni bez zapałek”, będąca zarówno fascynującym zapisem powrotu do korzeni, jak i odkrywania samej siebie, swoich pragnień oraz dawno zatraconej kobiecości. 

Autorka, posługując się niezwykle barwnym, plastycznym językiem przenosi nad do australijskiego buszu, zaś załączone zdjęcia dodatkowo pobudzają naszą szalejącą wyobraźnię, pozwalając poczuć się niemal jak uczestnik tego survivalowego pobytu, a jednocześnie zatęsknić za ta wolnością, lekkością, jaką daje obcowanie z naturą. I choć pobyt był wykańczający fizycznie, to skupienie się na prostych czynnościach, korzystanie z darów Matki Natury, nieustanny kontakt z przyrodą wyzwalały niezwykłą energię, płynąca z wnętrza człowieka. Również podczas lektury znikają wszelkie ograniczenia, wszelkie nakazy i zakazy, budzi się w nas tęsknota za podążeniem drogą marzeń. Jak pisze Dunn: „Najtrudniej jest uwierzyć, że jest to możliwe, że można zrobić to, na co zawsze miało się ochotę, co przemawia do ciebie bardziej niż wszystko inne”. Patrząc na to, czego dokonała Claire Dunn, czując jeszcze smak pieczonego węża na języku czy dotyk twardej gliny nabieramy przekonania, że realizacja każdego planu rzeczywiście jest możliwa, Zatem … do dzieła!

Andrzej Wardziak "Siódma dusza"

Tytuł: Siódma dusza
Autor: Andrzej Wardziak
Wydawnictwo: VIDEOGRAF

Mówi się, że duchy grasujące na Ziemi to dusze tych, którzy zostawili tu zaległe sprawy bądź też odeszli w poczuciu krzywdy i teraz żądają zadośćuczynienia. Zjawiska paranormalne od wieków rozbudzają wyobraźnię, skłaniają do badań naukowych w tym zakresie bądź też do samodzielnego poszukiwania prawdy. Jeśli dodamy do tego fakt, iż lubimy się bać, lubimy ten rozkoszny dreszcz wywołany nagłym skokiem adrenaliny, to uzyskujemy odpowiedź dotyczącą sekretu popularności seansów spirytystycznych czy – współcześnie – filmów o duchach i zjawach.

Można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że w temacie horroru wykorzystano już wszystko, co w człowieku wzbudza przerażenie, począwszy od żywych trupów poprzez wampiry czy też mniej oczywiste postacie, nie mające cielesnej powłoki, żądające krwawej zemsty. Czy zatem, po obejrzeniu setek filmów i lekturze wielu horrorów, można nie być przygotowanym na najgorsze? Czy można jeszcze czymś zaskoczyć? Andrzejowi Wardziakowi, autorowi powieści grozy „Siódma dusza” się to niestety nie udało się, co nie znaczy, że po lekturę książki opublikowanej nakładem wydawnictwa Videograf, sięgnąć nie jest warto. Otrzymujemy bowiem solidną dawkę strachu, doprawioną nutką miłosnych dramatów, która – pomimo przewidywanego rozwoju akcji, nie staje się przez to mniej mroczna. Odnajdziemy tu istną kompilację wątków znanych z wielu horrorów – stary dom, który wydaje się żyć i tętnić nienawiścią, duchy, samookaleczenia pod wypływem halucynacji oraz mgłę, która nie pozwala odnaleźć właściwej drogi. Miłośnicy horroru zapewne wielokrotnie poczują solidną dawkę emocji, a pragnąć zweryfikować swoje podejrzenia, zagłębiać się będą w opowieść, pozostając pod wrażeniem majestatycznego gmachu, w którym autor osadził swoją historię.

Wielki dom z początku XX wieku, położony w centralnej Polsce, a także zgromadzony majątek oraz firma winiarska wchodzą w skład dóbr odziedziczonych przez rodziców Marcina. Testament, który odmienił ich życie diametralnie, pozostawił Antoni Mostowski, wuj chłopaka, który utonął w pobliskim stawie. Choć brakło dowodów wskazujących na samobójstwo, to jednak wszyscy podejrzewają, iż Mostowski sam targnął się na swoje życie. Być może wyjaśnienie zagadkowej śmierci kryje się w nieprzeczytanym wciąż liście do Marcina, a może w czeluściach rozległego domu …

Kiedy rodzice chłopaka wyruszają na kontrolę sieci sklepów z winem, Marcin postanawia zaprosić na weekend swoich przyjaciół, bowiem posępny dom budzi w nim podświadome obawy. Nie wie jednak, że będzie to weekend, który na długo pozostanie w jego pamięci i przesunie granice lęku. Zaproszenie chłopaka przyjmuje Adam, wraz ze swoją dziewczyną Majką oraz Tymek, z nową partnerką, pochodzącą z Ukrainy Nadią. Dziewczyna jest medium, o czym wszyscy dowiadują się w wyniku makabrycznych wydarzeń, jakich są świadkami. Wydaje się, że ktoś (lub coś) postanowił, że nie wyjdą z tego domu żywi, a przynajmniej chce solidnie ich nastraszyć. Począwszy od zmasakrowanych rodziców, których ciała widzi Marcin, poprzez odnalezienie sekretnego pokoju ze ścianami pokrytymi rysunkami szatana, po przerażające wizje Tymka, które kończą się samooślepieniem – wszystko jest tak naprawdę zapowiedzią wydarzeń rozgrywających się w domu, z którego nie ma wyjścia. Pomimo prób bohaterom nie udaje się bowiem upuścić terenu posiadłości, a zwodnicza mgła wydaje się śledzić każdy ich ruch i zawracać uciekinierów w kierunku domu Mostowskiego.

Jak zakończy się ta opowieść? Czy to możliwe, że sekretny pokój posłużył do sprowadzenia na ziemię czegoś, z czym nikt nigdy nie chciałby się spotkać? Czy przyjaciołom uda się przeżyć ten upiorny weekend? Na te wszystkie pytania odpowiada lektura powieści „Siódma dusza”, która przybliża nam zagadnienia związane ze zjawiskami paranormalnymi, która zaciekawia, a chwilami przeraża. Wardziak mistrzowsko zadbał o atmosferę grozy, która otula nas niczym śmiertelny całun i towarzyszy niemal od pierwszych stron lektury. Dzięki temu specyficznemu klimatowi, który zdominował fabułę i plastycznym opisom, przenosimy się wraz z Marcinem i jego znajomymi do tego domu grozy, zapominając nawet o zbyt szczegółowych dialogach, odbierających pole wyobraźni czy pewnej irracjonalności fabuły (szczególnie w przypadku osoby oślepionego Tymka, który po znacznym ubytku krwi jest w stanie zasiąść z przyjaciółmi i przy pomocy tablicy quija wywoływać duchy). Nie zmienia to jednak faktu, że „Siódma dusza” choć nie zaskakuje, to przeraża, a choć jest książką nie wybijającą się ponad przeciętność, to z pewnością warto po nią sięgnąć chociażby po to, aby odpowiedzieć sobie na pytanie, czym tak naprawdę jest strach. Tylko uważajcie – lektura powieści Wardziaka po zmroku może być … śmiertelnie wstrząsającym doświadczeniem!


czwartek, 7 stycznia 2016

Maciej Bennewicz "Coaching, tajemniczy dar kosmitów dla ludzkości”

Autor: Maciej Bennewicz
Wydawnictwo: Coach&Couch Autobus i Kanapa

Macieja Bennewicza nie trzeba przedstawiać nikomu, kto interesuje się szeroko pojętym samorozwojem, coachingiem bądź też pracuje jako coach. Nie wszyscy jednak wiedzą, że Bennewicz tak naprawdę jest … kosmitą. Podobnie zresztą jak my wszyscy – wszak pewnego dnia pojawiliśmy się na ziemi i bezwstydnie wykorzystujemy ją, eksploatujemy jej zasoby, ale niezależnie od tego ile mamy, wciąż chcemy więcej. Przepełnia nas frustracja, lęk przed tym, że nie mamy wystarczająco pieniędzy, rzeczy, że nie jesteśmy wystarczająco doskonali. Na dodatek daliśmy sobie wmówić, że miarą naszego sukcesu jest wysoka pozycja społeczna, kierownicze stanowiska i pełne konto. Tyle tylko, że często taki obraz kłóci się z tym, jacy naprawdę jesteśmy, a my zostajemy z odwiecznym dylematem „mieć czy być”. Ta wewnętrzna walka ze sobą skutkuje brakiem większych efektów, wypaleniem zawodowym bądź też przekonaniem, że tak naprawdę nie wiemy, dokąd zmierzamy. Istni kosmici! 


O odnalezieniu swojego miejsca w świecie, pokonaniu ograniczeń, pozbyciu się stereotypów i zadawaniu właściwych pytań (pytań granicznych), pisze Bennewicz w książce „Coaching, tajemniczy dar kosmitów dla ludzkości”. Opublikowany nakładem wydawnictwa Coach&Couch Autobus i Kanapa podręcznik to prawdziwa instrukcja obsługi kosmity, a tak naprawdę sposób na dotarcie do swojego wnętrza, bodziec do refleksji, do zastanowienia się nad tym kim jesteśmy, dlaczego postępujemy właśnie w dany sposób, jak reagujemy w określonych sytuacjach i jaki jest nasz stosunek do otaczających nas ludzi czy wydarzeń. To również zachęta do tego, byśmy wzięli odpowiedzialność za swoje życie, byśmy przestali obwiniać innych o własne niepowodzenia. Po podręczną instrukcję obsługi człowieka spełnionego – tak bowiem można określić książkę Bennewicza – sięgnąć może każdy, niezależnie od płci, wieku, stanu konta czy miejsca zamieszkania (mieszkańcy Pasa Oriona również mile widziani), pod warunkiem, że zachowa otwarty umysł i naprawdę będzie gotowy na zmiany.

Posługując się swoim wieloletnim doświadczeniem oraz sporą dozą wyzwalającego kreatywność humoru, autor przybliża nam istotę coachingu, zwracając uwagę na fakt, że „coaching zaczyna się tam, gdzie zaczyna się twoja potrzeba indywidualizmu”. Dzięki temu procesowi porzucimy starania o utrzymanie konformistycznego status quo na rzecz realizowania własnych potrzeb oraz osiągania takich sukcesów na jakie nas stać, do jakich jesteśmy predestynowani. Będziemy również zmuszeni do strawienia myśloklopsów (dla niewtajemniczonych – nie mają one nic wspólnego z jedzeniem), czyli do poznania siły przekonań oraz do ich zmiany. Bennewicz przekonuje nas, że proces tej zmiany jest, przynajmniej z technicznego punktu widzenia, bardzo łatwy. Wystarczy tylko uświadomić sobie, że wszystko co sądzimy na temat rzeczywistości i nasz stosunek do niej, są tak naprawdę konsekwencją naszych przekonań. Kiedy już nauczymy się je identyfikować, należy każde z nich zastąpić innym, konstruktywnym, wspomagającym nas w podążaniu własną drogą. Jak pisze autor: „Potrzebujesz wspierających przekonań, żeby chciało ci się chcieć, żeby działać. Wykazywać się konsekwencją i wreszcie odnosić sukcesy”.


Z książki dowiemy się również, jaka jest zależność pomiędzy rozczarowaniem a inspiracją, poznamy cele coachingu, będziemy również zmuszeni do odpowiedzi na pytania dotyczące m.in. tego, jak chcemy się czuć, jak ma wyglądać pożądany rezultat, co się stanie, kiedy wszystkie słowa „muszę” zamienimy na „chcę” oraz … od czego zaczniemy. Ja proces zmian proponuję zacząć właśnie od lektury książki „Coaching, tajemniczy dar kosmitów dla ludzkości”, dzięki której będziemy mogli zidentyfikować nasze ograniczenia, zastanowić się czego tak naprawdę oczekujemy od życia, dokąd zmierzamy. Przyjrzymy się również wygłaszanym sądom zastanawiając się, czy naprawdę wyrażamy swoje opinie, swoje przekonania, a także dokonamy weryfikacji swoich przyjaciół – być może okaże się, że wśród pochlebców, którymi się otaczamy, tych prawdziwie bliskich osób jest niewiele. Działania te zmierzają do tego, byśmy mogli poczuć się dobrze względem samego siebie, byśmy realizowali swoje plany i marzenia nie krzywdzą innych, ale też nie dając skrzywdzić siebie. Wszystko po to, by już żaden kosmita nie był kosmicie wilkiem…

W tym procesie zmian wspomagać nas będzie nie tylko sam autor, ale również jego armia kosmitów, reprezentowana przez Ryśka, Grzesia, Grzesia (bez ogona) i Mistrza (oraz inne niewymienione przeze mnie postacie). Humorystyczne rysunki skłaniają nas do refleksji, kryją w sobie ogromny ładunek emocjonalny, który prowokuje nas zarówno do zadawania pytań, jak i do odpowiedzi. I jeśli zdecydujemy się na szczerość wobec siebie (oraz wobec innych), to w pełni będziemy mogli doświadczyć transformacji, przekonamy się, że otaczająca nas rzeczywistość kryje w sobie wiele fascynujących możliwości, a „chcieć” to znaczy „móc”!


środa, 6 stycznia 2016

Wybijane ciasto „funt” panny Heleny

–Chciałabym uzyskać od panny Heleny przepis n wybijane ciasto „funt” – westchnęła ciocia Misia. – Obiecywała mi go kilka razy, ale jakoś do tej pory nie dotrzymała słowa. Ten przepis pochodzi z Anglii, od kucharki starej angielskiej rodziny”. 
/Ania z Szumiących Topoli/



Być może ciocia Misia nie jest w posiadaniu przepisu na to pyszne, puszyste i maślane ciasto, ale ja już Wam go zdradzam w sekrecie.

Wybijane ciasto „funt” panny Heleny

Składniki:
  • 1 kostka masła o temperaturze pokojowej;
  • 1 ½ szklanki cukru (ja zmniejszyłam nieco ilość cukru i poprzestałam tylko na szklance);
  • 6 dużych jaj;
  • 1 ¾ szklanki przesianej mąki;
  • ½ łyżeczki soli;
  • 1 łyżeczka do herbaty wanilii (posłużyłam się cukrem waniliowym, bo niestety laski wanilii, które tu byłyby doskonałe, zużyłam do świąteczno-noworocznych wypieków).
  • w przepisie brak jest proszku do pieczenia, ale z racji skłonności do modyfikacji wszelakich przepisów, dodałam pół łyżeczki.

Wykonanie:

Wysmaruj tłuszczem i oprósz mąką formę do ciasta. Nagrzej piekarnik do temp. 165 st.C.
W misce ubijaj mikserem masło, powoli dosypuj cukier, aż masa stanie się lekka i puszysta.
Dodawaj po jednym jajku. Mocno ubijaj.
Przesiej mąkę. Drewnianą łyżką wmieszaj do masy mąkę, sól i wanilię. Zmiksuj wszystko dokładnie.
Łyżką przełóż ciasto do formy, wierzch wygładź szpatułką. Piecz ok. 1 ¼ godziny, aż ciasto się ładnie zarumieni.
Sprawdź wykałaczką, czy ciasto jest upieczone. Kiedy będzie gotowe, wyjmij je ostrożnie z piekarnika i odstaw, by wystygło.

fot.J.Gul

Zgodnie z przepisem należy postawić ciasto na podstawce spodem do góry i delikatnie zdjąć z niego formę, ja jednak zrezygnowałam z odwracania ciasta. Posypałam natomiast obficie ciasto cukrem pudrem, doskonale sprawdzi się również lukier.

fot. J.Gul

fot. J.Gul

fot.J.Gul

fot. J.Gul


SMACZNEGO!



Przygotowując ciasto znów korzystałam z „Książki kucharskiej Ani z Zielonego Wzgórza” K.Macdonald i – czytając przepis na te wszystkie delicje – zapewne robiłam to nie po raz ostatni.



Michał Rzecznik i Leszek Wicherek „Żona dyplomaty”

Autorzy: Michał Rzecznik i Leszek Wicherek
Wydawnictwo: Widnokrąg

„Por. Bogusław Klaudiusz Kot – kawaler, urodzony w 1938 r. w Warszawie. Po maturze ukończyłem Szkołę Oficerską Milicji Obywatelskiej w Szczytnie. W Komendzie Głównej MO jestem zatrudniony od 1966 roku. Posiadam mieszkanie własnościowe M2 oraz samochód osobowy Fiat 125p.” – wbrew pozorom nie jest to fragment ogłoszenia matrymonialnego ani zeznania majątkowego, ale przedstawienie sylwetki nieco zdystansowanego, ale sumiennego porucznika Milicji Obywatelskiej. Czemu Milicji? Bowiem rzecz dzieje się jeszcze za czasów MO, kiedy jedynymi sklepami sieciowymi, były sklepy Społem, a Pepsi w szklanej butelce stanowiła prawdziwy rarytas.

W czasach PRL-u właśnie, Michał Rzecznik i Leszek Wicherek umieścili akcję swojego komiksu „Żona dyplomaty” , rozpoczynając tym samym cykl publikacji z osobą porucznika w rolach głównych. Niegdyś to kultowy kapitan Żbik świecił triumfy i stanowił straszak na bandytów, dziś wykazać się może także porucznik Kot. Opublikowany nakładem wydawnictwa Widnokrąg komiks ma szansę na dłużej zagościć w naszej świadomości, podbijając serca miłośników minionych czasów oraz siermiężnej, ale jakże klimatycznej rzeczywistości. 

Mimo niewielkiej objętości (zaledwie 32 strony, które musimy policzyć sami, bowiem nie stanowią one sedna sprawy) otrzymujemy niezwykle interesujący zapis codziennej pracy funkcjonariuszy milicji, którzy mierzyć się muszą z takimi wyzwaniami, jak choćby znalezienie ludzi, którzy grożą dyplomacie, panu Debois. Ów mężczyzna otrzymuje list z nakazem przekazania określonej sumy pieniędzy, w przeciwnym razie porwana może zostać jego ciężarna żona. List zawiera kategoryczny zakaz informowania funkcjonariuszy MO, ale dyplomata, jak każdy rozsądny obywatel, natychmiast zgłasza sprawę na posterunku, żądając od Władzy Ludowej ochrony oraz ujęcia bandytów.


Ze sprawą zapoznaje się porucznik Bogusław Klaudiusz Kot, prowadząc przesłuchanie z właściwym sobie chłodem i nonszalancją, skrywającymi jednak profesjonalizm i doświadczenie. Eliminując analizę grafologiczną, Kot decyduje się na obserwację oraz obławę przy torze treningowym na Służewcu, w której udział ma wziąć równie – na własne życzenie – Debois. Mimo iż Kot wydaje się przygotowany, czujemy, że coś w tej całej historii nie pasuje, że akcja ma małe szanse na powodzenie. By może ta niepewność wynika z dynamiki postaci, z niedopowiedzeń czy przemyśleń porucznika, ale z zaciekawieniem czekamy na dalszy rozwój akcji…




„Żona dyplomaty” to nie tylko kryminał, odkrywający przed nami kulisy pracy funkcjonariuszy MO, czy sylwetki przestępców i sposoby ich działania, ale również sentymentalna podróż do czasów PLR. I mimo iż nie można tu mówić o dynamizmie akcji (wręcz przeciwnie – z sekwencyjną dokładnością obserwujemy kolejne wydarzenia), to cała historia wciąga i zmusza do odkrywania prawdy. Na odbiór komiksu wpływ ma również siermiężna szata graficzna: przypominający dostępne w minionych czasach papiery z odzysku, objęte systemem kontroli dystrybucji towarów oraz pozbawione większego nasycenia barw kolejne kadry. Taka oprawa książki przepełnia nas nostalgią i umożliwia przeniesienie się do przeszłości. Warto zwrócić uwagę również na szczegóły, do których wielką wagę przywiązują autorzy – mamy tu zbliżenia poszczególnych części ciała, butelki Pepsi niesionej przez dyplomatę, kolejne ujęcia sklepu Społem, widzianego przez pryzmat różnych barw. To wszystko składa się na spójną, oryginalną całość, którą bez wątpienia docenia fani komiksu oraz czasów PRL-u, włączając tę publikację do swojej kolekcji i z niecierpliwością czekając na kolejne części opowieści o poruczniku Kocie.